Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość thomson

ona mnie nie chce...

Polecane posty

Gość thomson

Witam. chciałbym tutaj o czymś opowiedziec, pierwszy raz wypowiadam się na tego typu forum, ale cóż no. Liczę się z tym że dostanę szereg chamskich odpowiedzi, liczę też na poważne odpowiedzi, bez chamstwa itp. no więc... Jestem ze swoją kobietą 3 lata. cholernie ją kocham. Od razu chciałbym zaznaczyc, ze jestem typem romantyka... - może to staroświeckie, dziwne, ale trudno - taki jestem. nie udaje nikogo innego przynajmniej. Pierwsze 2 lata byly piekne. Owszem, zdarzały sie wzloty i upadki, jak w każdym związku. Nie mniej jednak, każde z nas starało się, naprawiało się te błędy itp. Zawsze to ja byłem tym bardziej zaangazowanym, i wyrozumiałym. Była zwyczajna dziewczyna, która miała się "średnio" w domu - nigdy do jej domu nie przychodziłem, średnio z kasą, i w ogóle. Zawsze byłem ku temu wyrozumiały, i kochałem ją niezależnie od tego jak jest. Szanowałem to jak jest u niej w domu, jaką jest osobą, i nigdy nie oglądałem sie za innymi, zadnych skoków w bok, Nigdy jej nie okłamałem, nie odmawiałem pomocy - bycie dla niej kscięciem z bajki było moim celem. Nie miała swego domu - stworzyłem go dla niej. miała u mnie i przy mnie wszystko. to czego nie miała u siebie. Zaangażowała się w to moja matka nawet (ojca nie mam) w taki sposób, ze przyjęła ją jak swoją - bardzo się zżyły , dała jej do zrozumienia że zawsze w naszym domu jest mile widziana, może na nas liczyc. jej rodzina miała ją gdzieś, ja starałęm sie byc dla niej tą matką, ojcem - dziwnie to brzmi, ale tak jak mówie - chciałem dac jej te "domowe ciepło". dalej - mimo ze z moim statusem materialnym bywało różnie, sobie odmawiałem czegos, by jej dac. czy to środek dnia czy nocy, zawsze byłem jak mnie potrzebowała. zawsze ją broniłem, "przepędzałem" jakiś dupków ktorzy chcieli się do niej dobierac, kurna ile dla niej zrobiłem - mozna by niezly esej napisac. byłem taki, jakby chciala kazda kobieta - czuły, romantyczny, jednoczenie przyjacielem i kochankiem, starałem sie miec gest, mogła na mnie polegac, byłem wierny, nie chodziłem i nie chodze po zadnych klubach dyskotekach itp bo nie lubie, zadnych pijackich wybryków z kolegami, kurna no nic. powiedziała kiedyś ze takiego czlowieka jak ja, chcialaby za męża... ucieszyłem się jak diabli, lo zesz Boze ty moj. kobieta moich marzen - skromna, dobra, zadna sztuczna pusta itp, kochająca, zarazem piękna i naturalna - chce takiego zwyklego faceta jak ja - nie gonie za jakąś modą, nie imprezuje jak dziki wpieprz, nie lansuje się kasą bo uwazam ze to puste, zwyczajny kochający facet. Ja jej na to - ze wlasnie ona jest moja jedyną, i wiem ze chce u boku takiej kobiety zyc. do konca. ona tak mnie uscisskala z radochy, jezuuu, myslalem ze olece z radochy... mijał czas. nadal bylo ok. bylismy ze soba, kochalismy sie, spedzalismy czas, bywaly klotnie ale wyciagalo sie z nich wnioski - zylismy dalej... od jakiegos dluzszego czasu, sporo sie zmienilo.... stala sie zupelnie inna kobieta. przestala byc tą dobrą zwyczajną kobieta z wartosciami w ktorej sie zakochalem. chcialbym zaznaczyc - nie kreuje sie na jakis ideal. mialem swoje bledy. byłem chorobliwie zazdrosny - ogarnąłem tyłek i przestałem. zaufałem, tak jak powinno to byc. paliłem sporo papierosów - przestałem. bywałem bardzo nerwowy, krzyczalem - wiem ze kobiety wrazliwe nie lubia jak facet krzyczy, przeklina - ogarnąłem tyłek, zacząłem nad tym pracowac. panuje nad swoimi nerwami. kazdy robi jakies bledy, ale mysle ze warte jest to ze ktoś pracuje nad sobą nie... i tak było. nie mniej jednak nigdy nie zapominałem żeby byc, zeby sluchac, zeby wspierac, kochac, itp... idzmy dalej.. jak wspomnialem, zaczelo sie pieprzyc wszystko. zaczela byc inna. zimna, ciagle wsciekla, obojetna, przestalem byc jej potrzebny... dodam, ze jej status w domu zmienil sie. status zycia, pieniądze.... to chyba prawda ze niektorych ludzi zastrzyk dobrobytu i pieniedzy zmienia. odwrócila sie ode mnie. ja jej potrzebuje, by po prostu byla - jej nie ma. z dobrej kochanej dziewczyny za ktora mozna bylo w ogien skoczyc, zrobila sie kobieta zimna, samolubna, obojetna, przestalem byc jej potrzebny. sam jej sposob bycia sie zmienil, zachowanie, cholernie ucieka w trzepanie forsy, kazdemu chce dobrze chce pomoc, tylko nie mnie. ostatnie pół roku bylo bardzo intensywne w ten sposób, to naprawde boli jak ktos dla kogos wszystko, ten ktos tez obiecuje, a sprawia zawód... zaczely sie tez klamstwa, wymówki, wstydzi sie mnie.... ostatnio: uslyszalem od niej sporo deklaracji. ze ona wszystko zrozumiala. ze to zmieni, bedzie nad tym pracowac. razem oczywiscie - do tanga trzeba dwojga, wiadomo. a co uslyszalem w nerwach... ze jestem za kochany i dobry. ze inna to doceni. ze przy innej szczesliwy... ja nie chce innej. kurka, gadanie ze nie da mi tego co obiecala. potem jednak ze da. nie wiem juz co robic, myslec... jakie to dziwne: mówi sie ze faceci to dranie. nigdy taki nie byłem, robiłęm dla swej kobiety wszystko... potem kobiety ogólnie dziwią sie ze faceci niezaangazowani, nieufni, itp... ale mniejsza o to. co na to powiecie? co robic?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
chyba byles za dobry? Choj wie, bab nie zrozumiesz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×