Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość os osamotniona

Osamotnienie

Polecane posty

Gość os osamotniona

Samotność najczęściej to kwestia wyboru, a osamotnienie to narzucona rola. Czy jest tu ktoś kto czuje to co ja (dotkliwą samotność)? Mam męża 2 dzieci i czuję się permanentnie osamotniona. Odkąd nie pracuję zawodowo (4 lata) czuję, że to się nasiliło. Zawsze czułam pustkę, ale nie tak dotkliwą jak teraz. Z mężem mamy kryzys małżeński i mam wrażenie że stajemy się sobie coraz bardziej obcy, albo ja tak to odczuwam patrząc przez pryzmat tej cholernej samotności. Bo nawet kiedy jest dobrze i nawet kiedy mam do kogo usta otworzyć to nadal czuję osamotnienie, albo boję się, że po tych dobrych chwilach znów ten stan powróci i niestety powraca zawsze. Od tygodnia czuję lekkie przygnębienie, a wczoraj beczałam, dawno nie czułam aż takiej rozpaczy. Wszystko się skumulowało i uświadomiłam sobie, że nie mam nawet do kogo zadzwonić... Wyizolowałam się do wszystkich, przez pracę i dom. Teraz j/w nie pracuję, ale osamotnienie pozostało. Zadzwonię do kogoś i co powiem? "Sorry nie odzywałam się 2 lata, a teraz MAM PROBLEM i muszę pogadać" - żałosne... Dziś nie mając co z sobą zrobić rozkminiam pewien problem który od dłuższego czasu nie daje mi spokoju : Niedawno skończyłam terapię grupową dla osób borykających się z nerwicą i mamy spotkania teraz po terapii raz w miesiącu - nie byłam na żadnym i wiecie co mnie boli? Przez 1,5 roku zżyłam się z całą grupą, nawiązały się przyjaźnie, a teraz kiedy nie chodzę na spotkania po terapii ( były 3 raz w miesiącu, więc 3 miesiące) i NIKT do mnie z grupy nie zadzwonił ! Zadzwoniła tylko terapeutka i pytała co u mnie, zapraszała na spotkanie wigilijne (na którym też nie byłam z racji tego, że nie miałam co z małym zrobić akurat w ten dzień) i powiedziała, że "cała grupa o mnie myśli", AKURAT. Nie chcę, żeby ktoś się specjalnie o mnie wypytywał, wydzwaniał, ale cholera nikt się nie odezwał przez trzy bite miesiące... czuję się OSZUKANA i zaraz wkręcam sobie śrubę, że może oni udawali że mnie lubią. Więc po co pomagali wygrzebać sie z nerwicy, wspierali... PIERWSZY RAZ czułam się ważna i potrzebna, a teraz czuję się jak śmieć. Nie chodziłam na te spotkania, bo mi się pogorszyło, mimo że skończyłam terapię, to w pewnym momencie pod koniec zaczęłam się cofać. Wszyscy czuli już radość, ulgę (po własnych przerobionych przeżyciach) i nadzieję, a ja miałam tam pość i ryczeć, nie dość że to dla mnie szok, bo tak nie chcę, to dla innych też byłby to szok. Ale się rozpisałam ale wyrzuciłam to z siebie... chociaż tyle.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
przykro sie to czytalo. Trzymaj sie, jakos musisz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość os osamotniona
Jakoś się staram trzymać i nie poddawać ,ale zaczyna mi sił brakować...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość też czuję samotność
i podobnie wyizolowałam się tak jak ty. Tęsknię za dawnymi kontaktami, ale im bardziej ich pragnę to tym bardziej zamykam się w sobie. Jedynie "gadam" w necie i nie ze znajomymi, tylko z obcymi ludźmi, to jest taki pozór, że czuję sie wtedy trochę mniej samotna. :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Troche z innej baczki. U osoby powyżej w zielonym linku samotność, kryje się "nutella na śniadanie", admini mają tupet łącząc taki tag z nutellą :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×