W mojej opinii to wygląda tak: Ilona uczy młodziez akceptacji własnego ciała i ostrzega przed zgubnym wpływem idealnego, cyfrowego świata na samoocenę, podczas gdy na swoich własnych profilach w social mediach regularnie publikuje zdjęcia mocno wyretuszowane i przetworzone przez filtry. Dla mnie promująca „prawdę i akceptację" ekspertka staje się przez to niewiarygodna.
Do tego zamiast wejść w dialog na temat niespójności wizerunku, Adamska często ucina dyskusję, twierdząc, że poprawianie zdjęć to jej prywatna sprawa, a krytyczne komentarze na ten temat wrzuca do jednego worka z bezpodstawnym hejtem. To trochę taki narcyzm i brak umiejętności przyjęcia konstruktywnej krytyki.
To tylko pokazuje problem współczesnych mediów społecznościowych, można mieć pełną, ekspercką wiedzę teoretyczną na temat tego, jak filtry niszczą psychikę dzieci, a jednocześnie poddawać się automatycznym mechanizmom aplikacji ze strachu przed oceną własnego, naturalnego wyglądu przez dorosłych odbiorców.
Eksperci i psychologowie często podkreślają, że osoby dorosłe zaangażowane w kampanie społeczne nie są wolne od problemów, o których mówią. Używanie filtrów przez Adamską pokazuje, że sama może zmagać się z presją idealnego wyglądu i brakiem pełnej samoakceptacji. Paradoksalnie, to własnie własne kompleksy często popychają ludzi do tworzenia fundacji, choć sami nie potrafią jeszcze całkowicie uwolnić się od toksycznych nawyków sieciowych.