Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

żyletka222555

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

2 Neutral
  1. żyletka222555

    z rozmyślań przy śniadaniu

    Plan mam taki: znalezienie dobrej pracy, usamodzielnienie się, rozwód, życie. Tak fubu, mam dziecko
  2. żyletka222555

    z rozmyślań przy śniadaniu

    Oj fubu, zaczynasz mnie przerażać ;) Ciekawe, ile osób zostało przez Ciebie w ten sposób "dotlenionych"... Moorland tego właśnie chcę i tego sobie życzę :) Pozdrawiam
  3. żyletka222555

    z rozmyślań przy śniadaniu

    fubu, a skąd wniosek, że ja chcę zadawać sobie ból? Nie chcę, aby mnie tu ktoś przytulił, pogłaskał po głowie i powiedział, że będzie dobrze, nie o to mi chodzi. Potrzebuję solidnego kopa, motywującego bo jestem po prostu słabą istotą. Ty widzę jesteś silnym osobnikiem, dzieckiem szczęścia... Tylko nie do końca rozumiem Twojego przesłania. O co Ci chodzi? Wydaje mi się, że nie do końca jest z Tobą ok, skoro tak łatwo przychodzi Ci linczowanie innych. Zgadzam się natomiast, że przyzwalanie na takie traktowanie, co robiła i robi nadal moja matka, jest formą masochizmu. Ale ja nie chcę tak żyć, jasne? Jesteś dumny z tego, że chciałeś zabić ojca? Ja też chciałam, też stałam z tasakiem nad ich wspólnym łóżkiem, w środku nocy. Ale nie zrobiłam tego, podobnie do Ciebie. W czym jestem gorsza, dziecko szczęścia? W tym, że jestem kobietą i jako mała dziewczynka pozwalałam sobie jedynie na fizyczną walkę z ojcem-katem i matką masochistką? Myślisz, że nie dostałam nieraz sierpowego? Myślisz, że mało razy powalona zostałam na podłogę? Walczyłam z tym tak, jak potrafiłam, założyłam niebieską kartę, dzwoniłam na policję prosząc o interwencję. Chodzi mi o to, że cholernie się to na mnie odbiło. Przesiąknęłam tym syfem i chcę się go pozbyć. Napisałam tu, żeby wyrzucić z siebie trochę tych przytłaczających myśli. Ja sobie poradzę w końcu, wiem to, mimo wszystko. Mimo Twoich ostrych słów na mój temat. Pozdrawiam
  4. żyletka222555

    z rozmyślań przy śniadaniu

    no more again, mam poukładane w głowie, ale najczęściej kieruję się jednak uczuciami, taki ze mnie dinozaur, zupełnie niedzisiejsza jestem... chciałabym mieć większe poczucie własnej wartości, ale liczę na to, że ktoś mi je podniesie, a tu muszę sama stawić czoła swoim problemom, nie jest to łatwe. Więc niby wszystko wiem a jednak nic mi nie wychodzi :(
  5. żyletka222555

    z rozmyślań przy śniadaniu

    Dziękuję za wypowiedź, Tigger :) Obyś miał/a rację.
  6. żyletka222555

    z rozmyślań przy śniadaniu

    To, co obecnie do niego czuję, nie mieści się w żadnej definicji. To mieszanka uczuć, teraz już tylko negatywnych żalu, złości, obrzydzenia. Co ciekawe, te same uczucia żywię do samej siebie. No bo jak można być takim naiwnym głupcem w dobie, gdzie już nie wymaga się od ludzi małżeństwa „bo tak wypada , „bo dziecko musi mieć rodzinę itp. A my, niby tacy tolerancyjni, tacy zbuntowani, młodzi ludzie No właśnie, chodzi o to, że już nie czuję się młoda. Wręcz przeciwnie, czuję się tak stara, że ciężko mi spróbować wyobrazić sobie siebie samą za rok czy dwa. To dziwne, bo mimo, że czuję się zmęczona życiem, jak staruszka, której problem sprawia doniesienie do domu kilku zakupów w szmacianej torbie, to jednak nie czuję, że przeżyłam życie. Wszelkie dotychczasowe doświadczenia, które było mi dane nabyć, w żaden sposób nie określają mojego prawdziwego ja. A może właśnie określają? Może jestem nudna jak flaki z olejem, skłonna do nałogów, popadająca ze skrajności w skrajność. Może jestem neurotyczką nie nadającą się do współżycia z ludźmi tzw. normalnymi? Krótkie (mam nadzieję) prześledzenie mojej nędznej biografii: Zaczęło się niemal 29 lat temu, w rodzinie skazanej na patologię (co odkryłam bardzo niedawno). Matka poniżana przez ojca, bita, zdradzana, upokarzana, jednocześnie broniąca swojego ślubnego przed złym słowem. Odejmująca sobie od ust, żeby wykarmić miłość swojego życia i dwie córki. Które wiedziały o życiu tyle, że trzeba być cicho, wszystko konsultować z rodzicami, nie mieć przyjaciół a nie daj Bóg być bogatym. Bo ojciec zawsze im wmawiał, że ci bogaci są źli, bo dorobili się na krzywdzie biednych takich, jak my. A my biedni zostaniemy, co by się nie skalać tym okropnym bogactwem, bo co by o nas ludzie pomyśleli?! No właśnie, co? Bo to przecież bardzo ważne, musimy uchodzić za wzorową rodzinkę, szanującą się i kochającą bezwarunkowo, gdzie każdy każdemu powiernikiem i wsparciem. No tak. Ale o znęcaniu się ojca nad trzema kobietami i całym inwentarzem, wspominać nie wolno nikomu, mówić o tym między sobą też nie wolno i nawet nie warto. Bo przecież ojciec miał trudne dzieciństwo. Mama też, stąd również pozwala sobie rzucić taboretem, tudzież nożem w starszą córkę. Bo jest taka podobna do ojca, sk.a. A nawet coraz częściej ma czelność się z nim wykłócać i straszyć go policją! A przecież wiadomo, że to ukochanego jeszcze bardziej rozjuszy! No i wszystko przez te bajstruki, bachory, dziwki i szmaty, małe dwie gówniary! Jak mogły nie schować książek do szafki?! Jak śmiały nie zjeść obiadu?! Tą małą można jeszcze jakoś wytłumaczyć, bo głupio naśladuje siostrę, ale ta starsza? Przecież doskonale wie, że wszystko z jej winy. Wie również, ile zarabiają rodzice, ile miesięcznie pożyczają i od kogo, ile trzeba wydać na opłaty i jedzenie. Wie też, ile po wypłacie zostaje „do piętnastego. Ale to nie wszystko, starsza z dziwek wie jeszcze, że ojciec matkę zdradza od zawsze, podobnie z jej biciem (zresztą jej pierwsze wspomnienie to ojciec okładający matkę pięściami i duszący ją przyciskając jej wątłe ciało do futryny wspomnienie z wieku 1-3 lata). Nasza „bohaterka wie jeszcze, jakie relacje łączą wszystkich członków licznej rodziny, kto z kim sypiał i kogo okradał. A dowiaduje się tych wszystkich rzeczy w wieku prawie dorosłym, czyli od 8 roku życia (zdaje jej się, że wie to od zawsze). A wiedzieć musi, prawda? No bo to ją przecież motywuje do nauki, do lizusostwa wobec mamy która z biegiem lat akceptuje już tylko tą młodszą, niepodobną do ślubnego. Uczy się więc starsza świetnie, 8 lat najlepsza w szkole, cała podstawówka na czerwonych paskach, dyplomach, nagrodach, olimpiadach i konkursach. Starsza wie również, że wszystkim trzeba pomagać, taki przecież los biednych, którzy bogaci być nie chcą. Tak więc niesie pomoc wszystkim, którzy tego chcą bądź nie. Tych chcących jest z roku na rok coraz więcej, bo przecież nie dość, że starsza nakarmi, wytłumaczy, poduczy to i jeszcze wszystkim się podzieli, odda swoje wręcz, byleby wykupić sobie sympatię. Bo przyjaciół nie wolno jej mieć, wszystkie przyjaciółki to nędzne wykorzystywaczki. Lepiej trzymać je na dystans. Życie towarzyskie zaczyna u starszej kwitnąć w szkole średniej. Otacza się sporym stadem kolegów (dla niepoznaki, żeby można było w tym natłoku płci przeciwnej, wcisnąć do grona znajomych znienawidzoną przez matkę przyjaciółkę). Tak więc koledzy. Wszyscy z rodzin mniej lub bardziej niezamożnych, stąd pomysły na zabicie czasu raczej niewybredne alkohol, papierosy, piercing oraz tatuaże w wydaniu amatorskim Czas przelatuje, matura zdana, studia techniczne w toku. W międzyczasie odważna decyzja o zerwaniu zaręczyn z kimś, kto nie pasował do niej w żaden sposób, ale był „swój. Przyjaciółki już nie ma, bo jej wolno było marzyć o lepszym statusie społecznym Starsza się cieszy, pracuje już od dawna na siebie, studiuje ciekawy kierunek no i postanawia wyfrunąć z gniazda. Ktoś się w niej zakochuje Dziwny koleś, no ale nie można długo traktować z dystansem kogoś, kto przyjeżdża do niej na rowerze pokonując trasę ok. 75 km. Przecież to nie wypada. Więc w końcu postanawia się zakochać. Ale teraz to już go nie odda. Jest zazdrosna o wszystko. Związek jest trudny, wymaga wielu kompromisów. Jest poniżanie siebie nawzajem, kłótnie, spory, tylko czasem bywa znośnie. Są rozstania, ale i powroty. Po takim rozstaniu pojawia się ciąża. No i klops. Ale im się przecież uda, zagryzą zęby i stworzą dla dziecka rodzinę Gówno prawda. Dziecko ma 3 lata, jest cudowne, wspaniałe, najlepsze. Tylko ich już nie ma, ich jako związku. Bo i nigdy nie było. Tylko po co to wszystko? Jak teraz przekazać tej małej istocie jakieś wartości? Jak nie powielić błędów rodziców? Jak pokazać, że w związku liczy się szacunek, uczucie i zaufanie? Przecież tego nie ma. Brak sił. Ale przynajmniej starsza nie skalała się bogactwem Amen.
  7. Witam szukam lekarza, który poważnie podchodzi do pacjentki - podejrzewam u siebie endometriozę, czuję się fatalnie a do tej pory lekarze ograniczają się jedynie do wypisywania recept na hormony, po których czuję się źle nie jestem lekarzem, ale wydaje mi się, że przydałyby się jakieś badania może? są tu jakieś kobietki z okolic Bielska ze zdiagnozowaną endo? polecicie jakiegoś fachowca? Pozdrawiam
  8. żyletka222555

    Citabax - brał ktoś ?

    Witam Was Biorę Citabax (cital, oropram) od 8 miesięcy, na własną rękę próbowałam odstawiać ale to nie było dobre posunięcie, nawroty depresji były jakby mocniejsze... Ja na początku zareagowałam sennością, brakiem skupienia i osłabieniem , potem (po około miesiącu) już było lepiej Ostatnio właśnie próbowałam odstawić i dostałam potwornych zawrotów głowy, traciłam równowagę, trudno mi było prowadzić samochód i do tego miałam okropnego doła - nie polecam Moja lekarka twierdzi, że co najmniej rok (w moim przypadku) trzeba brać ten lek żeby móc myśleć o odstawieniu. Biorę 20 mg i mimo, że jest mi przykro, że w ogóle muszę się leczyć, cieszę się, że coś jest mi w stanie pomóc Pozdrawiam serdecznie
  9. W Na Wspólnej dzisiaj Roman zwrócił się do Honoraty "Marylko" - zauważyliście?
  10. Dziękuję za wszelkie komentarze :) Barrakuda - wiem, że może to tak wyglądać, że podrzucaliśmy synka gdziekolwiek, byleby płacić mniej opiekunce - jednak "wakacje" synka z ciocią były ustalane na długo przed rozpoczęciem korzystania z usług niani i uczciwie ją o tym poinformowaliśmy - tak samo, jak ona nas poinformowała o swoim, zaplanowanym już urlopie. Dlatego nie rozumiem jej pretensji o to - nie było innych sytuacji, w których rezygnowaliśmy z jej usług, kiedy była dla nas dostępna. Takie sytuacje miały miejsce wtedy, kiedy opiekunka akurat nie miała jak się zająć synkiem. Wiem, że mogła się zdenerwować niskimi zarobkami, ale ja naprawdę nie uważam, że powinnam dbać o jej interesy - nie ustaliła żadnej ceny za "postojowe" czy chorobowe synka. Przykro mi, że tak się to zakończyło, zwłaszcza, że zostaliśmy z mężem ocenieni przez nianię jako sknerusy i kanciarze ;/ O ile mój mąż ma zadatki na skąpca, o tyle ja jestem bardzo uczciwą osobą (nie tylko w moim mniemaniu), zawsze zaokrąglałam sumę przelewaną na konto opiekunki, kupiłam jej prezent na urodziny, dzieciom często przynosiłam jakieś łakocie gdy odbierałam syna... I nie wyliczam tutaj wszystkiego, żeby mnie ktoś pożałował tylko jest mi po prostu przykro, że zostałam w ten sposób osądzona... Zgadzam się, że się nie dogadaliśmy, jednak nie widze tutaj swojej winy...
  11. Szczerze powiedziawszy, nie wpadłam na to, żeby płacić opiekunce, gdy syn chorował. Szwagierka również korzysta z usług opiekunki i mimo, że często z mężem mają wolne, nie dopłacają niani "postojowego". No nie przyszło mi to do głowy i tyle. Wydaje mi się, że jeśli opiekunka czuła się nie usatysfakcjonowana to w jej gestii było zwrócenie nam uwagi, ale nie w ten sposób, w jaki się to rozwiązało - albo dajecie mi dużo więcej albo radźcie sobie... Co do dzieci opiekunki - to są naprawdę super dzieciaki! Uważam za całkowicie naturalne, że czuły się bardziej pewnie bo były u siebie... Nie sądzę też, że były jakoś szczególnie faworyzowane przez nianię. Celowo zdecydowałam się na nianię z dziećmi, żeby syn nabrał "ogłady", żeby nauczył się kontaktów z rówieśnikami bo wcześniej bywał jedynie z nami i babcią... Nie napisałam tutaj po to, żeby się powyżywać na byłej opiekunce, ale żeby poznać Waszą opinię bo wiadomo - nikt nie jest ideałem i być może część z Was uzna, że wina leży po mojej stronie... Dziękuję za wszystkie wypowiedzi i liczę na kolejne :)
  12. Aż tak źle to on nie miał... po prostu dzieci opiekunki miały najzwyczajniej w świecie przewagę liczebną i jako, że były u siebie, to i na więcej sobie pozwalały. Nasza opiekunka wydaje się być osobą z sercem do dzieci, jednak w przypadku przytulanki, sama jestem na siebie zła, że nie powiedziałam jej dosadnie co o tym myślę. Ale wydawało mi się, że skoro ma kierunkowe wykształcenie, to może i ma rację... a opinię innego pedagoga usłyszałam dopiero wczoraj... i nie mogę powiedzieć, że dla nas przytulanka nie jest uciążliwa, bo musimy ją zabierać ze sobą wszędzie a nie jest tylko maleńkim pluszakiem ;) ma te swoje 30-40 cm ;) czekam na więcej komentarzy
  13. Witam Jestem mamą 2,5 letniego szkraba, którego pół roku temu zdecydowaliśmy się z mężem „posłać do opiekunki. Wcześniej zajmowała się nim teściowa ale niestety, zaczęła chorować Tak oto związaliśmy się umową słowną z Panią Opiekunką. Umowa wyglądała tak: my zawozimy synka do domu niani, która ma 2 własnych dzieci w podobnym wieku. Syn spędza u niani 8-9 h dziennie. Zaproponowałam, że będę przywoziła mu posiłki, ale niania zaprotestowała, bo gotuje swoim dzieciom więc możemy jej dopłacać 5 zł za dzień i będzie też gotowała dla niego. W tych 5 zł zadeklarowała się również dawać mu owoce czy jakiś jogurt drobne przekąski. Dodam, co ważne, że cenę ustaliła ona sama. Ja chciałam te drobne przekąski przywozić we własnym zakresie, uwzględniając również jej dzieci. Syn miał u opiekunki własne ciuszki, które wiadomo brudziły się. Zaproponowałam, że brudne ubranka systematycznie będę zabierała do domu i prała opiekunka jednak zaprotestowała twierdząc, że wypierze mu ciuszki razem z ciuszkami jej dzieci bo to żaden kłopot. Nie chciała za to dodatkowych pieniędzy. Ustaliłyśmy stawkę godzinową 5 zł. Zaznaczyłam, że maksymalna kwota, jaką możemy przeznaczyć na opiekunkę to 1000 zł miesięcznie opiekunka na to przystała. Dodatkowo, przy ustalaniu zasad opieki, zostaliśmy poinformowani, że jak tylko pogoda pozwoli (czyli nie będzie ulewy czy burzy), dzieci będą wychodziły na plac zabaw czy do parku. Poza tym, na wstępie opiekunka podała nam datę swojego, zaplanowanego już, urlopu. Dostosowaliśmy się zaznaczając, że w wakacje przez 2 tygodnie synek będzie pod opieką swojej cioci wraz z jej dzieckiem. Zgodziła się. My również braliśmy dwukrotnie urlop, o czym informowaliśmy opiekunkę z wyprzedzeniem. Nigdy nie usłyszeliśmy z jej strony o opłacie stałej, czy „postojowym, ustalana była jedynie górna granica naszych możliwości finansowych. Opieka nad naszym synkiem wyglądała tak, że wyszedł na spacer kilka razy (nie znam powodu, zawsze było „coś bliżej nieokreślonego, co uniemożliwiało wyjście z domu. Dzieci opiekunki bardzo mu dokuczały, jako że miały nad nim przewagę liczebną no i czuły się pewnie będąc „na własnym terytorium. Jest to zrozumiałe, zresztą stwierdziliśmy, że w przedszkolu tez kiedyś będzie musiał sobie w różnych sytuacjach poradzić Opiekunka raczej pilnowała, żeby nie działa mu się krzywda (tak było w naszej obecności). Syn ma też swoją ulubioną Przytulankę. Gdy nie ma nas w pobliżu lub gdy czuje się źle, jest z nią nierozłączny. Opiekunka stwierdziła, że to już jest chore, zabierała mu przytulankę na cały dzień, przez co syn był nerwowy i zaczął jej wymiotować przy posiłkach. Po konsultacji z innym pedagogiem (opiekunka ma również wykształcenie pedagogiczne) dowiedziałam się, że jest to normalne zachowanie dziecka, że czuje się on niepewnie ze względu na dzieci opiekunki i tak reaguje. Usłyszałam również, że wygląda to raczej na to, że to opiekunka ma jakiś problem a nie mój syn. A teraz część najważniejsza: jesteśmy właśnie po rozstaniu z opiekunką, w dość niemiłych okolicznościach. Jako, że syn często chorował, zarabiała ona niewiele (350 800 zł w ciągu pół roku). Postanowiła poprosić o podwyżkę. Niestety, nawet w niepełnym miesiącu musielibyśmy jej płacić ponad 1000 zł po zmianie warunków i nie mogliśmy na to przystać. więc z dnia na dzień zrezygnowała. Usłyszeliśmy wówczas, że pieniądze, które jej płaciliśmy na posiłki były śmieszne (ustalone przez nią), że musiała mu prac a proszek i woda kosztują (ustalone przez nią), że często wymiotował i musiała go kąpać i że to tez kosztuje (płyn do kąpieli + woda). Stwierdziła również, że na każdym kroku „robiliśmy ją w konia bo jak tylko mieliśmy okazje, to podrzucaliśmy synka komuś innemu i ona nie zarabiała. Owszem, było tak w wakacje, ale zgodziła się na to i nic nie mówiła A kiedy to jej nie pasowało i miała wolne z własnej prośby, to albo braliśmy urlop albo szukaliśmy synkowi opieki tymczasowej. Poza wakacjami nie było sytuacji, żebyśmy zdrowego zostawiali gdzieś indziej Jestem rozczarowana zaistniałą sytuacją Proszę o wypowiedzi w tym temacie. Zaznaczam, że wiem, że nie płaciliśmy dużo i wiem, że część opiekunek ma stałą pensję itp. ale nie takie były między nami ustalenia. Trudno więc, żebym we własnym zakresie dbała o zarobek niani takie jest moje zdanie.
×