Nie zawsze tak musi być. U nas też był hardcore na początku, ale jednak udało mi się wrócić do pracy po macierzyńskim i trochę. Mała spała z nami chyba do drugiego roku życia, albo np. zasypiała w łóżeczku, a w nocy budziła się i płakała, dopóki nie wzięliśmy jej do siebie. Była w dużej mierze "nieodklejalna" i "nieodkładalna", ale w miarę jak dorastała, to się poprawiało (chociaż do dzisiaj jest wielką przylepą).
Wiele moich koleżanek ma dzieci, które budzą się w nocy. Niektóre przesypiają całą, ale jest sporo, które tak nie robią. Zależy też, jak ktoś na to patrzy, bo np. do mojej koleżanki w nocy przychodzi córka i zabiera ją do swojego łóżka albo ładuje się do nich i musi się chwilę poprzytulać, zanim zaśnie. Koleżanka tego nie liczy jako budzenie, bo "przecież to tylko chwilka i dalej śpimy". Ja np. po czymś takim bym się wybudziła.