Ogólnie zawsze ktoś miał jakieś pieniądze, a jedzenie nie było jakoś specjalnie drogie. Gorzej z alkoholem i papierosami , bo nawet jak były pieniądze , to nie chcieli sprzedać w sklepie .
Dawali to co mieli i ja z takimi chodziłem co nic im nie dawali i ja też wolałem coś sobie kupić zamiast kanapki z domu.
On ma już żonę więc inna go już karmi.
Kaszankę mi dawali, ale mortadela nie wolno było , bo pogarda że krowie wymiona więc bardziej dla psa bo są jakieś granice w hierarchii. Ciekawe czy nadal ludzie robią z tego kotlety