Gość Ymsss Napisano Sierpień 11, 2014 Na wstępie od razu żegnam wszystkich haterów, niewyżytych zakompleksionych prawiczków, świętobliwe żonki i członkinie kółek różańcowych ;-) Od ponad pół roku spotykam się z żonatym mężczyzną. Zaczęło się niewinnie. Poznaliśmy się na pokazach lotniczych, od razu wpadł mi w oko... przystojny, wysoki o niesamowitych niebieskich oczach i powalającym uśmiechu.... Nie dawałam jednak tego po sobie poznać. Byłam wtedy w związku. Rozmawialiśmy. Próbował zaprosić mnie na kawę ale odmówiłam...bo jak już pisałam, byłam wtedy w związku. Jako, że światek lotniczy jest mały on szybko zdobył moje nazwisko i odszukał na fb. Zaczęliśmy pisać ze sobą. Czasem pytał, czy może porozmawiać.... doszło do tego, że zaczął mi się zwierzać z wielu osobistych spraw. Kiedyś przyznał mi się, że nosi ze sobą moje zdjęcie i często o mnie myśli. Oczywiście wiedziałam, że ma żonę. Początkowo traktowałam go jak dobrego przyjaciela.... atrakcyjnego przyjaciela :-). W międzyczasie mój związek rozpadł się i wcale nie z powody tamtego mężczyzny. Po roku od naszego spotkania On zawitał do mojego miasta i poprosił o spotkanie - wybierał się na kilkumiesięczne ćwiczenia i chciał mnie przed wyjazdem zobaczyć i gdzieś wyskoczyć. Nie zastanawiałam się ani sekundy. I tak się zaczęło. Kolacja, spacer. Nie poszliśmy wtedy do łóżka. Całowaliśmy się tylko... Dostałam od niego łańcuszek bez wisiorka.... wisiorek wziął ze sobą i powiedział, że odda go po powrocie jeśli do tego czasu nie przestanę go lubić :-) dziś mam na sobie łańcuszek z wisiorkiem... Po tych kilku miesiącach rozmów na skajpie, smsów, mailów nie mogłam już o nim zapomnieć. Po powrocie nie pojechał do żony. Przyjechał do mnie. Dopiero pod wieczór wrócił do siebie. Od tamtej pory spotykamy się 2-3 razy w tygodniu. Dwa dni temu powiedział, że złożył pozew rozwodowy i , że chciałby abyśmy razem zamieszkali... . Wystraszyłam się... boję się, że to wszystko zepsuje. Dobrze jest jak jest... na razie. Jestem niezależna i cenią to sobie... Spanikowałam i nie wiem czy jeśli odmówię to czy go tym nie zranię... Mam 9 letnią córkę i takie zmiany wydają mi się zbyt pośpieszne. Nikt z mojej rodziny nie wie o Nim... Jak mu powiedzieć, że to za szybko...? Nie sądziłam, że to wszystko się tak potoczy, tak szybko... Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach