Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zosia.D

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Wszystko napisane przez Zosia.D

  1. Biedronko zazdroszczę możliwości wyjazdu na urlop, my planowaliśmy w tym roku Bałtyk, ale chyba nic z tego nie wyjdzie. Za miesiąc przeprowadzamy się do naszego nowego domu i to pochłania cały nasz wolny czas i pieniądze. Ale może jesienią uda nam się gdzieś wyjechać. Nie powiem marzy mi się Grecja :) <> Nadziejko nasz jak zaczął siedzieć w leżaczku tak o gondoli nie było mowy. Już jakiś czas jeździmy w spacerówce, wszystkie spacery to jedna wielka obserwacja a najbardziej jest zachwycony ruszającymi się listkami drzew i przejeżdżającymi samochodami. U nas skończone 6 miesięcy i mamy przebite 2 dolne jedynki, czasami bardziej marudzi i nie chce spać albo ma problem z piciem mleka... Daję mu gryzaczki schłodzone w lodówce które widać że bardzo przynoszą mu ulgę no i 2-3 razy dziennie smaruję żelem z apteki. Ślinić to on się jakoś wybitnie nie ślinił ;) <> MiśkaD tak to właśnie u mnie wyglądało. Na 5 transferów 2 udane, 3 nieudane z krwawieniem od 5-6 dpt. Mój lekarz prowadzący nie był w stanie wyjaśnić mi dlaczego tak się dzieje że nie jestem w stanie dotrwać nawet do testowania... Jeśli chodzi o leki to brałam dosłownie wszystko, Encorton, Estrofem, Acard, Luteinę podjęzykową i dopochwową, Duphaston,Lutinus, Prolutex. Przy tym ostatnim udanym transferze brałam dodatkowo Glucophage na insulinooporność, podobnie jak przy 1 udanym transferze, ale wtedy jak odstawiłam to poroniłam i myślałam że to jest przyczyną, w tej ciąży brałam do 7 tygodnia kiedy to znów dostałam krwotoku, ale okazało się że był to krwiak. Przy ostatnim udanym transferze brałam Luteinę 3x2, Estrofem 3x1, Encorton (ale już nie pamiętam dawkowania), Duphaston 3x1, i Prolutex 1x1. Byłam mocno nafaszerowana progesteronem a wyniki z krwi wychodziły zupełnie nieciążowe. Do tej pory nie wiem dlaczego się udało. Chciałabym pomóc ale zupełnie nie wiem dlaczego czasem tak jest że jednym udaje się szybko a inni muszą starać się bardzo długo... I nie znam przyczyny tych krwawień zaraz po transferze. Pozostaje tylko wierzyć że za którymś razem w końcu się uda Twojej kuzynce :*
  2. Julia i Biedronka najszczersze gratulacje! Samych dobrych dni :* Wtrącę swoje 3 grosze co do odbijania, my naszego potrafiliśmy nosić nawet godzinę by odbił, nie miał z tym większych problemów ale zdarzało się że w ogóle nie odbił, kładliśmy go zawsze raz na jednym raz na drugim boku. Ulewanie u takich maluszków to normalna sprawa (ale mam na myśli takie małe ulewanie po mleku a nie jakieś chluśnięcia). Co do zaparć, może spróbujcie najpierw zmniejszyć miarki proszku do wody, chodzi o to by te miarki nie były takie kopiate, powinno się przeciągać tą miarkę o brzeg puszki, ale skoro maluszki mają zaparcia to możecie spróbować z niepełnymi miarkami. U nas to się sprawdziło, okazało się że robiliśmy za gęste mleko i sytuacja z kupą wróciła do normy. Synuś urodził się w grudniu i dostawał pomiędzy mlekiem wodę więc moim zdaniem spokojnie można podawać, a latem to nawet powinno się. <> Nadziejko pytałaś kiedyś o leżaczek, z tego co kojarzę to od 4 miesiąca Wojtek miał już pozycję w leżaczku na 3. <> Dzisiaj minęło dokładnie pół roku. Najpiękniejsze pół roku w naszym życiu. Aktualnie na tapecie ząbki :) mamy już dwie dolne jedynki :) poza tym wszystko u nas tak jak być powinno. Pozdrawiam Was gorąco :* Annie nie pisałam wcześniej ale ogromnie się cieszę z Waszego cudu i trzymam za Ciebie mocno kciuki :*:*:*
  3. Dziewuszki współczuję Wam tych przejść z kolkami, nas ominęły więc ja jestem zielona w temacie. Melduję że u nas wszystko ok, zaczynamy rozszerzać dietę, synek rośnie jak na drożdżach. Podczytuję Was w wolnej chwili ale brakuje czasu na naskrobanie kilku słów. Poza tym ktoś mnie tu jeszcze pamięta :) ??? Hihi <> Biedronko jak nasz W. miał 6 dni pokonaliśmy trasę 300 km (spał całą drogę). Także wydaje mi się że samo przejechanie to nie problem, gorzej z imprezą, ale myślę że na godzinę do kościoła moglibyście wyskoczyć gdyby ktoś w tym czasie popilnował Wam dziecka, bo zabierać go na takie uroczystości i tłumy gości chyba bym się nie odważyła. Zrobisz tak jak będziesz uważała, pamiętaj że każda mama wie co najlepsze dla jego dziecka. <> Poruszałyście kwestię szczepień... chyba jako jedyna wybrałam szczepienia obowiązkowe te sanepidowskie (moi rodzice pracują w służbie zdrowia i jakieś doświadczenia i pojęcie w tym temacie mają więc posłuchałam ich za i przeciw) a nie skojarzone, dodatkowo szczepiliśmy na rotawirusy i pneumokoki chociaż mały nie będzie chodził do żłobka.
  4. Nadziejko! Przede wszystkim ogromne gratulacje zdrowej córeczki! Wasze marzenie się spełniło! Teraz cieszcie się pierwszymi chwilami tylko we dwie :* Szkoda, że trafiłaś do szpitala akurat w takim czasie gdy odwiedziny ograniczają do minimum bo na pewno Twój mąż mógłby dużo Ci pomóc, szczególnie że jesteś po cc (i wiem co mówię). Opuchlizna zejdzie, jest to efekt znieczulenia w kręgosłup. Jeśli nie jesteś nastawiona na kp to pamiętaj że masz wybór i nikt nie może Cię do niczego zmuszać. Trzymam mocno kciuki żebyś szybko doszła do siebie i jeszcze raz ogromnie gratuluję :* <> Podczytuję Was w miarę możliwości, ale z 3 miesięcznym bobasem i całym domem na głowie to doba ma zdecydowanie za mało godzin :) ale w końcu jest tak jak miało być. Ciężaróweczki dbajcie o siebie, mamusie również a za wszystkie staraczki mocno trzymam kciuki! Tyle dziewczyn się rozpakowało więc pora przejmować brzuszki ;) Całusy :*
  5. Nadziejko!!! To już za chwilę :) czekam z niecierpliwością na dzień w którym w końcu utulisz w ramionach córeczkę, mocno trzymam kciuki by poszło gładko i sprawnie ;) wspominałaś ostatnio że kupiliście leżaczek bujaczek z Tiny Love, my też go mamy i powiem Ci że jest rewelacyjny, zależało mi na tym by mieć taki leżaczek z pozycją leżącą na płasko i w sumie przeglądałam wiele innych ale tylko ten miał taką funkcję, aktualnie użytkujemy go codziennie a ślimak robi furorę ;) <> Eversea tak mi przykro że musicie być w szpitalu :( trzymam za Was kciuki byście szybko wyzdrowiały i wróciły do swojego domu! Wasza Ola jest kilka dni młodsza od naszego synka... to rotawirus ją zaatakował? Szczepiłaś już córeczkę? My zaszczepiliśmy w 2 miesiącu życia obowiązkowymi + rotawirusy i pneumokoki. <> Pozdrowienia dla wszystkich staraczek, ciężarówek i mamusiek :*
  6. No to jeszcze raz ja ;) u nas to było dokładnie tak: wyszliśmy ze szpitala po 3 dobach od cc no i praktycznie ten pierwszy dzień był chyba najgorszy bo miałam nawał pokarmu... Na następny dzień przyjechała moja mama... Zarzekałam się że nie chcę nikogo do pomocy ale z piersiami i malutkim dzieckiem ciężko było się ogarnąć, mama przyjechała i wszystkie problemy zniknęły ;) a tak poważnie to poczucie że jest tuż obok dawało mi niezłego kopa do tego by stanąć na nogi, ale że moja mama jest trochę specyficzna to zaczęła mi udzielać złotych rad: przede wszystkim chodziło jej o to że nie powinnam prosić męża o pomoc w opiece nad dzieckiem bo On ciężko pracuje, nawet pojechała mi tekstem że go wykorzystuje... bzdura. Nie ma chyba nic gorszego po porodzie jak udzielanie tego typu rad gdy hormony buzują a histeria jest niemal na zakręcie :) normalne, każda to przechodzi więc nie ma się czego bać. W efekcie końcowym mąż nagadał mamie, że teraz inaczej się wychowuje dzieci, że my chcemy wszystko razem i że On sam chce mi we wszystkim pomagać. Urodziłam w połowie grudnia, było dużo wolnego z okazji Świąt, Sylwestra, Trzech Króli itd. Mąż miał miesiąc wolnego, ale każdego dnia wyskakiwał na parę godzin do firmy (zabawiał świat)... Gdzieś z tyłu głowy miałam słowa mojej mamy że powinnam sama... i tym sposobem robiłam wszystko sama, kąpałam, przebierałam, karmiłam, wstawałam w nocy. No i jak przyszedł czas że zrozumiałam że tak dłużej się nie da krwawienie, zmęczenie, niewyspanie odeszły w zapomnienie. Musieliśmy się chyba dotrzeć, wypracować swój schemat działania. Teraz kiedy mąż wychodzi rano po 7 a wraca około 19 naprawdę cieszę się że już jest i może zająć się Wojtusiem chociażby w ten sposób że mam czas na spokojne poleżenie w wannie, pomalowanie paznokci albo poprzeglądanie internetu. W ciągu dnia czuję się jak w jakimś kołowrotku, Wojtuś potrzebuje coraz więcej uwagi i zabawy, a jak robi sobie drzemkę no to tak jak każda matka piorę, prasuję (tylko rzeczy Wojtka i koszule męża bo resztę odpuściłam) gotuję, sprzątam, a nawet zdarza mi się zjeść ciepły obiad :) a co do teściowej, to urodzona pesymistka, dramatyzuje, uprawia czarnowidztwo, wymyśla różne dziwne mrożące krew w żyłach scenariusze... nie ma co się przejmować takimi rzeczami. Ja chcę wychować syna na pozytywnie nastawionego do świata człowieka z uśmiechem na ustach a przy teściowej gdybym brała sobie do serca i głowy jej rady wylądowałabym w psychiatryku. No to się wygadałam ;) Pewnie nikt nie dotrwał do końca tych moich wywodów ;)
  7. PikiDiksi a odpoczywasz? Ja krwawiłam intensywnie przez 6 tygodni, co minęło to znów się rozkręcało, po 6 tygodniach miałam już serdecznie dość, zadzwoniłam do mojej lekarki bo wizytę miałam umówioną za kilka dni ale niepokoiło mnie to że wciąż krwawię, zapytała tylko ile razy i ile czasu w ciągu dnia leżę/odpoczywam. Odpowiedź brzmiała: wcale. Jestem zupełnie sama z małym, nie mam niczyjej pomocy nawet na 5 minut by wyskoczyć po chleb jak mi go zabraknie, no i tutaj z pomocą przyszedł mąż, jak wraca z pracy to On przejmuje opiekę nad małym, wygłupia się, zabawia, kąpie, karmi i przewija. Po 2 dniach krwawienie ustało :) Ogólnie muszę stwierdzić że ciężko dochodziłam do siebie po cc ze względu na to że od samego początku robiłam wszystko przy małym zupełnie sama. Tzn rana zagoiła się dobrze, ale ból w środku pozostał. Dopiero teraz czuję że żyję bo nic nie boli ;) Ale jak wiadomo każdy próbuje dawać dobre rady, moja teściowa przyprawia mnie o bóle głowy w tej kwestii :) ale i z tym dam sobie radę. Wojtuś dzisiaj kończy 2 miesiące. Przesypia noce (śpi 8 godzin bez wybudzania) w dzień jest już bardzo aktywny, robi sobie krótkie drzemki a poza tym zabawa trwa :) wyrasta mi szybko z wszystkich ciuszków, aktualnie ubieram go w 62 i 68, pampersy 3. Jest cudnie. Nie wyobrażałam sobie że taki mały Skarb może dać tyle szczęścia :* <> Kkahha gratulacje zdrowej córeczki, niech rośnie zdrowo :* <> Nadziejko trzymam mocno kciuki za Was, już niedługo :* <> Doremido co u Was?
  8. Zuzka1212 ja używam od 7 tygodni monitora oddechu BabySense 5 pomimo tego że mój Wojtuś nie jest wcześniakiem. Jak rozważałam zakup też myślałam o AngelCare ale nie jest on łatwo dostępny w sklepach, z tego co wiem to można go kupić na allegro, został ponoć wycofany z polskiego rynku bo był przypadek uduszenia się kablami przez dziecko. Poczytaj sobie o tym który ja mam, nie chcę Cię namawiać do zakupu bo nie każdemu pasuje to samo, ja jestem zadowolona. Działa bez zarzutu, nie zdarzył mi się żaden fałszywy alarm, można powiedzieć że dzięki niemu śpię spokojniej.
  9. PikiDiksi ja wczoraj byłam na szczepieniu, to dopiero przeżycie... :( <> Julia83 niestety nasza przygoda MilkyWayowa nie trwała długo. Karmię mm. Ale Wojtuś rośnie jak na drożdżach, wczoraj go ważyliśmy i waży 5120 g :) jest co dźwigać. Ogólnie trafił nam się spokojny egzemplarz. Przesypia noce, a w dzień ma coraz dłuższe pory aktywności ale na ogół uśmiechnięty od ucha do ucha. Nic tylko uczyć się od niego optymistycznego podejścia do życia ;) nawet kupiłam mu bodziaki z napisem "urodzony optymista". Ja dzisiaj idę do ginki na kontrolę po porodzie, tak szybko minęło te 6 tygodni... Dostałam już pierwszą @... czas pomyśleć o tym co dalej... Rana fajnie mi się zagoiła, nawet w środku już tak nie boli więc naprawdę nie mam na co narzekać. Dziewczyny nie bójcie się cc, jeśli jest taka konieczność albo bardzo chcecie rodzić w ten sposób to wasza decyzja poparta zgodą specjalistów i nic nikomu do tego. Swoją drogą musicie się przyzwyczaić do "dobrych rad" bo jak już dziecko pojawi się na świecie to na każdym kroku i każdy będzie Wam doradzał ;) a i tak same doskonale będziecie wiedziały co dla Waszych dzieci jest najlepsze :)
  10. Zuzka1212 Wojtusie to są silne chłopaki (wiem co mówię bo mam w domu takiego) i na pewno mały świetnie sobie poradzi pomimo tego że pośpieszył się troszkę na ten świat. Dzisiaj medycyna potrafi zdziałać cuda, czego jesteśmy świetnym przykładem. Musisz być teraz silna za dwoje, Wojtuś czuje wszystkie Twoje emocje a najbardziej potrzebuje Twojej miłości. Trzymam za Was oboje mocno kciuki a i gratuluję nowej roli :* <> Doremido za Ciebie też mocno trzymam kciuki i nie mogę się doczekać kiedy już napiszesz że tulisz swoje maleństwo. Nie bój się porodu, nawet cc nie taka straszna jak o niej czasem piszą, my jesteśmy bardzo silne i uwierz że już po nie skupiamy się na bólu tylko na tym naszym małym wielkim szczęściu :) będzie dobrze, czekają Cię najpiękniejsze i niezapomniane chwile w życiu :* <> Nadziejko Tobie też bardzo mocno kibicuję i tak sobie myślę że marzec już tak blisko a przecież dopiero co pisałyśmy o pozytywnej becie. <> Za wszystkie pozostałe ciężarówki trzymam mocno kciuki. Julka oby te krwawienia ustąpiły i dały Ci choć chwilę świętego spokoju, oszczędzaj się i dbaj o siebie. Uciekam do mojego już prawie 7 tygodniowego szczęścia :) Jest cudnie! Tak jak miało być :* Pozdrawiam!
  11. No to kilka słów o tym co u nas. Po porodzie dość szybko doszłam do siebie (nie było innej opcji) i gdy wróciliśmy ze szpitala do domu muszę przyznać że nie wiedziałam w co ręce włożyć. Pierwszy dzień był chyba najgorszym do tej pory ze względu na nawał pokarmu, mąż na szybko pojechał do sklepu po laktator a i tak skończyło się na wizycie w szpitalu o północy... ale było minęło i aktualnie jest już dobrze. Wojtula to złote dziecko, temperament ma po tacie więc mam spokój w domu :) ale muszę przyznać że dojście do wszystkiego (nowej rzeczywistości) nie było takie proste jak sobie wyobrażałam. W pierwszych dniach zbawieniem okazała się pomoc mojej mamy, pokazała nam co i jak przy takim maluszku i doszliśmy do wprawy, a mąż zdążył pozałatwiać wszystkie formalności związane z urodzeniem syna. Aktualnie wstajemy 2 razy w nocy na karmienie więc nie jest źle, zdarza nam się wszystkim pospać nawet do 11 więc chodzimy wypoczęci. Szkoda tylko że w przyszłym tygodniu mąż już wraca do pracy bo teraz można by powiedzieć przeżywamy istną sielankę. Dzisiaj byliśmy na pierwszej wizycie patronażowej u pediatry, do rozważenia mamy szczepienia co nie jest dla nas łatwym tematem... A Bąbel rośnie w oczach :) waży już 3840 gram :) spacerujemy o ile pogoda pozwala prawie codziennie. W piątek miną 3 tygodnie, czas strasznie szybko leci. Umówiłam się już na wizytę pod koniec stycznia do lekarki skontrolować podwozie po połogu ;) i tak mija nam dzień za dniem, od karmienia do karmienia, a ja wciąż napatrzeć się nie mogę na ten nasz CUD. Śpi sobie teraz w swoim łóżeczku a ja co chwilę chodzę sobie na niego popatrzeć. Niesamowite to wszystko. To że w końcu się udało, że ciążę donosiłam i dziecko urodziło się całe i zdrowe. Oby tak dalej! Każdej z Was życzę przeżycia takich chwil bo nie da się ich opisać słowami, to po prostu trzeba przeżyć i wierzę gorąco w to że każda z nas się w końcu doczeka tego małego CUDU!
  12. Ja tak na szybko bo czasem podczytuję Was w wolnej chwili :) Co do monitora oddechu, zdecydowałam się na jego zakup ale nie konsultowałam tego z nikim typu lekarz specjalista. To samo z detektorem tętna płodu. Oba urządzenia zagwarantowały mi odrobinę spokoju w stresujących sytuacjach (a po tylu latach starań jesteśmy trochę spanikowane na punkcie ciąży i dziecka). Dlatego moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś chce to niech kupi. Prawdę mówiąc dopiero po urodzeniu dziecka dochodzimy do wniosku jakie rzeczy które nabyłyśmy są dla nas wygodne i praktyczne a które są totalnym niewypałem. I jeszcze odnośnie monitora oddechu, ja kupiłam BabySense 5, nie zdarzył mi się w ciągu tych 3 tygodni fałszywy alarm. Na Święta pojechaliśmy do rodziców i nie wzięliśmy tego sprzętu przez co latałam co chwilę do łóżeczka sprawdzać czy synek oddycha. Nie żałuję że kupiłam ten monitor, a w rodzinie i po znajomych też nikt do tej pory nie słyszał i nie wiedział o takim urządzeniu... podobnie jak z misiem Szumisiem który też fajnie się u nas sprawdza i wielu innych gadżetach :)
  13. Dziewczynki w poniedziałek wyszliśmy do domu. Póki co uczymy się jakoś zapanować nad nową rzeczywistością :) przede wszystkim dochodzimy do wniosku że też musimy spać :) jest cudownie. Sama cc była bardzo szybka i bezbolesna, gorzej z tym co później ale opieka w szpitalu była tak fantastyczna że bardzo szybko doszłam do siebie, teraz nawet śmigam jak przed ciążą. W piątek jadę na zdjęcie szwów. Gdyby trzeba było poddałabym się jeszcze raz cesarskiemu cięciu bo naprawdę nie ma się czego bać. Wojtuś jest przekochany, taki cały nasz, Cudak ;) Patrząc na to szczęście zapomina się o wszystkich trudach i bólach. Pozdrawiam Was gorąco :* Darkness gratuluję pozytywnej bety!
  14. Liczyłam na to że może coś ruszy przed planowanym terminem ale chyba jednak naszemu Synkowi nie śpieszy się na ten świat, za dobrze mu w brzuchu ;) Można powiedzieć że siedzę i czekam. Latanie ze ścierką uniemożliwia mi doskwierająca kolka ;) no to siedzę i czekam. Dostałam dzisiaj wiadomość że kuzynka męża która miała termin na ten sam dzień co ja w nocy urodziła... Odrobinkę pozazdrościłam, chciałabym mieć to już za sobą. Mąż pracuje do ostatniego dnia. Już mam dość siedzenia w domu. Mogłoby coś ruszyć :) <> Kikusia jak u Ciebie sytuacja na froncie? Merenka i Eversea Wy też już praktycznie na wylocie ;)
  15. julia83 u mnie było to samo a teraz zostały 3 dni do terminu :) nasze dzieciaczki są bardzo silne! Najważniejsze że serduszko bije, oszczędzaj się i rób wszystko co każą. Mocno trzymam kciuki by i u Ciebie skończyło się wszystko na strachu :* ŚCISKAM najmocniej jak potrafię! <> Nadziejko już się doczekać nie mogę tego naszego Cudaka ;)
  16. Darkness ja nie jestem aktualnie na bieżąco ale na początku roku jak podchodziłam do kolejnych transferów (a ogólnie przez cały czas leczenia w klinice w ramach programu) płaciłam za dużo różnych badań i wizyt które dziewczyny miały za darmo w ramach programu. Napisałam w związku z tym do Ministerstwa by dowiedzieć się jak to w końcu jest. Dostałam odpowiedź że wszystkie badania które zleci lekarz w trakcie trwania programu jak i wizyty powinny być bezpłatne. U mnie w klinice to kilka razy kazali mi powtarzać np AMH twierdząc że jeśli nie zrobię to wywalą mnie z programu, to samo te wszystkie wirusy i badania nasienia męża. Oczywiście robiłam te wszystkie badania ale nie u nich bo ceny były naprawdę o wiele wyższe niż gdzie indziej. Później udał nam się 5 transfer i zamierzałam wystosować do nich pismo o zwrot kosztów które poniosłam a nie powinnam bo miałam odpowiedź z ministerstwa że klinika przeleciała sobie ze mną w kulki. I w efekcie końcowym odpuściłam... Ale pamiętam jaka byłam wkurzona że płaciłam 200 zł za wizyty w trakcie przygotowań do transferu czy nawet po transferze... Niestety kliniki doskonale wiedzą że jesteśmy w stanie wydać każde pieniądze byle tylko stworzyć sobie szansę... Nie wiem co poradzić w takiej sytuacji. Jeśli możecie odpuścić ten cykl to zrób badania tam gdzie taniej, jeśli nie chcecie czekać to chyba nie masz wyjścia. Ale zapytałabym się w klinice jak koszt tych badań ma się do warunków umowy którą na pewno podpisywaliście.
  17. Nadzieja78 od zawsze podobały mi się wózki Stokke i kupiliśmy Stokke Trailz w kolorze szarym. Podobało mi się jeszcze ich łóżeczko ale było zdecydowanie za drogie i kupiliśmy takie zwykłe białe z Ikei. Ogólnie miałam dużo radochy przy wybieraniu bo musieliśmy kupić wszystko od a do z. Nie dostaliśmy nic w spadku i chyba już nie dostaniemy ;)
  18. Nel31 uwielbiam czytać Twojego Zucha :) świetnie piszesz :) odzywaj się częściej i nie przeginaj z tym braniem do siebie wszystkich możliwych zagrożeń ;) <> Ja mam dzisiaj ostatnią wizytę u mojej lekarki prowadzącej. Termin cięcia za 15 dni, zaczynam się bać... co noc śni mi się poród. Poza tym torba do szpitala nadal nie spakowana, ciągle wierzę że mam jeszcze tyyyle czasu... a nie mam prawda? Końcówka ciąży w moim wykonaniu może nie jest najgorsza ale nie powiem że nie boli, te skurcze to chwilami jakiś kosmos ;) mama z kolei podpowiada żeby się nad sobą nie rozczulać i tak wczoraj wzięłam się za generalne porządki naszego gniazda, po godzinie padłam. Przytyłam do tej pory 12,5 kg i najbardziej odczuwam to po kolanach, bolą niemiłosiernie. Poruszałyście temat wózka, ja od początku wiedziałam czego chcę, miałam upatrzony konkretny model od bardzo dawna i na nim poprzestałam, czy będę zadowolona z wyboru się okaże. Produkcja mleka ruszyła, łudzę się że będzie jak w bajce i od początku zgramy się w naszej Milky Wayowej przygodzie z synem ;) Dlatego też korzystam i kosztuję wszystkiego co stanie na mojej drodze bo jak będzie później nie wie nikt. Faktem jednak jest że non stop chodzę głodna, a jak człowiek głodny to człowiek zły :) <> Kkiniaa84 ja histeroskopię z drożnością robiłam przed IUI prywatnie, płaciłam 1500 zł, cena którą Ci zaproponowali jest mocno naciągnięta. Pamiętam że zdecydowałam się na zrobienie tego badania prywatnie bo na nfz kazali mi czekać ponad rok...
  19. Nadziejko ja od początku jestem na diecie i naprawdę rzadko kiedy pozwalam sobie zgrzeszyć. Obciążenie glukozą robiłam w 28tc i byłam na granicy wyników pomimo diety, ale na szczęście obyło się bez insuliny ale rygor z jedzeniem do końca ciąży... a zostało jeszcze 20 dni :) Pytałaś o monitor oddechu, zdecydowaliśmy się go kupić, jeszcze nie testowaliśmy bo kupiliśmy tydzień temu. Byłam nastawiona na Angelcare ale ze względu na aferę związaną z tym monitorem i brakiem dostępności w sklepach zdecydowaliśmy się na firmę Babysense 5 (ponoć tych monitorów używają w szpitalach). Jak się będzie sprawdzał u nas dopiero czas pokaże. Wczoraj znów zaliczyłam akcję z regularnymi skurczami, jednak szybko przeszło więc nawet mężowi nie mówiłam, ale czuję że "ten" czas zbliża się wielkimi krokami, już doczekać się nie mogę! Potwierdzam słowa Nadzieji, każda staraczka z tego forum w końcu zachodzi w ciążę, czasem tylko brak już nam cierpliwości i to zrozumiałe, ale póki się walczy szansa zawsze jest.
  20. Dziewuszki sytuacja się unormowała. Nie doszli skąd to plamienie, ale dziecko jest już bardzo nisko główką i być może to spowodowało ten zabarwiony na różowo śluz. Skurcze miałam co 7 min. Jak mnie podłączyli pod ktg to w tej ich 10 stopniowej skali wychodziły właśnie na 10, później mnie zbadali, stwierdzili że nie ma rozwarcia, szyjka długa i zamknięta i znów pod ktg, tym razem skurcze na 4 poziomie a na takie to już mówią że to nie skurcze. Więc wygląda na to że moje dziecko zrobiło sobie żarty w piątek 13 :) a prawdę mówiąc myślałam że się zaczęło. Aktualnie mam jakieś nieregularne skurcze ale to normalne. Trafiając na IP nie przyznałam się że to ciąża po IVF, ale w książeczce ciąży jest ta informacja. Kiedy jednak leżąc pod ktg powiedziałam że to 2 ciąża zaczęli wypytywać więc powiedziałam, trafiłam na naprawdę pozbawioną najmniejszego poziomu empatii położną bo na odchodne powiedziała do mnie: teraz z nowym rządem to już sobie nie będziecie robić in vitro. Ogólnie wyraziła swoje zdanie w temacie że 5 lat leczenia nie jest dla niej argumentem żeby wykonywać procedurę u tak młodej osoby jaką jestem, twierdziła że trzeba się starać do 35 roku życia i dopiero wtedy brać się za in vitro. Nie komentowałam. Kobieta nie rozumiała i chyba nawet nie wiedziała co mówi. Nie zapisałam sobie jej imienia i nazwiska. Nie będę składać skargi, mam nadzieję że nigdy więcej nie wrócę do tego konkretnego szpitala i już więcej nie stanę na jej drodze. Na przyszłość będę bardziej dbać o własne interesy a przede wszystkim godne traktowanie, wolałabym podejście taśmowe niż niepotrzebne komentowanie.
  21. Coś na temat znieczulicy i braku empatii ludzi pracujących w szpitalach... W piątek rano zaczęłam odczuwać dość mocne i regularne skurcze, położyłam się i zapisywałam odstępy między kolejnymi skurczami. W dodatku zauważyłam że zaczynam coraz mocniej plamić na różowo. Nie chciałam panikować dlatego napisałam smsa do swojej lekarki co się dzieje. Kazała mi jechać do szpitala na IP i skontrolować sytuację (wspominałam Wam już że kilka dni temu została zwolniona ze szpitala w którym będę rodzić i aktualnie szuka nowego punktu zaczepienia). Pojechałam do szpitala Uniwersyteckiego, tak jak poleciła. Na przyjęcie czekałam 2 godziny pomimo tego że byłam w poczekalni z jeszcze jedną ciężarną, ale to akurat standard w polskiej służbie zdrowia. Przy przyjęciu męża wyrzucono (dosłownie wypchnięto za kurtkę za drzwi). Po wejściu do gabinetu dopiero zaczął się koszmar: rzucano polecenia w moją stronę typu: podejść tutaj, ściągnąć majtki, pokazać plamienie, skurcze? jakie skurcze. No i opowieści położnej że kiedyś to się nie przyjeżdżało do szpitala z byle głupotą a ona sama zeszła z nocnego dyżuru i urodziła. Całą ciążę chodzę na prywatne wizyty, nie korzystam z żadnych badań ani wizyt na NFZ. Pojechałam do szpitala dlatego że miałam plamienie i regularne skurcze co 7 minut w 35 tc. Zostałam upokorzona i potraktowana jak wariatka której tak naprawdę nic nie jest... Dopiero gdy się rozpłakałam położna odrobinę spuściła z tonu. Jednak leżąc godzinę pod ktg nasłuchałam się co ona myśli o takich młodych dziewczynach i ivf. Naprawdę nie spodziewałam się że można usłyszeć tyle przykrych słów w takim miejscu. Ta sytuacja pokazała mi że nie ma sensu w tym momencie zmieniać szpitala tylko dlatego że moją lekarkę prowadzącą zwolnili z dotychczasowego miejsca pracy, nigdy nie spotkałam się z takim traktowaniem w szpitalu w którym zamierzam rodzić (nawet gdy przyjechałam w bardzo wczesnej ciąży z krwotokiem, nikt nie rzucał niepotrzebnych frazesów tylko robili wszystko co w ich mocy by mi pomóc). Takie traktowanie ciężarnej jest poniżej poziomu krytyki. Pewnie troll obrzuci mnie teraz błotem, ale dziewczyny nie dajcie się tej znieczulicy. Kiedyś któraś dziewczyna napisała że lekarz na IP powiedział jej że lepiej przyjechać raz za dużo niż za mało. Domagajcie się swoich praw a przede wszystkim godnego traktowania, jeśli same o siebie nie zadbamy to nikt tego nie zrobi za nas. I dotyczy to każdego etapu począwszy od starań do ciąży, bo wbrew pozorom nikt nie będzie się nad nami rozczulał i racja, ale powinno się traktować drugiego człowieka z szacunkiem i godnością. Nie byłam jedyną pacjentką w tym dniu tak potraktowaną, po mnie przyszła dziewczyna w 18 tc (5 ciąża 1 poród, wcześniej poronienia) położna również zaczęła się na niej wyżywać rzucając dziwne stwierdzenia: że niepotrzebnie, że wymyśla itd.
  22. I ja po wizycie, synuś ma już 2400 gram więc już kawał chłopa. Wszystko pozamykane, ginka nie przewiduje żebym się wcześniej rozpakowała więc mam nadzieję że donoszę do terminu cc. I tu koniec dobrych wiadomości... Do planowanego terminu rozwiązania zostało mi 35 dni. Wczoraj lekarka poinformowała nas że nie pracuje już w szpitalu w którym chcemy rodzić... Była tam zastępcą ordynatora... Normalnie ta informacja ścięła mnie z nóg, całą noc nie spałam. Jednak to wszystko było zbyt piękne. Mam nadzieję że w efekcie końcowym jednak okaże się że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło... Doremido jak sytuacja u Ciebie?
  23. Biedronka u nas spraw z płcią dość szybko się wyjaśniła :) ja od początku przeczuwałam dziewuszkę a mąż syna :) Na pierwszych badaniach genetycznych w 12 tc lekarz powiedział nam na 70% chłopak, ale nie kazał jeszcze kupować niebieskich ubranek ;) na kolejnych wizytach u mojej lekarki prowadzącej wersja z synem potwierdzała się, na drugich genetycznych czyli w 20 tc lekarz powiedział nam na 100% że będzie Wojtuś :) natomiast jakieś dwa tygodnie później byłam na usg u przypadkowego lekarza który z poważną miną powiedział że dziewczynka. Pamiętam do tej pory jaki szok przeżyłam. Nic nie powiedziałam przez dłuższą chwilę, po czym kazałam mu jeszcze raz sprawdzić i powiedział: aaa nie... na pewno chłopak, niech pani zobaczy tutaj. Także dużo zależy od kompetencji lekarza i sprzętu. Ten mój lekarz od genetycznych jest bardziej ultrasonografem więc zna się na rzeczy i nie rzuca słów na wiatr :) to w sumie bardzo ważne bo w końcu idziemy na te badania by wykluczyć choroby naszych dzieciaczków. Nie wspomnę już o moim szoku gdy tydzień temu kuzynka męża opowiedziała mi o przypadku koleżanki która przez całą ciążę chodziła "niby" do dobrego lekarza a nie zauważył do samego końca że jest w ciąży bliźniaczej. Na prawdę ciężko uwierzyć że w dzisiejszych czasach takie rzeczy się zdarzają...
  24. Eversea mam to samo z zapchanym nosem. Przeglądam właśnie opinie nawilżaczy ultradźwiękowych bo już ledwo wytrzymuję, a w sezonie grzewczym mam w mieszkaniu istną Saharę. <> Właśnie tak się zastanawiam bo z tego co kojarzę to moja ciocia przy dzieciach używała wody morskiej Sterimar do nosa, czy doświadczone mamy mogą się wypowiedzieć na ten temat? Jakąś tam małą gruszkę w zestawie też już mam ale dla takiego maluszka może ta woda nie byłaby złym pomysłem? I z innych gadżetów czy macie misie Szumisie? Warto kupić? Aaa i jeszcze odnośnie laktatorów ręczny czy elektryczny?
  25. Nadziejko jeszcze jeśli chodzi o kosmetyki dla dziecka to podczas zakupów sugerowałam się tym co znalazłam na blogu: http://www.srokao.pl/ i w efekcie końcowym padło na serię babydream z rossmana. Od początku ciąży smaruję się mleczkiem i olejkiem z tej właśnie firmy. Póki co ani jednego rozstępu, ale to nawet na samej końcówce może wyskoczyć więc nie chwalę dnia przed zachodem słońca ;)
×