Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Szare_kluski

Samotność w związku.

Polecane posty

Gość Szare_kluski

Liczę się z tym, że podobny temat mógł być już jakiś czas temu poruszany, acz pewna nie jestem. Jestem od pół roku w związku z mężczyzną poznanym przez Internet. On - 30 lat, ja 24. Mimo tego, że wydawał mi się być na początku nieco osobliwym typem człowieka, czasem wręcz dziwnym, coś mnie w nim przyciągnęło, nie wiem, czy to, że wreszcie mi się z kimś tak dobrze rozmawiało, czy to, że poczułam, że mam z nim jakąś nić porozumienia... Nie wiem. Stało się, zakochałam się po uszy. Byłam radosna - może nie szczęśliwa, ale na pewno radośniejsza niż w ogóle - ale przez dość krótki czas. Niestety, to związek na odległość. To utrudnia, ale oboje wiedzieliśmy, w co się pakujemy. Zaczął być zazdrosny o mojego przyjaciela, który jest gejem i czasami (rzadko, ale jednak) zdarzy mu się przyjechać do mnie na parę dni - nocuje wtedy u mnie w domu, ale w innym pokoju. Poza tym, moi rodzice są praktykującymi katolikami i nigdy by nie dopuścili do żadnej "ryzykownej sytuacji". Zauważyłam, że mojemu partnerowi nie podoba się w ogóle, gdy mówię o jakimkolwiek innym facecie, nawet o kuzynie, któremu też czasami zdarzy się wpaść, bo to rodzina... Gdy jesteśmy razem, niby jest dobrze. Niby, bo z reguły wygląda to tak, że ja gotuję, robię zakupy (głównie spożywcze), dopieszczam go, ale czuję się tak, jakbym mu służyła... Nie czuję wsparcia z jego strony. Mam wrażenie, jakby on moje wysiłki traktował jako normę życiową, że tak ma być. Nie zaproponował nigdy, że mnie w czymś wyręczy, dosłownie 2 razy w ciągu naszego bycia razem zrobił mi herbatę... Jest typowym przykładem dużego dzieciaka, przy którym trzeba wszystko ogarniać bez dostawania niczego w zamian... Pewnie w tym momencie zadacie mi pytanie, czemu z nim jestem. A, bo nie potrafię odejść. Panicznie boję się samotności. Taka prawda, że zawsze miałam niskie poczucie własnej wartości i, mało tego, nigdy nie byłam radosną osobą, więc na dobrą sprawę umiem tylko i wyłącznie żyć w smutku i żałości. Nie potrafię się cieszyć, chociaż mnie to męczy. A mój facet... Niby się pyta, czemu jestem smutna, ale nigdy nie potrafi mi powiedzieć, że przy mnie jest, że pomoże, że mam w nim jakiekolwiek wsparcie. A przecież mówię mu wszystko co i jak... Już nie wiem, co robić, ostatnio prawie codziennie popadam w marazm i nic, tylko płaczę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
1. mozesz porozmawiac o tym z nim o czym piszesz tu. na chuj piszesz tu, skoro sie tego nie dowie i dalej bedzie tak jak jest. myslisz, ze jak ci powiedza, ze racja, to sie automatycznie zwiazek zmieni na lepsze? nie zmieni sie, dopoki nie powiesz facetowi. 2. moze byc zazdrosny, bo to zwiazek na odleglosc, ale licz sie, ze na co dzien tez by byl. i nie jestem pewien czy wiekszosc facetow nie pilnuje swoich dziewczyn i zon. 3. to chyba tyle.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
To przestań go niańczyć i tyle. Jak zacznie stroić fochy, to mu uświadom o co chodzi. I nie zachowuj się jak desperatka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×