Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość JoleneWhiteStripes

Straciłam zdolność cieszenia się chwilą. Wszystko przez stres:(

Polecane posty

Gość JoleneWhiteStripes

Mam 24 lata i dość trudne przejścia za sobą. Niektóre z czyjejś winy, inne niestety z mojej (popełniłam kilka błędów, nie ukrywam, za co siebie nienawidzę, ale teraz już staram się wszystko naprawić), w każdym bądź razie spowodowały one u mnie nerwicę i fobię społeczną, z którymi, mimo podjętego leczenia, nadal sobie nie radzę. Jestem wiecznie spięta, wystraszona, moje kontakty z ludźmi przypominają relacje egzaminujący - egzaminator, boję się ich, tzn. tych obcych, przy których dosłownie stres mnie paraliżuje i efekt jest taki, że ciągle wychodzę na niekumatą i nieporadną. Źle się z tym wszystkim czuję, bo przez to patrzę na siebie przez pryzmat innych i oczywiście mam niskie poczucie własnej wartości. To nic, że w życiu prywatnym mam opinię inteligentnej i zdolnej, skoro w pracy nic mi nie wychodzi, nie radzę sobie ze stresem. A wiecie co jest najgorsze? To, że straciłam umiejętność cieszenia się chwilą. Pojechałam ostatnio w góry z zamiarem zrelaksowania, a skończyło się na rozmyślaniu nad przyszłością z niekoniecznie pozytywnym finałem. Tak jest ciągle. Wydaje mi się, że zaraz coś się stanie, ktoś mnie skrytykuje, pozbawi tego, co mam. Dlaczego chociaż przez moment nie mogę być szczęśliwa i wybaczyć sobie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Stan_
Kiedy to się u Ciebie zaczęło? Jestem zainteresowany tym. Możliwe, że mam podobnie, jak u Ciebie. Wolę przebywać sam, męczą mnie inni. U mnie to zaczęło się na studiach

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie możesz siebie nienawidzić. Kochaj siebie i akceptuj taką jaką jesteś, ale jeśli widzisz, że coś trzeba zmienić to powoli stopniowo zmieniaj, ale kochaj siebie zawsze! To klucz do wszystkiego :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Warsa_
Ja mam tez problemy w kontaktach z ludzmi. Kiedys bylam wesola, towarzyska dziewczyna. Mnostwo znajomych. Teraz chce miec swiety spokoj, choc tesknie za bliskimi relacjami pelnych zrozumienia. Zmienilo sie, kiedy spotkalam kogos kto mnie b.zranil. Stalam sie po tym inna. Ludzie odbieraja mnie jako nieotwarta, skryta. Probuja nawazywac rozmowe, a ja chcac byc mila tylko slucham, czasem cos odpowiem i tyle. Dobrze sie czuje tylko w towarzystwie trzech osob...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Stan_
myślę, że to jest spowodowane jakimś urazem, wynikającym z określonych relacji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
To się zaczęło dokładnie pod koniec podstawówki. Miałam wtedy niefajną klasę, w której pełniłam przykrą rolę kozła ofiarnego - dokuczano mi dotkliwie, upokarzano. W gimnazjum ta sytuacja przybrała na sile, bo zaczęły się groźby, bicie, fałszywe plotki. Co prawda jakoś przetrwałam ten okres i w liceum nic takiego nie miało miejsca, ale odtąd cały czas się izolowałam. W samotności realizowałam swoje projekty, z domu wychodząc zazwyczaj po zmroku, tak by nikt nie widział, lub tam, gdzie było to konieczne. Na studiach postępowałam podobnie. Wszystko w obawie przed tym, że ktoś zrobi mi krzywdę, zrani, nadużyje mojego zaufania, pozbawi wszelkich szans. Dziś już wiem, że to był błąd i powinnam przełamać to błędne koło, ale nadal nie umiem się odnaleźć wśród ludzi. Chociażby w pracy. Stres kompletnie mnie wyniszcza, nie umiem się na niczym skupić. Tylko w samotności stać mnie na więcej, gdyż dla ludzi zawsze pozostanę nieudacznikiem i kołkiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Stan_
ja nie mam tak zaniżonej wartości siebie. Raczej myślę, że jestem lepszy od innych. Po prostu nie lubię ludzi, zawiodłem się na nich. Czuję się odosobniony,jakbym znalazł się w jakimś obcym miejscu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Ja potrafię być sobą jedynie w samotności bądź w odpowiednim towarzystwie. Tam jestem energiczną, kreatywną osóbką, nie boję się udzielać, eksponować swoich pomysłów, przekonań, uczuć. I dlatego tam właśnie mam przyjaciół, którzy cenią mnie za to, kim jestem. Inaczej jest w pracy lub na studiach. Niestety mam problemy z integracją w tego typu środowiskach, siedzę też ciągle jak na szpilkach, modląc się, żeby ktoś mnie nie upokorzył itp.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Teraz poszłam do nowej pracy i już czuję się strasznie zniechęcona. To praca na produkcji, jest więc nerwowa atmosfera, którą dodatkowo pogłębiają niektórzy pracownicy, którzy krzyczą na nowe, niedoświadczone osoby. A ja niestety nie umiem się tym nie przejmować. Dziś po raz kolejny wyszłam na niekumatą, wszystko mi się mieszało, stres spowodował u mnie fatalną reakcję ciała i głowa stała się taka ciężka, że nie docierało do mnie co ktoś mówi :( Nie wiem, co się dzieje... czy jestem aż tak opóźniona w rozwoju?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Poczucie bycia wyobcowaną mam i ja. Zawsze odstaję od reszty, jestem jakby kimś z innej epoki, planety.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Stan_
myślę, że należymy do tych osób, które "widzą" , "odbierają" więcej z otoczenia niż inni. Rozważasz, analizujesz jakieś sytuacje? Jak się czujesz, gdy jesteś w tłumie obcych ludzi? Zapewne nie masz chłopaka?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość alien87
też mam podobnie...tak samo od dziecinstwa i nasililo sie na studiach... i jest coraz gorzej :P chyba da się z tym żyć, taki nasz los ;P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość macie nasrane w tych baniach
Widac brak prawdziwych problemów egzystencjalnych takich jak włozenie czego do gara, zaplacenie od 1szego do 1szego itp, zyjcie normalnie po prosrtu rozmawiajcie z ludzmi i za duzo nie analizujcie bo do niczeg onei dojdziecie mowie wam mam 45 lat jestem po ekonomi wiele filozofwalem nic to nei dalo, do niczego eni doszedlem zyjcie chwila i tyle

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Tak, jestem typem obserwatora. Jestem wyczulona na różne przejawy, których inni często nie widzą, mam tendencję do analizowania różnych sytuacji i wysnuwania refleksji. Cechuje mnie nadwrażliwość, jestem też cholernie sentymentalna. Faceta nie mam, a jakże. Nikt nie potrzebuje kogoś takiego .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rimmellondon look67898789
stan - mam tak samo. taka sie urodzilam, i chyba taka umre, zawsze uwazalam ze jestem bardziej dojrzala/inteligentna niz wiekszosc ludzi. z pozoru wszystko u mnie gra -mezczyzni mnie uwielbiaja, uchodze za bardzo atrakcyjna fizycznie osobe, studiuje na bardzo prestizowej uczelni i ogolnie cud miod. wszyscy dookola dziwia sie ze jeszcze nie mam faceta (mialam niedawno ale byl o wiele starszy i juz z nim nie jestem) i swiadomie sie izoluje ale ludzie mnie naprawde mecza, czuje ze przymuszam sie do obcowania z nimi [musze nadmienic: wiekszoscia, bo znalazlam pare ciekawych osob w zyciu]. oczywiscie mam znajomych i ogolnie jestem osoba popularna, ale niewiele to zmienia. mam 2 bliskich przyjaciol ale sa oni o wiele starsi i nie mieszkaja blisko wiec jedyna droga kontaktu z nimi na dzien dzisiejszy jest internet. do tego , mialam bardzo dziwne dziecinstwo i zastanawiam sie czy to nie jest tez przyczyna takiego stanu rzeczy.... po prostu czuje ze nigdzie nie pasuje, nie mam zadnego 'zaczepienia' w zyciu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Takie przyziemne sprawy również mnie dotyczą, więc no bez przesady.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rimmellondon look67898789
autorko- lubisz White Stripes? podoba mi sie to... :P mysle ze w twoim przypadku niewiele moze pomoc o ile nie spotkasz osoby ktora utwierdzi cie w przekonaniu ze mozesz byc kochana...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Ubóstwiam wręcz! ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rimmellondon look67898789
macie- ludzie sa rozni, niektorzy ludzie inaczej przezywaja zycie, glebiej... i ciezej. nie chodzi o rozczulanie tylko zaaceptowanie tej odmiennosci bo to naprawde dyktuje cale zycie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Stan_
W czasach studenckich byłem idealistą, wszyscy byliśmy. Wiem, czym jest życie, doświadczyło mnie trochę. Jak masz dojść do czegoś w tym kraju, skoro dominują tu chamstwo, komuterstwo, nienawiść. Ja chcę czegoś więcej od życia, chcę też dać jak najwięcej od siebie, ale tym którzy tego najbardziej potrzebują. Może niektórych cieszy marna egzystencja, w której człowiek żyje jak trybik..co dzień to samo i samo i samo, stoi w miejscu, nie rozwija się. Ja nie chcę stać w miejscu, chcę się rozwijać, chcę pracować w swoim zawodzie. I co z tego, że chcę? Państwo nie umożliwia mi tego. Zawiodłem siebie,tak się właśnie czuję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rimmellondon look67898789
nie jestem wielka fanka poniewaz nie znam dobrze ich tworczosci, ale z tego co slyszalam to ciekawy zespol, ktos kto ich slucha rowniez moze byc ciekawy :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Właściwie to ograniczam się tylko do najistotniejszych codziennych spraw typu praca. Nie jestem kolejną marzycielką żyjącą na garnuszku innych, zawsze staram się mieć własne pieniądze ;) Niemniej, kiedy już kończę pracę, uciekam w swój świat. Dobrze mi sama z sobą, jakby zwiększa się mój potencjał, chęć działania. W towarzystwie ludzi natomiast nie mogę się wykazać, czuję się stłamszona, beznadziejna, nieudana.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Stan_
Zawód ze strony najbliższych uświadomił mnie tylko w tym, że nic nie jest trwałe. To pojawiło się gwałtownie. Nie angażuję się już emocjonalnie w kontaktach ludzkich. Nie daję już siebie, pomimo, że z kimś mam kontakt. Coś we mnie pękło w pewnym momencie i czuję,że jest to bezpowrotne. Z drugiej strony szukam wciąż bratniej duszy i wierzę,że takową spotkam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rimmellondon look67898789
Niemniej, kiedy już kończę pracę, uciekam w swój świat. Dobrze mi sama z sobą, jakby zwiększa się mój potencjał, chęć działania. W towarzystwie ludzi natomiast nie mogę się wykazać, czuję się stłamszona, beznadziejna, nieudana. ' jak juz pisalam, brakuje ci kogos kto by byl twoja 'kotwica'. ludzi boisz sie bo czujesz sie obco i ja to rozumiem, ale uwierz mi ze tacy ludzie jak ty sa tym czego jest za malo na swiecie.... a jakie masz relacje z rodzina? masz kogos do 'kochania' czy jestes zupelnie sama?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
To mamy podobnie. Ja też chcę od życia więcej, czegoś prawdziwego, poważnego, niekoniecznie tego, co ma do zaproponowania świat, który mnie obecnie otacza. Co prawda teraz musiałam podjąć pracę, która nijak się ma do mych planów odnośnie przyszłości, ale to tylko przejściowo, tak by potem już móc się skupić na osiąganiu czegoś bardziej mi odpowiadającego. Podobnie jak Ty mam sporą potrzebę rozwoju, chcę żyć intensywnie, robić to, co mnie interesuje i do czego mam predyspozycje, ale ten kraj nie docenia potrzeb takich osób. A ja mam dość życia na niby, udawania, że jestem zadowolona.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Mam rodziców, którzy mnie kochają, choć kiedyś nie było między nami ciepłych relacji. Właściwie to ostatnie lata zbliżyły nas do siebie znacząco. Do ludzi mi bliskich i oddanych zaliczam też przyjaciół, ludzi z warsztatów, na które uczęszczam od kilku lat. Dzięki nim bardzo się otworzyłam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Stan_
myślicie,że to kiedyś się zmieni, te nasze podejście? Ja mam ważenie, że nic się nie zmienia..To takie uczucie jakby zawieszenia. Juz powinienem coś myśleć poważnie o przyszłości, wyjechać z tego miejsca, w którym tkwię teraz. Pewnego dnia spakuję plecak i pójdę na żywioł. Myślę, że trzeba będzie zrobić coś spontanicznie, bez zbędnego planowania.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Przepraszam, muszę już lecieć, ale jeśli ktoś ma ochotę, może pisać ozzy_sabbath17@wp.pl ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość rimmellondon look67898789
to ciekawe, skoro ktos cie kocha czujesz zapewne ze masz gdzie wrocic, ze gdzies nalezysz, ze nawet gdyby obcy cie zjedli to jednak ktos tam zawsze cie przyjmie w swoje progi? obcy ludzie nie powinni dla ciebie tyle znaczyc... ja nigdy nie mialam 'rodziny', i czuje ze ten brak caly czas gdzies daje o sobie znac.... a obcy czlowiek zawsze bedzie obcy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość JoleneWhiteStripes
Widzisz, to kolejna rzecz, która nas łączy : chęć ucieczki stąd. Ja niedawno byłam na stopie na Bałkanach i wiesz co Ci powiem? Czuję niedosyt i tylko obrazy stamtąd trzymają mnie przy życiu. Gdyby nie to, już dawno bym ze sobą skonczyła, gdyż dla większości ludzi jest nikim.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×