Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Zrozpaczona malinka

Mój związek okazał się katastrofą

Polecane posty

Gość Zrozpaczona malinka

Witam! Temat przerabiany z pewnością nie raz, jednak potrzebuję osobistego wsparcia. Znajduję się na skraju załamania psychicznego. Historia dosyć skomplikowana - facet, z którym prowadzę/prowadziłam dosyć burzliwy związek (od jakichś 6 lat, łącznie jesteśmy razem przez około 4, z czego po raz kolejny wróciliśmy do siebie rok temu), wystawił mnie w każdy możliwy sposób. A więc, wydawało mi się, że rok temu zaczęliśmy poważne życie. Na początku było super - jak w każdym związku, był kochany, czuły na swój sposób - ogólnie ma trudny charakter. Ustaliliśmy, że w tym roku zamieszkamy razem i tu zaczęły się kłopoty. Wynajęliśmy już praktycznie mieszkanie, kiedy on w ostatnim momencie się rozmyślił, zasłaniając się swoim chorym ojcem (jego choroba wtedy polegała na tym, że miał się stawić w szpitalu raz na kontrolę). Wściekłam się niesamowicie, ale postanowiłam wybaczyć, bo może rzeczywiście za wcześnie, okres zimowy (w zimę nasze firmy nie prosperują). I w ten sposób było z kolejnymi 3 mieszkaniami. Kiedy przychodzi do podpisania umowy, on mówi nie. Jednak prawdziwy dramat zaczął się przy ostatnim mieszkaniu. Zaczął mnie unikać, prosił o kilka dni "wolności" ode mnie. Załamałam się. Nie dość, że wystawił mnie z kilkoma mieszkaniami, to kompletnie olał to w jakim stanie się po tym wszystkim znajdę. Zaczął imprezować, dla mnie w ogóle nie ma czasu, nawet wtedy gdy zapłakana dzwonie do niego z wyrzutami. On ciągle twierdzi, że nie wie o co mi chodzi. To jest dla mnie horror. Kładę się spać z płaczem, wstaję z płaczem, właściwie to mało sypiam, od kilku dni nic nie jadłam. Nie mam siły żyć, stoję w miejscu na skraju życiowej przepaści. Nic mi się nie chce, najchętniej to zamknęłabym swoją firmę i ukryła się gdzieś w piwnicy, gdzie mnie nikt nie znajdzie. Moi rodzice, z którymi mieszkam (ciasno nam niesamowicie, stąd ten mój nacisk na wyprowadzkę) też nie za bardzo mnie wspierają - wręcz przeciwnie, martwią się tylko o swój nos. Ja naprawdę już nie mam siły. Zgubiłam swoją cała energię życiową. Najlepsze jest to, że siedzę w tym momencie, zdając sobie sprawę, że on już być może mnie nie chce, ale i tak naiwnie czekam z telefonem przy sobie. Ja się wykańczam, ja umieram, żyjąc. Moje koleżanki starają mi się pomóc, ale to za mało. Jestem zbyt załamana - to już chyba depresja. Błagam Was... czy tu znajdę pomoc dla siebie? Długo tak nie wytrzymam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomaranczlala
Nigdzie nie znajdziesz pomocy. Musisz sobie sama z tym poradzić. Facet nie chce - albo nigdy, albo jeszcze nie jest gotowy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
proponuje na poczatek abys sama wynajela sobie jakies male mieszkanie...i wtedy wszystko sie ulozy. nie wiem tylko czy po twojej mysli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zrozpaczona malinka
Może jeszcze dodam mała, zastanawiającą ciekawostkę. Co jakiś czas pisze, że mnie kocha i że naprawdę che ze mną mieszkać. Gdzie tu jakakolwiek logika? Ja chce już wyjść z tego dna...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×