Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

catarinaas

Jak sobie pomóc?

Polecane posty

Witajcie! Od ponad pół roku tkwię w chorym układzie z moim byłym. Początkowo miały to być seks spotkania ale teraz widujemy się regularnie co najmniej raz w tygodniu. Chodzimy razem do kina, jemy kolacje czy po prostu spędzamy razem czas, siedząc w moim lub jego mieszkaniu. Generalnie podczas tych spotkań czuję się świetnie. Fajnie mieć kogoś przy sobie. Niestety nie ma opcji żebyśmy spróbowali tworzyć coś na nowo "formalnie", dlaczego? Po prostu nie mogłabym mu zaufać, bo mamy swoją małą "historię". Mimo tego jak bardzo jest fajny gdy mam go obok i potrafi być bardzo kochany to ma też drugą twarz (przez którą już nigdy z nim nie będę). Jestem o niego mimo wszystko zazdrosna, nie robię scen ale mnie to męczy jak się dowiaduje ze się z kimś spotyka,a jego nagła radość nie wiadomo z jakiego powodu u mnie zapala jakąś głupią żarówkę i niepokój typu :"oho u niego dzieje się coś dobrego a ja nadal w tej samej czarnej dupie". Nie wiem co jest ze mną nie tak nie potrafię ruszyć dalej. Jestem od niego uzależniona i nie wiem jak z tym skończyć. Wiem że to żałosne i uwłaczające sile jaką w sobie mają kobiety, ale nie wiem dlaczego nie potrafię sobie pomoc, mimo ze w życiu jestem osoba dosyć stanowcza i twardo stąpającą po ziemi. Nie wiem czy i jak poradzi sobie moje dosyć spore damskie ego gdy pewnego dnia pójdę po prostu w odstawkę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość graff iti
Tu trzeba ostrego cięcia. I już. koniec jakichkolwiek kontaktow. Znowu będzie bolało, bo wy tak naprawdę to sie tak do końca nie rozstaliście. Co Cie powstrzymuje przed całkowitym zerwaniem? Strach przed czym? Przed samotnością?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Rzeczowo:
Na własne życzenie tkwisz w bagnie. Gdzie tu szacunek do siebie samej? - zostaniesz na lodzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gawra5%
Co z oczu, to z serca. Widujac sie znim nie pomagasz sobie. Wrecz przeciwnie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Samotności?braku seksu?wszystkich niepowtarzalnych i miłych chwil? Nie mam pojęcia. Jak kretynka ze wszystkiego o czym mówicie zdaje sobie sprawę. A boje się podjąć jakiś ruchów bo wiem ze jego uczucia drgną na chwile a ja będę odchorowywała to pewnie długi długi czas. To chyba jest tym co mnie paraliżuje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość oj baaaaby
Teraz przynajmniej masz jeszcze szansę by zakończyć to z godnością. Potem, gdy będzie za późno (on kogoś znajdzie na stałe i urwie kontakt), będziesz jeszcze sobie pluła w twarz. Poza tym to wygodnictwo, jakbyś go nie miała pod ręką, zaczęłabyś szukać sobie kogoś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość graff iti
Czy takiego życia chciałaś dla siebie? Spotkań raz na tydzień, strachu, że pójdziesz w odstawkę i ucierpi Twoje ego? Ile jeszcze miesięcy, lat chcesz tak żyć? Dziewczyno, szkoda życia na tkwienie w niedobranym związku (o ile coś takiego mozna nazwać związkiem). Raz kozie śmierć - kończ to i niech się dzieje co ma się dziać. Otworz się na nowe życie. Tamten rozdział zakończ definitywnie. Nie bój się - nowe, nieznane nie znaczy gorsze. Powodzenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Strasznie mi ciężko ale chyba czas się zebrać... Jutro wracam z rodzinnej miejscowości gdzie właśnie odwiedzam mamę (i chyba to spowodowało moje przemyślenia nad tym co się dzieje) do miasta gdzie obecnie mieszkam ( i on też). Trzymajcie kciuki za moje oziębianie kontaktów. Najłatwiej by było od razu wpaść w ramiona innego... ale z doświadczenia doskonale wiem że nie ma tak dobrze. Nie chcę brać tego co on mi da, sama chcę brać to czego chcę od życia. Pewnie będzie trudniej to zrobić niż napisać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość graff iti
Jakie oziębianie stosunków? To ma być ostre cięcie. Raz - a dobrze. I nie szukaj nastepnego faceta na siłę. Sam się znajdzie. W swoim czasie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Rzeczowo:
Zgadzam się - tu niezbędne jest radykalne i uczciwe cięcie, a nie rozmemływanie rozstania. Krótka piłka: koniec chorego układu, żegnam. Jak będzie pytał, wystarczy że powiesz, iż czas rozpocząć nowe życie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Niestety mamy wielu wspólnych znajomych, i kończymy magisterkę na jednej uczelni.... będę go regularnie widywała jeszcze co najmniej przez jakieś pół roku właśnie tam, plus pewnie jakieś przypadkowe sytuacje odnośnie ludzi których znamy. Nie szukam dziury w całym planie zmian, tylko to nie będzie działać na moją korzyść. A jeśli o sercowe sprawy chodzi to chyba jestem strasznym wrażliwcem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Rzeczowo:
Ale to nie przeszkadza w urwaniu tej relacji. Po tym możesz go traktować jak znajomego, po prostu bez płaszczyzny prywatnej: osobistych rozmów i spotkań.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×