Iskrzynka
Zarejestrowani-
Zawartość
450 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez Iskrzynka
-
Wg google maps 1h 10 min. od mojego domu do kliniki, więc nienajgorzej, choć i tak nie wiem, jak to logistycznie ogarnę Ale na razie wolę o tym nie myśleć. Przyjęłam metodę małych kroczków i zobaczymy dokąd mnie to zawiedzie.
-
Miałam gorączkę 2 dni. W pierwszy dzień ponad 38 st., w drugi już tylko ok. 37,5, a mąż miał tylko stan podgorączkowy przez jeden dzień. W te pierwsze 1-2 dni bolały nas mięśnie, gardło, a mnie zatoki. Potem mieliśmy już tylko katar, a teraz już w zasadzie czujemy się całkiem normalnie. Wizytę mamy 23.02. Zapytam na niej, czy to może jakoś negatywnie wpłynąć na jakość komórek i w razie czego odczekamy jakiś czas, zanim ruszę ze stymulacją, a w tym czasie będziemy się na maksa koksować. Chciałabym się maksymalnie dobrze przygotować, żeby udało się nam uzyskać jak najwięcej zarodków, bo będziemy je potem chcieli przebadać, żeby wykluczyć ich wady, jako przyczynę niepowodzeń, a zakładam, że znaczna część odpadnie, więc, żeby został choć 1 lub 2, które okażą się prawidłowe. Czytałam, że w tych Czechach praktykuje się tzw.ministymulacje, które dają świetne rezultaty. Na forum pisała np. dziewczyna, która podchodziła do ivf 3 razy w Polsce i zawsze miała tylko 1 słaby zarodek, który nie dał ciąży i zero mrozaków, teraz w Czechach ma aż 4 piękne zamrożone blastki. A inna po wielu podejściach w Polsce, ma pierwszy raz pozytywną betę po transferze. Na priv na FB pisała też do mnie dziewczyna, w podobnym wieku do mnie, której ta klinika po wielu latach bezskutecznych starań i prób, dała upragnioną ciążę na jej własnych komórkach, mimo, że w PL lekarze już rozkładali ręce i mówili , że jedyną szansą dla niej jedt KD lub AZ. Boję się tego, ale robię sobie nadzieję, że i nam te Czechy mogą spełnić marzenie
-
Asiu trzymam mocno za Ciebie kciuki Ten rok musi być szczęśliwy!
-
Aha, no i mamy obecnie z chłopem covida, niestety i mnie w końcu dopadł (oboje jesteśmy 2x zaszczepieni, a on już raz chorował). Na szczęście przechodzimy łagodnie, jak zwykłe przeziębienie, ale boje się jak to wpłynie na moje komórki i jego nasienie? Może z tego względu też trzeba byłoby coś odczekać? Jak myślicie?
-
Dziewczyny, mam już umówioną pierwszą wstępną konsultację w klinice w Czechach. I to już za niecały miesiąc . Mąż nadal nie jest przekonany, ale zgodził się "niezobowiązująco" jechać ze mną. Natomiast z innego forum dot.tej kliniki dowiedziałam się, że już na pierwszym spotkaniu mogę dostać leki do stymulacji, więc nie wiadomo, czy nie skończy się jednak zobowiazaniem. Czuję ekscytację i jednocześnie ogromne przerażenie, bo trochę to wszytko wydaje mi się szalone i z różnych względów nawet nieracjonalne, ale serce mnie silnie pcha, by jeszcze nie odpuszczać. Nie spodziewałam się tylko, że to się tak szybko potoczy. Z jednej strony dobrze, bo jeśli mamy znów zawalczyć, to w moim wieku każdy dzień jest przecież na wagę złota, ale z drugiej jeśli znów mam zaczynać stymulację, to wolałabym być najpierw min. 3 miesiące na Metforminie, a minął dopiero miesiąc. No i nie mam ciągle wyników kariotypów. Immuno też nie, ale to nie jest takie pilne, bo do transferu mogę podchodzić później, jak już cała diagnostyka się zakończy i będą zalecenia od Sydora. Tylko teraz ważne, żeby komórki były dobre i jakość zarodków.
-
Ciekawa jestem jakie nicki Ci się przyśniły i jak wyglądały?
-
Kokolina kciuki za transfer. Dla wielu dziewczyn podejście na cyklu naturalnym okazało się strzałem w 10, niech u Ciebie też tak będzie!
-
Cześć Gladiola Fajnie, że wracasz do gry i że znaleziono u Ciebie prawdopodobną przyczynę. Mam nadzieję, że Intralipid pomoże i następne podejście będzie już tym szczęśliwym. Ja mam takie przeczucie od dłuższego czasu, że u mnie właśnie też układ immunologiczny nie lubi genów mojego męża i nie dopuszcza do powstania ciąży lub zwalcza ja na bardzo wczesnym etapie . Pytałam nawet o Intralipid przed ostatnim moim transferem, ale lekarka się nie zgodziła. No ale ja nie miałam diagnostyki, żeby mieć podstawy, by się na to mimo wszystko upierać, a poza tym miałam taką dr, która nie wierzyła w immunologię. Już po fakcie byłam na konsultacji u Dr Sydora zalecił mi też zrobić histero z biopsją, ale najpierw inne badania i czekam teraz na ich wyniki. A co do snu.... 23 razy olaboga Niezła wojowniczka z tej Twojej koleżanki Miejmy nadzieję, że takie rzeczy to tylko w snach, a w życiu szczęście przyjdzie znacznie, znacznie szybciej.
-
Zdecydowanie warto. Znam historię wielu dziewczyn, którym długo się nie udawało, a gdy zmieniły nawyki żywieniowe i włączyły ruch, co finalnie zaskutkowało utratą zbędnych kilogramów, to dziś są w upragnionej ciąży lub tulą już swoje pociechy. Mi z tą wagą na razie ciężko idzie, ale nawyki żywieniowe i styl życia już zaczęłam zmieniać, więc może za parę miesięcy na wadze też to zobaczę.
-
No to życzę Ci, żeby infekcyjny pożar udało się szybko i skutecznie ugasić i żeby wszystko już szło po Twojej myśli. Z całych sił trzymam za Ciebie kciuki
-
-
Ja brałam przez 1,5 m-ca D3 w dawce 4000, potem zbadałam poziom, bo bałam się, że przeholuję i przy normie 30-100, poziom wyszedł mi zaledwie 31, czyli ledwo przekroczył normę. Od tej pory biorę cały czas 4000, tym bardziej, że jest zima i prawie zero słońca. Zresztą 2 niezależnych lekarzy też zalecało brać w tej dawce. Biorę też wit.c 1000, bo działa silnie antyoksydacyjnie, oczywiście kwas foliowy, ale muszę go zmienić na jakiś lek dodatkowo z inozytolem, bo podobno tylko takie połączenie wpływa znacząco na komórki jajowe i jem dużo orzechów, warzyw, łososia i oliwy z oliwek oraz oleju lnianego. No i maksymalnie staram się ograniczyć cukier. Nie zawsze uda mi się go wyeliminować całkowicie, ale mocno ograniczyłam. Muszę też zacząć brać ten koenzym Q10. A Twój mąż też bierze suplementy? Jakie ma nasienie? Bo czasem zarodki padają w 3 dobie z powodu problemów z nasieniem, a nie komórką. U nas niestety nasienie słabe (morfologia 3%) i nawet genetyk powiedziała, że to może być u nas główny powód niepowodzeń, dlatego mąż też zmienił dietę i niestety ma całkowity zakaz picia alko, zero czipsów i piwka do meczu. Ale czy to coś da, to nie wiem.
-
Jennn, a jak Ty się czujesz? Gotowa do kolejnego transferu?
-
Kaja Twoja sytuacja jest podobna do mojej. Ja wprawdzie jestem niestety trochę starsza (skończone 40 lat), ale z jajowodami ta sama sytuacja, amh z grudnia 1,84, FSH 5,73 i też jestem po nieudanej pierwszej procedurze (mieliśmy 4 blastocysty, 3 transfery). Tak samo, jak Ty, podchodziłam do niej totalnie nieświadoma i nieprzygotowana. Nie brałam nawet kwasu foliowego przed stymulacją. Nie miałam też zaleconej żadnej szerszej diagnostyki. Robię ją sobie teraz trochę na własną rękę. Jestem po konsultacji genetycznej (z NFZ bo miałam 2 ciąże biochemiczne - jedna z transferu, druga naturalna), immunologicznej i endokrynologicznej. Na razie czekam na wyniki badań. Ale po krzywej cukrowej i insulinowej okazało się, że mam insulinooporność i jestem już na metforminie plus dieta niskocukrowa i ruch. Czasem wystarczy tyle, by jakość komórek okazała się lepsza i starania lub ivf zakończyły się sukcesem, natomiast tak czy inaczej, tak jak pisze Jennn, faktem jest, że wiek nie jest naszym sprzymierzeńcem i trzeba czasem dłużej czekać na ten odpowiedni zarodek. Trzymam kciuki za sukces drugiej procedury. A przypomnij mi, jak skończyła się u Ciebie pierwsza? I co bierzesz obecnie z suplementów? Mi też od pewnego czasu chodzi po głowie, żeby jeszcze raz spróbować. Tym razem w Czechach. Tylko mąż jeszcze nie do końca jest przekonany (też ogromnie przeżył rozczarowanie pierwszą procedurą), tym bardziej, że nie mamy kasy i trzeba byłoby wziąć pożyczkę, a w tych niestabilnych czasach strach. Działamy póki co naturalnie, ale przy tych problemach z drożnością jajowodów, więcej chyba mi się naturalny cud jednak nie przytrafi.
-
Cześć dziewczyny, ja też jestem Zuzanna bardzo mi przykro Kochana, że jednak się nie udało Tulę Cię mocno. Wierzę, że następnym razem będzie inaczej. Ja już jestem po badaniu kariotypów, kirów, cytokin CBA i pakietu na trombofilię, czekamy na wyniki. W lutym jeszcze będziemy robić badanie allo mrl. No i zobaczymy, co dalej. Tymczasem, każdego miesiąca staramy się naturalnie, bo skoro raz się udało, to ciągle jest nadzieja, że może nie wszystko jeszcze stracone. No i wyobraźcie sobie, że wczoraj rano zrobiłam test facelle z Rossmanna i wyszła druga gruba krecha, nie budząca żadnych wątpliwości, ba! wskazująca, że beta jest już na naprawę zacnym poziomie (a do terminu okresu było jeszcze 3 dni). Nawet nie wiecie, jaka była nasza radość. Zaraz poleciałam na betę, a tam totalne nic, wynik poniżej 2,3. Tak nas ten test oszukał Tak więc dziewczyny uważajcie na te testy. Tylko beta zawsze powie prawdę... często niestety tą bezlitosną.
-
Dziękuję Ci za słowa otuchy, ale u mnie to już naprawdę koniec. Pisałam już o tym dlaczego, jakiś czas temu, w skrócie wiek+brak koniecznych środków finansowych. Dodatkowo w ostatnim czasie spadła na mnie straszna wiadomość o tym, że moja córka jest powożenie chora i walczę w tej chwili o jej zdrowie i życie. Od tygodnia żyję w niewyobrażalnym stresie i leku o nią, nie śpię po nocach i wciąż płaczę, więc spodziewałam się, że ten transfer nie może się udać, a dzisiejszy wynik tylko to potwierdził. Ale nie żałuję, że do niego teraz podeszłam, ani że wzięłam oba moje ostatnie zarodki, może tak miało być, bo przez długi czas będzie mi teraz potrzeba wiele siły, czasu, energii i środków finansowych na ratowanie mojego dziecka. A w ciąży i z malutkim dzieckiem mogłabym tego wszystkiego nie udźwignąć. Zamykam więc definitywnie rozdział walki o kolejne dziecko z wielkim żalem i niespełnieniem, ale też z czystym sercem, że zdążyłam dać szansę na życie wszystkim moim zarodkom.
-
Miło mi, że o mnie pamiętasz i pytasz. Niestety u mnie to już KONIEC. Badanie zrobiłam dziś 8 dpt, beta poniżej 0,5. Dziękuję Wam dziewczyny za ten wspólny prawie rok walki Za Waszą wiedzę, doświadczenie, którymi się dzieliłyście, za Wszystkie słowa wsparcia w trudnych chwilach. Jesteście CUDOWNE i cieszę się, że mogłam mieć takie miejsce, w którym mogłam dzielić z Wami radości i smutki. Życzę Wam z całego serca, żeby żadna z Was nie doczekała tego momentu, do którego ja właśnie dotarłam. Nie poddawajcie się i walczcie tak długo, jak tylko będziecie mogły i niech każda z Was doczeka tego wymarzonego momentu zostania mamą.
-
Trzymam kciuki za mocno bijące serduszko Niech ten dzień będzie dla Ciebie piękny i pełen radosnego wzruszenia
-
Mocne, mocne kciuki Jennn
-
Do końca przyszłego tyg. siedzę na L4 w domu. Właśnie zamówiłam sobie nową książkę na empiku, ale ma być niestety dopiero na początku przyszłego tyg. Netflix w domu oglądamy zawsze rodzinnie, więc w ciągu dnia nic nie puszczam, leci tylko tv i programy w stylu "pokochaj, albo sprzedaj" (lubię takie programy o aranżacjach domów, gorzej z moim mężem, bo po nich zawsze zaczynam mi marudzić o zrobieniu u nas jakiegoś remontu, albo poszukaniu nowego lokum ). No i zrobiłam sobie ambitny grafik na nadrobienie zaległości w domu, porządki, przeglądy w szafach, wystawienie niepotrzebnych rzeczy na vinted, które już od dłuższego czasu na to czekają itd. Poza tym zamierzam sobie w ciągu dnia robić sesje relaksacyjne, jakaś odpowiednia muzyczka w tle, ładnie pachnące świeczki itp. Myślę, że moim nerwom przyda się trochę relaksu. Wczoraj stres był mega, jadąc na transfer płakałam (co ciekawe jednocześnie miałam też dość nietypowy dla mnie totalny brak wątpliwości, silne przekonanie, że robię słusznie, niezależnie od tego, jaki będzie tego finał) i nawet, jak chciałam zapanować nad emocjami, to w czasie transferu dr mówiła, że na ekranie widać, jak wszystko mi w środku aż pulsuje i drży z nerwów, więc nawet, jakbym chciała, to i tak ich nie ukryję. Dziś psychicznie czuję się już troszkę spokojniejsza, czasem nawet łapie się na myślach, że może tym razem będzie inaczej, ale bardzo boję się tej nadziei i kolejnego rozczarowania, więc na razie w ogóle nie czekam z niecierpliwością na wynik bety.
-
-
Z całego serca dziękuję Wam za słowa wsparcia, za wiarę, za doping do walki. Za wszystko! Jesteście MEGA WSPANIAŁE Właśnie wróciłam z kliniki i moje dwie śnieżynki są już że mną.
-
Dziewczyny, mam do Was pytanie. Nigdy nie leczyłam się na tarczycę, TSH miałam sprawdzane kilka razy w życiu i wyniki wg lekarzy były prawidłowe. Ale ponieważ było to już kilka ładnych lat temu, a naczytałam się tutaj, jak bardzo nieprawidłowy winik może utrudniać zajście w ciążę i prawidłowy rozwój płodu, to wczoraj go sobie znów sprawdziłam. Wyszedł mi wynik 1,9. Wg widełek z laboratorium jest w normie, ale wiem też, że zakres wartości prawidłowych przy staraniach się o ciążę jest trochę węższy. Powiedzcie mi proszę, czy mój wynik jest ok, bo jestem w tym totalnie zielona?
-
I ja do tego wniosku właśnie doszłam, że od rozkminiania tylko mam większy mętlik w głowie i stres, który sięga zenitu, a i tak, ile bym nie przeczytała, nigdy nie dostanę gotowej recepty, jak zrobić, żeby na pewno było dobrze. Czasem trzeba podejść do rzeczy w prosty sposób i za bardzo nie analizować.
-
No właśnie tutaj nie ma chyba jednej dobrej drogi, nikt nie zagwarantuje nam, jak będzie, gdy zrobimy tak lub tak. Może być różnie, zawsze jest ryzyko, a my musimy je podjąć i wziąć na klatę wszystkie konsekwencje swojej decyzji. Trzymam mocno kciuki za Ciebie Mam nadzieję, że dalsza diagnostyka więcej wyjaśni i następnym razem się uda.
