Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

alicja244

Proszę o pomoc

Polecane posty

Nie wiem co mam zrobić. Jestem z moim można powiedzieć "narzeczonym" już prawie 9 lat fakt faktem mieliśmy 1,5 roku przerwy ale to inna bajko skończyło się na tym ze zostawiliśmy swoich ówczesnych partnerów i wróciliśmy do siebie.Obecnie od już prawie 4 lat mieszkamy razem.Miewaliśmy gorsze i lesze chwile jak w każdym związku ale od jakiegoś roku jest coraz gorzej do tego zaczęły się z jego strony jak mu coś nie pasuje wyzwiska,popychanie i bicie(na szczęście nie mam żadnych sińców) dochodzi do tego że kłócimy się już o przysłowiową zupę.Nie wiem co mam zrobić, łączy nas wiele mamy wspólny interes,wspólne sprawy a przede wszystkim kocham go.Jak widzi ze sytuacja jest podbramkowa i chce odejść,to nagle wszystko się uspokaja i jak by nigdy nic się nie stało.Jak chce porozmawiać o tym co się stało to albo staje się znów agresywny albo mówi ze marudzę i on ma ważniejsze problemy. Dochodzi do tego ze potrafi się ze mną pokłócić specjalnie zęby wyjść sobie ze swoim przyjacielem.Wystarczy ze on zadzwoni a ten leci,a jak ja go o coś proszę to mówi ze ma co innego na głowie ,ze jest zajęty itd... Żeby on miał 16 lat to jego zachowanie by mnie nie zdziwiło a on ma prawie 27. Cały czas myślę ze możne się to zmieni ze to chwilowe ze cos do niego dotrze... Wiem ze powinnam z kimś o tym porozmawiać ale najzwyczajniej w świecie się wstydzę. Juz nawet się nie kochamy,raz na jakiś czas. Na 99% jestem pewna ze nie ma jak na razie kochanki ale boje się ze to się możne zmienić Przepraszam ze tak dużo napisałam ale musiałam to wszystko z siebie wyrzucić. Co mam zrobić z tym wszystkim?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Melpomena...
Bicie to nie przelewki... nie powiem, ze jak ktos raz uderzy, to juz zawsze to bedzie robil, bo to sie mija z prawda, ale jest duze prawdopodobienstwo. Moze psycholog?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Melpomena...
Moje Alter Ego... jest milosc... jest.... tylko nie po obu stronach... i to jest problem!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość o zgrozo
zwijaj żagle i zwiewaj póki jeszcze czas. Jeśli facet choć jeden raz podniesie na Ciebie rękę albo w inny sposób Ci ubliży- pamiętaj .... to dopiero początek !!!. Póki nie macie dzieci!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Femikafenistka
Uciekaj ,bo bic nie przestanie tylko to sie poglebi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Myślisz, że miłość tylko z jednej strony jest w stanie coś zmienić? Dwa konie w zaprzęgu dadzą radę unieść wielki ciężar. Gdy jeden z tych koni zaczyna zawodzić, ciężar zaczyna robić się coraz większy. Nie dość, że koń dźwiga to, co było rozłożone na dwa, to jeszcze dźwiga "kolegę" z zaprzęgu. jak myślisz, długo pociągnie? Może i jest miłość, ale do obrazów z przeszłości i wspomnień. Nie domagaj się szacunku od swojego mężczyzny, skoro sama siebie nie szanujesz i pozwalasz, by podnosił na Ciebie rękę. Mój były już w tej chwili mąż zrobił to tylko raz. Po trzech miesiącach od tego zdarzenia nie mieszkaliśmy już razem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Melpomena...
Wcale tak nie mysle.... sprostowalam tylo to co napisalas. Latwo jest doradzac zza monitora... gorzej zrobic cos ze zwiazkiem tkwiac w jego srodku. Ja bym zaproponowala rozmowe z psychologiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mysl
Melpomena ma racje, ja od siebie dodam, ze z daleka czuje czarusia. Watpie, zeby sie zmienil - to typ wiecznego chlopczyka, malego egoisty, bawiacego sie Twoimi uczuciami. On wie - Ty nie odejdziesz, wiec probuje i za kazdym razem posuwa ie coraz dalej. Nie oszukuj samek siebie - kochasz wyobrazenie o nim a nie to co on soba przedstawia i to co z Toba robi. To Twoje zycie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Melpomena...
napisalam o psychologu, bo czasami sie potem zdarza, ze czujemy do siebie pretensje, ze czegos tam nie zrobilysmy i ze moze mozna bylo uratowac zwiazek. A tak, jak posluchamy kogos, kto ma pojecie o takich kwestiach i podzieli nasze zdanie czy tez przechyli szale na "pora konczyc", nie bedziemy miec do siebie zalu. A to chyba najwazniejsze, zwlaszcza, ze spedziliscie ze soba kawalek czasu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rozum mówi odejdź a serce zostań,może się zmieni . Wiem ze jeśli go zostawię to i tak się nie skończy tylko na wyprowadzce .Później będziemy musieli się jeszcze na pewno parę raz spotkać żeby pozamykać wszystkie sprawy .I tych spotkań boje się najbardziej. Do tego wszystkiego jeszcze idą święta.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Melpomena...
W prezencie gwiazdkowym daj sobie chwile na przemyslenia i weryfikacje tego co sie stalo z waszym zwiazkiem...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Melpomeno, ja nie radzę tylko zza monitora. Ja coś takiego przeszłam. W którymś momencie to rozum musi podejmować decyzje, nie serce, które oprócz miłości, ma także litość i nadzieję. Chwila, w której pojawia się przemoc, jest końcem wszystkiego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moje Alter Ego- Powiedz to był impuls że odeszłaś czy przemyślana decyzja? Nie bałaś się wszystkiego zaczynać od nowa?W moim przypadku będę musiała wrócić do rodziców na razie i to jest tez jedna z rzeczy która mnie powstrzymuje.Zacząć wszystko od zera.I do tego te niewygodne pytania dlaczego,co się stało...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Byłam z mężem cztery lata. Układało się jedynie na początku, później pojawiły się słowne przepychanki, poniżanie mnie przez niego (jestem osobą chorą i mąż umiał to wykorzystać), odseparował mnie od rodziny i bliskich. Myślałam nad odejściem po 9 miesiącach bycia z nim. Odeszłam, bo miałam dość. Kochał komputer i swój własny świat a nie mnie. Kazałam mu się wyprowadzić z mojego mieszkania, wręcz go spakowałam. Bardzo się bałam. Bardzo. Ale piekło, w jakim żyłam, było gorsze niż ten strach. Pomogli mi rodzice, przyjaciele. Odzyskuję równowagę, pewność siebie i poczucie swojej wartości, z którego mnie odarł. I mogłam wszystko zacząć od nowa, wszystko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mysl
Ja to przeszlam. Mam z takim wlasnie czarusiem corke. Jest mi przed nia wstyd. Za to, ze ma takiego ojca. Nie wnosilam sprawy o ustalenie ojcostwa, to by bylo dla mnie kolejnym upkozeniem. On nadal czaruje ale inne, corka jest niemal dorosla, prawdy o swoim ojcu dowiedziala sie nie ode mnie ale od przyrodniego brata. jego mama tez go wychowuje samotnie. Na pytania rodziny odpowiedz krotko - tak trzeba. I tyle. Nie przerazaj sie kolejnymi spotkaniami - potraktuj je jako swoista terapie. Sprobuj spojrzec na niego obiektywnie, na te jego podchody i gierki. Przeszlam to. Nie przemawia przeze mnie rozgoryczenie, to juz zamkniety rozdzial. Tylko to, co piszesz, to.. tak jak moja przeszlosc. Jestes silna. Dasz rade.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mysl
Moje Alter Ego - szkoda, ze czasem czlowiek musi przejsc przez takie wlasnie pieklo, zeby dostrzec czlowieka - w sobie. Nieraz zadawalam sobie pytanie, jak to sie stalo, ze ja, zawsze silna, zdecydowana - taka co to wie, czego zadac od zycia, dala sie tak omotac. Hmm... Chyba tylko potrzeba bycia kochana. Ale NIE TAK. Cesze sie, ze sie pozbieralas i odnalazlas swoje dawne JA, mnie sie rowniez swietnie ulozylo. Jestem z facetem mojego zycia - i Ty takiego tez spotkasz, Alicja TEZ.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jeśli by mnie kochał to by nie odnosił się do mnie w taki sposób.Faktycznie chyb trzeba zamknąć ten rozdział puki nie ma dzieci.Nie ma co sie łudzić ze się dla mnie zmieni.Nie da się kochać za dwoje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mysl
Jesli jednak nadal masz watpliwosci, to zastanow sie, co bylo przyczyna waszego pierwszego rozstania? Mysmy tez mieli za soba jedno rozstanie, dlatego to, co piszesz, to moja historia, moze Twoja bedzie miala inne - szczesliwsze zakonczenie. Trzymaj sie i.. pokochaj siebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mysl
🌼 Moje Alter Ego, czyli jestesmy dowodami na to, ze mozna sie i potknac w zyciu, i zaznac szczescia. ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×