Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

pasażer

Co Was trzyma przy życiu?

Polecane posty

Jeśli uświadomisz sobie taką prostą rzecz,że sam decydujesz o swoim życiu, możesz próbować, popełniać błedy, ryzykować i odnosić sukcesy....i tak naprawde wszystko zależy od Ciebie..To Warto Jest Żyć i móc korzystać z niego na wszystkie możliwe sposoby.. ;) cała jednak zabawa w tym, żeby to zrozumieć..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
a jak to jest , że nawet Twój temat zaprzecza twierdzeniu \"Wszystko zależy od Ciebie\"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
;) sam nie wisz ile tutaj mam tematów.Łapanie przypadkowo, któregoś z nich niczego nie przesądza. I mylisz pewną kwestię - nie chodzi o innych, tylko o Twoje wybory, Twoje życie, niezależnie od tego kto i kiedy sie w nim pojawia i znika. To właśnie możliwość zdecywowania przesądzi kwestie tamtego topiku nie sądzisz ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pewne wybory skutkują tym , że zawęrzasz sobie możliwości (tylko wcześniej o tym nie wiedziałeś)...już nigdy nie będziesz mógł robić tego czy tamtego...na niektóre rzeczy jest za późno...do niektórych w ogóle się nie nadajesz...jeden ruch powoduje lawinę następnych...zbyt wiele rzeczy jest ze sobą powiązanych...i potem wszystko jest przesądzonena wiele lat przepraszam , że piszę jak do kogoś (jak do faceta)...bo wolę tak jakby mówić do siebie niż w tym być...wolę być oddalony od tego o czym piszę...bo tak łatwiej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
rozumiem. Ale widzisz, w zyciu trzeba podejmować decyzje, nie można pójść wszystkimi drogami na raz, trzeba wiedzieć co w duszy gra i pójść za jej głosem.A z wyborami wiążą się konsekwencje, ludzie dorośli z pokorą przyjmują to co wiąże sie z tymi wyborami, jeśli popełnili błąd to są przynajmniej bogatsi o nowe doświadczenie i na przyszłość mądrzejsi. Każda sytuacja jest inna, ale nawet z pozornie trudnej można zawsze znaleźć optymalne dla siebie rozwiązanie.Trzeba tylko nauczyć się szukać. chętnie bym tu popisała, ale muszę wyjść.Poza tym masz pewnie problem nad którymi gdybania teoretyczne niewiele pomogą.Ale zastanów się...czy siedzenie i dostrzeganie tylko jak jedna decyzja rodzi pogmatwanie i lawine zmartwień to jedyna strona twojej sytuacji ? Spróbuj spojrzeć na to tak właśnie jak piszesz- jak ktoś inny, kto obiektywnie ocenia to co widzi...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ja wcale nie chciałem prowadzić dyskusji...ale tak wychodzi i nie chodzi o żaden problem...to jest zagadnienie ogólne nie mam możliwości patrzeć obiektywnie na samego siebie...bo mogę patrzeć jak ktoś inny...ale nadal będę patrzył na siebie...a nie na kogoś innego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Widzę, że dopadła cie jakas niezla handra. Nie mam pojęcia ile masz lat i skąd to czarnowidztwo, ale pewnie spiętrzyło ci sie ostatnio kilka niepowodzeń i stad takie rozważania. Wiesz, jutro też jest dzień i nie masz pojęcia co się może wydarzyć. To, że dzisiaj wydaje ci się, że juz nic nie mozna zmienić, to emocje pod wpływem chwili. Pewnie mi nie uwierzysz, ale za pół roku będziesz sie śmiał z tego dzisiejszego zwątpienia w celowość dalszego życia i w ogóle jego sens. Wiem co mówie, bo sama nie tak dawno byłam w podobnej sytuacji i wydawalo mi się, że jeśli zniknę z tego świata, to nawet nikt nie zauważy tego... Nie widziałam żadnego sensu przebywania w tym świecie, twierdziłam, że nic dobrego już mnie nie spotka i że nie mam żadnego celu. Weź się w garść człowieku, znajdź sobie jakieś pasjonujące zajęcie, zacznij pomagać innym, a odnajdziesz sens życia. I nawet nie zauważysz, jak szybko świat wyda ci sie inny niż dzisiaj, jak wszystko się zmieni na lepsze. Jeśli sam nie potrafisz, znajdź jakąś bratnią duszę, z którą możesz pogadać od serca, albo chociaż będziesz wysłuchany. Mnie to tez bardzo pomogło, że znalazlam kogoś, kto nie chcial mi udzielać dobrych rad. Po prostu słuchał. Pozdrawiam cieplutko i życzę szybkiej odmiany na lepsze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość praca...
Mam mieszkanie, kochającego faceta, przyjaciół, psa :P A przy życiu trzyma mnie tylko prac :O Smutne, ale prawdziwe... Biore tydzień urlopu, żeby odpocząć w domu... Wracam po 2 dniach, bo nie moge już wytrzymać... Czy to już pracoholizm? :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
w takim razie od wielu lat mi się piętrzy niepowodzenie to moje drugie imię \"za pół roku będziesz się śmiał\" no też tak myślałem...i się nazbierało tych połówek a z tą bratnią duszą...to już w ogóle szkoda słów...w dupie mnie mają wszyscy...dobrze że się przyzwyczaiłem...ale nie jednak nie...i może to jest problem nie potrafię akceptować czegoś takim jakim jest...tylko dlatego , że tak trzeba

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mnie przy życiu trzyma tylko myśl o wspaniałych wakacjach :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
hihihi mam to samo. Chodzi mi o tę akceptację... Całe życie sprawiało mi to kłopoty. Ta bratnia dusza, to niekoniecznie musi być ktoś z rodziny, lub tak zwany \"dobry przyjaciel\". Pól roku było przenośnią, żeby cie nie przerażać. U mnie trwało to dwa lata. Z tym, że naprawdę ponakładało mi się tyle prawdziwych nieszczęść naraz, że sama dziwię się, że uporałam się z tym wszystkim. Pomogła mi obca osoba, bo wydawało mi się, że rodzina i przyjaciele nie potrafią mnie zrozumieć. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, żebyś sam doszedł to takiego punktu, że będziesz chcial pomocy. Bo w pewnym momencie dochodzisz do wniosku, że albo koniec ze wszystkim, albo czas najwyższy wziąć się za siebie. Pomogła mi też przeczytana gdzieś sentencja \"Jeśli cały świat jest przeciwko tobie i wydaje ci się, że nikt nie jest w stanie cię zrozumieć, to weź sie za siebie, bo to z toba cos nie tak\". Przemyślałam, wzięłam się za siebie i dzisiaj juz się śmieję. Czego z całego serca życze i tobie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość roika
A mnie przyszłość. Wychodzę z założenia, że będzie lepiej. Dążę do tego i wierzę, że tak będzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
\"Bo w pewnym momencie dochodzisz do wniosku, że albo koniec ze wszystkim, albo czas najwyższy wziąć się za siebie\" no to koniec...a właściwie z takim wnioskiem to można się całkiem długo bujać \"Bo w pewnym momencie dochodzisz do wniosku, że albo koniec ze wszystkim, albo czas najwyższy wziąć się za siebie\"...nie przemawia to do mnie...nawet więcej...takie stwierdzenia działają mi na nerwy...ja mam duszę anarchisty nie konformisty aha...i coś takiego jak podobieństwo losów nie istnieje...więc że Tobie coś tam...nie znaczy że mi ale Pozdrawiam i Dziękuję

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość paluetta
mnie trzyma przy życiu możliwość poprawy siebie. w życiu popełniamy dziesiątki błędów, a życie to czas, żeby to naprawić, żeby chociaż spróbować dać komuś miłość, uśmiech, podać rękę kiedy wydaje się, że już nie ma wyjścia, przytulić, wesprzeć dobrym słowem, być z kimś kto kocha tak samo, zainspirować kogoś do pracy nad sobą, własnym wnętrzem, do zmiany siebie. to jest cel życia. każdy z nas żyje po coś. każdy z nas ma coś do zrobienia tu, na ziemi. ale każdy ma obowiązek kochać. kochać drugiego człowieka, przyrodę, zwierzęta...wszystkie istoty :) nawet jeśli wydaje się, że to niemożliwe. "najprościej widzi się sercem" - i ta definicja jest ze mną obecna w każdym momencie mojego życia. pozdrawiam i uwierz w siebie i swoje możliwości :) 🌼

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
\"Jeśli cały świat jest przeciwko tobie i wydaje ci się, że nikt nie jest w stanie cię zrozumieć, to weź sie za siebie, bo to z toba cos nie tak\" do tego miało byc o anarchiźmie i konformiźmie...kolejna porażka nawet kopiuj wklej porządnie nie umiem zrobić. Depeche Mode...nie ma problemu rodzina...nic nie kuma...i już nie wyrabia...i właściwie się nie dziwię...prawidłowo...przecież tylko ja jestem nienormalny przyjaciele...nie istnieją

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zazdrosna mewa
sama sie nad tym od niedawna zastanawiam:O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pobozne_życzenie
Mnie trzyma... przyzwyczajenie. ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość paluetta
przyjaciele istnieją, tylko Ty musisz na nich inaczej spojrzeć :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Qrde, błąd. Tak poza wszystkim, to powiem jedno - doszłam do etapu, na którym stwierdziłam, że nie warto się przejmować. Niczym. Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. O. ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość paluetta
Przyjaciele są czasem wymagający. Chcieliby być może, byś zachowywał się w sposob, na jaki Cię stać, abyś nie obniżał lotów, uważał na to co mówisz, i jak się zachowujesz...oni też mają swoje problemy, czasami są smutni, czasami samotni , i zdarza się czekają też na dobre słowo. Jaki jesteś dla swoich przyjaciół?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
hmm, powiem ci brutalnie, że jesteś na etapie skupiania sie wyłącznie na sobie i wlasnych nieszczęściach. Kumulujesz je w sobie i nakręcasz sie sam tym, że juz nic dobrego cię nie spotka... Może przejdź się do jakiegoś szpitala onkologicznego, hospicjum, posłuchaj co złego dzieje się w innych rodzinach. Ile chorób, śmierci najbliższych, pozostawanie w nędzy bez środków do życia i możliwości podjecia jakiejkolwiek pracy, i stwierdzisz, że to co w tej chwili wydaje ci się najgorsze dla ciebie jest niczym, w porównaniu z innymi. Zaraz powiesz, że podaje jakieś bzdurne przykłady, ale tak jest naprawdę. Nie rozczulaj sie tak nad sobą, tylko zastanów sie co możesz zrobić, aby wyjść z tego marazmu. A jeszcze takie stwierdzenia, że nic nie potrafisz, bo nawet cytat nie ten wkleiłeś - po prostu mnie rozśmieszył. Może zacznij się uśmiechać do samego siebie na początek... Będzie dobrze, tyle, że musisz sam się za to wziąć. Powolutku (bo nic nie da się zrobic od zaraz) będziesz sie też usmiechać do innych i życie nabierze nowych barw. Wszystko mija. Więc zły los również. Jeszcze raz pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wiesz co --> masz rację...ale wiesz co...to jest tak...że dostrzegasz problemy innych jak sam je masz...gdyby mi wszystko pasowało byłbym większym skurwielem niż jestem teraz...i z tego co zauważyłem...zobacz inni mają gorzej nie działa...jak mają i chcą się męczyć to ich sprawa...widocznie coś ich tu trzyma paluetta--> liczyłem mniej więcej na taką odpowiedź...i teraz żeby było jasne...ja nie mam przyjaciół...nie muszę uważać na to co mówię...bo wszystkie dialogi rozgrywają się w mojej głowie..i ogólnie to ludzie mnie irytują...chciałbym z nimi przebywać ale jak już przebywam to aż mnie to boli...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×