Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Robaczkoffa

TYLKO NIE SZPITAL!!!

Polecane posty

Gość Robaczkoffa

Jeżeli chodzi o zaufanie, byłam z tym ostrożna, jednak kiedy postanowiłam już komuś zaufać, oddawałam się bez reszty. Taka moja natura. Nie to, żebnym się uważała za najlepszą, po prostu się bałam. Ze zdrowiem bywało różnie. Drobne wypadki zdarzały się często, ale nigdy nie miałam nic złamanego, pękniętego, czy operowanego. Nigdy też nie leżałam w szpitalu.Do czasu... W ubiegłym roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, złapał mnie silny, rwący ból w okolicy krzyża. Z początku brałam tabletki, jednak na długo to nie pomogło. Ból się nasilał, i dostałam wysokiej gorączki. Lekarz stwierdził bez wahania- zapalenie nerek. Oczywiście skierowanie do szpitala, i koniec. Wpadłam w panikę. Nigdy nie byłam w szpitalu! Ja na widok igłu mdlałam! Pojechać jednak musiałam, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że tego nie można lekceważyć. Poza tym miałam spore obawy przed lekarzami. Tyle się słyszy o popełnianych przez nich błędach... W szpitalu spędziłam sześć dni. Sześć ciężkich, dłużących się dni. Na szczęście obyło się bez bolesnych doświadczeń, i dostałam tylko wenflon i kroplówki. Wyszłam ze szpitala zdrowa, i... dość szczęśliwa. A to dzięki lekarzom i pielęgniarkom którzy okazali się wyrozumiali i dość delikatni. Byłam pewna, że koszmar z przed roku się nie powtórzy. Niestety. W tym roku pojechałam w odwiedziny do narzeczonego. 350 km od domu. Było dobrze przez kilka dni. I nagle znów złapał mnie ten przerażający ból w okolicy krzyża. Tyle, że tym razem był mocniejszy. Doszedł do tego ostry ból Mój narzeczony, bez wahania zabrał mnie na pogotowie. Niestety służba zdrowia traktuje inaczej osoby pochodzące z innych części kraju. Zanim trafiłam do szpitala, który się mną zajął, minęło trochę czasu. Ale ważne, że taki się znalazł. W izbie przyjęć oczywiście swoje wysiedziałam. A przebadana zostałam z wielkim trudem, ponieważ lekarz na izbie przyjęć stwierdził, że jak nie jestem stąd, to mam sobie iść do lekarza w swojej miejscowości. Ja zwijałam się z bólu i nie potrafiłam wytłumaczyć, że jest to niemożliwe. Na szczęście trafiłam w ręce lekarzy, którzy stwierdzili, że to... wyrostek. Na dodatek już prawie pęknięty, więc w sekundzie miałam powiedzieć, czy zgadzam się na zabieg. Przeżyłam szok! Jaki zabieg!? Jaki wyrostek? Przecież mnie bolały nerki! Nie wyobrażałam sobie zostać w szpitalu i przejść zabieg. Nie miałam nawet książeczki ubezpieczeniowej, tylko dowód osobisty. Żadnych rzeczy... Biłam się z myślami. Dzwoniłam do mamy co pięć minut. Ta równie zdziwiona co ja, cały czas przekonywała, że tutaj dostanę lepszą opiekę no i... że to nic takiego. Podobno wyrostek to łagodny zabieg, dostanę narkozę i nim się obejrzę, będzie po wszystkim. Trafiłam na oddział. Myślałam, że mam trochę czasu... Do Sali weszła pielęgniarka, i wręczając mi szpitalną koszulę powiedziała, żebym się przebrała, bo zaraz jadę na blok operacyjny. Przeżyłam kolejny szok. Jak to? Już? Dzisiaj? Teraz? Zaraz!! Ale teraz stwierdzam, że to i lepiej. Kiedy byłam już na bloku, chciało mi się płakać z przerażenia. Prosiłam już o narkozę. Niestety, chirurg stwierdził, że lepsze będzie znieczulenie do kręgosłupa. Odmówiłam. Lekarze i pielęgniarki długo mi tłumaczyły, że to lepsze, że po zabiegu nie boli przez jakiś czas, że jestem świadoma... No właśnie... Świadoma... Sama nie wiem kiedy się zgodziłam. Po pierwszym zastrzyku do kręgosłupa odechciało mi się tej zabawy w operację. A po drugim, z przerażeniem stwierdziłam, że nie umiem ruszać nogami. Ale przecież o to chodziło. Byłam senna, zmęczona, otumaniona... Zabieg trwał dwie godziny, ale ja czułam, jakby to było dziesięć minut. Mama miała rację.Ale tylko w tym jednym jedynym. Minęło nawet nie wiem kiedy. Czułam wszystko, ale jak delikatne dotykanie mojego brzucha. Niestety, później było już gorzej. Wstyd jaki musiałam pokonać, był ponad moją psychikę. Już po dwóch godzinach od zabiegu musiałam iść do łazienki, jednak nie mogłam, wiadomo dlaczego. Kiedy miałam prosić pielęgniarkę o wiadomą pomoc, zwlekałam do ostatniej chwili. W ciągu tej koszmarnej nocy, dostałam ponad dwa litry kroplówek, a potrzebę skorzystania z ubikacji miałam pięć razy. Po prostu tragedia. Także spanie na wznak i na płasko było dla mnie koszmarem. Jaka byłam szczęśliwa, gdy na drugi dzień mogłam wstać i sama iść do ubikacji! Umyć się, ubrać... Ale nie tak łatwo. Wraz z możliwością chodzenia pojawił się też ból. Silny ból... Myślałam, że umrę. Jako osoba nie przywyczajona do bólu, cierpiałam za dwóch. Na dodatek moje żyły okazały się tak cienkie i mało widoczne, że aby pobrać krew, pielęgniarka musiała wkuwać się trzy czy cztery razy... Koszmar. Miałam dosyć. Środki przeciwbólowe nie pomagały tak jakbym chciała. Dostawałam wysokiej gorączki. Nie mogłam jeść czego chciałam, tylko szpitalny kleik. Za to dużo piłam. Żeby tego było mało z powodu grypy został wprowadzony zakaz odwiedzin. Byłam sama, w obcym miejscu, w nowej sytuacji... Mój narzeczony nie odpuszczał. Mimo zakazu wchodził do mojej sali i siedział tak długo, aż jakaś pielęgniarka go nie przyłapała. Zdarzało się, że było to po długich kilka godzin. A kiedy za szybko go wyganiali, wracał spowrotem. Wiele mu zawdzięczam. Gdyby nie On, ciężko było by mi to wszystko przeżyć. Załamała bym się. To on przyniósł mi wszystkie potrzebne rzeczy, kupował wszystko co potrzebowałam... Ale najważniejsze, że wspierał i był blisko kiedy tylko mógł. Znienawidziłam igły. Po prostu tak bardzo byłam pokłuta. Wiele razy popękały mi żyły, przez co teraz mam pamiątkę w postaci siniaków. Zastrzyki w brzuch na szczęście nie były aż tak bolesne. Najgorsze było jednak przede mną. Lekarze oglądali moją bliznę, ponieważ zaczęła się mazać. Podejrzewali, że ropieje. Dzięki Bogu wszystko było dobrze. Jednak kiedy zobaczyłam tą bliznę... Załąmałam się. Po co mi blizna na środku brzucha? Na domiar złego zamaist leku przeciwbólowego w kroplówce, pielęgniarki przerzuciły się na zastrzyki. Protestowałam, bo zwyczajnie się ich bałam. Cały dzień cierpiałam z bólu, bo nie chciałam zastrzyku. Pielęgniarka była niemiła, i na siłe chciała mi zrobić ten zastrzyk! Wieczorem nie wytrzymałam i poprosiłam o ten zastrzyk, ale... inną pielęgniarkę. Ta zrobiła ten zastrzyk dość delikatnie. Zastrzyk wystarczył na tyle, abym mogła przespać noc, a rano poprosiłam lekarza na obchodzie, abym mogła brać tabletki. Niechętnie, ale się zgodził. Wreszcie koniec igieł! Tabletki pomagały, ale słabo. Ważne jednak było, że teraz zastrzyki dostawałam tylko w brzuch. Dzień przeżyłam i noc też. Z bólem, ale przeżyłam. A na drugi dzień usłyszałam wybawiające słowa: „Może Pani iść do domu Byłam tak szczęśliwa, że od razu zaczęłam się pakować. Z wypisem i uśmiechem na twarzy ubierałam się, i wyszłam ze szpitala, aby zobaczyć piękny zimowy krajobraz, który wcześniej mogłam podziwiać tylko przez okno. I wiecie co? Był piękniejszy niż się spodziewałam...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość patrisha hamburger
szacun dla kogos, kto to przeczyta🖐️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Karinka 7658
przeczytałam:) myślę, że bardzo panikowałaś i dlatego strach był jeszcze wiekszy niż powinien.Sama się boję szpitali ale pamietaj strach przynosi klęśkę i musisz z nim walczyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ja przeczytałam i doskonale Cię rozumiem. Nigdy nie miałam zastrzyków,pobierania krwi a szczepionki to był dla mnie meksyk. Nie wiem co to będzie kiedyś:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja przeczytałam do połowy (chyba mnie pojebało) i stwierdzam, ze jesteś chodzącym żalem. Gdybyś wiedziała, co inni ludzie przechodzą na co dzień albo jakim zabiegom zostają poddawani nie pieprzyłabyś takich farmazonów 🖐️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Miśkowa z Radomia
To było takie.... wow!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zastanawiam się tylko
po co to opisałas? chciałaś się podzielić przeżyciem traumatycznym tak?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Robaczkoffa nie grasz czasami
w lepy ???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość no ja pitole myslalam
ze na prawde jakies traumatyczne przezycia opiszesz... A tu nic nadzwyczajnego. Najnormalniejsza opieka zdrowotna. Nie wiem w ogole o co Ci chodzi. Ile Ty masz la? A Twoj facet to nieodpowiedzialny luj, ktory za nic ma wewnetrzne ustalenia szpitala. W koncu z jakichs wpowodow wprowadzili zakaz odwiedzin, nie? "Mimo zakazu wchodził do mojej sali i siedział tak długo, aż jakaś pielęgniarka go nie przyłapała. " A jakby ktos ciezko chory zalapal cos, co Twoj facet by przyniosl z zzewnatrz?? Umiesz myslec w ogole? A wciaz tylko "ja biedna, nieszczesliwa". Nic Ci nie bylo, glupi wyrostek tylko... :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość no ja pitole myslalam
zaluje, ze przeczytalam, ze gorzkie zale... Pomysl czasem, ze nie jestes pepkiem swiata. Troche empatii!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość za dłuuugie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kto to będzie czytał???
przeczytałam pierwsze dwie linijki i dałam sobie spokój, nie pisz takich powieści, bo naprawdę mało kto to będzie czytał

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bbbh
...wielu ludzi spedza w szpitalu gorsze chwile (jeśli nie większość) ...gdybym ci opisała moją wizytę (6-dniową) w szpitalu podczas, której wyłyżeczkowano mi moje 11 tyg. martwe malństwo to pewnie zemdlałabyś przy samym czytaniu tego...pomyśl, że nie jesteś pępkim świata i że nawet małe dzieci przewlekle chore cierpią bardziej niż ty, spędzając tygodnie, a nawet miesiąca w szpitalu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ale sie nagadałas
polez 3 lata od szpitala do szpitala to bedziesz miała traume ,normalnie zesrać sie mozna jak sie to czyta ,jakie biedne maleńtswo .welcome to poland ,tak wyglada nfz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×