My kupowaliśmy z rynku wtórnego i z perspektywy czasu uważam, że nie ma jednej dobrej odpowiedzi – wszystko zależy od budżetu i tego, jak długo planujecie tam mieszkać.
Ja zaczęłabym od sprawdzenia swojej zdolności kredytowej i policzenia wszystkich kosztów, nie tylko samego mieszkania. Oprócz wkładu własnego dochodzą jeszcze opłaty notarialne, podatek (jeśli dotyczy), wpisy do księgi wieczystej czy ewentualny remont. Warto wcześniej porozmawiać z notariuszem, bo często zwraca uwagę na rzeczy, o których kupujący nawet nie myślą, np. stan prawny nieruchomości, zapisy w księdze wieczystej czy dokumenty potrzebne do bezpiecznego podpisania umowy.
Jeśli chodzi o rodzaj mieszkania, to:
deweloper daje nowe mieszkanie i często niższe koszty utrzymania na początku, ale zwykle trzeba je wykończyć, co też sporo kosztuje;
nowszy rynek wtórny wydaje mi się fajnym kompromisem, bo często można wprowadzić się praktycznie od razu;
starsze mieszkania bywają większe i tańsze, ale trzeba liczyć się z remontem i sprawdzeniem instalacji.
Co do lokalizacji, to dobrze zastanowić się, ile czasu będziecie codziennie dojeżdżać do pracy. Czasem tańsze mieszkanie pod miastem po kilku latach przestaje być takie atrakcyjne, jeśli codziennie spędza się godzinę w korkach.
A jeśli chodzi o kupno „na start”, to znam kilka osób, które właśnie tak zrobiły. Kupili mniejsze mieszkanie, spłacili część kredytu, a po kilku latach sprzedali je i mieli większy wkład własny na docelowy dom. W ich przypadku to się sprawdziło, ale wszystko zależy od sytuacji finansowej i planów na najbliższe lata.