Gość Gorkaska Napisano Maj 4, 2010 Witam, piszę by się pożalić, a także oczekuje porady w sprawie rodzinnej. Mój brat ma blisko 30 lat i jest chory psychicznie jednak sądzę ze co najmniej 50% jego zachowania to złe wychowanie i lenistwo. Jest sprawny, wszystko jest w stanie zrobić sam, wygląda niby normalnie więc gdyby nie jego zachowania i fochy mógłby żyć samodzielnie jednak myślę, że wygodniej mu dyrygować innym. Jego dzień nie ma bliżej określonego początku ani końca jego ulubione czynności to jedzenie, granie i spanie. Je co 3 godziny mniej więcej, je w ogromnych ilościach, tłuste rzeczy, po czym wymiotuje, je, znów wymiotuje, pije kilka litrów napojów i znów wymiotuje. W między czasie trzaska drzwiami lub gra. Ale zbliżając się do sedna sprawy... Problem polega na tym, że on nic nie chce robić sam, wielokrotnie proponowano mu prace, chociaż przerwał naukę w 3 klasie technikum. Dom prócz pokoju matki i mojego to istna melina, obrzygane, zaśmiecone, zalane. A ileż można sprzątać? wymyje, a za chwilę znów wszystko uwalone. Ściany obsikane, obsrane i przez niego i przez (zdrowego) ojca. Od paru ładnych lat nie można nikogo zaprosić przez to do domu, nawet listonosza wstyd wpuszczać. Brat ciągle dosłownie piszczy, nawołuje, na cokolwiek, z nudów chodzi po całym domu w koło i sobie tak podśpiewuje, że słychać u sąsiadów, wielokrotnie się skarżyli na to. Najgorsze w całym zachowaniu rodziny jest to, że on chodzi i im dyryguje, a oni mu wszystko kupują, gry, laptopy, konsole, skuter itd. po kilku dniach to leży. Jak braciszek chce przez dwa tygodnie codziennie jeść fasole po bretońsku to robią mu tą fasolkę dzień w dzień, gdyby chociaż sam sobie miał robić... Rano znów obrzygał pokój i łazienkę, na prośby 'umyj to' bezczelnie odpowiada "ja tego myć nie będę! sama se umyj" w innych sprawach odpowiada "nie chce mi się" "nie mam czasu" "nie mam siły" "nogi mnie bolą", takie były jego odpowiedzi gdy pytali czemu nie idzie do pracy. Mówi, że po co, do ojca odzywa się 'masz emeryturę, to po co mam iść do pracy" ojciec na to nie reaguje. Kilka razy rodzice ze swojej kasy remontowali mu pokój, 30 letniemu chłopu 60 letni ojciec kładł tapety, panele, teraz kładzie panele naścienne i maluje sufit. On tego nie zrobi bo nie ma siły. Woła matkę, która wróciła po całym dniu pracy by mu przykręciła listwę bo go ręce bolą, wręcz wymaga tego i krzyczy, wyrywa ją z fotela by szła mu już w tej sekundzie przykręcić listwę. Nie ma on pojęcia o wartości pieniądza, przez to że mimo iż nas nie stać ojciec kupuje mu nowe gadżety. Nawet po napój dla siebie każe nam iść do sklepu, krzyczy "idź już teraz! pić mi się chce! no idź wreszcie mi po napój!" to nie do pomyślenia, nigdy go za nic nie skrytykowano. Nikt mu nie wytłumaczył, gdy ja próbowałam, to jego wyzwiska w moją stronę obracali tak, że to ja niby robię źle i się wtrącam. Jest on bardzo agresywnym człowiekiem ale raczej tylko wtedy gdy ktoś odmówi spełnienia jego rozkazu. Buntuje się zupełnie jak 3 latek gdy nie kupi mu się zabawki. Cokolwiek ja zrobię czy poproszę to jest źle, najlepiej bym w ogóle się nie odzywała. W szkole źle, wyglądam źle, mam od 4 lat partnera, źle. Nie wyjdę z domu, źle. Wyjdę i wrócę wczesnym wieczorem jeszcze gorzej. Nie śmiem pytać o imprezę w klubie choć nawet mnie do tego nie ciągnie. Ciągle od strony ojca słyszę wyzwiska, obelgi, wyzywa też matkę, żąda od nas niestworzonych rzeczy, twierdzi, że jest królem a my jesteśmy na jego łasce. Mama nie chcę się od nich wyprowadzić, ani wsiąść rozwodu. Chętnie sama bym się wyprowadziła, ale moja edukacja potrwa jeszcze co najmniej 3 lata, a nie osiągnęłam jeszcze pełnoletności. Od wielu lat ta rodzina wpędza mnie w nerwice i depresje, ale nie wiem co mogę jeszcze z tym zrobić by było normalnie, jak w każdej rodzinie. Bo przecież rodzina to nie może być dwóch panów i ich widzimisię... Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach