Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Nadel

w kropce...

Polecane posty

Gość Nadel

witam, mieszkamy za granica, juz jakies 7 lat... wjechalam tutaj z chlopakiem, decycje o wyjedzie podjelismy dosc szybko a w zwiazku bylismy ok. rok czasu. Decyzja o szybkim slubie spadla na mnie jak grom.... ( z powodu dok. odnosnie pozwolenia na prace w DE, ja mialam papiery niemieckie on nie, na polskich dokumentach nie mozna wtedy bylo podjac pracy na terenie Niemiec, mimo UE) ale jakos sie tym nie przejmowalam, bylam zakochana i chialam zaczac jak najszybciej nowe zycie u jego boku Zamieszkalismy na poczatek u jego rodziny, i zaczelismy prace, w miedzy czasie kurs jezykowy. Bardzo chialam sie szybko przeniesc na inne mieszkanie, bo u rodiny zylismy na malym pokoiku z wspolna kuchnia. I tez tak sie stalo, kto szuka ten znajdzie. Po ok. pol roku wspolnego lokum z rodzina wyprowadzilismy sie do swoich 4 sian. Zaczeslismy sie urzadzac... itd. Po jakis czasie zaczely sie problemy w pracy, oboje pracowalismy dla tej samej firmy. Bylismy przemeczeni, bo pracowlaismy ponad 12h/na dzien do tego kurs jezyka, dojazdy. Bylismy zfrustrowani, niedocenieni, to byl ciezki okres dla nas ale przetrwalismy go wpolnie. Po ok 2 latach zmienilismy prace, teraz juz nie pracowlismy wspolnie. Nowi ludzie, prawie sami Niemcy =P ale wyszlo nam to na dobre bo otwarlismy sie na jezyk i nie bylismy skazani tylko jeden na drugiego... Obecnie dalej jestesmy tam gdzie jestesmy. Ale dlaczego w sumie zaczalam ten watek.... Chodzi o mojego meza, przyjezdzajac z nim tutaj bylam w siodmym niebie, mega szczesliwa... itd. Jednak po ok. 3 latach wtedy kiedy zauroczenie opadlo zaczelam widziec jasniej. On jest bardzo dobrym czlowiekiem, szanujemy sie, nikomu by krzywdy nie zrobil, ale jednak brakuje mi w nim mezczyzny. Nasze zycie osobiste nigdy nie bylo moze ubarwione bo przez ten caly okres czasu, kiedy tutaj trwalismy nie wiele czasu pozostawalo tak na prawde dla nas. Teraz kiedy sytuacja finansowa sie odmienila i w sumie wszystko jest i mozna by zaczac dzialac.... jakos to sie nie posuwa w tej kolejnosci co powinno. Bardzo rzadko gdzies wychodzimy, a jak juz gdzies wyjdziemy to jaczesciaj na miasto cos zjesc, albo z mojej inicjatywy. Bardzo malo prawdziwych rozmow, planow, o wyglupach juz nie ma mowy, wszystko zrobilo sie takie yyyyhhh... Wyszlam z propozycjami azeby pojsc wspolnie na kurs tanca, albo na wpolny kurs plywania. Niby na to otwarty ale jakos sie nie potrafi zmobilizowac. Kiedys zapisalam nas na silownie. To na poczatek biegal tam ze mna prwie co drugi dzien, ale z czasem... coraz mniej, bo praca, bo zmeczony, bo go ramie boli... bo ma zly nastroj..... W calym tym okresie odkad tutah jestesmy bylismy moze z 3 x na baletach,w kinie moze z 5 x. Jego jedyne zainteresowania to laptop i filmy, rzede wszystkim horrory, jakis alkohol, zeby obok stal, jedzenie i azby moc sie wyspac. Co roku jezdzimy na wspolny urlop, ale i jakos w tym okresie zauwazylam zmiane... niby jestesmy razem, ale obok siebie. Na zdjeciach wszystko niby ladnie, ale jak pomysle o tych wspomnieniach wakacyjnych, to juz tak niestety nie jest. Oddalamy sie... wiem, ze kazdy zwiazk z biegiem lat rozwija sie, ale my stoimy w miejscu. Mam czasem takie wrazenie ze tylko ja staram sie go pchac na przod. O wiele rzeczy jestem tez bardziej odpowiedzilna, bo lepiej znam jezyk. Odkad zamieszkalismy wspolnie, zrobil sie troszke wygodny, moja wina lezy tez w tymi, bo go rozpiescilam, ale nie mialam w tym zlego zamiaru. Zdrowe obiadki, perfekcyjnie urzadzone mieszkanie, gdze jest lad i porzadek. Dbm o siebie jako kobiete, nie jestem tam jakims straszydlem i o niego rowniez (jestem stylistka z zawodu) wlosy, ubior, silownia, ogolnie caloksztalt. Chcialam azeby moja druga polowa zawsze dobrze wygladala. Bo razem przeciez jestesmy druzyna. W domu troche obowiazow przejal i mi w nich pomaga, czy tez wyjazd po wieksze zkupy. Mimo tego czuje sie choooolernie zaniedbywana i mowie mu o tym. Ogolnie chce i jest chetny do zmian ale jego mobilizacja jest bardzo slaba. Wiele rzeczy o ktorych mu mowie, zapomina albo slucha te co go interesuja. Nasze sprawy lozkowe to tez.... temat rzeka, nigdy nie bylo fikusnie, ale zawsze staralam sie cos zmienic, bielizna, buty na obcasach, jakis striptiz a moze gdzies poza lozkiem, domem.... rano nastawialam zegarek na godzine wczesniej azeby umilic nam czas, ale jakos nie odbija tej podrzucinej przeze mnie pilki. Ilez mozna probowac. A ja kocham sex i chce wiecej! Jego inicjatywa jest bardz slaba, nawet wyslalam go do lekarza na badania, czy mu nic nie dolega, ale wszystko jest w porzadku. Odnosnie przyszlosci tez nie mowi za duzo. Mam 32 lata, on 37... chcialabym zebysmy mieli wspolnie dziecko, ale jakos ten temat nie warca. Sam go nie zaczyna. Jak juz mowi o przszlosci to o nowym samochodzie, albo o nowym kinie domowym?? O.O Czy to syndrom Piotrusia Pana? Pomysl o wspolnej wizycie u terapeuty, odrzucil. Sam powoduje, ze robie sie kasiliwa, humorzasta, oziebla no ilez mozna!!! Zastanawiam sie o seperacji....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rozumiem,że czujesz się osamotniona w tym związku bo rzeczywistość Was przerosła.Od razu zaczęliście bardzo ostro i praca pochłonęła Was do reszty zamiast budować relacje.Teraz,po kilku latach już stare przyzwyczajenia i to dlatego.Porozmawiaj z nim szczerze,wyrzuć przed nim to co tutaj na forum i możesz postawić ultimatum,że albo on też się postara abyście się lepiej dogadywali albo odchodzisz.Jesteś młoda i życie masz przed sobą :). Nie warto się z kimś męczyć albo w końcu zdradzić bo brakuje Ci czułości.Powodzenia :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×