

mała biała ćma
Zarejestrowani-
Zawartość
0 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Nigdy
Wszystko napisane przez mała biała ćma
-
to o szansie, to był komantarz do posta Czarra, nie Twojego. hm, mój Były nie jest moją obsesją. bardzo Go kocham, ale nie daję Mu tego odczuć na codzień, poza tym staram się narmalnie żyć. i jak do tej pory mi wychodziło..
-
jak szansę? mam wrażenie, że to teraz wszystko zaprzepaści. nie będę potrafiła mu spojrzeć w twarz. nie chcę go widzieć... a moja studniówka już w ten piątek :\'( nie mogę się zwlec z łóżka. chyba coś mnie bierze. do tego ogólne zrezygnowanie... szkoda gadać.
-
tak naprawdę TO jeszcze do mnie nie dotarło. a już teraz jest źle. boję się myśleć co będzie w nocy. mam być silna? a skąd wziąć tą siłę, siłę którą miałam, ale która postanowiła nagle uciec ze mnie szybko, jak powietrze z przebitej dętki... no? nie oczekuję odpowiedzi.
-
jasne, nie koniec świata. hahaha. haha. ha. . (ło. stać mnie na imitację ironii? może jeszcze całkiem nie umarłam? cieszmy się!)
-
przyszłam się pochwalić. wszyscy wracają. a ON znalazł sobie inną...
-
tam było: \"przytul\" (ale dałam w nawiasach trójkątnych, i zniknęło..) ;*
-
lonely soul nie jestem w stanie nic więcej... bezsenna noc. rzadko mi się to zdarza... ale musi być dobrze. inaczej długo nie pociągnięmy. przynajmniej ja ;/ Nati, nie dostałam ;(((
-
mail poszedło. jeśli to w ogóle mailem można nazwać. ż a ł o s n a.
-
dziwne... jest dobry.
-
jej, ale mi się miło zrobiło... tiny_white_moth@op.pl :* (napisałabym pierwsza, ale obiecałam siostrze, że ją zaraz puszczę na komputer, niech się dziecko pobawi, ja musze się historii niestety uczyć... ;/ )
-
cześć Karola, hej Natia:*** u mnie bez zmian takich jakich bym chciała. znaczy się jest tak: najbardziej na świecie kocham J. On mnie nie kocha jesteśmy Przyjaciółmi minęło już 3,5 miesiąca udało mi się przepisać dzisiaj TE smsy od Niego (matko, jak On pięknie pisał, jak kochał... zostały już tylko te wysłane po rozstaniu) ale jest Ktoś kto uprzyjemnia mi życie i któremu ja uprzyjemniam, zwariowane. a Wy jak tam? ps. nie za bardzo mam jak teraz pisać.. siostra śpi ;/
-
jestem kobietą wiecznie zagubioną. a do tego pada teraz śnieg. \"w białej zawierusze zbłądzić jest najłatwiej...\" stęskniłam się za Wami...
-
dziękuję za pamięć... niestety ja chyba muszę się powstrzymać od komentarza. bo widzicie. ja się od półtora tygodnia bardzo systematycznie cofam. i aktualnie jestem w beznadziejnym dołku. na chwilę wyszłam z niego na czas Studniówki (oczywiście z NIM) wczorajszej. ale dziś znów wróciło. i to chyba jeszcze silniej. cieszę się, że chociaż Wam się układa. może kiedyś dostrzegę w tym nadzieję. tak. jest źle. bardzo źle.
-
życzę Wam wszystkiego co najwspanialsze w tym Nowym Roku. mam nadzieję, że u Was lepiej niż u mnie. znów zaczęłam się cofać... w jakimś chorym, zastraszającym tempie... k.ur.wa.
-
ona powiedziała, że nie tylko ja 'tam' jeszcze jestem, ale On również... że tak naprawdę On jeszcze nie zakończył tego okresu w swoim zyciu. że możemy jeszcze do siebie wrócić. i to mnie wlasnie tak zastanowiło. może jednak jeszcze coś się zmieni na lepsze? :) dobrze mi ze sobą taką jaka jestem teraz. może On też to zauważy? :)
-
na bardzo fajnego. a właściwie fajną. kobieta jest konkretna, i bardzo sympatyczna. aż sama się sobie dziwię, że potrafiłam się aż tak otworzyć przed obcą osobą. strasznie się nagadałam. tylko przestraszyły mnie trochę jej słowa. \'wyglada na to, że to się jeszcze nie skończyło\'\'... przestraszyły o tyle, że się ich nie spodziewałam, byłam z nią naprawdę szczera, niczego nie ukryłam, nie koloryzowałam, nie przemilczałam... a ona stwierdziła, że J. przestraszył się tych wszystkich problemów. że przeraziła Go moja psychika, że to Go przerosło. a ona nie wygląda na osobę, która chciałaby mnie tylko pocieszyć. wątpię też, że mówiłaby takie słowa, zdając sobie sprawę z tego, że robi mi niepotrzebnie nadzieję... z drugiej strony, to wspaniałe uczucie ułyszeć coś takiego od osoby dorosłej i doświadczonej. więc nie mogę się nie uśmiechnąć :) przytulam, Kici Kici :*
-
co tam u Was słychać? ja byłam dziś na pierwszej wizycie u psychologa...
-
ametyst, a może opiszesz swoją hisorię? miło by było przeczytać coś pozytywnego dzisiaj :)
-
dziękuję, Dziewczyny:* też Was mocno przytulam! zostałam w domu. też mi się należy chwila przerwy. cały weekend w biegu, nie miałabym czasu odsapnąć, nawet przystanąć gdzieś na chwilę... fajnie jest spać do 9 w piątek :) Natia, też mam takie wrażenie. nie podoba mi się ono. może to brak słońca? trochę mniej światła i już wszystko traci sens. gdzie się podział mój optymizm? :(
-
ja muszę przystopować. z tego wszystkiego zagoniłam się na śmierć. potrzebuję odpoczynku jak najszybciej, bo inaczej zdrowie zacznie szwankować... wbrew temu co nasuwa na myśl akapit pierwszy, jest mi bardzo dobrze :) no, ok, może nie bardzo. ale źle nie jest. chociaż trochę boli fakt, że On już zdrowy, ale spotkania nie ma zamiaru zaproponować, najwyraźniej... super, zdanie totalnie bezsensu, jakaś chora antyteza. wychodzę od tego że jest super, a kończe dowodem, że jednak do dupy.. :) ale trzeba się uśmiechać. zawsze łatwiej idzie się z uśmiechem, i ludzie od razu bardziej życzliwi, i jakoś tak podświadomie coś się w człowieku zmienia... zaczynam pisać głupoty, to z przemęczenia. kończę więc. przytuli ktoś?...
-
pustka. chyba nigdy tak naprawdę tego nie doświadczyłam.. może to przynosi jakieś ukojenie? ale w sumie, jak tak się zastanawiam, to chyba nie jest najgorzej w moim przypadku. chyba chcę się żywić tym czego nie ma. takimi drobnymi rzeczami. na które nikt nie zwraca uwagi.. chcę wierzyć i trwać. w moim własnym, slicznym świecie. :) który przeplata się z rzeczywistością. boli. ale teraz w tym bólu odnajduję jakąś siłę. odnajduję jakąś przyszłość. bo kiedyś przestanie boleć. z tego czy innego powodu... :*** kocham J. :) i dziwnie miło się to pisze.
-
Dobrze, Natuś, że wiesz czego chcesz! :D MM, wszystko albo nic. choć bywa i tak, że człowiek żywi się najmniejszymi okruszkami...
-
dziękuję, Grze :* u mnie jest podobnie.. tylko, że te wspólne wyjścia skończyły się odkąd się rozchorował. już drugi tydzień... chciałabym móc się Nim zaopiekować. ale nie mogę tak po prostu do Niego pójść :( taki margines to zazwyczaj tylko słowa. wmawianie sobie: jesli znów mnie tak zrani, nie będę cierpiała, zdystansowałam się już. a potem cierpi się i tak, może nawet bardziej. kiedy ktoś kocha, to ufa zupełnie.. pomimo tego co było..
-
ale pewnie nie mówił, że TO uczucie się w Nim wypaliło... kiedy się spotykaliście, nawiązywaliście w jakiś sposób do tego co się stało? rozmawialiście o tym? w ogóle jak się zachowywał? przepraszam, jesli to zbyt prywatne pytania, ale chciałabym wiedzieć jak to było w Waszym przypadku...
-
Grze, bardzo się cieszę :* tylko, prosze, powiedz mi jedno: jak odchodził, co powiedział? ps. ranny ptaszek z przymusu :P codziennie na 7:30 do szkoły ;/