Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

VeraVeronica

Zarejestrowani
  • Zawartość

    12
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez VeraVeronica

  1. Czy to Twój maluch tak krzyczał koło 9? Chyba chłopiec z tego co słyszeliśmy? Mieliśmy pokój zaraz koło wejścia na salę i tak sobie o Tobie myślałam jeśli tak to gratulacje
  2. Dziewczyny pisze na świeżo po wczorajszej cesarce... Nie panikujcie i niczym się nie przejmujcie... Serio. Po przyjeździe do Eskulapa dostałam do wypełnienia różne dokumenty, zapłaciliśmy za pobyt i zostaliśmy zakwaterowani w pokoju. Dostaliśmy od razu ubrania w które mieliśmy się przebrać. Przyszła pielęgniarka z kroplówka, najbardziej boląca rzecz do tej pory - wenflon. Wbijają w lewą rękę. Próbowała wbić mi go na zgięciu i wbiła, tylko nie w żyłę... I to właśnie bolało przy porodzie najbardziej drugie podejście powyżej nadgarstka było już ok. W sumie jak teraz pomyślę to lepsze miejsce, bo wgl go nie czuć, a przy zgięciu mogłoby być różnie. Byłam też podłączona pod ktg. Czekaliśmy trochę na chirurga, co pozwoliło nam uciąć sobie jeszcze mała drzemkę później przyszła po nas Pani i zaprowadziła mnie na salę operacyjna. Narzeczony czekał w fotelu przed. Przerażona tym pierwszym wenflonem aż się trzęsłam przed znieczuleniem, ale anestezjolog zapewnił ze nie będzie bolało. I wiecie co? Tak układają na tym stole, pielęgniarka przytrzymuje nogi żeby się nie ruszyć, igła cieniutka... Wolałabym mieć 8 razy robione znieczulenie w kręgosłup niż źle wbity wenflon nic nie czułam, a obawiałam się tego wbicia na maxa. W momencie pocierpły mi nogi, że jak przekładali mnie na plecy to już ich prawie nie czułam. Kazali podnieść nogi kolejno do góry, ale unioslam je może na kilka centymetrów... Dostałam dodatkowo jakiś gaz do wdychania. Przed każdym ruchem informowali co robią. Jedna pielęgniarka stała cały czas przy mojej głowie zagadując mnie i przytrzymując podczas zabiegu. Nie wiem ile to trwało, ale tyle co się położyłam usłyszałam słowa chirurga, że mały owinięty pępowina. I chops go do mnie zza kotarki tylko go pokazali i od razu wzięli że szybkę do Narzeczonego żeby go trochę ogarnąć, ubrać, pomierzyć itp. I od tego momentu patrzyłam już tylko tam położna przyniosła go jeszcze na sekundkę na salę żebym mogła dać mu buziaczka i poszli do Taty. Ja na sali byłam może jeszcze z 10minut. Nic nie czułam przy szyciu. Zero. Widziałam że odciągnęli dużo płynów i widocznie dobrze mnie wyczyścili przed szyciem, obecnie nie ma jakiejś masakry. Jedyne co podczas zabiegu było nie bolesne a dość nieprzyjemne to jak przesuwali mięśnie i tkanki na boki. Nie czułam bólu, ale grzbiet podnosiło mi do góry jak to naciągali. Ale bez obaw, trwało to tylko moment. Pielęgniarka stojąca przy mojej głowie przytrzymywała mnie za ramiona i zagadywała. I tak przewieźli mnie do pokoju gdzie czekali już na mnie moi chłopcy od razu przystawili Małego szkraba do cyca. Leżałam koło 3-4 godzin. Póki nie odzyskałam czucia w nogach na tyle pewnego że sama stwierdziłam że ustoje (faktycznie jak tylko mogłam to w łóżku nimi ruszałam) położna przychodziła co jakiś czas z zapytaniem czy już jestem gotowa. Co do pionizacji nie jest turbo super przeżyciem. Trzeba słuchać się połóżnej. Pomoc faceta nieoceniona. Sam mnie kąpał. Każde kolejne wstanie z łóżka jest już coraz lepsze. Pierwsze to pionizacyjne było najgorsze, bo miałam zawroty głowy. Po prysznicu oblał mnie cała pot, mroczki przed oczami. A obiecałam sobie że od razu to rozchodzę nie było opcji. Usiadłam. Położna powiedziała, że nie mogę się do niczego zmuszac i nie na tym to polega. I wiecie co? Zapomniałam o fakcie, że jak wróciliśmy do pokoju podpięli mi kroplówkę przeciwbólowa... I myślę że to jej sprawka. To musiało być coś silnego, że schodziło jak jakieś mocne dragi nie miejcie wyrzutów sumienia jak po pionizacji usiądziecie. Organizm reaguje różnie. Ja usiadłam na jakieś 2 godziny po czym znowu wstałam z łóżka tym razem tylko z pomocą Narzeczonego i to już było zupełnie inne stanie niż to pierwsze. Szwy wiadomo, trochę ciągną, ale wstać i zawziąć się żeby zemdleć z tą rana to też nie o to chodzi... A zawroty głowy, pot i mroczki pojawiają się po samej pionizacji. Teraz dochodzimy do siebie i cieszymy się swoim towarzystwem. Co parę godzin przynoszą tabletki przeciwbólowe, ja trochę chodzę, ale Małego podaje mi do karmienia Narzeczony. Anestezjolog mowil mi na sali że najgorsza jest rekonwalescencja. Chyba miał rację, ale nie ma co się spinać. Jak będziecie że swoimi facetami to na pewno we wszystkim Was wyręcza, a pielęgniarki też są bardzo miłe i o co nie zapytamy to wszystko tłumacza i również pomagają. Jeśli kiedyś zdecyduje się na rodzeństwo dla naszego Maluszka to nie wyobrażam sobie porodu gdzie indziej. Strach ma wielkie oczy, ja też się denerwowałam. Ale nie ma o co. Czuję się bardzo zaopiekowana i komfort psychiczny w takim momencie jest wart wszystkiego! Jak nic się nie zmieni, to jutro wychodzimy 🥰 ściskam Was i życzę Wam równie przyjemnych wspomnień z pięknego dnia narodzin własnego dziecka!
  3. Dzięki za budującą opinię my już w poniedziałek stawiamy się w klinice na zabieg i chyba powoli zaczyna do mnie docierać co to będzie chociaż nerwy to się pojawią pewnie dopiero w niedzielę wieczorem
  4. Konsultacje normalnie odbywają się z partnerem
  5. Jeśli wszystko jest dobrze to trzymają dwie doby od cięcia Co do listy to szpital podaje tylko tyle: Dla maluszka: - 4-5 kaftaniki, body - 2 pary skarpetek - 2 czapeczki - 2 pieluchy tetrowe - 10-15 pampersów - mały kocyk - chusteczki nawilżane (rzeczy mają być wyprane w proszku dla noworodków) Dla położnicy: - 3 koszule nocne umożliwiające karmienie dziecka - pantofle, skarpety - majtki siatkowe (poporodowe) - przybory toaletowe, ręczniki - kapturki laktacyjne lub laktator
  6. Mamy być na miejscu miedzy 9:30 a 11. Cesarka będzie prawdopodobnie koło 13, tak nam mówili. Dziwne, bo sama byłam na wizycie w poniedziałek o 14 i jeszcze czekaliśmy aż chirurg dojedzie do pracy więc nie wiem od czego to zależy o której w które dni robią.
×