macocha25 0 Napisano Lipiec 27, 2010 Mój partner ma dziecko z poprzedniego małżeństwa. Syn ma 8 lat. Pół miesiąca spędza z mamą a pół z nami (była żona mieszka z partnerem). Syn jest jedynakiem. Rozpieszczany przez dziadków itd. Martwi mnie jego zachowanie a kiedy mówię o tym mojemu partnerowi, uważa on że krytykuje jego dziecko i jego jako ojca. Otóż nadmieniłam mojemu lubemu, że martwi mnie to, że jego syn cały czas przebywa w otoczeniu dorosłych. Przebywa z dorosłymi w pokoju ( ma osiem lat przypominam), nie potrafi sobie zorganizować sam zabawy, nie chce wychodzić za bardzo na podwórko (telewizja albo komputer, co mnie niepokoi). Oczekuje,że dorośli będą za niego wszystko organizować,czas, zabawy itd.Nie jest samodzielny. Kiedy mówię o tym partnerowi to wychodzę na najgorszą. Mówiłam mu,że przez telewizję i gry na komputerze, dziecko nie ma bogatej wyobraźni, nie potrafi sam się w nic pobawić. Próbowałam go nakierunkować np. zaproponowałam mu żeby zbudował coś sam (bez pomocy dorosłych) z 3 kartonów , ale on twierdził, że nic się nie da z nich zrobić. Więc pokazałam mu - zaczełam budować fortece, wycinać, robić baszty itd. I zostawiłam go samego, coś porobił i koniec. I przychodzi do nas. Gramy z nim w gry(planszowe), bawimy się,sędzamy z nim dużo czasu. Ale dziecko oczekuje ze bedziemy cały czas go zabawiać bo się nudzi.I zawsze wszystko organizowali mu dorosli. Nawet podczas jazdy samochodem- "nudzi mi się co robimy" Jak gotuje obiad a mój luby np. prasuje to młody przychodzi i mowi ze mu sie nudzi i co robimy itd.Potrafi odciągnąc mnie od obiadu,żebym z nim jedną kolejke gry zagrała. Nie wiem jak rozbudzić u dziecka wyobraźnie. Oprócz komputera i telewizji nie interesuje go nic. Mało tego narzeczony mnie ofukał za to że zwróciłam mu uwage na ciągłe przebywanie dziecka z dorosłymi. Mamy dwa pokoje, dziecko ma swoj pokój pięknie wyposażony. I tylko w nim śpi. Jak do mnie przychodzi przyjaciółka czy siostra,zapraszam je do pokoju goscinnego. Mój luby idzie do kuchni zeby nam nie przeszkadzac, ale wtedy przychodzi syn siada koło nas, włącza telewizor. Nie bedzie grał czy bawił się u siebie w pokoju, chce siedzieć z nami. Wtedy ja jestem zmuszona wyjść do kuchni z gościem, bo dziecko słucha.(a narzeczony "ze nie bedzie wypraszał dziecka z gościnnego pokoju, bo mu go szkoda ) Ja byłam nauczona (narzeczony zresztą też) że jak do rodziców przychodzą goście, ja szłam do swojego pokoju i tam sie bawiłam. Nie wolno mi było przebywać z dorosłymi, przeszkadzać im i słuchać ich dorosłych rozmów.Ale mój facet twierdzi, że tak dziadkowie go nauczyli: przebywał z nimi i z ich gośćmi, Dziadkowie nie zostawili go samego w pokoju(jak był młodszy)żeby się sam bawił tylko szli do niego i się z nim bawili. Martwi mnie zachowanie syna mojego męża. Ja wieku ośmiu lat wymyslałam co rusz nowe zabawy w swoim pokoju, miałam bogatą wyobraznie, wychodziłam na dwór. I nie przebywałam cały czas w otoczeniu dorosłych. Od pół roku mieszkamy na innym osiedlu, i są tam dzieci. ale młody nie chce do nich wyjśc, ich poznac. woli siedziec z nami. Chcielismy nawet z nim wyjsc na dwór, do dzieci ale sie upiera i nie chce. koledzy do niego nie przychodzą na razie bo za daleko, ale jak jest u dziadków to spotyka się ze swoimi kolegami.A jak przychodzi z podwórka to albo siada na komputer albo oczekuje zorganizowania przez dorosłych jemu zabawy. Nie jestem jego matką, ale zaniepokoiło mnie jego zachowanie i też nie potrafie rozmawiac na ten temat z partnerem, bo odbiera to jako atak na syna i jego metody wychowawcza. Na byłą żonę nie ma co liczyć. A partner powiedział mi że mam być przyjaciółką dziecka a nie mu matkować. Martwie się, ma 8 lat i ciągle przebywa z dorosłymi . Pomijam fakt ze młody ma nadzieje iż nie będzie miał nigdy rodzenstwa. Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach