Historia jakich wiele. Jest on, co do którego nie miałam żadnych planów, nawet więcej, nie chciałam mieć już żadnych planów z nikim, nigdy. Tylko rozmawialiśmy o wszystkim o niczym. Nie oczekiwałam nic od niego ale dobrze było z kimś pogadać (z kimś innym niż druga kobieta) a półtora roku wcześniej zakończyłam 13letni związek a kolegów raczej nie mam. Potem zaczął proponować niby zwykłe rzeczy, podwózkę, odebranie z pracy. Zaczęłam się zastanawiać czy on przypadkiem nie chce czegoś więcej ale z drugiej strony mówiłam mu że ja nie szukam związku, że się tylko kolegujemy. Ale o związkach ogólnie też rozmawialiśmy zaczął używać słów takich "gdybyśmy byli razem" zaczął mówić do mnie słońce a ja kocham gdy facet tak do mnie mówi. I nie wiem kiedy to się stało, pamiętam że kiedyś pomyślałam sobie że chciałabym go pocałować a jak już raz ta myśl weszła do moje głowy nie chciała z niej wyjść. Więc ostatecznie do tego doszło. A potem już poszło z górki, czułość, plany, częste spotkania, spędzanie razem czasu w końcu i sex. Zakochałam się w nim. A potem dowiedziałam się że on ma dziewczynę. Choć pytałam go przecież o to na samym początku znajomości powiedział że jest wolny. Zrobiłam awanturę on powiedział że ich związek praktycznie nie istnieje, że się nie spotykają, że nie rozmawiają, że oboje nie czują się jak w związku. I chciałam wtedy odejść nie pamiętam dlaczego tego nie zrobiłam. Wiem że mnie prosił bym tego nie kończyła, że on ją zostawi ale nie chce robić tego przez telefon tylko na żywo a przez różne zmiany w pracy nie mają kiedy porozmawiać. (Nie mieszkali razem). Chyba chciałam w to wierzyć. Chciałam się zdystansować, powiedziałam okej nie musimy zrywać kontaktu ale nie będzie nic dopóki tego nie wyjaśnisz. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Bo szybko wróciliśmy do naszej relacji. Obiektywnie nie ciągnęło się to długo od momentu poznania prawy (początek sierpnia) w tym czasie kilka razy miałam dość i kończyłam relacje ale zawsze do siebie wracaliśmy choć ja wiedziałam że nie może tak być. Przełom był w sobotę ponieważ wyznał mi pierwszy raz że mnie kocha i chyba to był taki bodziec bo jak może mnie kochać będąc nadal z nią? Na drugi dzień to zakończyłam a właściwie powiedziałam że może wrócić jak będzie wolny I będzie wiedział czego chce. Oczywiście próbował mnie przekonać żebym została, wiem że jest umówiony do psychologa, mówił że brak kontaktu ze mną mu nie pomaga. Ale ja już nie mam siły i wiem że może to brzmieć żałośnie. Wiem, że powinnam to zakończyć gdy tylko dowiedziałam się że mnie oszukiwał bo tak wiem że to nie jest też w porządku wobec niej. Gdy się dowiedziałam nawet chciałam jej o tym powiedzieć, podesłać dowody ale wiem też jakie są dziewczyny (kiedyś powiedziałam koleżance że jej facet ją zdradza, przyszedł nawet do nas ze swoją kochanką a ona po tym przestała się do mnie odzywać a z nim jest do tej pory, a on ją nadal zdradza) więc nie chciałam wyjść na tą najgorszą. Tak czy inaczej wiem że zakończenie tego w takim układzie jest słuszne ale nie potrafię wyłączyć emocji. Nie potrafię przestać za nim tęsknić, zastanawiać się czy wróci, czy faktycznie coś do mnie czuł czy po prostu bawił się mną od samego początku. Czuję się jakbym miała zwariować. Raz myślę że to największy mój życiowy błąd a zaraz jak bardzo chciałabym żeby tu był i mnie przytulił. Chyba najbardziej chciałabym poznać prawdę, zrozumieć co on miał w głowie.