Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Kuśkaaaa

Jego znajomi mnie nie akceptują...

Polecane posty

Gość Kuśkaaaa

Od kilku tygodni spotykam się z cudownym facetem. Problem w tym, że jego znajomi mnie nie lubią, chyba do nich nie pasuję... Sama też nie pałam do nich jakąs ogromną sympatią - to takie bogate dzieciaki z dobrych domów, którym wydaje się, że są fajne i że mają prawo oceniać, czy ktoś inny tez jest fajny czy nie. I jak ktoś nie jest fajny, to go nie przyjmują do swojego kółka wzajemnej adroacji. Mój chłopak tez trochę taki jest, ale on znalazł wywazony środek między takim zblazowaniem a normalnością. Twierdzi (i w sumie mu wierzę), że oni są w porządku, tyle że nie pozwalają mi się o tym przekonać. Ja wiem, że nie pasuję do nich wizualnie. Mam imidż grzecznej dziewczynki i nie zamierzam go zmieniać, bo nie będę udawała buntu chodząc w podartych dżinsach czy z agrafkami w klapie, w ogóle wisi mi to jak ja czy drugi człowiek wygląda i się nosi. Byłam i jestem dla nich miła, ale przy tym jestem sobą, nie chcę się wkupywać w ich łaski. A oni mnie traktują jak piąte koło u wozu. Jak idziemy gdzieś razem, to widzę, że nikt nie cieszy się z mojej obecności. Jak mojego faceta chwilowo nie ma w pobliżu, to nikt nie podejdzie, nie zagada. Ja to robię, ale trafiam na mur...Zaczyna mnie to boleć strasznie, bo już nie potrafię się w obecności tej jego paczki wyluzować i dobrze bawić, ciągle zastanawiając się, co robię nie tak...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nic nie robisz nie musisz wszystkich lubic poprostu sie z nim i nie spotykaj albo ich olewaj oni sa ostatnia rzecza jaka powinnas sie przejmowac

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość skad ja to znam hmmmmmmmmmmm
dobrze ze masz faceta ktoy wogole widzi taki problem i szuka złotego srodka ciesz sie ze nie trzyma strone tylko swoich kolegów a oni nie buntuja go przeciwko tobie jesli nie to dobrze ja niestety polegałam towarzystwo wygrywa moze nie zawsze ae w wiekszosci wypadków trzymaj sie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kuśkaaaa
Nie, to nie jest tak, że on widzi problem. On go nie widzi, ma ogromną wiarę w ludzi i we mnie i uważa, że wszyscy mnie lubią. Bo on na przykład, mimo że w tej ich paczce czuje się dobrze i jest sobą, to ma trochę inny styl bycia. On nie skresla nikogo za wygląd, nie ocenia po pozorach, bo musiałby skreślić połowę moich przyjaciół, a nie zrobił tego i świetnie się z nimi dogaduje. A oni go nie buntują przeciwko mnie, bo wydaje mi się, że starają się nie zauważac mojej obecności i nie poruszać mojego tematu w rozmowach. To jest taka najgorsza odmiana antypatii - niechęc pomieszana z lekceważeniem. Myślę, że może czasem między sobą rozmawiają o tym, jak to możliwe, że Marcin znalazł sobie taką słabą pannę. A najmilej jest, jak idę sama ulicą i spotykam kogoś z nich. Uśmiecham się, witam, staram się zagadać tak normalnie, na luzie, jak do dobrego znajomego, a odpowiada mi zdawkowe "cześć", a raz czy dwa to ta osoba tak usilnie udawała, że mnie nie widzi, że darowałam sobie w ogóle jakąs próbę kontaktu. To upokarzające strasznie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×