Ja jestem z tego pokolenia co w książkach się nic nie mazalo. Ewentualnie ołówkiem jeżeli już koniecznie trzeba było. Pożyczałam książki od profesora ekonomi wiele razy i żadna z jego książek nie była pomazana. Jak się czytało książkę to była zakładka zwykła kartka. Nikt nawet rogów nie zaginął. Każdy szanował każda książkę.