Od dawna zastanawia mnie, dlaczego uległość tak często jest przedstawiana jako całkowite oddanie decyzyjności drugiej osobie.
Przecież osoba uległa nadal może mieć swoje zdanie, potrzeby, granice i odpowiedzialność za relację. Czasami właśnie świadome powiedzenie „chcę, żebyś to prowadziła” wymaga większej dojrzałości niż ciągłe podejmowanie decyzji samodzielnie.
Jak Wy to widzicie?
Czy uległość powinna oznaczać podporządkowanie we wszystkich obszarach życia, czy raczej świadome oddanie części kontroli w ramach wcześniej ustalonych zasad?
Ciekawi mnie też perspektywa kobiet dominujących — czy oczekujecie od osoby uległej pełnej inicjatywy w określonych obszarach, czy raczej chcecie, żeby przede wszystkim słuchała i wykonywała polecenia?