-
Zawartość
932 -
Rejestracja
-
Ostatnio
-
Wygrane dni
1
Wszystko napisane przez MamaAniola
-
Witaj Izuu! Moje samopoczucie super, żyje w jakimś amoku, w którym nie dociera do mnie, że jestem w ciąży. Kolejna beta w pt, usg w sb. Może wówczas coś do mnie dotrze
-
Cześć, Przy pierwszej procedurze potraktowałam propozycje zrobienia NGS jako takie trochę naciąganie ze strony kliniki. Kariotypy prawidłowe, fragmentacja plemników w normie, młody wiek. Nie zdecydowaliśmy się. W drugiej procedurze po niecałych 4 latach parametry nasienia uległy diametralnemu pogorszeniu - bardzo mała liczba plemników, przy wysokiej fragmentacji, do tego my 4 lata starsi i szaleństwo w polskiej polityce - zdecydowaliśmy się na badanie. Z perspektywy czasu żałujemy, że nie zdecydowaliśmy się na te badania przy pierwszej procedurze. Miałam pod rząd dwa nieudane transfery. Po pierwszym Pani Doktor uznała, że to mogła być wada zarodka. Tego nie wiemy i się nie dowiemy. Zrobiliśmy dodatkowa diagnostykę - wszystko było ok. Do kolejnego transferu dołączyliśmy wlew intralipidow. I znowu było niepowodzenie. Problem chyba polegał na tym, że te transfery były robione na cyklu sztucznym, a nie naturalnym. Dopiero po drugim niepowodzeniu Pani Doktor postanowiła to zmienić. Przy podejściu na naturalnym, udało się. Mało tego, wszystkie transfery na cyklu naturalnym kończyły się u mnie sukcesem. I tak myślę, że jakby gin wtedy wiedziała, że zarodek który się nie przyjął był zdrowy to by może zmieniła podejście od razu i przeszła na cykl naturalny przy kolejnym transferze? I może by było powodzenie? I może bym w ogóle na drugą procedurę się nie zdecydowala, bo bym miała już tu dwoje dzieci? To dywagacje. Nie dowiem się tego nigdy. Natomiast trochę mnie te niepowodzenia z perspektywy czasu męczą. Nie mam pewności z czego wynikały, prawdy nie dowiem się nigdy, zastanawiam się czy można było tego uniknac... Abstra...ąc już od tego, że wadliwych zarodków się nie transferuje i na takich transferach po prostu oszczędzasz, bo ich nie robisz mając ta wiedzę. Więc koszt zrobienia tych badań może się po prostu zwrócić. Wiem, że wiele dziewczyn się pewnie ze mną nie zgodzi, ale takie są moje doświadczenia i przemyślenia w tym temacie po kilku latach.
-
Ja też mam ogromną nadzieję, że tak będzie!!!! Informuj, proszę, na bieżąco i daj koniecznie znać po wizycie u lekarza.
-
Ja uważam, że to bardzo dobra decyzja. Wiem, że są tu dziewczyny, które przechodziły covid bezobjawowo. Ja miałam tego pecha, że przechodziłam bardzo objawowo. Aż wylądowałam na SORze pod tlenem, saturacja mi leciała w dół. Miałam paskudne duszności. Naprawdę wolałabym nie mieć takiego niedotlenienia z maleństwem pod sercem. Nawet jeśli by to odroczyło transfer to potraktuj to jako czas na odbudowanie sił na każdym froncie. Ja po mojej stracie podchodziłam do Transferu po kilku miesiącach - fizycznie byłam gotowa, z jednej strony bardzo potrzebowałam nadziei, bardzo potrzebowałam kolejnej ciąży, ale prawda jest taka, że psychicznie nie bylam gotowa. Nie radziłam sobie z niepowodzeniem i to tylko rozdrapywalo rany.
-
Kochana, wiem, że to czekanie jest najgorsze. A takich momentów oczekiwań jest tak dużo podczas całej procedury, że to idzie oszalec Twój lekarz na pewno podejmie najlepsza możliwa decyzję. Na cyklu sztucznym ma naprawdę bardzo duże pole manewru.
-
Ja z mojego, co prawda niewielkiego, doświadczenia mogę podpisać się pod tym co napisały dziewczyny. Kup kilka sztuk 56, więcej 62, jeszcze więcej 68. Maluszki rodzą się różne, moja cora miała po porodzie 62cm,wiec sporo ubranek po prostu nie ubrała
-
Ah, bo pomyślałam na początku o skurczach przepowiadających choć Twój opis za bardzo nie pasował. Mam nadzieję, że magnez Ci pomoże
-
Który to miesiąc?
-
U mnie wiarygodna beta była po 10 dniach od transferu,wiec to wyjdzie mniej więcej tak jak mówisz
-
Podali Ci klasę zarodeczkow? Kiedy robisz betę?
-
Trzymam kciuki!!!
-
Kochana, mówiąc szczerze to nie dociera do mnie to co się wczoraj stało. Mimo, że dobre przeczucia towarzyszyły my od punkcji przez badania genetyczne aż po transfer to nie dociera to do mnie... Mam mętlik w głowie. Najbardziej na świecie marzę o tym, żeby moje dzieci wyrosły na szczęśliwych ludzi. Boję się czy temu podołam. A mam Córcię, mini kropka pod sercem i 3 sniezynki, więc ogromną radość i ogromną odpowiedzialność. Czekam na to co przed nami, ale i też boję się bardzo.
-
Kochana, dasz radę! To chwila dyskomfortu, która może przybliżyć Cie do upragnionego maluszka. Przy całej drodze, która dotąd przeszłaś to pikuś!
-
Brawo Trzymam kciuki! Z takim nastawieniem może być tylko dobrze i tego Ci z całego serca życzę
-
Dziewczyny, chciałam Wam wszystkim i każdej z osobna bardzo podziękować za wsparcie i wszystkie ciepłe słowa . To dla mnie ma tak ogromne znaczenie... Czułam i czuję, że nie jestem sama w tych staraniach i mam ludzi, którzy życzą mi jak najlepiej i trzymają kciuki. Kilka bliskich mi koleżanek wiedziało, że podchodzę do transferu, ale żadna tak nie dopingowała. Nie dopytywały, nie przeżywały... Mało tego - niektóre po prostu pozapominały i nie mają pojęcia na jakim jestem obecnie etapie. A Wy - grupa dziewczyn, których nawet na oczy w życiu nie widziałam była zawsze ze mną dziękuję za wszystkie wiadomości i prywatne i na forum, mocne uściski
-
Co Ty opowiadasz! Co za zaskoczenie, zwrot akcji Moje serdeczne gratulacje, niech maluszek dalej rośnie zdrowo
-
Dziękuję Ci, kochana! Teraz czekam na Ciebie
-
-
Tak sobie myślę... Życie to jest jednak przewrotne. Trzy lata temu przeżywałam najtrudniejszy okres mojego życia. Tkwiłam od miesięcy w głębokiej żałobie i rozpaczy po stracie mojego jedynego, wówczas, Dziecka. Dzień w dzień czułam dosłownie fizyczny ból. Miałam tak dość, że co wieczór modliłam się, żeby się rano nie obudzić. Do mojej rozpaczy dochodził paniczny strach czy kiedykolwiek zostanę ziemska Mama. Przeszłam wiele operacji - mój brzuch był podziurawiony niczym ser szwajcarski, kolejne transfery kończyły się niepowodzeniem i nikt nie potrafił powiedzieć dlaczego. Dziś, po zaledwie 3 latach, jestem szczęśliwa Mama pięknej uśmiechniętej 1.5 rocznej dziewczynki. Mama, która właśnie się dowiedziała, że jest w ciąży!!! Dziewczyny, moja beta 120! A na mnie nadal czekają 3 sniezynki!! Jestem tak szczęśliwa, że boję się że okaże się, że to jeden wielki piękny sen. Wiem, że może się jeszcze wydarzyć wszystko, na każdym etapie ciąży, a szczególnie na jej początku. Ale ruszamy w tą podróż oby szczęśliwa 9 miesięczna, oby z finałem o jakim tak bardzo marze
-
Przechwytuje wibracje i idę dalej pucować okna. Wszystko, byle zająć czas oczekiwań!
-
Ponad godzine temu oddałam krew, wyniki dopiero po 18
-
To normalne kochana, wykrzycz się i wyplacz ile tylko chcesz. Ważne, żeby dać sobie prawo przeżywać żałobę po swojemu. Wiem, że się mówi, że czas leczy rany. Ja się nie do końca z tym zgadzam, ale wiem, że każdy ból da się oswoić i nauczyć z nim żyć. I Ty swój ból oswoisz. I mam nadzieję - poczujesz pewnego dnia, że tam u góry masz najlepsze możliwe wsparcie ja tak czuje codziennie. Tule Cie do serducha.
-
Martuska, jakoś od rana o Tobie myślę. Jak Twoje samopoczucie?
-
Ciekawe, bo u mnie statystyka 50 proc się sprawdza Pierwsza procedura - z 8 komórek 4 zarodki, druga procedura - z 7 komórek 4 zarodki.
-
Jedna blastka. Wszystkie moje transfery były pojedyncze.
