-
Zawartość
4 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Reputacja
1 NeutralOstatnio na profilu byli
Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.
-
Moja mama o legginsach mówiła, że widzi, że sportowcy w tym chodzą, zresztą według niej to wygodny ubiór i nie ma co nad tym dyskutować. U mnie w domu było też tak, że będąc starszym wiedziałem, że dyskusje o ubiorze nie mają sensu, a żeby jakoś zachować twarz to zachowywałem się jakby to co noszę było moim wyborem. Ciężko było, ale mama lubiła bardzo gdy np. mówiła przy cioci albo babci, że dostała ubrania dla mnie, a one sie pytały co fajnego mam to pokazywałem wszystkie ubrania i mówiłem jak mi się to podoba. Zresztą przy kimś z rodziny kto znal moja sytuację to się nie wstydziłem. Gorzej było przy obcych. Zresztą babcia bardzo popierała metody mamy.Ja podczas studiów mieszkałem z mamą. I nadal luzu nie miałem. O wyjścia czy o jakąś drobną swobodę to trzeba było się prosić. Mocno się to na mnie odcisnęło, bo aż nie mogłem sobie wyobrazić jak to nie jest być pod kontrolą. A twoi współlokatorzy rozmawiali z tobą potem o tym? Następna wiadomość możesz wysłać na mail tomaszkr3@gmail.com
-
U mnie też mama też do liceum wybierała to co mam nosić. Wieczorem wybierała mi ubranie i to miałem ubrać następnego dnia. Do 3-4 klasy podstawówki nosiłem spodnie 3/4 i rajstopy. Zima do tego dostawałem takie kozaki wykończone od góry sztucznym futerkiem które sięgały prawie do kolan. Dobrze pamiętam jak mama mówiła, że takie obuwie jest najlepsze, bo przed śniegiem i roztopami dobrze chroni, a długie spodnie to ciężko byłoby w te buty wsadzić. Jedynym chłopakiem byłem co nosił krótkie spodnie i rajstopy choć jeszcze chłopcy wtedy nosili rajstopy. Później to stopniowo dostawałem dłuższe spodnie, ale rajstopy dostawałem takie z wysokim stanem żeby jak to mówiła mama nerki zakrywały. Najgorsze było w domu, bo tam obowiązkiem moim było sprzątać na błysk i mama do tego mówiła że do ruchu najwygodniej jest nosić albo szorty i rajstopy albo dawała mi grube legginsy do tego. No ale poza szkołą to nigdy się nie odzywałem. W liceum miałem tak się złożyło na szczęście zwolnienie z wf to ukrywałem, że rajstopy noszę, zresztą prawdę mówiąc wtedy już trochę nawet lubiłem je nosić. No może dlatego, że już się tak nauczyłem, że mama rządzi. Choć wyobraź sobie jaki to wstyd gdy idziesz z mamą do sklepu,masz np 17 lat a ona mówi, że poprosi rajstopy w rozmiarze takim dla mnie. Piszesz, że luz dostałeś po studiach. Czyli w trakcie studiów mama też była jakoś restrykcyjna? Ja też ze swoją mieszkałem na studiach i niewiele się to różniło od liceum. A jak było u Ciebie?
-
Właśnie największy wstyd był gdy do szkoły mnie ubierała. Dostawałem mnóstwo ubrań po kimś z rodziny, co zresztą było normalne gdy byłem młody i inni zresztą też dostawali, ale mama nie przejmowała się jak w tym wyglądam. I u mnie też mama uważała, że trochę feminizacji mnie temperuje. Poza szkołą to już był mniejszy wstyd. Ale czasami jak mama mi kupowała coś na prezent jak choćby te cygaretki na urodziny to według niej powinienem być wdzięczny a nie marudzić. Choć jak byłem starszy to przestałem się buntować bo to i tak nic nie dawało. Poza szkołą nosiłem i robiłem to co mama chciała to przynajmniej do szkoły pozwalała skarpety na rajstopy założyć. A u Ciebie do jakiego wieku to trwało?
-
Rodzaw zaczął obserwować lanie od mamy
-
U mnie tak było. To był taki symbol, że lanie może być zawsze i w każdej chwili. Zresztą mama wychowywała mnie sama to mówiła że po dupie muszę dostawać bo tyle ma na głowie, a to najlepiej działa. Choć czasami to dostawałem bo taką miała ochotę, chyba po to żeby jak to mówiła "wyplenić samcze głupoty". Np. nie ubrałem z wystarczającym entuzjazmem tego co mi dała to już było bicie. Ale jak mi dała np. błękitne spodnie cygaretki to się po prostu trochę wstydziłem i spytałem czy mogę coś innego założyć. Matka się wściekła bo ładne ubrania mi kupuję a ja grymasze. Na przyszłość już nigdy się nic nie odezwałem i jeszcze byłem zachwycony.
