Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Spacerem po piasku 10

Jak go przekonać by wrócił ostatni raz

Polecane posty

Gość Spacerem po piasku 10

Postaram się zwięźle i na temat. Jestem DDA. Podczas 4 letniego związku z moim partnerem (mieszkaliśmy razem od początku) zaczęłam też pić. Obecnie przechodzę terapię uzależnień. Związek rozpadł się rok temu, była w nim i zdrada i moja i jego. On miał kogoś przez chwilę i ja miałam kogoś przez chwilę. Związek rozpadł się przez moje ciągłe wątpliwości, kiedy pojawiał się problem, kiedy mnie czymś mocno zdenerwował groziłam, że odejdę. On aniołem też nie był, jednak nie był aż tak okropny jak ja. Kocha mnie bardzo, zawsze kochał. W łóżku dogadujemy się świetnie. Obydwoje mieliśmy już wcześniej związki za sobą i jesteśmy w stanie stwierdzić, że ta sfera akurat nam się udała. Mieliśmy swoje mieszkanie, urządzałam je ja. Także wpsólny dom i sprawy. Po rozstaniu jednak ciągle wracaliśmy do siebie, on wracał ja go w końcu znów opuszczałam. Odchodzenie było moim sposobem na odegranie się za jego błędy. Odkąd zaczęłam terapię rozjaśnia mi się w głowię. Widzę toksyczność tych relacji, zdałam sobie sprawę, że bez niego nie będę w stanie żyć. Nie chcę nikogo innego, tyle razem przetrwaliśmy, że chcę aby było tylko lepiej. Chcę mu w końcu dać poczucie bezpieczeństwa, chcę mu pokazać, że go kocham mocniej niż wcześniej. Ostatnio zadzwoniłam do niego aby z nim o tym porozmawiać i żebyśmy ostatni raz spróbowali. Zaręczyli się i przestali patrzeć wstecz. I jest problem, on mi nie wierzy. Mówi, że zaraz mi się znów zmieni, że będzie tak samo. Do tego ma nową dziewczynę. Nie kocha jej, ale zależu mu na niej bo ma wreszcie spokój. Cytuję „Kocham Cię i nigdy nikogo nie pokocham tak jak Ciebie, ale już nie mam siły z tobą być. Nie kocham jej ale z nią może uda mi się coś zbudować”. Mój świat zawirował, przestałam jeść, jestem załamana. Jest nadzieja, bo mówi, że musi zobaczyć czy mi nie przejdzie chwilowa chęć powrotu do niego i potrzebuje czasu, ale mówi, że ma teraz siłę by odejść. A ja bez niego nie chcę żyć. Nie potrafię. Chciałam naprawdę wszystko zmienić. Poza tą huśtawką emocjonalną byłam dobrą dziewczyną, troszczącą się o niego. Dam mu czas, rozumiem go. Nikt by tak długo nie wytrwał ze mna. Ale uważam, że skoro on mnie kocha i ja jego to warto zawalczyć! Tylko jak ja mam go teraz przekonać. Boje się, że jak usunę się to on z nią się zwiąże na dobre (wiem, że i tak będzie myślał o mnie, ale teraz przestał myśleć sercem a rozumem). Co mam robić! Swojej zmiany jestem pewna, ciężko pracuję nad sobą. Ale bez niego, jak bez powietrza, wszystko bez sensu. Nie mogę jeść i spać. Niech ktoś mnie wesprze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Spacerem po piasku 10
czy ktoś był w podobnej sytuacji. Nie jestem wariatką. Każdy ma prawo się pogubić. Jestem dorosłą kobieta, która pracuje, normalnie funkcjonuje, tylko pogrzebaną w sferze emocjonalnej, chcącą to naprawić. Proszę o wsparcie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sama piszesz, że jest nadzieja, więc nie wszystko jeszcze stracone. Wiem, że chciałabyś go już, natychmiast, że czekanie Cię wykańcza, ale musisz czekać. Nie rozpadł się Wasz związek w jeden dzień i budowanie od początku też nie będzie takie szybkie. Spróbuj się uspokoić, uzbroić w cierpliwość i daj mu czas. Sama nie żyj tylko jego powrotem, nie błagaj, zajmij się tym co lubisz, co daje Ci satysfakcję. Bądź silną, niezależną kobietą, pokaż mu że dużo traci bez Ciebie. Jeżeli kocha to wróci na pewno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Spacerem po piasku 10
Właśnie zwykle tak było, że jak go zostawiałam to sam wracał (musiało go to okrutnie poniżać, aż nienawidzę siebie za to). Przyjeżdzał do pracy, do mnie do domu, prosił, błagał. A teraz iedy się pokłóciliśmy ostatni raz i wyjechałam bez niego na dwa tygodnie (notabene tęskniła za nim okrutnie) on w tym czasie ochłonął i powiedział po latach upokorzeń pass. Nie dziwię mu się. Pewnie to, że pokazał, że ma przysłowiowe "jaja" mnie obudziło i przestałam myśleć tylko o własnym egoiźmie i żalu +terapia, którą intensywnie przeżywam. Ale on mówi, że kocha mnie chce żebym sobie ułożyła życie, że nie byłam z nim szczęsliwa . A w moje tłumaczenia nie wierzy, mówi, że już to słyszał. Boje się, że im więcej czasu mija tym bardziej on będzie się zbliżał z tamta (a trafił na fajną, więc może skupi się na niej zamiast mysleć o mnie). Wiem, że powinnam zając sie sobą, ale nie potrafię, teraz też zamiast pracować po urlopie to wypisuje na forum i szukam porad w necie. Ja zrobić ten balans ,aby nie utracić kontaktu i żeby nie ugasić płomyka, który w nim się tli. Ja na jego miejscu chyba bym nie wróciła, ale na samą myśl mam ochotę wymiotować i robi mi się ciemno przed oczami (poważnie). :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Spacerem po piasku 10
czy ktoś jeszcze coś napisze. Moje tematy jak już je dodaje nigdy nie maja poczytności :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
zostaw go bo nie jest Ciebie wart tępa szmato

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Spacerem po piasku 10
Dziękuję, ale proszę o pomoc jak go odzyskać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
zrozum, że źródłem nieporozumień jest samotność w związku. cudza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
daj mu święty spokój, bo nawet po tym poście widać, że jesteś ostro świrnięta. | poza tym "miłością", w której jedno i drugie zdradza co najwyżej tyłek można sobie podetrzeć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Spacerem po piasku 10
Nie każdy jest wychowany w normalnych domach, gdzie miał wzorce normalnej miłości. Czasem pokiereszowani ludzie próbują ułożyć sobie życie, czasem się zdradza, popełnia się błędy. Nie dla każdego zdrada to koniec. I ja jemu wybaczyłam jego i on mi moją. Bardzo bym chciała być "normalna" i nie mieć nic w głowie poza kolorem moich paznokci. Ale niestety nie jestem. Ja pochodzę z rodziny alkoholików, on z rozwiedzionej. Uważasz, że on wiążąc się z dziewczyną, której nie kocha, o czym otwarcie mówi też nie krzywdzi kogoś! Wszyscy jesteście mądrzy. Dopóki Wam się coś nie przytrafi!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Spacerem po piasku 10
nie zdradza a zdradziło raz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pisałam wcześniej, że skoro nadzieja jest to poczekaj, skup się na sobie, daj Wam czas. Nie ma sensu naciskać, bo do związku trzeba chęci z obu stron. Nie możesz też się załamywać, zaniedbywać, rozpaczać... Zrozumiałaś swój błąd, ale nie jesteś pewna, że do nie powtórzysz. On Ci nie wierzy, bo dużo przeszedł z Tobą. Może najprościej byłoby żeby każde poszło w swoją stronę i zaczęło bez balastu. Ale skoro się kochacie, to może warto próbować... Nie wiem, co Ci doradzić. Co robić, żeby nie wciągnął się w tamten związek, nie zaangażował... Ja chyba nie odzywałabym się do niego wcale, zajęła swoim życiem i czekała - niech sam zdecyduje. Poprosiłaś go o szansę dla Was, wie że chcesz jeszcze raz spróbować. To chyba wystarczy z Twojej strony. Jeżeli zaczniesz go nękać, prosić, będzie czuł się naciskany i nawet jeżeli wróci szybko Ci wypomni, że to nie była jego decyzja. Może daj mu czas, ewentualnie jeżeli tego potrzebujesz to poproś go o spotkanie raz na jakiś czas, przecież możecie się umówić na kawę czy obiad jak przyjaciele, bez zobowiązań.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość gość gość
To się nazywa, że "przejrzałaś na oczy". Tylko czy aby nie zapóźno...? Rozumiem Cię w pewnym sensie bo sam również pochodzę z "ciekawej" rodzinki... Tyle, że w moim przypadku stwierdziłem iż lepiej będzie jeśli się rozstanę ze swoją Kobietą. Przez tyle lat patrzenia i słuchania na to co działo się w domu, coś jednak w człowieku pozostaje i ciężko z tym żyć. Kończy się na tym np, że ciężko mi zaufać drugiej osobie-mimo wszystko. Ciągle widzę pretekst do zdrady itd...nie wytrzymałem i odpuściłem. Dziś jestem sam, żałuję ale myślę, że tak jest dla Niej lepiej. Dla mnie chyba też...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Spacerem po piasku 10
Dziękuję za rade, masz rację. Jak będzie chciał to wróci. Jak nie to nic nie zmienię. Dziękuję. Też myślałam nad tym, że to nie ma sensu. Ale patrząc na to ile się razem przeszło można też dostrzec ile się razem nauczyło i jak zbliżyło i poznało. Kto da gwarancję, że on nie trafi na nieczułą materialistkę a ja na brutalnego wariata. Przynajmniej znamy się jak łyse konie i poza związkiem jesteśmy sobie bliskimi ludźmi. Poza tym nie mamy po 20 lat.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dlatego powinniście mieć jakiś kontakt, nawet sporadyczny - kawa, obiad, rozmowa... nie jesteście sobie obcy i nawet jeżeli nie uda Wam się zbudować nic trwałego to nie ma nic złego w przyjacielskim spotkaniu. Jeżeli Wasze uczucie się nie wypali to na pewno spotkania przerodzą się we wspólne życie, a jeżeli uczucia zabraknie albo lęk będzie zbyt silny to będziesz miała przyjaciela.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Spacerem po piasku 10
Obyś miała rację w tę dobrą stronę :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
W skrócie moja sytuacja wyglądała tak, że chłopak po krótkim czasie rzucił mnie, ponieważ nic poważnego nie czuł, a on szuka powaznego związku i kobiety na całe zycie. Nie zależało mu aż tak bardzo, by kontynuowac ten związek, po prostu nie widział dla nas przyszłości. Problemem było to że ja się już zdążyłam w nim zakochać…. Musiałam go odzyskać. Zrobiłam to dzieki urokowi miłosnemu u rytualisty perun72@interia.pl. Wrócił i jesteśmy szczęsliwi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×