Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

lalonek

Zarejestrowani
  • Zawartość

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral
  1. też mam takie przemyslenia, że nie istnieje żaden ideał, bo prędzej czy później będa te same problemy ( bo one tez wynikają z mojej osoby). Wiadomo, że by chciałabym kogoś, żebym nie musiała ja się czuć jako zapewniacz bezpieczeństwa finansowego. Wesela jakiegoś specjalnego nie chce, nie te lata i w ogóle. Jak już to małe przyjęcie wyłącznie dla najbliższej rodziny. Potem może jakaś posiadówka dla kilku koleżanek , które mi zostały i tyle.
  2. ja właśnie nie wiem czego będę żałować. Ale kojarze taką kampanię społeczną z płaczącą babką-Nie zdążyłam
  3. tylko, że ja w tym związku dobijam do 6 lat więc czasu sobie dałam full. Czasem czytam to forum i kojarzę Twój nick, Ty chyba tez masz jakiś problem z facetem z tego co pamiętam. Masz tylko więcej czasu niż ja. Więc nie trać go , bo dawanie sobie dużo czasu, doprowadza niepostrzeżenie do tego co mam ja.
  4. Dzięki za złośliwość. Ale moje pytanie brzmiało, czy mimo nieidealnego związku brnęłybyście dalej w to/czy jednak wybrały życie singielki? (mówię tu o singielce singielce pod 40 a nie kompulsywnej poszukiwaczce liczącej na wolnego biznesmena pod 40, który będzie chciał legalizacji związku i rodziny z nią)
  5. To nie jest tak , że ja nie chcę dziecka. Docelowo chcę, ale nie z pobudek, że muszę bo instynkt szaleje, tylko bardziej z takich, żeby mnie coś nie ominęło i żebym potem nie żałowała, że postawiłam nie na to co trzeba. Nigdy go nie blokowałam, zawsze mówię , że jak mu coś nie pasuje to ja go siłą nie będę trzymała To jest raczej tak, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Mało, której kobiecie pasuje taki układ sił- bo to gigantyczna odpowiedzialność, nie bez powodu faceci żyją krócej. A bycie kurą domową, jest niesamowicie wygodne (ma też minusy), ale działasz w schemacie, a to zawsze jest zdecydowanie prostsze, bezpieczne, mało ryzykowne i nie wymaga rozwoju.
  6. Zatem polecasz życie singielki? Bo jak sobie popatrzę na te prawie 6 lat to w kontekście życia samej vs jeszcze raz tego związku, wybrałabym związek. Bo miałam na kogo liczyć, miałam z kim jeździć na wakacje, pójść na wesele, siedzieć w pandemii na lockdownie, śmiać się , wygłupiać, świętować urodziny i wiele innych prozaicznych sytuacji. Żyjąc sama tego bym nie doświadczyła, oczywiście pewnie miałabym szansę poznać kogoś innego. Może jestem w błędzie, ale ze spokoju to trudno rodzinę wyżywić, utrzymać auto itd., więc ktoś musi pracować więcej. Tu akurat padło na mnie. Dodam, że oboje pochodzimy z rodzin tzw. 0 na start. Więc poprzeczka jest wysoko.
  7. Stoję w martwym punkcie i proszę o poradę/wymianę doświadczeń. W skrócie opiszę o co chodzi. Jesteśmy w związku prawie 6 lat od ok. 1,5 roku zaręczeni, ale nadszedł czas wysiadki i jakiejś stagnacji. Nic nie idzie do przodu. Ślub on może wziąć ale chyba oczekuje, że to ja wszystko zorganizuje (?), bo sam nie wyskakuje z datą, no chyba że cywilny to zawsze mówi że nawet w przyszły weekend możemy. Dodatkowo dochodzą kwestię jego ciśnienia na dziecko i kłótnie z tego powodu. Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie jako małżonki, nie wiem dlaczego jako dziecko/nastolatka uznałam że temat mnie nie będzie dotyczył. I teraz chyba realizuje podświadomie ten scenariusz. Jednocześnie nie mam tzw. powołania do życia w samotności. Co raz częściej się kłócimy (najczęściej o sprzątanie, gotowanie, ilość mojej pracy), ale równie szybko się godzimy. Jest cierpliwy i stabilny emocjonalnie. Jest moim przyjacielem. Tylko... bardzo dużo nas różni praca, ambicje, znajomi, zarobki, kultura słowa (on przeklina dość często), poziom materiałów oglądanych na yt itp. Ja jestem pracoholiczką on osiadł na mieliźnie i zdążyłam go zdecydowanie wyprzedzić. Oboje jesteśmy po studiach. Odkąd go poznałam potroiłam swoje zarobki. On w tym kierunku nie robi nic uważa, że ma świetna pracę (w zasadzie do jej wykonywania studia mu nie są potrzebne) i mu to wystarczy (oszczędności ma jakieś minimalne) a rodzinę pierwszy chce zakładać. Czasem sobie myślę , że on z takim podejściem powinien być kobietą. Jakiś przygarnąłby go pod swoje skrzydła, i mu wszystko zorganizował, a on by robił zakupy i gotował. I teraz do meritum. Mam 37 lat , on 39. Nie oczekuje rad w stylu widziały gały co brały. Mleko się wylało i trzeba posprzątać. Zastanawiam się czy korzystniejsze w perspektywie reszty życia jest życie singielki/starej panny, czy jednak podjęcie ryzyka i wyjście za mąż. Z singielek mi znanych w różnym wieku, nie ma żadnej która w pełni akceptowałaby swój stan. Każda mimo wszystko szuka (żeby nie wiem jak wyzwolona była i świetnie sobie radziła) i to często w sposób kompulsywny. Co byście zrobiły- wybrały staropanieństwo, podjęły ryzyko i wyszły za maż, wierzyły dalej, że gdzieś czeka 100% pasujący Mr Right?
  8. Cześć, może mi ktoś podpowiedzieć z własnego doświadczenia jak lepiej kupować mieszkanie (interesuje mnie rynek wtórny). Samemu czy przez agencje? Co np. oznacza ogłoszenie zamieszczone przez agencję z ceną 370 tys? Że w tej cenie zawiera się jakaś prowizja dla agencji? Czy płacę dodatkowo poza tymi 370 coś jeszcze agencji ?( nie mówię o podatku pcc). Czy lepiej kupować od osoby prywatnej bezpośrednio? Nie mam wiedzy w tym temacie, poza tą którą zdobywam z poradników na yt póki co (wiem że trzeba sprawdzać KW, wziąć fachowca od instalacji żeby posprawdzał, sprawdzić kto jest zameldowany, zorientować się w sąsiadach itp.). Czy lepiej zlecić jakiemuś agentowi to wszystko - w sensie powiem jakie parametry mieszkania mnie interesują, max cena- on mi wyszuka i wszystko przeprowadzi za mnie- ile coś takiego może kosztować? planuje kupić w kredycie 50/50 Pomoże ktoś /doradzi?. Jestem z tym zakupem sama.
×