Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość hamitka 78

Zakochalam sie w Arabie, co robić?

Polecane posty

Gość hamitka 78

Ja zakochuję się od pierwszego wejrzenia i tym razem też tak było. Kiedy na objazdówce zatrzymaliśmy się w hotelu na wydmie byliśmy tak zmęczeni, że marzyliśmy tylko o kąpieli ale nasza przewodniczka Helena(z prawdziwego zdarzenia, Polka, która wyszła za Tunezyjczyka) powiedziała, że musimy obejrzeć zachód słońca wspinając się na wydmę a po kolacji koniecznie trzeba iść na tańce bo mają tu one wiele klimatu i szkoda wakacji na spanie. Kiedy na miejscowym bandżo zobaczyłam Fueda wiedziałam, że to ten jedyny. Wydawał mi się jednak zbyt powściągliwy. Tańczył tylko z kolegami podczas kiedy moja wycieczka zajmowała cały parkiet. Wszyscy tańczyliśmy do tradycyjnej muzyki arabskiej, bardzo dobrze się bawiliśmy. Kiedy poprosił mnie do tańca moja przewodniczka powiedziała, że Ci chłopcy na pustyni nie są tacy jak na wybrzeżu i dla niego to duża odwaga podejść do turystki otoczonej przez gromadkę "białych" mężczyzn. Czar prysł kiedy okazało się, że nie mówi po angielsku a ja niestety nie mówię po francusku. Disco się skończyło a on wraz z innymi miejscowymi opuścili hotel. Rano my też pojechaliśmy dalej. Kiedy wróciłam do Polski pomyślałam, że przecież nie zakochuję się codziennie, szkoda życia i okazji a skoro mam czas i pieniądze jadę jeszcze raz z laptopem i translatorem. Namówiłam koleżankę i pojechałyśmy. Zaraz po wylądowaniu próbowałyśmy dowiedzieć się od rezydentki jak dojechać na pustynię ale ona odradzała i nie bardzo chciała nam pomóc, mówiła, że nie ma autobusu itp. O brzasku znalazłyśmy się na na luage station i czekałyśmy kornie aż busik się zapełni. Po kilku godzinach wyruszyliśmy i z wieloma przygodami po trzech przesiadkach dotarłyśmy do hotelu na wydmie. Bardzo bałam się co pomyśli sobie moja koleżanka wyrwana z rajskiego wybrzeża w morze piasku i słońca. Wbrew moim obawom była zachwycona. W hotelu powitano mnie bardzo serdecznie bo wszyscy mnie pamiętali, czułyśmy się jak księżniczki a ja pokazywałam wszystkim zdjęcie w moim aparacie pytając o Fueda (tak, właśnie tak, pojechałam na pustynię przez pół świata szukać wiatru w polu...). Wreszcie barman powiedział, że go zna i że będzie wieczorem na disco. Czekałam, jeden dzień, drugi ale nie przyszedł, za to mnóstwo miejscowych miało trochę rozrywki dzięki 2 białym, które jako jedyne rezydentki mieszkały w hotelu (reszta wycieczek była tylko przejazdem). Zaczęłam się trochę denerwować i znów rozpytywać o niego. Okazało się, że pojechał do domu na wakacje (mieszkał na wybrzeżu z którego przyjechałam). Zdobyłam do niego telefon i napisałam wiadomość. Opisałam skąd się znamy i zapytałam czy chciałby się ze mną spotkać. Odpowiedział, że tak, zaprasza do siebie. Nie wydało mi się to zbyt dobrym rozwiązaniem bo prawie się nie znaliśmy. Postanowiłam, że wrócę jeszcze na pustynię ale teraz pojadę do Polski. Kiedy kolejny raz jechałam na pustynię wiedziałam, już że jest bezpośredni autobus. On cały czas dzwonił do kierowcy i czekał na mnie w hotelu. Pracował w pobliskim miasteczku w policji celnej. Rozmowy przez translatora i kolegów z hotelu były bardzo trudne, wtedy on postanowił nauczyć się języka angielskiego i codziennie z pracy "przynosił" kolejne wyuczone lekcje. W tydzień nauczył się posługiwać nim komunikatywnie ponieważ bardzo przeszkadzało mu kiedy inni rozmawiali ze mną po angielsku a on nie rozumiał o czym mówimy, nie podobało mu się, że dyrektor hotelu urządzał dla swoich jedynych rezydentek uroczyste kolacje i poczęstunki a on nie wiedział dokładnie co się dzieje. Kolejny raz mieszkaliśmy już razem i wg mnie było cudownie. Spełniał wszystkie moje zachcianki, można powiedzieć, że czytał w moich myślach, oglądaliśmy gwiazdy (wg mnie najpiękniejsze niebo jest nad Saharą), dużo rozmawialiśmy. Kiedy tylko mówiłam, że coś mi się nie podoba, zmieniał to i prosił o przebaczenie. Aż się nie chce wierzyć w taka idyllę. Dla mnie to podejrzane. Potem były spotkania na wybrzeżu bo zmienił miejsce pracy i zaczęłam rozmawiać z bratem i mamą przez telefon. Nie byłam jeszcze u niego w domu i choć zaprasza, boję się tej wizyty. Jestem od niego starsza i nie rozumiem o co chodzi. On ma bardzo dobrą pracę jak na warunki arabskie. Mówi, że nie chce wyjeżdżać do Europy. Ja chciałabym mieszkać w Afryce bo ją uwielbiam, ale różnice kulturowe i mentalne wydaja mi się nie do przeskoczenia. Boję się uzależnić od jednego człowieka. Nie wiem czy poradzę sobie w ich świecie, na ich warunkach i terytorium. Czy wszystko się nie zmieni....Tyle naczytałam się o sex-turystyce i o wizowych małżeństwach....I po co mu starsza kobieta z europy kiedy Arabki są takie śliczne....Znamy się już 3 lata i coś muszę postanowić...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość cholercia 288
to nie ty musisz cos postanowic tylko ON sie musi okreslic

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mega kicior
"w tydzień nauczył się angielskiego" i "dużó rozmawialiśmy" ha ha ha akurat :):):) Jeżdzisz na ta tunezyjską pustynię jakby to były 3 przystanki metrem:O Historia jest tak naiwana, ze przez to mało interesująca... Słabo sie postarałas

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×