Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

chcącykochać

Witam

Polecane posty

Witam. Pierwszy raz piszę na tym forum, ale nie wiem, gdzie mam pójść.. Od razu przejdę do rzeczy, w wielkim skrócie. Mam 23 lata, tak jak moja dziewczyna. Poznaliśmy się na 1 roku studiów, a po kilkunastu dniach zaczęliśmy być razem. W październiku minie 4 lata jak jesteśmy razem (międzyczasie mieliśmy ok. 5 miesięcy przerwy Ona zerwała). Po tym, jak zeszliśmy się ponownie, przez ponad rok było pięknie lepiej, niż przed rozstaniem. W marcu zeszłego roku coś we mnie pękło, jak wracałem od Niej samochodem. Dopadły mnie wątpliwości, czy ja Ją kocham, czy mamy być razem, itp Straszne myśli Chciało mi się płakać, nie chciałem takich myśliWydawało mi się, jakby ktoś siedział w mojej głowie i mówił: „zostaw Ją, nie kochasz Jej. Byłem u Psychologa, po wizycie u psychiatry przez ok. 3 4 miesiące brałem antydepresantyOgólnie to ostatnie 1,5 roku to taka moja huśtawka nastrojów raz lepiej, czułem, że Ją kocham, naprawdę się cieszyłem, że moje emocje i uczucia się stabilizują, miałem więcej siły wigoru, itp., a na następny dzień, albo po kilku minutach, znowu dół, zawias, pytanie „czy ja Ją kocham?. Wiem, że Ona mnie bardzo kochaWiele razy, jak mówiłem Jej o moich wątpliwościach, poprawiało się mi na kilka dni, ale potem znów był dółDo tego mam wrażenie, jakby cały otaczający mnie świat mnie nie dotyczyłczuję, jakbym był zamknięty w ciele, a wszytsko wkoło było jakąś iluzją, cały świat był zludzeniem. Czuję, jakby ciało było osobno z umysłemBardzo mi na niej zależy, wiele razem przeszliśmy i nie chcę Jej stracićAle ostatnio nawet nie potrafię Jej pocałować, przytulićDo tego dochodzi ogromna nerwica, stres. Stresuje się, gdy dzwoni telefon, gdy mam gdzieś pójść, gdy mamy się spotkać, gdy mam coś zrobićNie mogę patrzeć na inne, szczęślwie paryDrazni mnie, że ja nie potrafię być taki uczuciowy do swojej dziewczyny, jak np. mój współlokator do swojejChcę bardzo Ją kochać, poświęciłbym wiele. Pragnę zasnąć i obudzić się w stanie sprzed 1,5 rokuKiedy nie było żadnych wątpliwości, byliśmy tylko my, tęskniliśmy za sobąJak już pisałem, Jej bardzo na mnie zależy. Uwam Jej, ona mnie wspieraWie o wątpliwościach i mówi, że damy radę, że będzie dobrzeMi się ciągle chce spaćNie mam ochoty na nicNie chcę jej ranić, chcę po prostu być z Nią i kochać tak, jak na to zasługuje, a czuje, że uczucie jakby uleciałoBiore tabletki na nerwy, pije różne ziołaAle ostatnie tygodnie to istna mękapocę się, słabo śpięnie potrafię skupić się na niczymMyślę ciągle o NiejO tym, że było nam dobrze, żeby to wróciło, tak z dnia na dzieńA ona staje mi się coraz bardziej obojętna jakoś tak ( tzn. jak ma problem, zawsze staram się pomóc, wesprzeć, podsunąć rozwiązanie, itp.). Nie chcę żyć bez niejCzęsto ma wyrzuty sumienia np. jak zapomnę oddzwonić, czy odpisać na smsa i przypomnę sobie o tym poczasie, to mam wyrzuty (moje „drugie ja mówi mi: widzisz, nie odpisałeś, olałeś ją, nie kochasz jej) nie chcę tak myśleć. Jestem gotów na wszelką pomoc, wszelkie kroki, żeby było nam jak w bajce, ale nie mam mobilizacji w sobieTo już trwa 1,5 roku, a ja nie potrafię zerwać z NiąNie chcę zerwać. Chcę obudzić się rano pewnego dnia i poczuć, że wszytsko wróciło do normy, że kocham Ja ponad życie (tak, jak dawniej). Ciągle żyję tą nadzieją, ale też czuje, że i nadzieję tracęDodam tylko, że moi rodzice są rozwiedzeni ( z ojcem kontakt mam praktycznie zerowy), moi dziadkowie teżCzy to może mieć wpływ na mnie, na moje uczucia? Bardzo chcę ponownie Ją kochać. Ona zasługuje na to, co najlepsze. Jest miła, mądra, ładnąWielu facetów za Nią lata, a ona trafiła na takiego dup*a jak jaŁapie się na tym, że przeszkadza mi coś w jej wyglądzie, że mi się nie a skarbemKochałem Ją do szaleństwa, a teraz to gdzieś uciekaJestem wypalony emocjonalnie. Błagam każdego o pomoc!!! Czy to depresja, doświadczenia rodzinne, czy po prostu koniec miłości? Dodam jeszcze, że często w przeciągu tego 1,5 roku czytałem porady odnośnie uczuć na InternecieGdy tylko znajdowałem artykuł, który dawał mi nadzieję, że to nie koniec miłości, tylko brak umiejętności docenieni ago, co się ma, robiło mi się lepiej. Gdy tylko przeczytałem, że ktoś miał podobne wahania, wątpliwości, ale z nich wyszedł i teraz jest cudownie, miałem ochotę zadzwonić do mojej dziewczyny, powiedzieć, że Ją kocham, że po prostu cos mi się powaliło w głowie, ale że będzie dobrzeOgólnie uważam siebie za kompletne zeroże mam skarb, a nie potrafię Go docenićMiałem myśli samobójczePotem chciałem (wiem, to głupie), żebyśmy zrobili sobie z moją dziewczyną dziecko, że ono nas połączy scementuje i że pokonam swoje problemyBłagam o pomoc, o poradyTylko nie w stylu: „zerwij z nią, „zostaw jąProszę o dojrzałą i racjonalną pomoc. P.S. Sory, za błędy, szyki zdań i chaos, ale jestem bardzo rozbitry emocjonalnieNie potrafię sklecać zdań, przekazywać myślimoże to depresja, nerwica??POMOCY!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jesteśmy razem 4 lata, od 1,5 ja ma wątpliwości czy Ją kocham. chcę Ją kochać, chcę z nią być...Byłem u psychologa, psychiatry, brałem antydepresanty...Walczę o moją miłość 1,5 roku...Chcę, żeby wszytsko wróciło do sytuacji sprzed 1,5 roku, gdy byliśmy dal siebie wszystkim. Ufam Jej najbardziej na świecie. Jednak ciągle chodzę smutny, nic mi się nie chce, nie czuję potrzeby, by się z Nia widywać. Ona jest wspaniałą dziwczyną. Bardzo mnie kocha, wie o moich rozterkach. Ja bardzo chce Jej dać tego, czego ona potrzebuje, a ostanio nie potrafię Jej nawet tulić czy całować. Czasami, gdy gdzie na necie przeczytam o lduziach co mają podobny problem, i którzy się z nim uporali, ma ochotę zadzwoć do mojej dziewczyny, pwoeidzeć, że Ją kocham, że już będzie dobrze...Czuje się pusty z uczuć...Czuję jakby ona już nie była dla mnie tak ważna, jak kiedyś...A bardzo chcę, żeby ta moja miłość znowu sie obudziła żarem...Moi rodzice są rozwiedzeni ( z ojcm praktycznie nie mam kontaktu), dziadkowie też...Czy to może być przyczyna? Czy może to depresja, nerwica? ( stresuje się DOSLOWNIE wszytskim - odebraniem telefonu od kogoklowiek, tym, że mam gdzies pojsc, cos zrobic...Czuje sie jakby wystraszony, a nigdy taki nie bylem). Nie chce, aby to byl koneic naszej milosci!! Modle się ( choc nie jestem religijuny), aby okazalo sie, ze jestem na cos chory i ze da sie to wyleczyc, i ze bedzi ejak dawniej...Mialem mysli samobojcze...Potem chcialem zebysmy mieli dziecko, zeby nas scementowało (wiem, to glupie). jestem rozsypany, zle spie, prawie nie jem...pomocy!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jeżeli ktoś znajdzie czas i chęci, aby przeczytać moją pełną wypowiedź ( 1 post) i pomóc, byłbym bardzo wdzięczny. Problem jest złożony...A ja nie mam gdzie z nim pójść...Jeśli ktoś poświęci czas na mój post, będę dozgonnie wdzięczny...jakbym miał gdzie pójśc i poprosić o pomoc, to nie zaśmiecałbym forum. Z góry dziękuję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przeczytałam i nie wiem co powiedzieć momentami to zakrawa na chorobę psychiczną jesteś mocno rozchwiany emocjonalnie. Może to być wyniesione z dzieciństwa (piszesz o rozwodzie rodziców), bardzo prawdopodobne że przez ten rozwód boisz się głębszych więzi uczuciowych. To może być nieuświadomione bez terapii raczej się nie obędzie Twoja dziewczyna jest świadoma co się w środku Ciebie dzieje? Co mówił psycholog/ psychiatra?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jeszcze jedno: Odkąd zaczął sie moj problem, przestałem potrzebowac ludzi. Najlepiej mi samemu. Zerwalem dawne, wieloletnie przyjaznie, praktycznie bez powodu...Nie utrzymuje kontaktu z dawnymi znajomymi. W domu rodzinnym tez nie potrafie sie przejmowac problemami ( np. moja mama przez pol roku powaznie chorowala na nerki, a mi bylo to obojetne)...Czuje sie jak potwor:(:(:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Do Catie: Moja dziewczyna wie dużo, ale też nie chcę Jej martwić za każdym razem...psycholog w ogóle do mnie nie trafiał. Mówił, żeby wyobrazić sobie, jakby było gdyby moja dziewczyna nagle zniknęła z mojego życia, żeby zrobić sobie listę rzeczy z któych jestem zadowolony, a zktórych nie...kazał pić zioła, słuchać muzyki relaksacyjnej...Psychiatra dał mi antydepresantt, mówił, że jestęmy ejscze bardzo młodymi ludźmi, że nie wiemy czego chcemy...a z drugiej ztrony, że wątpliwości można mieć całe życie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A co do strachem przed głębszą więzia: laczy nas na prawde gleboka wiez...O wszytskim możemy porozmawiać, wesprzec się ( z tym, ze ostatnio to Ona mnie raczej wspiera, bo ja nie mam siły ani motywacji), dzielimy się swoimi sukcesami, radościami...niekiedy rozmawiamy przez telefon po 2 godziny...O czymkolwiek...wiem, ze laczy nas cos szczegolnego, czego nie chce zniszczyc, a nie potrafie naprawic...:(:(:( Czje sie zerem, nie wartym szczescia, ani tego, aby zyc...Na prawde nie chcę Jej stracić, nie chce miec watpliwości, nie chce zauwazac wad w Jej wygladzie ( ktorych tak na prawde nie ma - jest sliczna dziewczyna, typ cyganskiej urody - taki moj ideal od zawsze).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aska taka jak ty
Hej. Mam dokladnie to samo co ty.Ja jestem z nim od ponad roku. tylko ze od poczatku mam tak jak Ty od 1,5 roku. Myslac o zyciu, swiecie tez czuje ze jest on gdzies obok. oststnio natrafilam na http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=9 przeczytaj to i napisz czy sie zgadza. ja doszłam do wniosku ze mam taki neurotyczny charakter i troszke to z tym wiaze. mam wyrzuty sumienia ze same te negatywne mysli. moj chlopak bardzooo mnie kocha, jest dla mnie dobry jak nikt inni. i pomimo tego ze 2 poprzedni byli zwykłymi ch*** to nie potrafie cieszyc sie tym co mam. jednego dnia usycham z tesknotyy, czuje jak kocham, chce go miec blisko a 2 bedac przy nim chche uciec, nie chce go tulic, calowac a jaego dotyk mnie drazni.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aska taka jak ty
doczytałam.... rowniez wycofuje sie. kiedys bylam bardzo towarzyska osoba. wyjazdy, obozy, biwaki, grile, domowki itp teraz siedze tylko w domu i bardzo rzadko chche sie spotykac z kims a jak juz sie umowie to potem jakos mi sie odechciewa. mysle ze to tez wplyw mojego faceta bo ten rozrywkowy nie jest wcale. i dziwne jest to ze tez jak juz nie wytrzymuje to mowie o watpliwosciach i on to przyjmoje spokojnie, potrafi mi to jakos wyjasnic itp. wtedy mi leoppiej ale tylko na jakis czas, potem mam albo znow watpliwosci albo zaluje ze zrobilam mu przykrosc :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aska taka jak ty
*przyjmuje ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witaj. Zgadza się w większości. Eh, ja też miałęm wcześniej dziewczynę - wyjechala za granice, pisala jak mnie kocha. jak wroicla, poznym wieczorem, mowila, pisala, ze wreszcie zobaczymy, ze juz nie moze sie doczekac...A po kilku minutachm, w nastepnym smsie, napisala, ze to juz koniec, ze nigdy sie nie zobaczymy juz...Okzalao sie ze za granica ostro sie puszczala;/;/;/Potem poznalem moja obecna M...Na poczatku wydawala mi sie nieosiagalna - mogla miec kazdego, a w koncu wybrala mnie...Teraz, bardzo sie emcze...Nie chce Jej ranic, chce Jej szczescia...wyobrazam sobie niekidy, jak zyjemy razem za pare lat, we wspolnym domu z dziecmi...Ale ostatnio przychodzi mi to coraz trudniej...Panicznie boje sie, ze te moje doly, zwatpienia, doprowadzo do tego, ze sie rozstaniemy...Nie umiem nawet okreslac swoich potrzeb...Nie umiem powiedziec, co mi przeszkadza, co chialbym zmieic...Czasami mam ochote pozanc inna dziewczyne, ale ni wyobrazam sobie tego...Chce cos zmienic,a nie wiem jak...czesto, jak mam dola, pije duzo alkoholu ( nie jestem pijakiem, alkoholikiem - mam prace, ktorej wzglednie nie zaniedbuje, kntynuuje studia)...Ale jak przychodzi mega dol, to mam gdzies wszysto - prace, studai, rodzine...Chce walczyc o nasze uczucia, ale coraz czeesciej czuje zwatpienie...a bardzo nie chce!!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja po prostu nie chce myslec, ze milosc sie skonczyla...Mam wielu znaomych, ktorzy rozstali sie po wielu latach...Ale problemy w ich zwiazku trwaly 3 - 6 miesiecy....Ja juz trwam w tym 1,5 roku...1,5 roku ciaglego stresu, bolu glowy, odruchow wymiotnych...watpliwosci, poczucia beznadziejnosci...Ale skoro walcze tyle czasu, to chyba musi to cos znaczyc?! Niekiedy wydaje mi sie, ze potrzebuje po prostu kgos z zwenatrz, kto powie mi "Stary, wszystko bedzie OK! Ona Cie kocha, a Ty kochasz Ją, tylko pogubiles sie gdzies w tym wszytskim" Ehhh, marzę o tym...aby wszystko wrocilo...modlę się o miłość, choć w Kosciele ostatnio bylem kilka lat temu ( choc na poczatku moich rozterek chodzilem, modlielm sie, prosilem)...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Myślę że Ty swoją dziewczynę bardzo kochasz. Sposób w jaki się o niej wypowiadasz o tym świadczy co do wad w wyglądzie to jestem z mężem 11 lat i też widzę wady w jego wyglądzie a on w moim. to nic złego. nikt nie jest idealny. ważne by się akceptować, kochać pomimo a nie za coś :-) psychiatra odpada bo jak sam napisałeś daje tylko chemie nic więcej może warto spróbować z innym psychologiem takie zobojętnienie na otoczenie, brak troski o innych, myśli samobójcze wskazują głęboką depresję

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aska taka jak ty
daj mi chwile napisze moze cos wiecej. od dawnna chciałam z kims pogadac, zakladałam tu nawet rozne tamaty ale nikt mnie nie rozumial.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aska taka jak ty
Od poczatku... mam 19 lat. jako gowniara poznałam pewnego chlopaka byl to moj 1 taki na powazne, chociaz z nim nie spałam, strasznie sie zakochałam , czulam te cale motylki, zawroty glowy itd. ale okazalo sie ze jestem 1 z trzech. wiedzialam o jedej ale myslałam ze mnie kocha ze sie uda- tak to bylo glupie ale ja wtedy nie myslałam zylam wyobrazeniem. potem postanowilam skonczyc ta znajomosc bo to za duzo lez mnie kosztowalo. probowałam zapomniec ponad rok, poznalam chlopaka... nie byl to moj typ, nic nas nie łaczylo ale tak bardzo chciałam zapomniec o pierwsyzm ze zaczelam sie z nim spotykac. nasz zwiazek trwał ponad pol roku. byl to - patrzac teraz zperspektywy czasu uklad kolezenski + seks. po tym czasie doszlismy oboje ze to nie ma sensu. rozstalismy sie. nie tesknielam szczegolenie, troszke poplakałam ale jakos obeszlo sie bez bolu. obeszlo sie bo go najwyzej lubilam. po rozstaniu chciałam z kims porozmawiac, weszlam na czat i napisałam do jakiesgos faceta, rozmawilao mi sie cudnie. zaraz gg, zdjecie i chchial sie spotkac. zazartowałam ze jak chche to niech przyjedzie- mieszkam daleko od wroc wiec myslałam ze to oleje- brzydka mowiac ale on tak, ze bedzie. Potem odwołałam, pisalismy jeszcze tydzien i na weekend przyjechal do domu. nie balam sie bo byli rodzice itd. przyjechal ok 12 a pojechal ok 2 w nocy. blo cudnie nie moglismy sie nagadac. na 1 spotkaniu dałam mu sie pocalowac - to byl szok bo zawsze uwazałam to za cos niestosownego. na 2 pieszczoty a na 3 juz seks. po 1 wiedziałam juz ze chhce z nim byc. byla go pewna. wiedzialam ze przy nim nic zlego mnie nie spotka. teraz on kocha mnie niesamowicie, pokazuje to na kazdym kroku, wiem ze zawsze moge na niego liczyc, wiem ze chce byc ze mna, chche zalozyc rodzine. dodoam ze on ma teraz 26 lat. tylko ja... po to pisałam o tym pierwszym.... nie zapomniałam, czesto porownuje te 2 uczucia i chyba przez to mam problem. tamto gbylo silne, spontaniczne, zakazane i takie po prostu inne. to jest spokojne i przewidywalne. Boli mnie to ze nie potrafie docenic jak wiele on dla mnie robi. Boli to ze ciagle szukam wad. ze nie potrafie cieszyc sie tym co jest dobre. ze tyle razy robie mu przykrosc, ze nie potrafie panowac nad soba, ze ciagle mysle tylko o zlym. Rowniez mysle bardzo przyszlosciowo. mam 19 lat a mysle o dzieciach o ewentualnej syt, finansowej, mysle jakim bylby ojcem itp. Pytales czy twoja syt. rodzinan moze mmiec wpływ... ja- 3 siostry w tym jedna z porazeniem mozgowym. zawsze pomagałam mamie, mame mam bardzo kochana, jednak widze po niej ze zaluje nie raz tego ze tak szybko zalozyla rodzine, mysli jak moglo byc... czemu tak jest ? tate tez mam bardzo dobrego. tylko ze lubi wypic, teraz mniej ale swego czasu chlał ostro , pil , bil itp. nie raz miałam rozne zle syt w domu, mysle ze wywarlo to na mnie duzy wplyw, ale nie wiaze tego jakos szczegolnie.... dla porownania........... moj chopak - matka rozwiedziona - ojca widywal na ulicy ale ten odwracał wzrok. babka rozwiedziona. nie ma on wlasciwie rodziny, ma tylko je dwie i mimo tego potrafi kochac calym sercem. nie wiem co jeszcze napisac, duzo ci to nie da ale mi pomoglo ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
to ja pomykam. nic tu po mnie bo nie jestem w temacie powodzenia 🌻

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aska taka jak ty
mowisz ze zauwazasz w swojej dziewczynie wady. mysle ze to ma swoje dobre i zle strony. ja w tym 1 nie widziałam nic zlego, tzn widziałam...ale bylam tak zaslepiona mogłam z nim mieszkac pod drzewem i nic wiecej nie byloby mi potrzebne. mialo to swoje plusy ( czlowiek szczesliwy, caly rozanielony ) ale i minusy ( takie slepe lecenie do ognia ). Teraz widze tych wad niestety bardzo duzo, tyle tylko ze one faktycznie sa. ja o nich mysle bo mysle wlasnie przyszloscowo i nie chce sie obudzic z reka w nocniku za 20 lat i zalowac tak jak zaluje moja mama ktora zreszta uwaza ze nie pasujemy do siebie i po kazdym spotkaniu dodatkowo wytyka mi jego wady bym " sciagla te rozowe okulary ktore ona kiedys nosila , bo bede kiedys zalowac, i oczywiscie ona chche dla mnie dobrze". ostatnio nie tyle zastanawia mnie czy go kocham tylkko to czym jest milosc, czy jesli go kocham to powinnam widziec te wady, moze powinnanm byc zaslepiona tak jak kiedys bylam przy tym pierwszym. Mysle ze z czasem zauwazamy wiecej i to chyba dobrze bo to chyba jest ta " dorosla milosc" ze pomimo wad ktore widzimy z pomoca rozmowy, akceptacji jakos idzie sie przez zycie razem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Eh, pisalem i mi sie skasowalo:(. Ogolnie chodzi o to, ze chce kochac . Chce Ją kochac. tak bezwarunkowo, na dobre i zle...A nie umiem Jej powiedziec, ze Ja kocham, bo boje sie, ze jak bedziemy szczesliwi, ze jak znow pomysle "w koncu minal zly czas, ulozylo sie", to na drugi dzien bede mial mega dola i jeszcze wieksze watpliwosci ( tak juz bywalo). Ona mnie tak bardzo kocha, chce pomagac, wesprzec jak tylko moze...A ja jestem taki podly - nie chce mi sie z Nia gadac, wkurzam sie na nia z byle powodu, a ona mimo wszytsko chce ze mna byc...Jak mozna byc takim potworem? Tak bym chcial, zeby Jej milosc przelzal sie na mnie chcoiaz w odrobinie...Zawsze (tzn. przed tymi jazdami), to ja zawsze bardziej kochalem, dbalem, itp (taka milsocia "romantyczna" - kwaity, prezenty, pokoj wystrojony 144 balonami w ksztalcie serca na Walentynki, itp). Teraz widze, ze ja jestem na inusoidzie uczuc, a ona na lini - najpierw kochalem na zaboj,a teraz nie wiem co czuje. Ona kochala mniej "oficjalnie", ale kocha stale, nadal i niezmiennie...Nienawidze siebie...Boje sie, ze odzwyczaje sie od Niej, ze sie rozejdziemy...Dodam, ze mieskzamy ok 50 km od siebie. Nie zawsze dalo sie widywac kiedy sie chcialo. Miesiac temu miala urodziny...Pojechalem do Niej, zrobilem niespodzianke - kupilem tort, kwiatka (pierwszego od ponad roku), ale gdy jechalem do Niej, gdy to kupwalem, czulem niepojety stres- tak silmny, ze az paralizaujacy...Nie wie czemu, nie wiem dlaczego...Nie umaielm dac sobie rady...Choc wiedzialem,ze sprawi to jej przyjemnosc...wzialem wokne w pracy, latalem po Opolu, zamawialem ten tort, a wewnatrz czulem stres...Eh, jestem obecnie wrakiem czlowieka...Nie umiem dac sobie rady, a bardzo chce...Chce przede wszytsk docenic Jej milosc - ja nie musze kochac szalenie, nie musze nawet byc bardzo szczesliwy - chce tylko, aby Ona byla ze mna szczasliwa, a ja moge zadowolic sie zwykla neutralnoscia - bez fajerwerkow, ale tez bez dolow...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A co do osobowosci: ja tez zawsze bylem otwarty, szalony ( taki typ "dusza towazystwa", kawaly i dowcipy na lekcjach, pogaduszki z nauczycielami, czlowiek - organizator, potrafiacy rozkrecic nawet pogrzeb), prowadzilem rozne olimpiady, konkursy w szkole, apele, gralem w pilke w siatkowke w klubach, smialem sie, szalalem, nieskromnie mowiac bylem lubiany i przez rowniesnikow i przez nauczycieli, bo zawsze bylem tez pomocny, a przez to doceniany i szanowany. Skonczylem jedne studia, koncze uzupelniajace, znalazlem prace w wyuczonym zawodzie, co w obecnych czasach jest niemal niespotykane ( chodzi mi o konkretna, politechniczna specjalizacje), a nie potrafie sie cieszyc tym...Podswiadomie szukam czegos, a nie wiem czego i po co, skoro mam wszystko;/;/;/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przeraza mnie, ze w koncu przez to wszystko zwatpie w moja milosc, (eh, juz po czesci zwatpilem) i uwirze, ze nie kocham:(. Bojse sie, ze nie umiem moiwc jej, ze ja kocham, ze mi zalezy na Niej,...nie potrafie nawet ostatnio mowic do Niej nic milego. Ani komplementow, ani glupiego "kotus", "skarbie", "kochanie"...nie wiem, czym ja sie stalem...:(:(:( Nie mozna tak o po prostu odrzucic milosci ktora ktos nam daje...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość o kurdełe
podoba mi sie ze sobie nawzajem UWACIE :classic_cool:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aska taka jak ty
zaczełam wlasnie zwrac krwia. czeka az moj skonczy prace o 22 i pojedziemy do pzpitala nawet nie przec zytalam co napisales. dodam do zakladek i napiszw jak tylko bede mogla. buziaki. tzrymaj sie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
eh, wczoraj, późną nocą rozstałem się z moja M...:(:(:(:(. Tragedia, tak bardzo tego nie chciałem...Marzę, że kiedyś wrócimy do siebie...:(:(:(:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×