Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Oliee

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. Oliee

    ciasto - jak ono sie nazywalo?

    :zolte tulipany dziekuje ci bardzo!!! :)))))))
  2. czy ktoras/ktorys z was moze pamieta jak nazywa sie ciasto, ktore bylo modne kilka lat temu - dostawalo sie od znajomych troche zakwasu (polproduktu do ciasta, czy jakkolwiek to nazwac) i ciepliwie czekalo sie kilka dni, az urosnie, wyrabialo sie troche i robilo z tego (pyszne) ciasto? ten byly dokladne zalecenia ile trzeba czekac, w jakich warunkach przechowywac i jak "karmic" ten "zakwas". zuzywalo sie tylko troche tej masy ze sloika, czesc dawalo sie dalej po znajomych. pamietam, ze ciasto bylo zoltawe i dosc slodkie, troche przypominajace wygladem drozdzowke. moze ktoras/ktorys z was pamieta nazwe (a moze i przepis)? pamietam tylko, ze ta moda dotarla do nas z niemiec. bylabym wdzieczna, gdyby ktos skojarzyl i ulzyl moim cierpieniom ;)
  3. no wlasnie ja nie jestem "durnowata laleczka" - zab, wezy, robali, nawet kleszczy (nie mam zadnych oporow, zeby wyrwac je psom rodzicow jak u nich jestem), ale pajakow sie boje okropnie!!!! hiperwentyluje, czasami niestety mdleje na sam widok. moj maz ma ze mna niezle przejscia z tym zwiazane. kurcze, wszedl mi jeden dzisiaj do domu. wciagnelam go pol godziny temu odkurzaczem. zatkalam rure i jutro odpale jeszcze raz odkurzacz przytrzymujac to, czym zatkalam. mam nadzieje, ze nie wyjdzie w trakcie wyjmowania worka... bosz... okropnie sie boje. maz musial przez telefon wysluchiwac mojego ataku paniki jak go zobaczylam... boje sie wyjsc z pokoju teraz, bo odkurzacz lezy przed drzwiami sypialni. nie wiem co mam teraz zrobic... drugi raz nie wlacze odkurzacza, bo mnie sasiedzi zlinczuja - jest 2:30... boje sie zasnac, a jutro mam ciezki dzien. to okropne, ze mozna czegos sie tak bardzo bac, a z drugiej strony zdawac sobie sprawe, ze to kompletnie irracjonalne... :(
  4. Oliee

    slub i ex zona

    po 1. wcale nie uwazam, ze dopadlam idealnego faceta, znam jego wady, chociaz akurat o to, ze zdradzal, sie nie boje. to zdecydowanie nie ten typ - i wolalabym sie nie mylic. 2. jesli chodzi o ex, to niestety nie wymyslam sobie. wiem dlaczego zaczela robic skoki w bok - byla po prostu zmeczona zwiazkiem, w ktorym facet pracuje tak, ze wpada po miesiacu nieobecnosci do domu, nastepnie dostaje telefon i znika na kolejne 2-3 tygodnie. dodatkowo pobrali sie niestety nie z milosci, a z rozsadku... :zaraz no ma racje - kobieta zyje naszym zyciem i naprawde szuka jakby tu dopier... mojemu narzeczonemu. dostaje 800 zl alimentow (to nie sa jedyne wydatki na dziecko, bo za wszelkie remonty, wymiany sprzetu mlodemu, itp. rowniez on placi), a jak cos nie idzie po jej mysli, to dzwoni i wygraza, ze ona pojdzie do sadu, zeby zwiekszyli jej alimenty. zachowuje sie jak kretynka i niestety sam mlody to widzi. nie bardzo mam zamiar z nia rozmawiac, bo nie znamy sie zbyt dobrze. dwa, ze roznica wieku miedzy nami jest znaczna (bo 15 lat) i po prostu moge uslyszec, ze jestem gowniara i mam siedziec cicho nie watracajac sie w sprawy doroslych... :/
  5. 5 grudnia biore slub z narzeczonym. jest 5 lat po rozwodzie, ma 12-letniego synka z pierwszego malzenstwa. bardzo lubie tego chlopca, a i on w pelni akceptuje nasz zwiazek. jednak problemem jest matka mlodego, czyli byla zona... to straszna kobieta, ktora co krok utrudnia nam zycie, chociaz sama swoimi zdradami doprowadzila do rozwodu. utrudnia narzeczonemu kontakt z synem, a tylko raz cudem udalo sie go wziac do nas do domu na popoludnie. bardzo bym chciala, zeby mlody mogl byc u nas na slubie, tylko nie wiem jak to rozegrac (a raczej jak moj przyszly maz powinien to rozegrac...)? wiem, ze nie bedzie chciala go puscic, to akurat nie ulega najmniejszej watpliwosci. poradzcie, co mamy zrobic? ktoras z was byla w takiej sytuacji? dodam, ze nie rozbilam tego malzenstwa, bo poznalismy sie jak byl prawie 4 lata po rozwodzie.
  6. witajcie. wczoraj powiedzialam o mojej historii mojemu narzeczonemu. to byl pierwszy raz, kiedy powiedzialam o gwalcie komukolwiek. od tego wieczoru, kiedy to sie stalo minelo juz prawie 5 lat. nie wiedzialam jak bardzo to we mnie siedzi - poczucie winy i straszny bol. moj wybranek okazal sie ogromnie wyrozumialy i powiedzial, ze teraz rozumie dlaczego czasami zachowuje sie dziwnie (np. ogarnia mnie panika, kiedy zostawia mnie sama w hipermarkecie idac do polki po cokolwiek i oddalajac sie ode mnie na wiecej niz 2-3 metry). pytal tez czemu tego nie zglosilam. teraz, po kilku latach wiem, ze to byla dobra decyzja, zeby nie isc na policje - szeroko pojeta sprawiedliwosci nie dalaby mi ani ulgi ani satysfakcji. czy wy tez tak macie czy moze tylko ja jestem \"dziwna\"? dodatkowo przerazala mnie wizja opowiadania o tym komukolwiek, bo gwalt to wystarczajace ponizenie i odarcie z godnosci...
  7. mariolaaaa: ta torbiel byla malutka i nieszkodliwa - przynajmniej na nie dawna. jak trafilam do szpitala, to daleko jej jeszcze bylo do wielkosci, ktora kwalifikowala ja do operacji. na usg z dnia przed laparoskopia miala jedynie 38mm. a moj gin jest jednym najlepszych w miescie (byly ordynator oddzialu polozniczo-ginekologicznego szpitala wojewodzkiego). do niego nie mam zadnych zastrzezen - co innego do tych w samym szpitalu podczas mojego pobytu tam :/ ale to zupelnie inna sprawa :)
  8. czytalam to forum tydzien temu w nocy, dzien przed pojsciem do szpitala. bardzo mi pomoglo, wiec chcialam sie podzielic tym, co ja przeszlam w szpitalu w zwiazku z torbiela na jajniku (wiem, ze teraz to jakos malo na temat, bo raczej to forum zeszlo na tematy ciazy ;)) od poczatku grudnia mialam ciagle bole po lewej stronie brzucha i w krzyzu. o tym, ze mam (a raczej mialam :D) rosnaca na jajniku torbiel wiedzialam od 2 lat (mam 22 lata). z moim ginem probowalismy wszystkiego na ten bol, bo z kazda wizyta stawalo sie coraz bardziej jasne, ze to nie tyle jajnik, co ta torbiel. wreszcie tydzien temu zdesperowana poszlam po skierowanie do szpitala, zeby zrobili z tym porzadek. pierwszego dnia pan dr zrobil mi (nieudana, jak sie duuuzo pozniej okazalo) punkcje, zeby odciagnac troche plynu ze srodka. ciagali mnie na usg, na ktorym nic nie bylo widac. z kazdym dniem bylam coraz slabsza. w piatek zaczelam wymiotowac (pewnie nastepnym krokiem bylaby wysoka goraczka - najprawdopodobniej robil sie tam juz stan zapalny). niestety przez prawie 3 doby tylko mnie obserwowano :/ dodam, ze przyszlam juz do tego szpitala z diagnoza swojego gina (podejrzenie skrecania sie torbieli uszypulkowanej lewego jajnika)! w piatek przyszedl jakis kompletnie inny doktor, ktory, na szczescie, stwierdzil, ze nie ma na co czekac i trzeba dzialac. w ciagu 2 godzin do badania bylam juz na bloku operacyjnym. zrobiono mi laparoskopie. 7 godzin po zabiegu juz sama szlam do lazienki. na dwoch dolnych rankach mam tylko plastry (takie zamiast szwow), a w pepku schowany rozpuszczalny szew. dolegliwosci ustaly! czuje sie naprawde dobrze. doszlam do siebie w zasadzie w 2 dni po zabiegu. czekam tylko jeszcze 1,5 tyg. na wynik badan histopatologicznych. dzieki, dziewczyny, za pomoc, bo chociaz wiedzialam czego moge sie spodziewac :) acha, dodam tez, ze nie ruszyli jajnika :)
  9. Oliee

    xxx

    sadze, ze branie tabletek to jeszcze nie przeslanka do zdrady! a moze twoja dziewczyna bierze tabletki bardziej ze wzgledow zdrowotnych, ale boi sie ci powiedziec o swoich problemach kobiecych? moja rada - otwarcie pogadac. a jak bedzie sie zapierac, to wtedy zacznij kombinowac.
  10. wiem, ze taki temat sie tutaj pojawil, ale 2 lata temu, wiec chcialabym do tego wrocic... dzisiaj poszlam wreszcie do gina. ostatnia miesiaczke mialam 10 lipca, wiec w sumie bylam prawie pewna, ze jestem po prostu w ciazy. okolo polowy lipca zaczelam miec problemy z nadmiernym owlosieniem [jestem ruda z natury, wiec dziwnym bylo, ze zaczely mi rosnac naprawde czarne i grube wlosy na nogach, bikini konczy sie w polowie uda, a na podbrzuszu rosna mi okropne wlosy]. zrzucilam to na karb skutkow ubocznych odstawienia srodkow antykoncepcyjnych [po 1,5 roku, w tym 8 miesiecy na dianie z powodu dosc duzej niegroznej torbieli na lewym jajniku]. niestety problem sie nasilal, a miesiaczki nie bylo. wybralam sie do gina, zeby ewentualnie dowiedziec sie o ciazy [mimo 3 negatywnych testow]. w czasie badania usg wyszlo, ze mam zespol policystycznych jajnikow. nie jest to dla mnie az tak wielka tragedia na razie, bo majac lat niespelna 22, nie planuje na razie dziecka. PCO to dla mnie czarna magia, mimo ze lekarz bardzo staral sie mi wszystko wyjasnic. przepisal dephaston na wywolywanie miesiaczek oraz logest. tutaj przeczytalam, ze trzeba zrobic badania hormonalne. czy to faktycznie niezbedne, jesli nie chce na razie zachodzic w ciaze? czy nie wystarczy podtrzymywanie miesiaczek i srodki anty? mam wiele watpliwosci i obaw. z tego, co tutaj rowniez przeczytalam w starym watku, powinnam tez chyba zrzucic zbedny balast \"kilku\" nadprogramowych kilogramow. wiem, ze moj post jest obszerny, ale bylabym bardzo wdzieczna za wszelkie informacje co mam robic!
  11. generalnie w kazdej prawie przychodni przyjmuje gin na nfz, ale nie polecam chodzenia na kase chorych. to jest wielka wygoda, jesli musisz tylko i wylacznie zrobic cytologie [ktora u prywatnego lekarza kosztuje od 30 do nawet 60 zl] i odebrac wynik - bez opinii, ani innych porad. ja jestem zapisana do poradni na ul. filtrowej [koniuchy, naprzeciwko piotra i pawla], a tam przyjmuje dr m. nowicki, ktory na kase chorych generalnie robi wielka laske, ze w ogole cokolwiek ci powie/doradzi. jedynym plusem jest to, ze bardzo pilnuje cytologii. prywatnie chodze - i bardzo! polecam - dr floriana jassowicza na ul. krasinskiego (telefon jest w ksiazcze telefonicznej). on bierze 70 zl za badanie i 50 za damo usg, ale jak robisz 2 te rzeczy na raz, to placisz 100. ja jestem baaaardzo zadowolona, bo wreszcie mam pewnosc, ze komus zalezy, zeby powiedziec mi dokladnie co i jak, szczegolnie ze mam dosc duze problemy kobiece i jestem z tych, co sie bardzo przejmuja. panu doktorowi niesamowicie zalezy, zeby pacjentka wyszla od niego w pelni poinformowana. acha, no i szczerze odradzam dr zmyslona, z ktora przebylam koszmar jednej wizyty 3 lata temu. maly gabinet, kilka osob w srodku, jacys dziwni ludzie wchodzacy podczas badania - ogolnie makabryczne wspomnienie. no i sama pani doktor bardzo niemila, wrecz brutalna podczas badania, majaca ciagle pretensje. \"uroki\" nfz-tu
×