thrthhrthtrhrthtrhtrhrthtr
Zarejestrowani-
Zawartość
1 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Reputacja
0 Neutral-
Problemy z pęcherzem, parcie na mocz, ból pęcherza - co odkryłam.
thrthhrthtrhrthtrhtrhrthtr dodał temat w Zdrowie i uroda
Cześć, Chcę się podzielić tym, do czego sama doszłam w ciągu lat walki z bólem i parciem na pęcherz. Mam nadzieję, że to pomoże innym. Chciałam ten post zamieścić na tematycznej grupie na FB, ale mnie nie przyjęto, więc piszę tutaj. Nie będę tutaj opowiadać dokłądnie ze wszystkimi zawilościami siedmiu lat mojej zawiłej historii walki z objawami pęcherza. Biegałam od lekarza do lekarza, wszystko prywatnie, po różnych miastach, bo NFZ mnie totalnie olało. Dietetyczki kliniczne, fizjoterapeuci uroginekologiczni, ślęczałam, czytając badania w tym temacie na Google Scholar. Milion megadrogich badań, włącznie z totalnie absurdalnymi. Testowałam tony suplementów, leków, antybiotyków, ziół, ćwiczeń i jedne trochę pomagały, inne zupełnie nie. Raz udało mi się wyjść moimi siłami na prostą i przez ponad rok nie miałam objawów, ale przeszłam operację i pół roku po niej objawy wróciły wzbogacone o nowe dodatki. Moje objawy, w pierwszych 3 latach poźniej natężenie spadło: ciągły świdrujący ból, pulsujący, jakby ktoś wwiercał mi się w łechtaczkę aż po sam pępek - ten ból zagłuszał wszystko, nic poza nim nie czułam. Przy tym wrażenie parcia na pęcherz, które w ogóle nie mijało po opróżnieniu go. Do tego dreszcze w rejonie krzyża, pośladków, tylnej strony nóg. W nocy ból nie ustępował i praktycznie nie spałam. W toalecie byłam co godzinę co najmniej. Miałam też po jakimś czasie tak zmasakrowane mięśnie pęcherza, że on nie opróżniał się prawidłowo, tylko musiałam sikać na raty, bo jego mięśniówka była cały czas spięta - ale to też musiałam sama zrozumieć, wczytując się w badania, bo lekarze ignorowali ten objaw i odsyłali mnie do fizjoterapeutek uroginekologicznych. Było mi ciągle zimno i czułam się po prostu fatalnie. Ale w badaniach nie wychodziło NIC! Nawet zrobiłam pełen zestaw badań w Badbaku za ponad 3000 zł i też nic tam nie wyszło. Miałam też wizytę u tego słynnego polskiego urologa specjalizującego się w infekcji wbudowanej, ale to też nic nie dało, chociaż był bardzo miły i starał się pomóc, ja po prostu nie chciałam brać antybiotyków bez końca, nie wiedząc, co jest przyczyną, więc szukałam dalej. Temat nadreaktywnego pęcherza przerobiłam i leki trochę pomagały, ale tak naprawdę nie za bardzo. W końcu nawet trafiłam na coś, o czym w Polsce prawie się nie mówi - PGAD i moje objawy pasowały, a trafiłam na to po wizycie w klinice leczenia bólu, gdzie mi o tym nie powiedziano, ale lekarz stwierdził, że przy neuropatii to dziwne, że mam objawy też w nocy, przez to poszperałam bardziej i tak trafiłam na PGAD, przy którym objawy w nocy nie słabną. W tle tego wszystkiego miałam trochę problemów z jelitami, jednak praktycznie w ogóle ich nie zauważałam od lat, bo bardzo dbałam o dietę, zresztą też biegałam po gastrologach, robiłam badania i nic tam nie wychodziło od lat, chociaż kiedyś przeszłam hardcorową infekcję, przy której wyszło mi znaczne namnożenie Klebsiella oxytoca, niemniej lekarze totalnie to ignorowali. Badania na szczelność jelit były w 100% w porządku, to samo badania na SIBO (każda dietetyczka mnie w nie pchała bez sensu). Ale obserwowałam, że za każdym razem, kiedy mam pogorszenie z jelitami, objawy z pęcherza się pogarszają, więc inwestowałam mocno w reperację jelit, maślany, laktoferyny, glutaminy, probiotyki i wydawało się, że świetną dietę pełno warzyw, kasz, nacsion, mięso, owoce, zero curku i śmieciowego żarcia (wszystko w domu gotowałam). Jeśli wykluczyliście, tak jak ja, żylaki miednicy, ogniska endometriozy na pęcherzu, zrosty, napięte mięśnie dna miednicy i inne temu podobne patologie, w posiewach moczu, z cewki, pochwy od lat nic Wam nie wychodzi, badania wnętrza pęcherza wychodzą czysto. To możliwe, że macie to, co ja, czyli dysbiozę jelit wpływającą na nerwy miednicy i dającą sygnały ze strony pęcherza. Otóż wyszło w tym roku bardzo ciekawe badanie "Akkermansia muciniphila drives viscero-visceral communication through 5-HT3a receptor-dependent sensitization of shared colon-bladder neurons" - jeśli jesteście ciekawi mechanizmu dokładnie, to się wgryźcie. Ale zasada jest mniej więcej taka: podczas dysbiozy namnaża się bakteria naturalnie występująca we florze jelit: Akkermansia muciniphila, jest jej za dużo w jelicie -> więcej serotoniny w jelicie -> nadmierne pobudzenie wspólnych nerwów jelita i pęcherza -> pęcherz zaczyna reagować tak, jakby był drażniony. Więc w moim przypadku historia jest taka, jeśli kogoś to interesuje - przez lata brałam pod okiem lekarzy duże dawki żelaza i wit. C, miałam nawracające infekcje pęcherza, ale furagina dawała radę, później złapałam poważną infekcję jelit i wyszło w badaniu kału, że mam namnożoną Klebsiella oxytoca i wtedy zaczął się mój koszmar z pęcherzem, nikt z lekarzy nie zwrócił uwagi wtedy na tę bakterię, a ja też nie wiedziałam, jak ją rozumieć. Ta Klebsiella oxytoca namnożyła mi się przez suplementację żelaza i wit. C - idealne środowisko dla niej, co już osłabiło moją florę, więc kiedy przypadkiem się zatrułam, moja flora jelit gruchnęła i Klebsiella się strasznie namnożyła. Teraz w ostatnich miesiącach, kiedy zaczęłam mieć nawrót tych objawów, pojawił się nowy objaw - ból stawów biodrowo-krzyżowych, ale na MRI nic nie wyszło, neurolodzy nic nie znaleźli. Jednak przez to trafiłam na trop, że to Klebsiella pneumonia lubi dawać taki objaw w rejonie stawów biodrowo-krzyżowych, kiedy jest namnożona nadmiernie w jelitach (i ona żywi się węglami). Przez to krok po kroku doszłam do tego, że mam problem z Klebsiellami namnożonymi w jelitach, a dieta zupełnie eliminująca węgle tylko mi to potwierdziła i zarówno objawy z pęcherza, jak i objawy ze stawów biodrowo-krzyżowych zaczęły mijać. Obecnie sama się z tego leczę, mam dość lekarzy (chyba rozumiecie, po tym, co z nimi przeszłam), i na razie jestem bardzo zadowolona, wiem, że wreszcie trafiłam w przyczynę moich problemów. Stosuję probiotyki, które zawierają bakterie mające udowodnione konkurowanie (skuteczne) o miejsce w jelicie z Klebsiellami. Do tego stosuję dietę i preparaty ziołowe, które mają udowodnione w badaniach działanie przeciwko Klebsielli. Nie będę tutaj ich podawać - to musicie sami znaleźć. A nie idę ścieżką medycyny tradycyjnej dłużej, bo z tego, co się dowiedziałam, to te Klebsielle chcieli ubijać hardcorowymi antybiotykami i mam dość takiego leczenia na pałę, jedno wytłuką, a drugie rozwalą. To oczywiście jest moja perspektywa i mój wybór. Dlatego też nie będę podawać moich rozwiązań, ale jeśli tylko trochę poszukacie, wszystko znajdziecie w necie, to, co i ja znalazłam. Mam nadzieję, że to, co ja odkryłam, pomoże też innym. Życzę Wam wszystkim dużo zdrowia i trzymajcie się tam - z każdego paskudztwa da się wyjść, nawet jeśli ból trwa parę lat całą dobę, a lekarze nie wierzą i odsyłają jeden do drugiego.
