Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Krokuskowa

Zarejestrowani
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    O tym, że jest zajęty dowiedziałam się już po tym jak się nim zauroczyłam, nie wiedziałam tego od początku. Aczkolwiek możesz mieć rację, że nie jestem tak naprawdę gotowa na związek. Wydaje mi się, że odczuwam presję czasu, bo "kiedy jak nie teraz", chociaż tak naprawdę nie spieszy mi się do tego. Mam też swoją teorię na ten temat i super by było, jakbyście się do tego mogli odnieść- wydaje mi się, że często mam taką blokadę w sobie, ponieważ obawiam się, że mężczyźni mniej więcej w moim wieku, którzy interesują się daną kobietą szybko wchodzą w relację, szybko oczekują bliskiego kontaktu fizycznego. Ja z racji na brak doświadczeń w tej sferze przyznam, że trochę mam obawy. Powiedzcie mi- czy facetom, którzy chcą związać się z daną dziewczyną w moim wieku (nie na jedną noc), zależy na jak najszybszym rozwoju relacji, czy jednak może to wyglądać jak te typowe młodzieńcze miłości- randki, kino, spacery, wspólne oglądanie seriali (czy nawet meczy :D), nawet granie w gry, czy to jednak rzadkość i raczej prędko im do poważnego związku, bliskości. Odnoszę wrażenie, że tego się boję. Że nawet jak się zakocham, to facet będzie się ze wszystkim spieszył, bo już większość ma doświadczenia, a ja boję się pośpiechu i szybko bym uciekła z takiej relacji- albo on, widząc, że jestem niedoświadczona i spanikowana
  2. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    To dobrze, może nie jestem w aż tak fatalnej sytuacji, skoro Ci mnie nie jest szkoda Może to jest dobre rozwiązanie, aczkolwiek z moją nieśmiałością to będzie niesamowicie trudne wyzwanie. Zawsze żyłam w przekonaniu, że jeśli facet sam nie zabiega o kobietę, to znaczy, że nie jest nią kompletnie zainteresowany. Ale może jestem w błędzie, nie znam się na mężczyznach... To mi teraz namieszałeś w głowie... Nie chcę nikomu niszczyć związku, nie jestem taka, ale jeśli między nimi by się psuło to nie powiem- byłoby to kuszące. Jak znam życie to się jednak w cierpieniu wycofam, albo co gorsza, będę rozmyślać przez najbliższe miesiące i ukradkiem podkochiwać się "zza krzaka" . A rozmyślam już od momentu jak go poznałam Oby to minęło jak najszybciej! Chociaż z drugiej strony przynajmniej w moim sercu goszczą teraz jakieś silne emocje, pal licho, że negatywne, przynajmniej nie ma w nim pustki.
  3. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    Staram się otworzyć na nowe towarzystwo, co nawet zaczęło mi wychodzić. Korzystam z wolnego czasu wychodząc tam gdzie są ludzie, chodzę na warsztaty, różne wydarzenia. No i stała się chyba najgorsza z możliwych opcji- trafiła mnie strzała Amora. A w moim przypadku jest to meeeeega rzadkie.. Zakochałam się dosłownie od pierwszego wejrzenia, nigdy jeszcze coś takiego mi się nie przytrafiło. Czuję te słynne motylki w brzuchu, serce mi kołacze na sam jego widok, nie mogę powstrzymać uśmiechu gdy go widzę. Dlaczego to najgorsza z możliwych opcji? Bo jest już zajęty- ma dziewczynę od bodajże 2-3 lat Teraz nie dość, że nie mam chłopaka, to jeszcze zakochałam się nie w tej osobie, co trzeba. Gorzej już chyba być nie może... On ma tyle cech, na których mi zależy, do tego podoba mi się z wyglądu, mamy to samo poczucie humoru, nawet wiekowo jest idealnie. Jego dziewczyna jest od niego starsza, to taka pewna siebie kocica, typ dominatorki, więc z pewnością nie wypuści go ze swoich rąk Doszukuję się nadziei, że może ich związek się rozpadnie, ale nie sądzę by się tak miało stać... Oni ze sobą mieszkają, więc to chyba na poważnie. Zacząć go unikać? Czy wręcz przeciwnie i robić sobie nadzieję?
  4. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    Ja mam absolutnie to samo zdanie i to doskonale rozumiem, tylko kurcze... Ja nie mam na to wpływu. Widzę przystojnych ludzi w internecie i sobie myślę: no tacy ludzie istnieją, to nie są wytwory wyobraźni czy postaci z kreskówek. I nawet nie chodzi tu o piękne rysy twarzy, ale jakąś figurę, fajną fryzurę, jakiś styl. To są rzeczy, nad którymi każdy może popracować. A jak widzę przeciętnych Polaków z nadwagą, ostrzyżonych wręcz na łyso, w przydługawych dżinsach i T-shircie to od razu mi się odechciewa rozmawiać. Nie wiem...Jestem wizualistką, sama jestem też poniekąd artystką- w wolnych chwilach szkicuję portrety. Zwracam uwagę na takie detale, a nie chciałabym... Nie wiem jak to zmienić, bo rozumieć- rozumiem. Nie zmienia to faktu, że tak jak już napisałam wyżej- obiecałam sobie, że pójdę na randkę nawet z osobą, która mi się nie spodoba, może przy lepszym poznaniu akurat coś zaiskrzy... Tylko, że ja tych propozycji nie dostaję... Nie poznaję nowych ludzi, ciągle obracam się w gronie tych samych znajomych. Beznadziejna pandemia zamknęła mi tyle możliwości...
  5. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    Nie ruszyło Już powoli zaczynam się godzić z tym, że nigdy nie będę miała drugiej połówki. Przez ostatni czas dużo spraw przemyślałam. Starałam się popracować nad swoją nieśmiałością i małomównością. Myślę, że w tym względzie się u mnie poprawiło. Niestety nie mam jak poznawać nowych osób. Moje życie to praca-dom-praca. Przez pandemię mnóstwo możliwości poznawania nowego towarzystwa się skończyło. Przez ostatnich kilka miesięcy jakoś się trzymałam, ale ostatnio znów złapał mnie dołek- tym razem ciężki, zastanawiam się czy to już nie depresja. Wydaje mi się, że nic ciekawego mnie już w życiu nie czeka. Najbardziej boli mnie to, że jestem bardzo samotna i czuję, że tak już w życiu będzie. Że nigdy nie będę mieć dziecka. Na razie mi się do tego nie spieszy, ale tak za 10 lat bym chciała. Podobają mi się chłopaki młodsi o 5-6 lat, rówieśnicy wydają mi się zdecydowanie za starzy pod względem fizycznym. Mnie nie pociągają tacy dorośli, poważni faceci, tylko młodsi. Z resztą na mnie jak już ktoś zawiesi oko to właśnie osoby w tym wieku (bo sama mam trochę dziecinną urodę). Wiem jednak, że jakby się dowiedzieli, że mam 26 lat to by od razu uciekli. Mnóstwo znajomych wzięło już śluby, inni planują. Ja się w tym nie odnajduję- jestem chyba mentalnie niedojrzała. Czuję się jakbym miała 18 lat, a czas mija, człowiek się starzeje. Wiem, że chcąc zbudować fajny związek w przyszłości, powinnam już znaleźć chłopaka, ale to bije desperacją, którą otoczenie chyba wyczuwa, a która nie jest dobrym doradcą. Trochę się czuję jakbym przegrała życie. Zdobyłam bardzo dobre wykształcenie, pracę, sama się utrzymuję, jestem samodzielna, od kolegi geja otrzymałam, wydaje mi się obiektywną, opinię, że jestem ładną dziewczyną, że przypominam Arianę Grande (to już któryś raz jak usłyszałam to od innych osób). Czuję się jak przegryw, wydaje mi się, że przez tą beznadziejną nieśmiałość, introwertyzm i skupianie się wyłącznie na nauce ominął mnie inny ważny aspekt życia, jakim jest zakochanie, miłość... Nie wierzę już w to, że mnie ona spotka. Wszyscy fajni faceci są już zajęci, ja jeszcze naoglądałam się tych durnych seriali o miłości przez co wierzyłam w romantyzm, w prawdziwą miłość od pierwszego wejrzenia- żałuję. Tindera wszyscy znajomi mi odradzają- mówią, że tam są tylko napaleńcy nastawieni na przygodne kontakty w wiadomym celu. Ostatnio uświadomiłam sobie, że mało który Polak mi się z wyglądu podoba (a to jest ważne, oczywiście osobowość jest ważniejsza, ale jeśli ktoś się w ogóle fizycznie nie podoba no to nie widzę sensu w takim związku, to bardziej przyjaźń). Szczerze mówiąc to bardzo często zawieszam oko na Azjatach, oni tak młodo wyglądają pomimo wieku, nie wiem, taki mam chyba gust, że mi się w większości podobają... Ale to tylko takie moje marzenia, które i tak nigdy się nie spełnią. Do tego mam taką blokadę, że teraz każdy już będzie miał za sobą kilka związków, a ja jestem całkowicie niedoświadczona. Obiecałam sobie, że już tu nigdy nie napiszę, bo na Kafeterii jest mnóstwo dziwnych ludzi, których opinie mogą mnie jeszcze bardziej dobić, ale ostatnio coś we mnie pękło i jak tego z siebie nie wyrzucę to będzie bardzo źle. Przed znajomymi nie przyznaję się do tego stanu. Uśmiecham się, udaję szczęśliwą Dobija mnie fakt, że jestem chyba niebrzydka, mam bardzo dobrą figurę, długie, zadbane włosy, osiągnęłam sukces zawodowy, ja naprawdę nie jestem złym człowiekiem, a mimo tego wszystkiego nikt mnie nie chce, nikt nawet nie zagada. Ktoś może powiedzieć- to przez charakter, ale chyba się z tym nie zgodzę, bo skoro nikt mnie nawet nie podrywa to jak może myśleć, że mam zły charakter? Bez rozmowy? Pocieszam się jedynie faktem, że nie poznaję nowych facetów, bo zwyczajnie nie mam gdzie, że może to wina tego. Obiecałam sobie, że jeśli ktoś w realu mnie zaprosi na randkę, to nawet jeśli bardzo mi się nie będzie podobać, to się zgodzę, ale z drugiej strony wiem, że mam te cholerne wymagania wizualne, przez które zapewne większość podświadomie odrzucam Nawet nie wiecie, jak mnie to denerwuje.
  6. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    @taki obraz wasz wydaje mi się, że kluczowe będzie otworzenie się na ludzi, mimo nieśmiałości. Ta cholera strasznie przeszkadza w życiu. Trzeba zacząć się przełamywać, nabrać odwagi oraz przestać martwić się opinią innych czy niepowodzeniami, bo inaczej skończymy jako samotne marudy wiem, że to trudne, ale chyba bez tej zmiany nie ruszymy dalej Tylko jak tu otworzyć się na ludzi, kiedy zewsząd słyszy się o izolacji, dystansie, zakazie spotkań towarzyskich...
  7. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    Przyznam, że nie próbowałam, bo zawsze liczyłam na to, że poznam kogoś spontanicznie, a nie w wyniku aktywnego poszukiwania ;D Ale może to być dobry pomysł, choćbym miała tam nie znaleźć nikogo fajnego, to może trochę przełamałabym się samą rozmową z płcią przeciwną, może nabrałabym trochę odwagi. Chociaż obawiam się, że są tam głównie desperaci lub osoby szukające kogoś na raz (oczywiście są wyjątki, ale pewnie jest ich mniej). Nie wiem czy odważyłabym się przenieść taką znajomość do rzeczywistości... Jak już pisałam, jestem nieśmiała Ale pracuję nad tym i dostrzegam postępy porównując siebie sprzed kilku lat, a obecną! Ale przyznam, że to moje wyżalenie się tutaj dużo mi dało, dałam upust swoim emocjom, dziś jestem już w dużo lepszej kondycji i nie przejmuję się tak tym wszystkim jak kilka dni temu. Co ma być to będzie, muszę bardziej otworzyć się na ludzi, co w pandemicznych czasach może być trochę problematyczne, ale wiosna się zbliża, a wraz z nią pewnie możliwości wychylenia głowy poza okno mieszkania Jeszcze raz dzięki za wszelkie rady!
  8. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    Kurcze, a już się łudziłam :< To znaczy to nie jest tak, że nie mam znajomych. Nie wiem, wydaje mi się, że nie nazwałabym tego przyjaźnią po prostu, ale mam osoby, do których mogę napisać w środku nocy i zawsze odpiszą, pomogą. Tyle, że większość mieszka już w innej miejscowości niż ja i dlatego realny kontakt jest rzadki. Do czasu pandemii jeszcze miałam osoby, z którymi mogłam pojechać w góry, wyjść w weekend na piwo, teraz wszystko się popsuło przez brak możliwości spotykania się w realu. Miałam plan w tamtym roku poszerzyć krąg znajomych, bardziej się otworzyć przed ludźmi, zacząć spełniać marzenia, zapisać się na kurs tańca, do klubu turystyki górskiej, ale przez pandemię utknęłam na dobre w domu Tamten rok totalne poszedł na zmarnowanie, może dlatego teraz złapał mnie dołek, gdyż boję się, że i ten będzie powtórką poprzedniego... Jak znam siebie to jeśli ktoś mi nie wpadnie w oko to prędzej ucieknę w niespodziewanym momencie niż desperacko będę wkopywać się w związek, bo nie potrzebuję chłopaka, który nie będzie w moim typie. Ale jeśli zauroczę się to nie mam pojęcia jak się zachowam, może być tak jak piszesz, bo "wreszcie zaiskrzyło z mojej strony". Problem taki, że do tańca trzeba dwojga...
  9. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    Źle mnie zrozumiałeś. Wymogi wizualne miałam zawsze, nie wiem czemu, szczerze mówiąc wkurza mnie to bardzo. Natomiast pisząc o filmach o miłości miałam na myśli to, że wykreowałam sobie w głowie obraz miłości jak w filmach- spotykają się gdzieś przypadkiem, od razu jest ten błysk w oku, pomimo przeciwności losu miłość przezwycięża wszystko, kwiaty zrywane z łąki, nocne spacery po plaży, randka na łodzi na jeziorze itd. itd. Zbyt idealistyczne podejście, w rzeczywistości pewnie to tak nie wygląda O, właśnie o to mi chodziło, tylko Ty to dużo lepiej wyraziłeś słowami Dziękuję wszystkim, którzy podeszli poważnie do tematu. Chciałabym również dopisać, że ja się trochę boję zmian. Dobrze mi w moim życiu, wiele bym w nim nie zmieniła, poza właśnie tą samotnością oraz tym, że chciałabym więcej korzystać z życia. Do tej pory baaardzo dużo poświęciłam nauce, brakuje mi w moim życiu nutki szaleństwa. Ale wiem, że zawsze tak nie będzie, że kiedyś trzeba będzie dojrzeć i obawiam się, że pewne zmiany (przede wszystkim we mnie) muszą zajść teraz, by za 10 lat nie być desperatką, która nie będzie wiedzieć czego od życia chce. Ale na chwilę obecną nie chcę dojrzeć. Chcę znaleźć miłość, cieszyć się każdym dniem, rodzinna rutyna mnie ... nudzi? Czasem zastanawiam się, czy ludzie zakładają rodziny, by żyło im się wygodniej, bezpieczniej pod względem finansowym, przez presję społeczną, czy takie życie faktycznie jest super... Kiedyś chciałabym mieć dziecko, ale boję się, że nigdy do tej decyzji nie dorosnę, bo zawsze będę chciała być wiecznym dzieckiem. Myślę, że jedynie miłość może mnie odmienić. W każdym bądź razie mam do Was tylko jedno pytanie- czy osoby w moim wieku i podobnej przeszłości związkowej (czyli zerowej :P) istnieją, czy są to raczej niespotykane przypadki? Osobiście mam trochę koleżanek, które też chłopaka do tej pory nie miały, pociesza mnie ta myśl, że może nie jestem sama w tym problemie, że może nie jestem jakimś odludkiem... Czasem też myślę (mam taką nadzieję), że może nie zakochałam się przez te lata dlatego, że naprawdę mało nowych osób poznawałam. JAk chciałam zapisać się na jakieś kursy- zwykle ostatecznie rezygnowałam, bo kolidowało to z moimi studiami. JAk już się wybrałam- przeważnie poznawałam same dziewczyny, na studiach same dziewczyny prawie, w pracy teraz też. Może to dlatego mam problem....
  10. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    To bardzo trudne pytanie. Na chwilę obecną chciałabym się prawdziwie ze wzajemnością zakochać i móc cieszyć się życiem z tą osobą, spełniać marzenia, nie myśląc o tym, że zbliżam się coraz bardziej do 30, kiedy to "powinnam zacząć myśleć o ustatkowaniu się". Ja nie chcę (przynajmniej na razie) się ustatkować, zakładać rodziny, aczkolwiek może gdybym kogoś faktycznie pokochała prawdziwie to moje nastawienie by się zmieniło. Chciałabym być wiecznym dzieckiem, wieczną nastolatką. Może to przez to, że nie wyszlalałam się w czasach szkoły i studiów. Mam taki niedosyt, że ludzie mnie nie poznali w pełni, że nie pokazałam innym swojej prawdziwej strony, a teraz o nowych znajomych już ciężko (choćby z uwagi na ograniczenia związane z pandemią, które tak naprawdę nie wiadomo ile jeszcze będą trwać...). Boję się, że nie spotka mnie ta "szalona, młodzieńcza miłość", gdy tylko przekroczę tę magiczną barierę 27,28, 30 lat. Że wtedy to już tylko ludziom pieluchy w głowie, niedzielne obiadki i narzekanie na teściów (a z takimi tematami spotykam się wśród koleżanek w tym wieku). Może dlatego chciałabym młodszego chłopaka, żebyśmy byli na podobnym etapie rozwoju Żebyśmy mogli "zdobywać świat", a nie prowadzić nudne życie... Ale jednocześnie czuję, że jest to dla mnie nieosiągalne...
  11. Krokuskowa

    Wieczna samotność

    Witajcie. Wiem, że ludzie mają większe problemy, nieszczęścia, ale ja już powoli tracę siły i chcę się wyżalić. Być może jakieś dobre słowo sprawi, że poczuję się lepiej. Od jakiegoś czasu czuję się nieszczęśliwa. W ostatnich dniach niemal każdego dnia płaczę. A o co chodzi? O życie... Mam 26 lat, skończyłam bardzo dobre studia z wysokim wynikiem. Od razu dostałam pracę. Patrząc z boku- niczego mi nie brakuje. Mam pasje- uwielbiam tańczyć (choć nigdy profesjonalnie tego nie robiłam, czasami żałuję, że zamiast się uczyć nie zostałam tancerką), nieźle idzie mi rysowanie, kocham wycieczki górskie, powoli zdobywam coraz to wyższe szczyty, uwielbiam przebywać w otoczeniu przyrody, siedzieć sobie na skale i patrzeć w chmury- mogłabym tak całymi dniami. W wolnych chwilach jeżdżę na rowerze, rolkach, kocham zwierzęta. I co z tego? Jestem nieszczęśliwa, gdyż bardzo samotna. Trochę do tego przywykłam, bo jestem jedynaczką. Problem w tym, że nigdy nie zdobyłam przyjaciół- przez czas szkolny i studia zawsze na pierwszym miejscu była nauka. Uchodziłam za kujonkę, byłam trochę nieśmiała, do dziś chyba jestem. Potrzebuję czasu, żeby się otworzyć przed ludźmi, często boję się, że w oczach innych ludzi wypadnę niekorzystnie, więc czasem wolę się nie odzywać. Wiele osób chyba nie chce mnie przez to poznać lepiej, z góry zakładają, że jestem nudziarą. Sama też bym pewnie tak zareagowała. To bycie nudną chciałam zawsze przełamać oryginalnym ubiorem. Gdy poszłam na imprezę ze znajomymi i usłyszałam muzykę poszłam w tan- widziałam po ich reakcji totalne zaskoczenie, bo ta szara myszka nagle nabrała odwagi i nie wstydziła się. Ale takich chwil nie było wiele. Bardzo lubię się śmiać, choć sama nie potrafię żartować. Jestem dziecinna, moim marzeniem nie są pieniądze, tylko leżenie na trawie, puszczanie balonów, wypad pod namiot ze znajomymi, których nie mam. Pandemia dobiła gwóźdź do trumny. Przez rok praktycznie nie spotykałam się z nikim, straciłam już te ostatnie znajomości. Czasem napiszę do nich, żeby sztucznie podtrzymać te relacje, ale są to raczej krótkie rozmowy o niczym. Nigdy nie miałam chłopaka. Nie wiem czemu- mało poznawałam nowych osób. Przez lata wyglądałam na dziecko, do dziś proszą mnie o dowód, gdy chcę kupić alkohol. Zawsze miałam wrażenie, że nie uchodzę za atrakcyjną, chociaż nie określiłabym siebie jako brzydką. Mam bardzo dobrą figurę, długie, zadbane włosy, twarz powiedzmy przeciętną. Wygląd chyba nie ma tak dużego znaczenia z resztą. Ostatnio nie mogę się pogodzić z faktem upływającego czasu, ja się czuję jakbym była 16-latką. A czas goni, ściga mnie z przerażającą prędkością. Obawiam się, że nigdy się już nie zakocham. Do tej pory zdarzyło mi się to raz- bez wzajemności, jeszcze za czasów szkolnych. Potem podobało mi się parę chłopaków, ale nigdy nie wykazywali zainteresowania moją osobą. Najgorsze jest to, że jestem straszną wizualistką. Mało kto mi się podoba z wyglądu i tak, wiem, że powiecie, że wygląd nie jest tak istotny, ale jak mam być z kimś, kto mnie nie pociąga fizycznie? Na cholerę naoglądałam się filmów o miłości- wierzyłam, że mnie też coś takiego spotka, teraz wiem, że wszystko już przepadło. Podobają mi się młodsi, ale który będzie chciał dziewczynę starszą, skoro mogą poderwać młodsze? Totalnie nie spieszy mi się do życia rodzinnego- właściwie to nie wiem czy jestem do niego stworzona. Chciałabym się tylko zakochać z wzajemnością. Jak mam poznać wartościowych ludzi, skoro od roku moje życie to dom-praca i zero spotkań towarzyskich? Wiem, że "kto lepszy" to już pewnie jest zajęty. Czasem myślę, że coś we mnie musi być odpychającego, ale nie wiem co... Żałuję, że nie korzystałam bardziej z życia wcześniej. Do tego myślę sobie czasem, że pasowałoby kiedyś w przyszłości mieć dziecko, w końcu jestem jedynaczką i fajnie byłoby mieć dla kogo żyć w przyszłości. Ale nie widzę siebie w roli matki przez min. najbliższe 10 lat. Niektórzy mówią- "faceta może ciężko znaleźć, ale dziecko można zawsze sobie zrobić". Tylko jak, skoro ja nawet się nie całowałam nigdy... Nie pójdę do łóżka z pierwszym lepszym chłopem poznanym w klubie. Tak bardzo chciałabym mieć znów 18 lat, nie martwić się takimi rzeczami jak upływający czas, jakiś cholerny zegar biologiczny, tylko po prostu cieszyć się życiem. A tu jeszcze ta pandemia... Czy też uważacie, że jestem spisana na straty? Macie jakieś pomysły, jak odmienić swój los? Chciałabym bardzo podziękować każdej osobie, która przeczytała ten mój przygnębiający wywód, doceniam to. Mogłam przynajmniej wyrzucić z siebie dręczące mnie myśli.
×