Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

lanuitnoire

Zarejestrowani
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

2 Neutral

1 obserwujący

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. lanuitnoire

    Jakiego znaku zodiaku zodiaku nienawidzicie

    Nie wierzę w ezoterykę, no ale panny zwykle są wk00rwiające
  2. lanuitnoire

    Studia pedagogiczne.

    Ja nie studiowałam tego kierunku, ale się wypowiem. To czy studia zaoczne są trudne to zależy od uczelni, z lepszych można wylecieć nawet na zaocznych, ale jest masa uczelni prywatnych, gdzie wszystko to pic na wodę i wystarczy się pojawić parę razy, żeby zdać. Na lepszej uczelni i pedagogika będzie wymagająca, ale moja szwagierka skończyła pedagogikę na UW, zawsze była dobrą uczennicą, ale nie jakąś wybitną, czy niesamowicie inteligentną, nie obrażając jej mój narzeczony, który sam rzucił studia, pisał jej jakąś pracę na zajęcia, wykładowczyni zachwycona wypracowaniem, laska miała to omówić przed całą grupą, ale spanikowała i wzięła zwolnienie lekarskie na ten dzień, bo nie ogarniała, o czym jej to napisał. Jak ona skończyła dziennie na najlepszej uczelni w kraju, to myślę, że dasz radę, jeśli będziesz wytrwała. Co do wieku, ja mam w pracy koleżankę, która po latach w gastro poszła do pracy w przedszkolu, niestety mocno się tam rozczarowała i wróciła do gastronomii, a myślała, że będzie się tam spełniać. Ale pracę znalazła będąc po 30 bez doświadczenia w tym kierunku. Szwagierka też rozczarowana i myśli, na co się przebranżowić. Dostała po studiach dobrze płatną pracę jako asystent nauczyciela w prywatnej szkole, ale kompletnie nie czuje się dobrze w tym zawodzie i uznała, że dzieci za bardzo ją denerwują;)
  3. Ogólnie pracowałam w wielu miejscach, chyba z 7. W jednym 3 lata i to była jedyna praca, jaką lubiłam. Rok temu przeprowadziłam się z powrotem w rodzinne strony, z własnej inicjatywy nigdy bym tego nie zrobiła, nienawidziłam tego miasta i nie chciałam tu wracać, zgodziłam się tylko ze względu na chłopaka, który dostał tu pracę. Wiedziałam, że nie będę tu lubiła swojego życia i będzie ciężko z pracą, a jest jeszcze gorzej, niż myślałam. Przez ostatni rok miałam 4 prace, trafiałam w same słabe miejsca, a znalezienie nawet najgorszej pracy tutaj to wyzwanie. Ostatnio w końcu udało mi się trafić na pracę biurową, więc zwolniłam się z gastro z nadzieją na jakiś rozwój, starałam się jak mogłam, ale szło mi tragicznie, atmosfera była beznadziejna, z dojazdem było ciężko. To była praca z językiem obcym, ale przy obsłudze technicznego programu, a nie miałam żadnego sensownego szkolenia, tylko "patrz jak ktoś coś robi i się ucz". Zgłaszałam, czego nie rozumiem i z czym potrzebuję pomocy, ale szkolenia się nie doczekałam, a kiedy pytałam o pomoc, jak czegoś nie rozumiałam, to każdy miał już dość tego, że pytam. W końcu sama się zwolniłam, może to irracjonalna decyzja, ale czułam się tam psychicznie okropnie, a niedługo miałam zacząć brać dużą odpowiedzialność i przejść na samodzielną pracę, mimo że w ogóle nie wiedziałam, co robię. Zresztą i tak nie dostałam jeszcze żadnej umowy i miałam okres próbny na czarno. Od tamtej pory już prawie 2 miesiące siedzę w domu. Źle się czuję bez pracy, a jednocześnie mimo tylu miejsc pracy wcześniej, boję się tak, jakbym miała iść do pierwszej pracy. Nienawidzę tego miasta i ludzi w nim. Chłopak nie ma mi za złe, że nie pracuję, zwłaszcza, że wiedział, że nigdy nie chciałam tu mieszkać i przyjechałam tylko ze względu na niego. Ja jednak czuję, że nienawidzę swojego życia, że je tu marnuję. Zostawiłam w większym mieście zwykłą pracę, która może nie była żadną karierą w oczach innych, ale dawała mi satysfakcję, lubiłam tam chodzić, lubiłam ludzi w niej, tam zrobiłam największe postępy w pewności siebie. Później kolejne zmiany pracy co chwilę wcale mnie nie uodporniły ani nie zahartowały, stałam się bardziej nieśmiała, nie mam już motywacji do niczego, boję się ludzi bardziej niż kiedyś, mam wrażenie, że cofnęłam się w rozwoju z każdym postępem jaki zrobiłam w swoim charakterze. Mam ogromny lęk przez pójściem do kolejnej pracy, czuję, że jestem do niczego, nie mam tu nawet ochoty wychodzić z domu. Nienawidzę swojego życia w tym mieście, z pracą miałam same niepowodzenia, nie mam tu żadnych znajomych, ale nie wyobrażam sobie odejść od chłopaka i się wyprowadzić, chociaż gdybym mogła cofnąć czas, to nigdy bym się nie zgodziła tu przeprowadzić. Czuję się jakbym tu utknęła i jedynym wyjściem, żeby zacząć żyć jak chcę było zerwanie i wyprowadzenie się daleko stąd, a ja nie wyobrażam sobie kończyć tego związku.
×