Cześć. Czy wy też trafiacie na dziwne firmy. Nie mam zamiaru podawać danych firmy, ale Ciekaw jestem waszej opinii. W moim mieście zaczepiłem się w magazynie produkcyjnym. Pracuje tam dużo obcokrajowców, lecz ja jestem na stanowisku magazynier. Stawki jak to stawki - nierówne. Oto co mnie zdziwiło. Brak szkolenia, stanowisko pokazane przez 5 minut i nagle mam wiedzieć i znać cały proces magazynowy, nie znając SAP-a. System archaiczny wszystko drukowane na papierze a4, brakuje miejsca itp. Z tego co zaobserwowałem to niema przekazywania informacji. 1 zmiana kończy zmiane idzie do domu i nastepna robi co chce. Przez tydzien mowilem im o uszkodzonych bateriach, to nagle problem ze wózki rozładowane. Dzis dostałem opr, za to ze zamiast siedziec i patrzec sie w monitor, to sam wygenerowałem zlecenie i postanowiłem coś zrobić, zeby nie siedzieć jałowo (tymbardziej ze dwa tygodnie temu przez cały tydzien sam byłem na danym stanowisku). W dniu wczorajszym, miałem incydent w stylu - 4 opakowania wysypały się z palety, stary pracownik widzac to zamiast zapytac sie czy pomoc, jak to sie stało to pobiegł i mnie podpierdzielił, a według przepisów pracy nie mogę zostawić rozsypanego towaru na drodze transportu, bo jak ktos inny bedzie miał wypadek to wtedy z mojej winy. Pewnego dnia pracowałem i nie było miejsca na wymianę baterii, to usłyszałem "zostaw wózek, bo baterie trzeba łańcuchem wymienić - pytam sie jak - no to zlewka.. Człowiek chce sie dowiedzieć coś nowego to słyszy - "nie ma czasu na szkolenie, albo jest patrzenie z takim politowaniem". Najlepsze ze przy przyjęciu do tej firmy - podpisuje sie dokument, przeciwko nierówności , przeciwsko szkalowaniu, podpierdzielania. Starsi pracownicy uwazają siebie za góru, jeden to mysli ze jest pepkiem swiata i uwaza ze kazdy inny to leser. Przychodze do pracy i wykonuje swoje obowiazki, znikim nie rozmawiam, bo jak raz rozmawialem na temat pracy - to dostałem opieprz ze nic nie robie. Starzy pracownicy chodza na papieroska, chowaja sie w pracy i donoszą na pracowników. Jak to usłyszałem "ja chodze na papieroska bo sie wyrabiam z praca, bo mi to wolno - a Ty sie nie wyrabiasz i 'gwiźdzesz sobie na prace na okresie probnym'". Inna nieciekawa sytuacja była taka, ze zachorowałem na Covid, to po 3 dniach miałem kontrolę domową, czy faktycznie jestem na L4. Wszyscy pracownicy dostali 30 groszy brutto podwyzki do godzinowej stawki (szok i smiech) a aneksów jak nie mieli tak nie mają. Rotacja jest duża - co chwile widzę ze kogos szukaja". Przy rozmowie o prace wszystko pieknie ładnie, kadrowa miła, lider to samo. pewnego dnia podchodze do kadrowej i sie pytam czy nie potrzebuja kogos na produkcje - nagle teks "przecież jakby było to by było na tablicy w pracy - przeciez wszyscy to wiedza - a ja nato ze skad mam to wiedziec ? ". Czy nowy pracownik ma być alfą i omegą ? Mam wiedzę wyssać sobie z d... ? Może ja już nie umiem pracować z ludżmi ? Wiem ze praca to praca i nie ma przyjacioł ? Lecz co to za system podkładania kłody pracowniką ? Poźniej starzy narzekają ze nikt niechce pracować. Może w waszych miastach jest inaczej ? Ale mam wrażenie ze Co kolejna firma we Wrocławiu to atmosfera zrypana. Czy ja tylko odnosze takie wrażenia ?