Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość adaniq

Walczyć o ten związek?

Polecane posty

Gość adaniq

Hej.. Jest mi bardzo ciężko. Nie mam z kim porozmawiać.. nie ma mi kto doradzić. Bardzo proszę jakąkolwiek rade.. Otóż, mam 20 lat. W wieku lat 19 zaszłam w ciąże.. potem był ślub i skok w dorosłe życie. Ślub nie wynikał z tego, że byłam w ciąży- nie było żadnej presji ani poczucia obowiązku. Wtedy byłam święcie przekonana, że jest to ślub z miłości, dobrze znałam swojego wybranka, układało nam się rewelacyjnie a i zawsze marzyłam by dziecko wychowywało się w "udokumentowanym" związku (ale nigdy nie z przymusu). Rozpoczęłam studia, i studiuję nadal- bez żadnych przerw. Urodziłam i nadal było bardzo dobrze. Kłótnie się zdarzały, ale to jest normalne... On ma strasznie trudny charakter, dziwne nawyki wyniesione z domu.. ale znałam i znam go na wylot, więc wiedziałam że czasem może być ciężko. No właśnie.. czasem. Od pewnego czasu zaczęłam odczuwać totalne rozbicie, on pracuje całymi dniami, po pracy ma czas na swoje zajęcia i na chwilowe zajęcie się dzieckiem. Ja zeszłam na ostatni plan. Rzadko gdzieś wychodzimy, znajomi nas nie odwiedzają, bo trudno znaleźć czas. To ja sprzątam, zajmuje się cały dzień córką, uczę się i jeszcze rozglądam się za jakąś dorywczą pracą, bo z niego wielki skąpiec i niechętnie daje mi jakiekolwiek pieniądze, prócz tych na jedzienie i dziecko. Ciężko jest mi to wszystko pogodzić... Jak wracam po 12h z weekendowych zajęć, on od razu wpycha mi małą, bo jest mega zmęczony.. a w ciągu dnia dzieckiem zajmowała się jego mama, tata i sam pewnie wiele nie zdziałał. Jest strasznie wymagający, zwraca mi uwagę na różne drobiazgi typu: "dlaczego nie poodkurzałaś tam a tam", "dlaczego uprałaś to w takiej temp." i kazania wielominutowe co robię źle. Choć ostatnio przystopował z tym, kiedy ja zaczęłam używać stanowczego tonu i pierwszy raz mówiłam mu, co ma zrobić.. Do niedawna prasowałam mu, robiłam śniadanie przed pracą.. ale odkąd mamy co chwile tzw. "ciche dni", sam sobie robi... podejrzewam, że pewnie źle mu z tym. Kiedy w czasie którejś z kolei kłótni zapytałam "co ty dla mnie robisz? Tak tylko dla mnie?" Nie wiedział co powiedzieć. Czuję, że wszystko się sypie. Każda podjęta przeze mnie próba rozmowy kończy się: 1. Jego kazaniem 2. Zniesieniem jej do poziomu: "Głupoty opowiadasz" 3. Zrzuceniem całej winy na mnie. A kiedy zrzuca winę na mnie, zaczyna wypominać mu mój ton, rozkazy(!) i inne cuda nie widy. A on jak ze mną rozmawia? Jak szef z pracownikiem Przypomina sobie o mnie tylko w przypływie ochoty na seks lub kiedy dotknie go wyrzut sumienia i postanowi mnie przytulić. Motywuje mnie od wszystkiego: "ucz się, ucz", "ale świetnie dbasz o naszą córkę" ale nijak mi tego nie ułatwia. Ostatnio zaczęłam mieć myśli o zostawieniu go. Gdyby nie mała, już dawno bym to zrobiła. Ale kiedy widzę jaka jest podobna do taty.. jak reaguje na niego, nie mam serca. Nie rozmawiamy już od tygodnia. Kiedyś jeszcze zapytał o co mi chodzi, teraz nawet gdy widzi, że jestem zapłakana.. nie odzywam się.. zapyta na odczepkę "co ci?" lub kompletnie to oleje. Nerwowo już wysiadam, płaczę bez powodu.. jestem jak ciepła klucha. Mam poczucie zmarnowanego życia. Nie potrafię jeść, źle sypiam.. Cały czas czuję "kulę" w gardle. Doradźcie.. co mam zrobić? Proszę..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość marcia122
Ja bym go zostawiła. Dziecko szczęśliwe= matka szczęśliwa. Jeśli rozmowa nic nie daje, może rozstanie nim wstrząśnie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Dkkl
Uważam, że powinnaś porozmawiać z nim o tym jak się czujesz. Zastanawiam się czy on jest świadomy tego co się dzieje? Czy rozumie, że to przez jego zachowanie? Ja zawsze wierzyłem w rozmowę, w mówienie o wszystkim co może się nie podobać lub ranić którąkolwiek stronę w związku. Jeśli mu nie powiesz jak się czujesz, a on okaże się ślepy jak kret w kwestii "czytania między wierszami" to sam z siebie nie zmieni swojego zachowania...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość beckst
tak walczyć, macie dziecko problemy są w każdym związku, a odpuszczanie od razu to zwykłe gowniarstwo, dorośnij i od niego też wymagaj !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość felicija
On tobą wręcz dyryguje, wpędza cię w poczucie winy. Przestajesz byc dla niego równorzędnym partnerem. Pocdzytaj o współuzależnieniu, bo ten problem najprawdopodobniej Ciebie dotyczy. Mozesz też poczytać o kobietach, które kochaja za bardzo. ZAajrzyj na stronkę www.kobieceserca.pl - tam jest sporo na te tematy. Na odejście masz zawsze czas.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ankasielanka
Trudna sytuacja. On najwyraźniej wziął sobie Ciebie za pewniaka i nic go już nie rusza. Pokaż, że potrafisz zawalczyć o swoje i postaw mu warunek: albo się zmieni (i tu wymienisz co ci nie leży) albo odchodzisz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość KarolaP
Musisz koniecznie z nim porozmawiać. Powiedzieć mu co Cię boli i co Ci nie odpowiada. A później obserwować czy dotarło. Może da mu to do myślenia i weźmie się za siebie. jestęscie młodzi, jesteście małżeństwem, macie dziecko. Myślę, że jest o co walczyć, ale tego muszą chcieć dwie strony. Życzę powodzenia...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość katarzynnkaa
powalczyłabym , jeśli kochałabym wciąż i jeśli w ogólnym bilansie człowiek ten miałby całkiem dużo zalet jednak moja dobra rada jest tak: zacznij zmienianie od samej siebie. Jeśli będziesz próbowała zmieniać jego, to się nie uda. Jeśli on mówi, że przybierasz rozkazujący ton, to przestań to robić. Nie doprowadzaj do cichych dni, wyciągaj pierwsza rękę, odzywaj się, nie bądź obrażalska. Bądź mądrą kobietą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość niunia8666
Podpisuje się pod radą powyżej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość eeeeeeeeeeeee..........
Powinnaś walczyć. Jesteście młodym małżeństwem i dopiero się docieracie. Ty uczysz się i pracujesz w domu( obowiązki w domu). Obowiązkiem męża jest pomagać żonie. Z tego co piszesz, jesteś bardzo nerwowa bo wszystko spada na Ciebie- rozumiem Cię. Jednak najpierw zacznij od siebie. Uspokój swoje nerwy. Spokojnie powiedz mu o swoich problemach i niech cię nie zbywa tekstem: głupoty wygadujesz bo to nie świadczy o dojrzałym męszczyźnie tylko o dzieciaku. Wyjaśnij mężowi, że nie jesteś sprzątaczką i nianią a obowiązki wykonujemy wspólnie. Ty też potrzebujesz wyjść np. na aerobik. Rób tak: kochanie proszę poodkurzaj a ja w tym czasie pozmywam. Jeśli nie zrobi tego o co prosisz to nie dyskutuj tylko zostaw bałagan. Skoro jemu to nie przeszkadza to Tobie też nie będzie. Nie kłóć się bo to nie ma sensu. Trzeba sprytnie. Jeśli on wychodzi to ty dobrze kochanie ja Jutro będę np u fryzjera a Ty zajmiesz się dzieckiem. Itp. Bądź mądrzejsza o jeden krok i nie krzycz. Milczenie nic nie da tylko pogarsza sprawę- wierz mi!!! Musisz być sprytna. Na rozstanie zawsze masz czas. Następny związek wcale może nie być lepszy, a póki co trzeba próbować.........

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość eeeeeeeeeeeee..........
Często jest tak, że jak już Cię mam to przestajemy się starać - tutaj to wyraźnie widać. Musisz mu spokojnie wytłumaczyć, że jeśli nie będzie Cię traktował jako partnera i żonę, a nie jako sprzątaczkę to związek się rozpadnie bo tego masz dosyć

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość LadyDada
Rada powyżej brzmi trochę jak "Uszy po sobie, nie odzywaj się i będziesz szczęśliwa". A przecież trzeba pokazać w tej sytuacji, że nie jesteś szczęśliwa i nie chcesz się obrażać, ale Twoje działanie spełza na niczym. Jeśli uda Ci się przeprowadzić poważną rozmowę, w której dojdziecie do jakiejś konkluzji, to zaznacz, że on i całość, którą tworzycie jest dla Ciebie bardzo ważna, ale nie za cenę Twojego poczucia niskiej wartości i przygnębienia obowiązkami. Twój głos musi zostać usłyszany - pamiętaj, że wcale nie trzeba jakichś dramatycznych wydarzeń, żeby się rozwieść (Jest nawet taka książka psychologiczna "Nie trzeba zdrady, żeby się rozwieść") i o związek walczyć muszą dwie osoby, nie Ty sama.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość eeeeeeeeeeeee..........
Broń boże uszy po sobie. Tak właśnie jest obecnie- krzyczy, wścieka się ale nie jest słyszana. Czyli skutek żaden. Bez krzyku, ale konsekwentnie. Ja zrobię to a ty to. Obowiązki po połowie. Nikt nikogo nie jest własnością. Związek to partnerstwo!!!!!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×