Iskrzynka
Zarejestrowani-
Zawartość
450 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez Iskrzynka
-
Myślisz, że jak moja znów będzie się męczyć, to mogę jej powiedzieć, że jak zmieni to coś na zgięte, to będzie jej łatwiej?
-
Jestem po wizycie. Endometrium gotowe, jak zwykle usłyszałam, że piękne (szkoda, że jak do tej pory nic z tego nie wynika). Od jutra biorę proga, a transfer ustalony na 22.09.
-
A Ty MamoAniola kiedy będziesz mieć transfer?
-
W środę mam wizytę podglądową endometrium i zobaczymy co dalej, jeśli wszystko będzie dobrze, to transfer za tydzień w środę. Bardzo się boję, nie potrafię myśleć pozytywnie, nie śpię po nocach, ciągle rozważam, czy brać 2 zarodki czy 1 i nie umiem podjąć decyzji, bo każda z tych opcji ma w moim przypadku istotne plusy i bardzo duże ryzyka. A u Ciebie jak się sprawy mają?
-
Wow! Na takie wieści warto czekać
-
Cudowne wieści! Bardzo się cieszę
-
Trzymam kciuki
-
Izuu07, super, że tak sprawnie Wam poszło z IVF, czasem wystarczy mieć tylko jeden zarodek, ale za to ten szczęśliwy. Kciuki za nudną resztę ciąży i szczęśliwy poród Ja za to znów mam dziś kryzys i zaczynam myśleć, że chyba nie uda nam się za żadnym razem. W niedzielę było już całkiem ok, a po wizycie i USG, na którym wszystko było w porządku i informacji, że mogę już działać dalej, poczułam nawet pewien rodzaj euforii, bo przecież nie mam czasu do stracenia, każdy dzień na wagę złota. W poniedziałek wróciłam do pracy w całkiem dobrym humorze, od razu wskoczyłam w wir zajęć, śmiałam się, żartowałam, nikt nawet przez chwilę nie podejrzewał, że mogłabym mieć teraz jakiś cięższy czas. Aż do dzisiaj rana. Koleżanka miała urodziny, inne składały jej życzenia i nagle padło: "no i życzę Ci, żebyś miała dużo dzieci". Jedno niewinne zdanie, nie skierowane nawet do mnie, wywołało nagle we mnie wręcz histeryczny płacz. One stanęły jak wryte kompletnie nie rozumiejąc, co mi się stało, ja, nie mogąc nad sobą zapanować, uciekłam do WC, w którym w końcu jakoś się ogarnęłam. Do końca dniówki sprawiłam wrażenie, jak by nic nigdy się nie wydarzyło, ale prawda jest taka, że moja niespodziewana reakcja mnie przeraziła i zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno zamknęłam już poprzedni etap i jestem gotowa na kolejny. Dziewczyny, zaczęła mnie też nurtować inna kwestia, dlatego chciałabym zadać pytanie tym z Was, które miały transferowane blastki z 6 doby. Pierwsze: w której dobie po owulacji/włączeniu progesteronu miałyście wyznaczony transfer? W 6 tak, jak rzeczywisty wiek zarodka, czy w 5, tak, jak zarodek powinien był osiągnąć stadium blastocysty? Jak wasi lekarze podchodzą do tej kwestii? Ja moją poprzednią blastkę 6 dniową miałam podawaną w 6 dniu i tak sobie o tym myślałam, czy pod względem gotowości endometrium/okna implantacyjnego, nie powinno się takiego zarodka podawać tak, jakby stadium blastocysty osiągnęły w terminie, czyli jednak w 5 dobie? Na moją logikę synchronizacja fazy rozwoju zarodka i gotowość do jego przyjęcia przez błonę macicy byłaby wtedy bardziej prawdopodobna. Dodatkowo ostatnio natrafiłam na wypowiedź eksperta, który twierdzi, że blastocysty 6-, a nawet 7-dniowe koniecznie powinny być podawane właśnie w 5 dobie od owulacji/włączenia progesteronu, co jeszcze bardziej zasiało we mnie niepewność, czy dzień wyznaczenia transferu jest u mnie prawidłowy. No i pytanie drugie: u ilu z Was transfer takiego zarodka okazał się tym szczęśliwym?
-
Strusio tak strasznie mi smutno Wypłacz się Kochana, wykrzycz, wyrzuć to wszystko z siebie. Tule Cię z całego serca.
-
Szczerze mówiąc, nie wiem, czy w mojej klinice stosują klasyfikacje 1-4 czy 1-6. Zakładałam, że 1-6, o innej nie słyszałam. Jeśli chodzi o AH, to jest on robiony u mnie standardowo przy każdym kriotransferze, więc miałam go przy pierwszym, drugim i przy trzecim też będzie. To trzymam mocno kciuki za dobre wyniki i żebyś jak najszybciej mogła dostać zielone światło do transferu
-
Właśnie Gulia, miałam o to samo zapytać, jak sytuacja u Ciebie?
-
Iskrzynko jestem zaskoczona, że przy becie 6 lekarka zakwalifikowała to jako biochem. Mi przy becie 12 dwóch lekarzy powiedziało coś innego. To nie pierwsza taka kwestia, z którą się spotykam, że co lekarz to opinia. Wiem, że tak jest z tym badaniem zarodków i nawet moja klinika ma to w ofercie, z tym, że moja klinika nie wykonuje ich sama, tylko wysyła próbki do Hiszpanii, a w opisie na stronie jest napisane, że wskazaniem jest m.in. wiek powyżej 35 lat. Nie wiem, czemu moja lekarka po raz kolejny twierdzi co innego, ale wiem, że nie ma sensu z nią dyskusja, bo jest w tym bardzo stanowcza i jedyne wyjaśnienie, jakie przychodzi mi do głowy to, że jest to sprzeczne z jej etyką i nie popiera po prostu takich badań bez ewidentnych wskazań, jak wady genetyczne, które wystąpiły w rodzinie lub wcześniejsze urodzenie chorego dziecka. 2x 4BB z 6 doby. Na razie podgląd endometrium mam mieć 14 lub 15.09, jutro muszę umówić wizytę i potem będę wiedzieć co dalej. Mocno trzymam kciuki za jutrzejsze badanie. Jeśli wyniki będą dobre, to transfer już we wrześniu?
-
Dziewczyny byłam dziś na wizycie i kontrolnym USG. Dr potwierdziła, że była to ciąża biochemiczna i ostatnie krwawienie było wczesnym poronieniem, które przebiegło typowo i na tą chwilę wszystko ładnie się już oczyściło. Powiedziała, że od dziś mogę zacząć przyjmować estrofem i jeszcze we wrześniu podejść do kolejnego transferu. Zapytałam ją o cykl naturalny, ale stwierdziła, że w moim przypadku na skuteczność to nie wpłynie, bo moje ciało dobrze reaguje na stymulację lekami, a logistycznie będzie trudniej, więc ona rekomenduje cykl sztuczny. Z testu be ready zrezygnowałyśmy, bo to dodatkowy koszt, a stwierdziła, że i tak niewiele nowego by wniósł, bo skoro tym razem doszło do zagnieżdżenia, tzn., że czas był dobry i moje ciało chciało przyjąć zarodek, tylko widocznie to nie był ten. No i ona zdecydowanie rekomenduje podanie tym razem dwóch zarodków, bo powiedziała, że jest większa szansa, że któryś się przyjmie, jak będą podane razem niż gdyby każdy podawać osobno. Accofil oczywiście znowu będę brać, bo najwyraźniej zadziałał, więc immunologicznie załatwia on u mnie sprawę i dodatkowo od dziś mam brać już Acard na lepsze ukrwienie. Była oczywiście znów rozmowa o moim wieku i obawach, że moje zarodki są wadliwe, ale ona uważa inaczej, twierdzi, że skoro dotrwały do blastocysty, to jest ogromna szansa, że są jak najbardziej w porządku i jest w nich duży potencjał na zdrowo rozwijającą się ciążę, a genetyczne badanie zarodków jest zabronione prawem i sam mój wiek nie jest podstawą do tego. Nie chciało mi się wchodzić z nią w dyskusję na ten temat, bo widziałam, że to jest bez sensu. Być może wg jej sumienia tego rodzaju selekcja jest nieetyczna i dlatego tak gada (nie wiem, to już moje domysły) Psychicznie dziś już u mnie dużo lepiej, chyba wczorajszy dzień był tym oczyszczającym, w którym odchorowałam wszystkie ostatnie przeżycia i mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.
-
Serdecznie Ci gratuluję! Niech Twój mały cud zdrowo Ci rośnie (oby tylko nie za szybko, bo ani się obejrzysz, a wyfrunie Ci z gniazda) i będzie Twoim wielki szczęściem. Tulcie się, patrzcie sobie w oczy, poznawajcie się i cieszcie sobą i tymi chwilami bez końca, bo nie ma nic piękniejszego w życiu.
-
Martuska mnie też bolał brzuch dzień po transferze. No spa na mnie w ogóle nie podziałała, ale dziewczyny tu poradziły mi scopolan i mi pomógł. Trzymam mocno kciuki, żeby wszystko było dobrze i maluszek z Tobą został
-
Nie przepraszaj, to ja przepraszam. Zalało mnie w tej chwili uczucie takiej rozpaczy, że moja percepcja rzeczywistości jest chyba trochę zniekształcona. Nie umiem ani nad tą fala uczuć zapanować, ani sobie tego jakoś obiektywnie i racjonalnie poukładać, ani się zdystansować i sama już nie wiem, czy mam prawo do takich uczuć i czy czuję prawidłowo. Dlatego bardzo Ci dziękuję za ten post. Bardzo potrzebne mi były takie słowa. Jesteś bardzo mądrą i silną kobietą, podziwiam Cię. Jutro idę na kontrolne USG, a w poniedziałek wracam do pracy, może dzięki niej od tego wszystkiego ucieknę i nie zwariuję.
-
Trzymam mocne kciuki
-
Też miałam wątpliwości, pytałam nawet mojej lekarki, czy w ogóle ciążę biochemiczna brać pod uwagę przy takiej wartości, a ona mi powiedziała, że absolutnie nic nie można wykluczyć. Natomiast po dzisiejszej nocy, to już nie mam wątpliwości, że coś zdecydowanie się zadziało.
-
U mnie dziś 18 dpt, czyli jestem teraz w podobnym momencie, jak Ty byłaś wtedy. Historia z moją betą i pozytywnym testem ciążowym była naprawdę bardzo zagadkowa i w zasadzie nie miałam pewności, czy faktycznie doszło do ciąży biochemicznej, czy może jakoś pechowo się złożyło, że laboratorium coś pochrzaniło i jednocześnie testy trafiły mi się wadliwe, ale to, co przeszłam w nocy sprawiło, że nie mam już żadnych wątpliwości, zarodeczek na chwilę się zagnieździł, ale widocznie był wadliwy i się nie rozwijał, dlatego organizm musiał się go pozbyć. W naturze dzieje się tak podobno często i kobiety nawet nie zdają sobie z tego sprawy (chociaż mi nigdy nic podobnego, jak dzisiejszej nocy, się nie zdarzyło), ale gdy przechodzi się ten proces świadomie i widzisz naocznie, jak to, w czym mógł być zalążek Twojego dziecka, Twojego wielkiego niespełnionego marzenia i miłości, ląduje w toalecie, albo w koszu, jest druzgocące. Do transferu i tak nie mogę podejść w tym cyklu, ani nawet przygotować się teraz do testu be ready, muszę odczekać min. 1 cykl, więc zanim znów przyjdzie pora na kolejną próbę, będę miała chwilę czasu, by się po tym pozbierać i znowu nabrać sił. Dziękuję Ci za słowa zrozumienia i pokrzepienia. Było mi to teraz bardzo potrzebne.
-
Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoim doświadczeniem, nie byłam świadoma, że tak to będzie wyglądać. Bardzo mi przykro, że znów będziesz musiała przez to przechodzić Życzę Ci, żeby to minęło szybko i żebyś sama się oczyściła bez żadnych dodatkowych komplikacji.
-
Dziewczyny potrzebuję się wygadać Dzisiejsza noc była dla mnie bardzo ciężka i chyba nie byłam do końca gotowa na to, co się stanie. Myślałam, że po odstawieniu leków, czeka mnie "miesiączka", może troszkę intensywniejsza, może ciut bardziej bolesna i tyle, ale czegoś takiego kompletnie się nie spodziewałam. Od wielu dni nic mnie nie bolało, przez cały czas od transferu nie miałam nawet odrobiny plamienia, więc nic nie zapowiadało, że coś się może zacząć, nawet już się trochę martwiłam, ile się to jeszcze przeciągnie, ale wczoraj po południu nagle poczułam skurcze macicy, poszłam do toalety i okazało się, że zaczęło się też krwawienie. Nie było zbyt obfite, ale już wtedy widziałam, że jest ono inne niż przy okresie. W nocy akcja rozkręciła się na maksa, obudził mnie straszny ból. Ogólnie miesiączki mam zwykle bolesne, ale ten ból z dzisiejszej nocy był inny, był taki, jaki pamiętam z porodu (gdzieś w skali 1-10 tamtego bólu, dziś był w okolicach 6, momentami nawet 7, ale charakter, przebieg bólu identyczny). Czułam nie tylko macicę, ale bolała mnie cała miednica, biodra, a przede wszystkim krzyże. Ale najgorsze było to, co zobaczyłam na podpasce. To był szok. Wydaliłam coś takiego, czego przez całe moje życie przy żadnym okresie nie widziałam, nawet jeśli czasem zdarzały mi się skrzepy. I wtedy poczułam z całą mocą, że faktycznie przez chwilę mogłam być w ciąży, a to, czego teraz doświadczam, to nie miesiączka, tylko wczesne poronienie. Gdzieś tam hipotetycznie brałam to pod uwagę, ale nie sądziłam, że na tak wczesnym etapie przechodzi się to tak intensywnie i że tak mnie to uderzy. W tej chwil nie czuję już bólu fizycznego (nie wiem, czy przeszło, czy działa wciąż Ketonal, który mąż przyniósł mi w nocy widząc, jak cierpię), ale psychicznie czuję się rozwalona. Wiem, że to coś, co zobaczyłam, to nie było moje dziecko, bo przecież na tym etapie było zaledwie maleńką kropeczką, ale jestem pewna, że gdzieś tam, w tej wydalonej przeze mnie tkance, ono było Dziewczyny po ciążach biochemicznych, powiedzcie, czy Wy też tak to przechodziłyście?
-
Ja miałam teraz też transfer 6-dniowej blastocysty i była podana tak, jak u Ciebie, czyli dzień włączenia proga, to był u mnie wtorek - doba 0, środa - doba 1, czwartek-2, piątek-3, sobota-4, niedziela-5 i poniedziałek- doba 6- dzień transferu. Ogólna zasada jest taka, że transfer jest po tylu dniach, ile ma zarodek, licząc w ten sposób, że dzień podania progesteronu, to doba 0, a nie 1 i Twój transfer też jest tak wyznaczony, sobota, to będzie 6 doba i taka blastocystę będziesz miała podawaną.
-
Boże, co za straszna czarna seria. Serce pęka dziewczyny . Bardzo, bardzo mi przykro
-
Dokładnie tak Kochana
-
Odpisałam Ci już ponad godzinę temu, ale najpierw post wisiał na różowo, a teraz całkiem znikł, więc piszę jeszcze raz. Do kliniki dzwoniłam w sobotę, ale powiedziano mi, że bez weryfikacji bety po min.48h nikt mi nic nie powie. Byłam na badaniu dziś rano, wynik będę mieć dopiero wieczorem, ale w międzyczasie robiłam testy sikane i ostatni był już bez drugiej kreski, więc sprawa jest raczej przesądzona. Nie mam pojęcia co się zadziało, bo gdyby piątkowy wynik był już spadkowy, to w sobotę wartość byłaby mniejsza, a nie większa, a wyszedł mi pozytywny test w domu. A jeśli beta dopiero zaczęła w piątek rosnąć, to jak to możliwe, że ruszyła aż tak późno? Tak czy inaczej przy tak małych wartościach na tym etapie nic dobrego, by z tego nie było, więc wolę już taki scenariusz, niż przeciąganie tego w czasie, późniejsze poronienie, czy ciążę pozamaciczną. Jennn, jak również Zuzanna., Gulia13, Strusio85, LuLa, d.o.r.k.a. z całego serca dziękuję Wam dziewczyny za wszelkie oznaki wsparcia, kciuki, za wszystkie dobre słowa, za Waszą wiarę i życzenia, by zdarzył mi się cud
