Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Samotna Ola

Chcę się tylko wygadać, wiecznie złamane serce

Polecane posty

Gość Samotna Ola

Echh, już czasami ręce mi opadają. Wyjechałam za chłopakiem za granicę, chociaż nie chciałam, ale naprawdę go bardzo kochałam. Miałam nadzieję, że się oświadczy (wtedy byliśmy razem już 3,5 roku), że pomyślimy o przyszłości. Tymczasem cały czas tylko słyszę, że praca, praca, praca, on w pracy jest jedyny kompetentny, jedyny wykwalifikowany, wszyscy inni to idioci, z którymi nie da się pracować, on najciężej pracuje, robi najlepszą robotę, inni nic nie robią i on później musi pracować za nich. Prawda jest taka, że ma jakieś chore niespełnione ambicje i zamiast wykonać swoją pracę to on skupia się na największych pierdołach chcąc wykonać swoje obowiązki PERFEKCYJNIE i przez to siedzi w pracy 11h dziennie. Rzuciłam swoją pracę abyśmy mogli się przeprowadzić bliżej jego miejsca pracy i teraz od 2 miesięcy nic nie mogę znaleźć. W międzyczasie okazało się, że moja kochana mama ma raka, przeszła operację a później radio i chemioterapię. Na dzień dzisiejszy jest super ale rokowania odnośnie raka płuca są złe. A mój chłopak stwierdził, że on chce wyjechać na inny kontynent robić karierę. Wczoraj mi powiedział, że w kwietniu chce pojechać na tydzień do Kanady zobaczyć jak tam się żyje, jak to wygląda itd. bo chce tam wyjechać. Kiedyś o tym rozmawialiśmy ale tłumaczę mu teraz, że nie chcę wyjeżdżać tak daleko od rodziny bo sytuacja w domu mi się zmieniła a ja stanowię dla mamy ogromne wsparcie. Mieszkając w Kanadzie (gdzie urlopu ma się na start 10 dni na rok!!!) to będzie praktycznie niemożliwe aby chociaż raz na rok wracać do Polski. I wiecie ci mi powiedział? Że on w kwietniu leci na obczajkę do Kanady, czy ze mną, czy beze mnie. Było między nami świetnie, jak w filmie a teraz... Nie wiem jak można w ogóle dzisiaj komukolwiek zaufać. Nigdy się nie puściłam, nigdy nikogo nie zdradziłam, zawsze miałam w sobie tyle miłości do ofiarowania a w czasie, kiedy ja sama potrzebuję wsparcia słyszę od "ukochanej osoby" coś takiego... Nawet nie mam się jako bezrobotna osoba dokąd wyprowadzić. Szukam pracy w rejonie kilkudziesięciu kilometrów, nawet nie wiem gdzie miałabym coś wynająć. Chciałam kupić samochód ale chyba trzeba będzie trzymać te oszczędności... Czy jako 27-latka mieszkająca za granicą mam w ogóle szanse poznać jeszcze kogoś? W życiu miałam tylko 2 chłopaków, w tym tego od 5 lat... Czuję się strasznie, jestem tu sama i nawet nie mam się do kogo odezwać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Czasami mam wrażenie, że on się nade mną wręcz znęca psychicznie... Nie wiem po co on ze mną jest skoro ma już zaplanowane praktycznie całe życie. Czy na tym polega związek, że nie patrz się kompletnie na sytuację drugiej osoby tylko dalej chce się robić swoje? Boże, ja zawsze myślałam, że jak się ludzie kochają to po pierwsze zrobią wszystko aby ze sobą być, po drugie się nie ranią w taki sposób, po trzecie wszystko planują wspólnie tak aby wszyscy byli zadowoleni, po czwarte patrzą się na siebie nawzajem i planują takie rzeczy jak wyjazdy czy zakładanie rodziny wtedy, kiedy im to pasuje a nie dlatego, że rodzinka mówi, że to już czas. I to jest kolejny problem, ja jeszcze zawodowo nie stanęłam na nogi a on z przeciwnika dzieci nagle pod namową brata uznał, że wkrótce chce je mieć bo on ma już swoje lata (31 lat). No tak, ale zaręczyn czy ślubu ani widu ani słychu, dla mnie to nie jest odpowiedni moment, a ten zaczyna robić to co mu starszy braciszek powie. Nie wyobrażam sobie zakładać rodziny z kimś, kto ma taką obsesję na punkcie pracy i kto spędza tam nie 8h dziennie tylko 11 i wraca zmęczony i nic nie robi w domu. Do tego mieszkamy w UK i mój chłopak w pracy obraża się za każdym razem, jak ktoś go poprawi gdy on zrobi błąd językowy co jest dla mnie już szczytem narcyzmu... Boże, jak on się tu zmienił. W Polsce był całkiem inny. Czuję się po prostu zdradzona. Ma ktoś chwilę dla mnie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Cześć Ola, Jesteście aktualnie w innych momentach życiowych. On idzie do przodu i poczuł, że może wiele, ma szanse, marzenia. Każdy ma prawo żyć jak chce, a jeśli ta praca go teraz najbardziej uszczęśliwia, to co możesz poradzić? Ludzie się zmieniają po wpływem wydarzeń, miejsc, pod wpływem innych ludzi, odkrywając siebie znajdując się w różnych sytuacjach. Zapewne to już nie jest ten chłopak jakim był kiedyś. Możesz albo to zaakceptować i dotrzymywać mu kroku, służyć uchem, radą, pokazując, że Ci zależy i delikatnie uświadamiać, że pracuje za dużo, albo możesz odejść. Myślę, że najważniejszą sprawą jest teraz kwestia Twojej pracy. Nie robiąc nic jesteś dla niego kulą u nogi, nie imponujesz mu, jesteś mało atrakcyjna jako osoba, której coś się nie udaje. Skup się na sobie! Obmyśl plan działania! Daj z siebie 100% w szukaniu pracy, nauki języka. Pokaż, że jesteś twarda i ambitna, że się nie poddasz, że też masz cele w zyciu. Nie narzekaj. Może Twoj partner spojrzy wtedy na Ciebie łaskawie i przypomni sobie, że przecież mu na Tobie zależy. Może za miesiąc czy dwa odpuści trochę z pracą i doceni inne rzeczy. Jeśli chodzi o Mamę to przemyśl jak jej możesz pomóc najlepiej i czy Twoja obecność przy niej jest aż taka konieczna. Obecność kogoś bliskiego non stop nie jest niezbędna. pozdrawiam, Aga

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
gośćwkość ja zawsze chu/jowo trafiam (aż dwa razy :D). Jak jego poznałam to pierwszy raz w życiu pomyślałam sobie "WRESZCIE GO POZNAŁAM, to ten jedyny, Boże co za Nirvana, dziękuję Ci Boże!". Naprawdę było jak w bajce. A później się zaczęło, praca, kariera, pieniądze, słuchanie porad starszego braciszka, który się wpieprza w nieswoje sprawy. Całe życie naprawdę strasznie pragnęłam miłości i choć rodzice dali mi jej mnóstwo (są najlepszymi rodzicami na świecie bo nigdy mnie nie zawiedli, zjawiali się jak superman jak tylko dzwoniłam z płaczem i zawsze mnie wspierali na wszystkie możliwe sposoby) ale ja potrzebowałam takiej partnerskiej miłości. Jak byłam nastolatką do pisałam jakieś listy do swojej drugiej połówki, choć nie byłam wtedy ani zakochana ani nic. Jak teraz sobie pomyślę, że w swojej głowie przez 5 lat zbudowałam coś, co się teraz sypie przez rzeczy, na które nie mam wpływu to pęka mi serce. Boję się wielu rzeczy. Jestem inżynierem i większość życia spędziłam w towarzystwie mężczyzn... Jak widziałam o czym oni mówią, jakie mają poglądy, jak nie szanują swoich kobiet... Mój taki nie jest. Ale jego podporządkowanie się poradom jego brata (który jak mieszkał w USA i był daleko to nie było z nim problemu) i to wieczne gonienie po świecie za pracą, gdzie on będzie klepany po ramieniu, gdzie awanse będą się lać strumieniami a on sam będzie miał pracę lekką, łatwą i przyjemną... to mnie dobija, bo takiego miejsca na świecie nie ma. Jemu się nigdzie nie będzie podobać. Poza tym wciska mi kit, że w Kanadzie się zarabia 30% więcej, a to bzdura. Mam internet i widzę, że zrabia się tam dokładnie tyle samo, co w UK na takich samych stanowiskach, ceny nieruchomości są podobne, a do tego 2,5 razy mniej urlopu, zima jak szlag po -30 stopni i do tego daleko od rodziny + gigantyczne korki. Ja nie wiem, po prostu nie potrafię zrozumieć jak to jest, że mowi się komuś, że się go kocha ale nie jest problemem wybranie zamiast miłości kariery i chęci przeprowadzenia się gdzieś indziej. Ja bym dla ukochanego mogła mieszkać w Pcimiu Dolnym gdyby była taka potrzeba, a tu żyje nam się dobrze, mamy dobre widoki na przyszłość, państwo jest opiekuńcze i wspiera obywatela a w Kanadzie nawet za przyjazd karetki płaci się $50... Nie rozumiem tego. KOCHAM CIĘ to powinny być słowa, ktore wyrażają miłość. A ja nie wiem co to w ogóle jest to, co on do mnie czuje. Jakiś czas temu się rozstaliśmy to ryczał całą noc... Więc po prostu nie rozumiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Aga, masz rację. Może nie jestem dla niego atrakcyjna, bo nie robię tak zawrotnej kariery, jak on. Ale nie potrafię w sobie znaleźć siły wiedząc, że ten związek chyli się ku upadkowi a ja nie wiem co mam ze sobą zrobić. Ale masz dużo racji. Natomiast nie rozumiem jak można budować związek, gdzie uczucia do partnera zmieniają się wraz z problemami, jakie pojawiają się u tej drugiej osoby. Ja teraz potrzebuję wsparcia a wychodzi na to, że powinnam w sobie znaleźć więcej energii tylko po to, aby jemu coś udowadniać, że jestem warta jego uwagi i czasu? Co do mamy to nie mieszkam z nią. Mama jest w Polsce a ja w UK. Do domu wracam około 3-4 razy w roku. Nie wyobrażam sobie jednak zamiany tych 3 razy na 0 razy bo niestety mieszkając w Kanadzie tak to by się skończyło. Poza tym... Jakby mojej mamy zabrakło nie wyobrażam sobie zostawić ojca samego, który też jest schorowany. Jestem dorosła i mam swoje życie, pępowinę odcięłam mając 19 lat, mając 22 lata utrzymywałam się w 100% sama (pracowałam i studiowałam zaocznie). Tu nie chodzi o to, aby latać do Polski co miesiąc albo żeby mieszkać z rodzicami ale nie wyobrażam sobie całkowicie ich zostawić i odwiedzać raz na kilka lat i robć to dla kogoś, kto stawia mi ultimatum. Gdyby moi rodzice byli zdrowi to nie byłoby z tą Kanadą problemu ale co to za związek, kiedy człowiek nie rozumie czym jest rak w rodzinie... Ale masz w zasadzie we wszystkim rację. Mogę albo mu się podporządkować albo związek się rozpadnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Menuaa
Współczucie Ci bardzo bo wiem jak to boli Myślę jednak że nigdy z tym facecem nie będziesz szczęśliwa !!! On wybrał karierę jego miłością jest praca a Ty jesteś dopiero na trzecim miejscu Uciekaj dziewczyno od niego jak najdalej . Jesteś młoda masz szansę poznać kogoś dla kogo będziesz, TĄ NAJWAŻNIEJSZĄ !!! Jest cala masa wolnych mężczyzn sama mam syna w podobnym wieku i jego koledzy również wolni . Głowa do góry.!!! Masz dobre serce ,troszczysz się o rodziców ,zaslugujesz na równie dobrego i troskliwego partnera ! Życzę Ci siły i powodzenia .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Miłość między dwojgiem ulatuje. Dużo się zmienia, nie dopuść nigdy do tego żebyś została z niczym, w przysłowiową ręką w nocniku. Nie istniejecie jako WY. Jesteś Ty i jest On. Możecie tworzyć zgrany duet idąc razem przez zycie, ale nie można się od kogoś uzależniać. Nigdy nie zrozumiem kobiet, które nie pracują i żyją na utrzymaniu męża. To ogromne ryzyko. A jak się rozstaniecie to co zrobią? Masz 27 lat, całe życie przed Tobą. Usiądź sama ze sobą i zamiast tego całego żalu który się z Ciebie teraz wylał zastanów się co dalej. Jak widzisz kilka najbliższych miesięcy swojego życia? Czy chcesz być z tym człowiekiem? Jeśli tak to jakie granice ustalisz, aby czuć się w tym związku dobrze i jak go przekonasz do tego żeby ich przestrzegał. Związek to wspólne decyzje. Wasze życie nie może się kręcić wokół niego bo nie będziesz szczęśliwa. Także powtarzam, najważniejsze jest Twoje działanie i konkrety, nie narzekanie i niemoc tylko żelazne punkty które krok po kroku wprowadzisz w życie i w zależności od rezultatu podejmiesz właściwą decyzję. Aga

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Dodam coś jeszcze. Jemu praca nie daje jako takiego szczęścia. Jemu szczęście daje, gdy jest podziwiany, szanowany, gdy ludzie zazdroszczą mu sukcesów. Gdy dostał pracę w UK i zwolnił się z pracy w Polsce największą satysfakcję czerpał nie z dumy, ale z tego, że inni ludzie mu zazdrościli. PRawda jest taka, że tę pracę dostał (później jego szef mu to powiedział) bo szef uznał, że pracownika potrzebują już (a on nie miał okresu wypowiedzenia bo właśnie skończyła mu się umowa w pracy i nie podpisał nowej) i szef uznał, że jak ściągnie Polaka za granicę to Polak tak szybko się nie zwolni zostawiając wszystko w Polsce i inwestując kupę kasy w osiedlenie się w UK. Do tego, jak zwolnił się z pracy w Polsce to później kontaktował się ze starymi kolegami z pracy. Liczył na to, że powiedzą, że po jego odejściu wszystko się posypało, że sobie nie radzą, że jest kiepsko. A oni powiedzieli, że jest ok i w sumie to kierownik tak rozdysponował obowiązki, że nie czują się bardziej obciążeni, firma przędzie tak jak zawsze i jest ok. To go wręcz doprowadziło do szału. Więc nie wiem, czy koncepcja, że praca daje mu szczęście jest dobrą analizą. Tu raczej chodzi o to, że on czuje szczęście tylko jak ludzie go podziwiają i mu zazdroszczą. Dodam, że pracuje w korporacji i w Kanadzie też się będzie rozglądał za korpo więc dziwi mnie, że liczy na jakieś kolosalne zmiany.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Aga, to nie jest tak, że żyję na jego utrzymaniu. Po pierwsze to on zaproponował przeprowadzkę, że wesprze mnie w szukaniu nowej pracy i to on chciał, abym z niej zrezygnowała. Zgodziłam się, ale dokładam się w pewnym stopniu do budżetu domowego. Ja też nie uznaję totalnego uzależnienia się od mężczyzny, absolutnie nie wchodzi to w grę. Dlatego szukam pracy bo w razie czego będę wiedzieć gdzie się przeprowadzić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Menuaa, dziekuję za miłe słowa. Trudno jest myśleć pozytywnie jak widzę, że tyle znajomych w wakacje wzięło ślub, są zapatrzeni w siebie jak w obrazek a ja wiecznie, nawet jak jestem w związku, to czuję się naprawdę samotna. Wybaczcie mi to żalenie się ale dzisiaj nie mam siły na działanie. Potrzebuję się wygadać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Kasia Kowalska - "Jak rzecz" Piosenka o Tobie. Przyjmij wyrazy współczucia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ola, oczywiście nie pisałam o Tobie i tym utrzymaniu tylko na przykładzie kobiet, które tak żyją. Twoja sytuacja może być zupełnie inna a ja Cię nie znam i nie oceniam. Widzę, jak bardzo załamana jesteś ale z doświadczenia wiem (mam lat 29 i identycznie jak Ty - od 22 roku życia jestem 100% samodzielna, również pracowałam i studiowałam), że jedyną radą jest działanie. Jesteś młoda, inteligentna, masz dobre serce i wielkie chęci aby obdarzyć kogoś miłością. Może ten chłopak ma jakieś braki - nie miał wcześniej tego podziwu, miał problemy w domu z którymś z rodziców, nie był doceniany i teraz wychodzą z niego takie rzeczy. Może on potrzebuje kilku lat, aby zrozumieć to co Ty już wiesz od dawna - co jest najważniejsze i jaki był naiwny i łasy na komplementy.. Pytanie czy chcesz to przeczekać czy on zniszczy Cię wcześniej swoim zachowaniem .. eh. współczuję, ale wierzę, że wybrniesz z tej sytuacji A.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Bez przesady z tą piosenką... :) "Nie mam nic" to lekka przesada bo tak się składa, że gdybyśmy zechcieli wrócić do Polski to stoi tam duże nowiutkie mieszkanie w centrum Wrocławia, które kupili mi rodzice i na start od razu mielibyśmy z głowy kredyt na 30 lat i byłaby to ogromna ulga dla ludzi, którzy chcieliby wystartować we dwójkę w budowanie małżeństwa i rodziny. Jestem wykształcona a teraz po prostu szukam pracy. Ta piosenka opowiada o osobie, która faktycznie może być dla kogoś kulą u nogi a ja poza tym, że wolałabym się osiedlić bliżej Polski nie mam więcej jakichś uciążliwych "wad". Uważam, że należę do tych osób, z którymi budowanie przyszłości nie jest trudne, o ile oparte jest na solidnych i wartościowych podstawach tylko te podstawy, jak się okazało po 5 latach (!!!) są po prostu różne. Czasami brzęczy mi w głowie przysięga małżeńska, nie znam całej ale czasami w filmie czy serialu się ją słyszy. "Na dobre i na złe" - z moim chłopakiem jest tylko "na dobre", niestety.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Aga, jest tak jak mówisz - kolejny raz masz rację - od zawsze jego rodzice wychwalali jego brata, a jego krytykowali (tylko że on na to zasłużył - jako nastolatek nie uczył się, ledwo zdał któregoś roku z klasy do klasy, maturę tez ledwo zdał, przychodziłdo domu pijany, palił często marychę). Za to wychwalali jego aspołecznego brata (uwierz mi, typ komputerowca - jest programistą - z tym człowiekiem nie było kotaktu, ty do niego mówisz "co chcesz zjeść" a on ci odpowiada "muszę kupić nową kartę graficzną). Zawsze brat był wzorem, był najmądrzejszy, najlepszy. Jak mój chłopak wziął się za siebie i skończył studia to ojciec mu powiedział "no nie wierzę, że skończyłeś studia, a ja myślałem, że nic z ciebie nie będzie" - ale to nie oznacza, że dorosły, 31-latek powinien kierować się jakimiś urazami sprzed 10 lat, skoro ma już swoje życie, sam o sobie decyduje i ma u swego boku kochającą dziewczynę, która by oczy wydrapała każdemu, kto by go chciał skrzywdzić. Ja też miałam w dzieciństwie czy będąc nastolatką różne sytuacje ale jako osoba myśląca zastanawiam się nad tym, co robię w życiu i trafiają do mnie celne argumenty. A do niego nie. Jak mu tłumaczę, że ze swoich sukcesów on sam powinien się cieszyć a krytyka innych ludzi powinna go nie obchodzić, to dla niego to są tak abstrakcyjne słowa, że on nie rozumie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Moje wnioski są takie, że jest mu z Tobą za dobrze :) Idź gdzieś z kimś może, ubierz się ładniej niż zawsze, pokaż, że skupiasz się na sobie. Uświadom mu, że może Cię stracić. Nic tak nie działa na faceta jak konkurencja :) Myślę, że w jego pracy na przestrzeni kilku miesięcy mogą zadziać się różne rzeczy i może trochę oswoić się ze swoją pozycją, może coś zrobić źle, wyciągnąć wnioski, że nikt nie jest idealny. Może te wszystkie komplementy go podbudują i napełni się ten wielki, pusty zbiornik i będzie mu dość :) Może warto przetrwać tą serię ohów i ahów skoro tak Ci zalezy? Może warto, bo masz dokąd wracać jak Ci nie wyjdzie. Określ sobie limit czasu jaki chcesz jeszcze poświęcić na ten związek, poczekaj na zmiany, staraj się te zmiany delikatnie wymusić. czas pokaże jak to będzie. A.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Nie da się nic wymusić, no chyba, że na mnie. Kiedyś rozmawialiśmy, zanim moja mama zachorowała i plan był prosty. Miałam podjąć byle jaką pracę w UK, rozbujać się z językiem, później podjąć jakąś pracę w swoim zawodzie (inżynier). Tak to wygląda, że bycie w "byle jakiej pracy" się przeciągnęło, bo byli tam prawie sami Polacy a angielskiego nie używałam tak często jakbym chciała. Ostatecznie z tej pracy zrezygnowałam a zapisałam się na kurs angielskiego, na krótko bo tylko na kilka tygodni ale mój poziom na koniec określono jako zaawansowany (C1) i od tamtej pory (2 miesiące) szukam pracy ale okazuje się, że w tym rejonie jest z nią po prostu gorzej. Plan byłtaki, że miałam popracować tu około rok jako inżynier, załapać doświadczenie (mam jakieś z Polski ale dość marne) a później będziemy myśleć o Kanadzie. Tylko że w międzyczasie moja sytuacja w domu z mamą się zmieniła i wszystko runęło. Wtedy mu powiedziałam, że w obliczu takiego problemu nie mogę dłużej myśleć o Kanadzie. I tak zostawiłam rodzinę dla niego (no ale kiedyś trzeba zacząć własne życie) ale nie mogę się od nich odciąć całkowicie w takiej chwili, jak teraz. Wszyscy żyjemy jak na bombie, stres jest od kontroli do kontroli a jak pisałam taki rak nie daje dobrych rokowań. On sam mi powiedział, że na moim miejscu to by wziął tu urlop do opieki nad chorym członkiem rodziny a sam by wrócił do Polski. Ja mu tłumaczę, że mam jego (i tak pojechałam do mamy po operacji na 2 tygodnie, kilka miesięcy później jak miała radioterapię też przyjechałam i jeździłam tam razem z nią) i że nie wyobrażam sobie rzucić tu wszystkiego i pojechać do domu bo aż takiej konieczności nie było. I mówię mu, że on by to wszystko zostawił i wrócił wspierać matkę, ale nie rozumie, że ja staram się łączyć nasz związek z obowiązkiem bycia wsparciem dla mojej rodziny. I mówię mu, że ja bym nigdy nie wymagała od niego, aby zostawił schorowaną rodzinę dla mojej kariery bo jak się żyje razem to bierze się na barki pojawiające się przeciwności losu a nie popada w takie skrajności jak "ja lecę do Kanady z Tobą albo bez Ciebie". Co to za związek i co to za wsparcie? On ma jakieś podwójne standardy, nie da się z nim rozmawiać. Cały czas mi wywleka, że umawialiśmy się kiedyś inaczej. No tak, ale sytuacja się zmieniła, poza tym tu żyje nam się dobrze, wynajmujemy mały domek, mieszkamy w ładnym miasteczku, do pracy ma rzut beretem a jemu się tu nic nie podoba i za wszystko obwinia mnie. Że to moja wina bo gdyby nie ja to on już by w Kanadzie dawno mieszkał, że ja opóźniam rozwój jego kariery i że on w tym kraju męczy się właściwie tylko z mojego powodu. Tłumacze mu, że nie pojadę do Kanady bo kocham moją rodzinę która mnie potrzebuje chociaż te kilka tygodni w roku (i która w przeciwieństwie do niego NIGDY mnie nie zraniła i nie zostawiła w potrzebie - ale akurat tego na głos nie mówię) i nie mogę ich zostawić CAŁKOWICIE dla jego kariery. Gdyby tu chodziło o coś innego... Gdybyśmy mieli chore dziecko z możliwością leczenia tylko w Kanadzie to byłoby inaczej. Ale mam zostawić teraz rodzinę dla jego kariery? Poza tym pisałam, że on idealizuje każde miejsce na świecie, gdzie go akurat nie ma a na miejscu się okazuje, że wszędzie jest podobnie, podobne zarobki, podobni ludzie, podobne ceny nieruchomości, podobne problemy. I on w Kanadzie moim zdaniem nie zostanie na dłużej niż kilka lat i znowu wyjedzie - pewnie do USA, gdzie oczywiście jego brat mieszkał. Rozwala mnie ta powierzchowność jego poczynań i manipulowanie faktami. Ode mnie wymaga uważam dość wiele ale w imię (jego zdaniem) NORMALNEJ PRACY (jak to mówi, chociaż nie wiem co on ma na myśli myśląc o "normalnej pracy") wymagać, abym zostawiła już całkowicie rodzinę, to dla mnie trochę za wiele. Zwłaszcza, że sam przyznał, że on by wrócił do Polski i zostawiłby mnie samą w Anglii na tyle, na ile by trzeba było... Tu jest właśnie pies pogrzebany. Czasami sobie myślę... wiem, że to złe... ale żeby jego też dotknął ten sam problem i żeby poczuł na własnej skórze jak to jest... i żeby wtedy miał przy sobie taką osobę, jaką jest on, żeby go zostawiła samego, z takim nieszczęście i z brakiem jakiegokolwiek wsparcia. Żeby zobaczył wtedy jak bardzo zdradzony czuje się człowiek, który tak desperacko potrzebuje wsparcia od ukochanej osoby a dostaje kopniaka w tyłek "bo kariera ważniejsza".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Dodam jeszcze, że za każdym razem, gdy ma gorszy dzień w pracy, wraca i mówi, że on chce zmienić pracę... i sugeruje Kanadę, to ja próbuję z nim porozmawiać. A on wtedy ucina i mówi, że umawialiśmy się, że zacznie wysyłać CV w połowie przyszłego roku. Jak przypominam sobie wcześniejsze rozmowy to pamiętam jak mu mówiłam, że nie wyjadę bo chcę być w rozsądnej odległości od rodziny. Ale jak grochem o ścianę, on w ogóle tego nie przyjął do wiadomości. Więc ostatecznie po prostu unikam tego tematu bo ilekroć powiem, że nie zostawię chorej matki bo być może po wyjeździe do Kanady już nigdy jej nie zobaczę, to on mi odpowiada, że biorę go na litość. Jestem w związku, gdzie nie ma miejsca na kompromis, nie mogę z własnym chłopakiem szczerze porozmawiać i nie mogę powiedzieć mu, co leży mi na sercu, bo za każdym razem on zaczyna się awanturować i mi wypominać, że kiedyś umawialiśmy się inaczej. Ja potrzebuję wiedzieć tylko jedną rzecz. Czy ze mną jest coś nie tak i czy ja robię coś źle? Czy to wszystko to moja wina? Czy wymagam za wiele?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Czy będąc w normalnym związku ta druga strona nie ma zasr/anego obowiązku być wsparciem dla osoby, która przeżywa nowotwór matki? Czy w typowej rodzinie tak jest, że żona ma robić to, czego akurat chce mąż a mąż nie musi się zastanawiać nad tym, czy dla całej rodziny takie zmiany będą dobre? Bo szczerze mówiąc, to ja już nie wiem jak wygląda zdrowa relacja między ludźmi. Nie wiem już, czego mam prawo oczekiwać, a czego nie. On tyle rzeczy mi już nagadał, że ja naprawdę czuję się, jakby to wszystko to była moja wina...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
uzalezniona jak nic, czas isc do psychologa :o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Samotna Ola
Myślałam zawsze, że miłość to jest swego rodzaju uzależnienie :) W końcu mając przy sobie osobę, którą się bardzo kocha, poniekąd dla niej żyjemy. Oczywiście to nie znaczy, że po rozstaniu się zabijamy, ale jakby nie patrzeć - żyć się odechciewa jak człowiek, który naprawdę kochał nagle ma złamane serce. Jeśli to się leczy i można do miłości podchodzić inaczej niż emocjonalnie to chętnie pójdę do psychologa. Poza tym u psychiatry już byłam ale dał mi jakieś idiotyczne leki (biorę je z doskoku), które zmulają fizycznie, a psychicznie jak było tak jest.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
kurczę musisz pisać aż tak długie posty, zastanów się kto to wszystko przeczyta? Niech może ta Ola pod chociaż swoje znaki (napisze czy to odpowiadają jej charakterowi) oraz tego gościa moze w ogole do siebie nie pasują i po sprawie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Eniiiii
Hej Samotna Ola, Przykro mi to pisać ale nie tworzycie prawdziwego związku na normalnych zasadach. On nie bierze pod uwagę tego, co Ty chcesz. Musi być tak jak on chce. Dlaczego z nim jesteś? Dla mnie jest rzeczą nie do przyjęcia, gdy partner nie okazuje WSPARCIA, ZROZUMIENIA. Twój rozkazuje Ci rzucić wszystko co masz, rodzinę w Polsce, życie w Anglii (przecież trochę czasu zajęło, byś się zaklimatyzowała) helloooł?? Jesteś od niego uzależniona jeżeli sama nie dostrzegasz tych faktów!! Powinien Cię wspierać, pocieszać, przecież choroba matki jest okropną sytuacją, mega bolesną i wyniszczającą psychicznie! Wywnioskowałam z Twoich wypowiedzi, że Twój partner ma to gdzieś!! No i super tekst roku - "jeżeli nie wyjedziesz ze mną do Kanady trudno, ja i tak pojadę z Tobą czy bez Ciebie" OMG je&łam o ścianę :D Słuchaj dziewczyno, masz 27 lat i żadnych planów co do ślubu, żadnej mowy o zaręczynach chcesz się bawić tak bez końca?? Widzisz ile dla niego znaczysz! NIC bo osoba która kocha nie wypowiada takich słów. Nigdy nie powiedziałabym tak mojemu. Mam 22 lata i jestem od roku zaręczona. Współczuję Ci, że bawisz się w licealny związek bez planów. Nie widzisz tego, że w niedalekiej bądź dalekiej przyszłości wasza "wspólna" (choć raczej Twoja i jego - tak to będzie odpowiednie określenie) bajka się skończy. Wyniszczy Cię do szpiku kości jego postawa wobec Ciebie, a on nie zrezygnuje ze swoich chorych ambicji. Współczuję. Masz jeszcze dużo czasu na znalezienie prawdziwej miłości. Ale nie masz czasu żeby marnować swoje życie przy osobie, którą nazwać partnerem nie można.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gościówa47
Oleńko kochana, byłam 20 lat w toksycznym związku z facetem, który tak naprawdę to kochał tylko samego siebie. Wiesz co było moim problemem? Że kochałam za bardzo! Siebie odstawiłam na boczny tor. Liczyła się jego praca,jego marzenia, jego wizja zamieszkania 700 km od rodziny....jego.....jego.......... Teraz jestem kobietą po 40-tce, parę lat po rozwodzie ( moja pierwsza samodzielna decyzja) i wiesz co? Nareszcie odnalazłam siebie!!!!!! :) :) ):) Wiem już, że mam prawo mieć przyjaciół, że mam prawo mieć dobre relacje z rodziną, mam prawo do ....swoich praw :) Dlatego dziewczyno, nie namawiam do zerwania związku, ale błagam - zweryfikuj swoja pozycję w nim. Wiem, co mówię. Pozdrawiam i ściskam serdecznie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Eniiii
Jeszcze coś: wg mnie jesteś super dziewczyną, inteligentną, kochającą. Wiesz ilu facetów oddałoby wszystko by mieć taką kobietę?? Jesteś za dobra dla niego!! Tak kończą wszystkie dobre dziewczyny, mam takie koleżanki które były jak do rany przyłóż, jak miód a dostawały kopa w &*pe! Ja nie jestem taka. Owszem jestem mega ciepłą, opiekuńczą osobą, radosna itp. ale wiem że nie mogę być taka zawsze. Facet musi gonić za kobietą. Chciałam żyć non stop mega romantycznie - nie wiem jak to określić. Żeby w kółko słyszeć i wymawiać wyznania o miłości, ciągłe przytulanki itp. i jakże doznałam wstrząsu jakbym walnęła głową w beton że tak nie można :-( bo facet nie będzie tak biegał za swoją kobietą. Było mi mega przykro bo chciałam żyć tak cały czas. No nic przyjęłam to do wiadomości z bólem serca i facet klęczał po 2 latach z pierścionkiem. Musisz być stanowcza. Silna. To nic że teraz szukasz pracy. Musisz się cenić wysoko! Lepszej nie znajdzie! Dbaj o siebie, ubierz się mega seksownie, wyjdź gdzieś na dłużej żeby zastanawiał się gdzie jesteś. Przełam rutynę, znikaj gdzieś. Wiem, że go kochasz. Walcz o ten związek żebyś żalu do siebie kiedyś nie miała. Ty musisz stać na pierwszym miejscu, nie jakaś praca. TY JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZA. Tylko Twoja miłość może dać mu szczęście, bo bez Ciebie nic nie ma sensu. Spraw żeby to pojął. Powodzenia!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jak wiele ciekawych rzeczy można przeczytać w takim temacie :) ale wiecie co, czy spotkaliście się z takim związkiem w którym jest taka Ola i ma fantastycznego partnera? Nie. Coś w tym jest, że jak ktoś jest beznadziejny to ta druga strona potrafi zdobyć dla tego tyrana gwiazdkę z nieba. Jak z kolei facet jest fantastyczny to dziewczyna go nie docenia. Coś w tym jest, że ludzie się nie odnajdują w układzie, że oboje się chcą mocno starać i tworzyć coś trwałego kiedy druga osoba też tego chce.. bo wtedy jest albo nudno, albo nie chce się starać już. A.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mój mężczyzna zostawił mnie 27 lutego po 12 latach bycia ze sobą. Nie umiałam sobie z tym poradzić. Wiedziałam że jedyną szansą dla mnie jest Go odzyskać. I tak też uczyniłam. Wszystko dzięki urokowi miłosnemu ze strony http://urok-milosny.pl – wrócił do mnie i jest jak dawniej, a nawet lepiej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×