Po destylacji to może nawet mieć do 90 % dlatego rozcieńcza się wodą żeby dało się to wypić. Najlepiej schodził taki 60-70 % jak pamiętam , bo dobrze siepało tych wszystkich degustatorów, a i ja łyknąłem trochę na większą śmiałość.
No wszędzie widzę jakieś zyski , bo to ma sens zawsze i dziadek jak mnie wpuścił do swojej spiżarni to był zachwycony logistyką tylko część floty mu dałem i mówię mało zrób więcej. Dzisiaj już chyba nikt nie pędzi bimbru, to już inne czasy .
Co innego z atrakcyjnymi koleżankami gdybyś się opalała, to raczej żaden nie miałby nic przeciwko.
Ta mają do gadania tyle ile mogą, a mogą niewiele, bo boją się ciebie.
Na opalanie to by przymknął oko nawet ja , ale gorzej z tymi adoratorami i kolegami jakimiś którzy się kręcą przy tobie. W mojej ocenie to są parobki jakieś
Weta mówił że bezpieczniejsze jest w surowym stanie te kości z mięsem tak jak ja daje , ale ludzie dają też gotowane odpadki jakieś z obiadu i lepsze to niż nic nie dać.
Ogólnie zawsze ktoś miał jakieś pieniądze, a jedzenie nie było jakoś specjalnie drogie. Gorzej z alkoholem i papierosami , bo nawet jak były pieniądze , to nie chcieli sprzedać w sklepie .
Dawali to co mieli i ja z takimi chodziłem co nic im nie dawali i ja też wolałem coś sobie kupić zamiast kanapki z domu.
On ma już żonę więc inna go już karmi.