Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

on198735

Zarejestrowani
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez on198735

  1. Cześć, Czy też czujecie się dziwnie przeglądając oferty pracy ? Wszystko poszło do góry, jedzenie opłaty paliwo itp. Ostatnio szukam pracy jako magazynier z 4 letnim doświadczeniem. Wcześniej oferty pracy były inne, stawki większe. Teraz większość pracodawców np we Wrocławiu oferuje 4000 brutto na start. Za 3000 zł netto 2013 uważam że to śmiech na sali. A jak jest u was w innych miastach ? Jestem ciekawy jakie wy macie odczucia i co na tem temat sądzicie ? Pozdrawiam ;)
  2. Cześć. Czy wy też trafiacie na dziwne firmy. Nie mam zamiaru podawać danych firmy, ale Ciekaw jestem waszej opinii. W moim mieście zaczepiłem się w magazynie produkcyjnym. Pracuje tam dużo obcokrajowców, lecz ja jestem na stanowisku magazynier. Stawki jak to stawki - nierówne. Oto co mnie zdziwiło. Brak szkolenia, stanowisko pokazane przez 5 minut i nagle mam wiedzieć i znać cały proces magazynowy, nie znając SAP-a. System archaiczny wszystko drukowane na papierze a4, brakuje miejsca itp. Z tego co zaobserwowałem to niema przekazywania informacji. 1 zmiana kończy zmiane idzie do domu i nastepna robi co chce. Przez tydzien mowilem im o uszkodzonych bateriach, to nagle problem ze wózki rozładowane. Dzis dostałem opr, za to ze zamiast siedziec i patrzec sie w monitor, to sam wygenerowałem zlecenie i postanowiłem coś zrobić, zeby nie siedzieć jałowo (tymbardziej ze dwa tygodnie temu przez cały tydzien sam byłem na danym stanowisku). W dniu wczorajszym, miałem incydent w stylu - 4 opakowania wysypały się z palety, stary pracownik widzac to zamiast zapytac sie czy pomoc, jak to sie stało to pobiegł i mnie podpierdzielił, a według przepisów pracy nie mogę zostawić rozsypanego towaru na drodze transportu, bo jak ktos inny bedzie miał wypadek to wtedy z mojej winy. Pewnego dnia pracowałem i nie było miejsca na wymianę baterii, to usłyszałem "zostaw wózek, bo baterie trzeba łańcuchem wymienić - pytam sie jak - no to zlewka.. Człowiek chce sie dowiedzieć coś nowego to słyszy - "nie ma czasu na szkolenie, albo jest patrzenie z takim politowaniem". Najlepsze ze przy przyjęciu do tej firmy - podpisuje sie dokument, przeciwko nierówności , przeciwsko szkalowaniu, podpierdzielania. Starsi pracownicy uwazają siebie za góru, jeden to mysli ze jest pepkiem swiata i uwaza ze kazdy inny to leser. Przychodze do pracy i wykonuje swoje obowiazki, znikim nie rozmawiam, bo jak raz rozmawialem na temat pracy - to dostałem opieprz ze nic nie robie. Starzy pracownicy chodza na papieroska, chowaja sie w pracy i donoszą na pracowników. Jak to usłyszałem "ja chodze na papieroska bo sie wyrabiam z praca, bo mi to wolno - a Ty sie nie wyrabiasz i 'gwiźdzesz sobie na prace na okresie probnym'". Inna nieciekawa sytuacja była taka, ze zachorowałem na Covid, to po 3 dniach miałem kontrolę domową, czy faktycznie jestem na L4. Wszyscy pracownicy dostali 30 groszy brutto podwyzki do godzinowej stawki (szok i smiech) a aneksów jak nie mieli tak nie mają. Rotacja jest duża - co chwile widzę ze kogos szukaja". Przy rozmowie o prace wszystko pieknie ładnie, kadrowa miła, lider to samo. pewnego dnia podchodze do kadrowej i sie pytam czy nie potrzebuja kogos na produkcje - nagle teks "przecież jakby było to by było na tablicy w pracy - przeciez wszyscy to wiedza - a ja nato ze skad mam to wiedziec ? ". Czy nowy pracownik ma być alfą i omegą ? Mam wiedzę wyssać sobie z d... ? Może ja już nie umiem pracować z ludżmi ? Wiem ze praca to praca i nie ma przyjacioł ? Lecz co to za system podkładania kłody pracowniką ? Poźniej starzy narzekają ze nikt niechce pracować. Może w waszych miastach jest inaczej ? Ale mam wrażenie ze Co kolejna firma we Wrocławiu to atmosfera zrypana. Czy ja tylko odnosze takie wrażenia ?
  3. Cześć. Otóż mam problem z narzeczoną. W tamtym roku byliśmy w Gdańsku, Krakowie itp. Spodobał mi się Gdańsk ze względu na dojazd, lepsze oferty połączeń do Norwegii, Szwecji. Oraz widzę kilka plusów przeniesienia się z Wrocławia do Gdańska, możliwość pójścia do szkoły językowej, której niema na dolnym śląsku. Prócz tego chcę poszerzyć swoje uprawnienia, zrobić papiery na suwnicę, czy tez na spawacza, żeby pracować na magazynie portowym lub w porcie. Nie mówię tu o przeprowadzeniu na stałe ale na jakiś czas. Do Wrocławia przeprowadziliśmy się ze względu na studia ale już żyjemy tu 11 lat, nadal bez dzieci, mieszkania. W tym roku kredyt nam nie się nie opłaca bo NBP. Powiedziała mi ze ona by tam pracy nie znalazła, ze tu ma znajomych, ze niechce zaczynać wszystkiego od nowa. (Ja uważam ze i tak nie mamy nic, wynajmując pokój 35m2 we Wrocławiu). Ze łzami w oczach mi powiedziała, ze ona by się tam dusiła, ze to moja fanaberia ze mi sie Wrocław nie podoba. Wiem nie lubie Wroclawia, nigdy nie myslałem ani nie traktowałem tego miasta w, którym mógłbym żyć do śmierci. Co chodzi o Kraków to mówiła ze mogłaby się tam przeprowadzić , bo jest piekny, więc - ciągnąc za język mówie "wyprowadźmy się na rok" - ona na to - ze tam pracy nie znajdzie. Innym razem pytam - Czy by dojechała do mnie do Gdańska - jakbym tam mieszkał i robił te kursy - ona odpowiada - tak ale nie bylaby tam szczęśliwa - złe samopoczucie ,pogoda, itp , ale na weekend by przyjeździała... Pytam się jej jak to widzi, skoro trzeba opłacić dwa noclegi, Wrocław, Gdańsk, a bilet z Wro do GDA kosztuje około 70 zł w jedną stronę - temat się urywa i nagle słyszę - ze ona jest zmęczona na te tematy rozmawiać. Innym razem mówi ze przyjedzie jak ja wyjade do Szwecji - bo tam chciałbym spróbować sił, mówi ze dojedzie, a ja na to ze klimat będzie podobny co w Gdańsku, podobne problemy, i tak samo będzie wszystko od 0. Namawiałem ją zeby zaczeła uczyć się języka, nawet po 15 minut dziennie - tekst ona jest zmęczona. Namawiałem ją zeby poszła na jakiś kurs, zeby zmieniła pracę ze sklepu odzieżowego na jakąś lepszą, np na pielegniarkę, celnika , albo na to co lubi. Pytam ją kiedy i w jaki sposob mamy razem do czegoś dojść, skoro nie można pogadać na te tematy, ani nie widzę u niej chęci rozwoju osobistego. Bo tekst w stylu - gdzie ja pracę znajdę - mnie irytuje. Nawet mówiłem jej, ze jeśli chce sprawdzić swoje możliwości - to niech powysyła CV tak o i zobaczy - czy bedzie odzew. Zero inicjatywy - brak zaangazowania. Wpadła w rutynę ;/ Jak to mi powiedziała "Jej kolezanki się dziwią czemu ona nie rzuci wszystkiego i spróbuje czegoś nowego". W nawiązaniu do innej rozmowy, zapytałem sie mojej narzeczone, - jak chciałaby przeprowadzić się do innego kraju, np do mnie dojechać, skoro nawet niechce uczyć się języka. Pytam się jej , czy razem pouczymy sie szwedzkiego, ze by ciagle gadać i szybciej go przyswoi, tekst w stylu - TY sie ucz szwedzkiego, a ja angielskiego -którego i tak sie nie uczy. Zastanawiam sie czy zemna jest coś nie tak ?
×