Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość slonczko swieci dzis

utrzymywanie RODZICÓW

Polecane posty

Gość slonczko swieci dzis

Zauważyłam, że mój partner oddaje rodzicom około 1/3 swoich zarobków a sam nie zarabia wiele. Starcza mu tylko na życie 'kawalerskie' a czasami kilka dni przed wypłatą nie ma grosza przy duszy i chodzi głodny :( (ostatnio dałam mu 100zł na jedzenie). Jego rodzice są po 50tce, tata pracuje, mama nie pracowala nigdy... Mój partner ma 30 lat, myśli o założeniu rodziny ze mną - przynajmniej tak twierdzi, ale by dorobić by odłożyć to mu się nie widzi na razie... :( Ja zarabiam podobnie jak on i nie wyobrażam sobie oddawać kasy rodzicom. Być może dlatego, że moi rodzice są zbyt honorowi i gdy mają problemy finansowe a ja wyrażam chęć pomocy to mówią: "absolutnie! to są nasze problemy, nie twoje!" i szukają rozwiązania gdzie indziej. Co myślicie na ten temat? Jak rodzice powinni podchodzić do tego? A jak dorosłe dzieci?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Ja tez pomagam mamie i tez
niestety na to wychodzi 1/3 zarobkow. Nie umiem inaczej... powinno sie pomagac rodzinie... ale chcialabym aby mama byla zaradniejsza

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość maturks4
Zgodnie ze stanem faktycznym! Jeżeli rodzicom brakuje na życie (nie na fanaberie) OBOWIĄZKIEM dziecka jest im pomóc. Nie trzeba zaraz iść do sądu o alimenty - wystarczy dziecko porządnie wychować. "Honor" to tu nieadekwatne słowo. Honorowym jest dziecko dbające o uzasadnione potrzeby rodziców, a nie spokojnie patrzące, jak ci starsi ludzie borykają się z trudnościami (lub nie wykupują leków) A może twój partner oddaje część zarobków, bo mieszka z rodzicami i jest to jego wkład we WSPÓLNE gospodarstwo?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość slonczko swieci dzis
Nie, partner z rodzicami nie mieszka, mieszka i wynajmuje mieszkanie w innym mieście. Ale owszem jest to jego wkład w dom rodzinny, który kiedyś (za 10,15,20lat) jako syn odziedziczy. Jego wkład polega na tym, że np. kupuje im pralkę lub remontuje kuchnię czy łazienkę - są to spore kwoty. Uważam, że to dobrze że On pomaga rodzicom, tylko uważam, że Oni nie powinni traktować tego jako NORMY... bo nie chodzi tu o leki (kwestię leków i opieki nad rodzicami nie poruszam).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
rodzice nie powinni traktować tego jako normy , ale jemu a właściwie tobie wydaje się normą ,że chłopak dom odziedziczy . W swoim rodzinnym domu wybrałaś wygodniejsze dla siebie rozwiązanie to znaczy wolałaś sobie we= wszystko wytłumaczyć honorem rodziców niz twoją rzeczywistą niechęcią do pomocy . całe szczęście twój chłopak taki nie jest .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
U nas w domu są codziennie awantury o to i stawiam na swoim. Ja pochodzę z rodziny gdzie moi rodzicie ciężko pracowali, ale są dziś zamożnymi ludźmi. Rodzice mojego partnera mimo, że mają wykształcenie nie mają nic! tylko długi brali kredyt za kredytem. Nic mu w życiu nie pomogli. Kompletnie nic. Jak już to interesowała ich córka bo tam są wnuczki. Powiedziałam, że jeśli dasz 1 zł tam to będziesz miał piekło w domu. Moi rodzice nam pomogli bardzo, jego nic, nawet jak zakładaliśmy firmę to jego matka przyszła wyłącznie pożyczyć kasę nic nigdy nam nie pomogła. To stara k... bo inaczej jej nie można nazwać. Codziennie tylko brak kasy mimo, że mieli emerytury to zadurzyli się tak, że komornik im wszedł na owe emerytury. Nie mają godności, mieszkanie mają dzięki babci, bo jest właścicielką kamienicy. Nic praktycznie nie płacą. Przez 20 lat nie zrobili remontu. Mój facet od młodego musiał ciężko pracować aby mieć samochód, kasę. Moja mama potrafiła mu sprawiać prezenty, jego nawet głupiej czekolady nie dostał na święta Bożego Narodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość slonczko swieci dzis
Ja nie poszłam wcale na łatwiznę tylko zacytowałam słowa mojej mamy o honorze w momencie gdy proponowałam rodzicom pomoc. Odmówiła mi po prostu! Rozumiem pomoc rodzicom gdy są schorowani na stare lata, bo to OBOWIĄZEK dzieci za wychowanie itd. Czasy się troszkę zmieniły! Kiedyś rodzono dzieci z perspektywą: "Na starość będę bogaty bo mam 6 synów i oni mają obowiązek mi dać, bo jestem ich ojcem." Dziś jest po prostu trudniej i nie da się DAĆ Jak mój partner sam ma mało i oddaje jeszcze rodzicom, nie jest w stanie mając lat 30 odłożyć ani grosza... to jak On widzi założenie rodziny?! Nie wymagam od niego by utrzymywał mnie, bo tak jak pisałam - zarabiamy tak samo. Ale gdyby pojawiło się dziecko to trzeba mieć oszczędności. Moim zdaniem, żona i dziecko mają już wtedy pierwszeństwo przed własnymi rodzicami...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
tyle tylko ,ze ty z tego co piszesz nie jesteś nawet narzeczoną , o dzieciach nie wspominając . Oczywiście twoim zdaniem czasy sie nie zmieniły w kwestii ,ze rodzice przepisują swój dom na dzieci , zmieniają sie tylko tam gdzie dzieci musza sie trochę wysilić . Bardzo wygodne p odejście do sprawy .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja pomagam mojej matce
bo chce i uważam że to mój obowiązek, gdybym tego nie robiła nie byłabym nie tylko dobrą córką ale i dobrym człowiekiem ja nie mam zamiaru rodzić dzieci i zakładać rodziny mój facet musi sam na siebie zarobić, ja zarabiam na siebie no i na matkę, jeśli chce jej pomagać nigdy nie mieliśmy z tym problemów

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość no i tak sa efekty
jak kobiety nie pracują, z jednej wypłaty i jednej emerytury jest cieżko, niech matka tego kolesia idzie do pracy, dzieci ma odchowane, wiekiem nadaje sie do pracy i to jeszcze przez min 10 lat

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość slonczko swieci dzis
allium: nie oskarżaj mnie o to proszę, że uważam że odziedziczenie domu mi lub mu się należy. Tak nie jest! Ja chcę zapracować razem z partnerem na nowe NASZE gniazdko. Nie mam w perspektywie nawet mieszkania w domu przyszłych teściów, bo nigdy nie czułabym się tam jak 'u siebie', to nie moje poprostu... byłaby to ostateczność. Ja od moich rodziców dostałam wykształcenie i to mi wystarczy. Nie czekam z założonymi rękami aż umrą by odziedziczyć po nich domy, samochody i inne gadżety. Uważam, że trzeba mierzyć siły na zamiary i starać się nie wykorzystywać innych, i unikać rozumowania: "bo inni mają więcej to powinni mi dać..."

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja od moich rodziców dostałam wykształcenie i to mi wystarczy. Nie czekam z założonymi rękami aż umrą by odziedziczyć po nich domy, samochody i inne gadżety. ale też im nie pomagasz kiedy widzisz ,ze mają kłopoty . Widząc twoja niechęć do pomocy - co innego mogą powiedzieć twoi rodzice ? tylko " unieść się honorem " skoro dorosła córka nie kwapi isę do pomocy .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość slonczko swieci dzis
Allium: a skąd Ty wiesz, że ja się nie kwapię do pomocy i co to jest POMOC? Wykładanie kasy??!! Moi rodzice są w pełni samodzielni, mają rączki i nóżki i pracują na siebie sami i zawsze tak było. Są jeszcze na tyle młodzi by zatroszczyć się o siebie w kwestiach finansowych. uważam że DZIECKO dorosłe czy nie bardziej powinno pomagać NIE finansowo np. odciążyć od prac domowych itp. Ale nie wyobrażam sobie płacić np. rachunków za prąd nie mieszkając tam, bo rodzice nie portafią gospodarować pieniędzmi będąc jeszcze w sile wieku... W moim życiu zdarzyło się raz, że rodzice potrzebowali kasy. Wtedy własnie zaproponowałam im pomoc. Mama odmówiła, bo nie przyszlo jej nawet do głowy prosić własnego dziecka o pieniądze. Bo jej zdaniem to powinno działać tylko w odwrotną stronę. Nie rodzi się dzieci by one na nas pracowały. Dorośli ludzie decydując się na dziecko powinni uważać za obowiązek wykształcić je i wychować w godnych warunkach. Dbać o siebie na tyle by zafundować sobie w miarę radosną starość. Oczywiście pewnych rzeczy nie da się przewidzieć! Ale starać się trzeba każdego dnia! Nie uważam też, że mam być przesadnie wdzięczna rodzicom za to że miałam ciepło, nie byłam głodna i miałam gdzie mieszkać. Skoro dorosły człowiek decyduje się na dziecko to powinien mu to zapewnić bez żadnej łaski!!! Zresztą dzieci są radością i dlatego dorosły człowiek powinien się na nie decydować, by je kochać i dać mu SIEBIE! Płodzić dzieci dla korzyści materialnych jest nieporozumieniem!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Na ten dziecinny post nawet sie nie wypowiem ale zapytam tylko - uważasz więc ,ze rodzice twojego chłopaka spłodzili go tylko dla korzyści majątkowych ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość slonczko swieci dzis
absolutnie tak nie uważam! nie mam prawa tak uważać, bo wiem że dali mu dużo miłości i wsparcia. I też nie mogę ich oceniać bo nie wiem, czy oni wymagają od niego wsparcia finansowego czy to wychodzi z jego inicjatywy... rozpoczęłam ten temat bo zauważyłam, że u niego odbywa się to inaczej niż wg modelu który ja wyciągnełam ze swego domu rodzinnego. moja opinia nt. postrzegania rodzicielstwa jest jaka jest. I absolutnie nie chciałam tu uderzyć w rodziców mego faceta! pisałam ogólnie o obowiązkach rodziców względem dzieci...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
skoro rozumiesz ,ze rodzice maja obowiązki wobec dzieci rozumiesz też pewnie , że i dorosłe dzieci mają obowiązki wobec swoich rodziców ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość opopopopopoooo
Matka mojego faceta rozpierdziela swoją emeryturę na pierdoły (a ma wyższą niż ja pensję :/) i ciągle "trzeba" jej pomagać - ale ode mnie nie dostanie złamanej złotówki. Co innego pomóc schorowanym, bezrobotnym rodzicom, a co innego podeście "daj, bo jestem Twoją matką".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość opopopopopoooo
Np. kolejna para butów do chodzenia po ogrodzie (ma kilka w bardzo dobrym stanie), albo kolejny kwiatek do ogrodu - bo takiego jeszcze nie ma, albo ma ale inny kolor. Nie mówię, że nie można powydawać czasem na pierdoły, ale... no właśnie - skoro ma swoje własne pieniądze to chyba wypada dołożyć się do kosztów życia (mieszkamy razem na nieszczęście). Kobieta ta nie pracowała całe życie, emeryturę ma po mężu, więc nie zna wartości pieniądza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×