Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość zagubionainiepewna

Mój przyjaciel nie chce już żyć

Polecane posty

Gość zagubionainiepewna

Wszystko zaczęło się ponad półtora roku tomu. Przypadek w losowaniu osób na gg, zaczęła się rozmowa, zwykła jak inne, ale od początku było w niej coś szczególnego. On bardzo szybko zaczął się zwierzać: chroba, niewierna żona, myśli samobójcze... Bywało lepiej i gorzej, bywało tak, że przez dłuższy okres czasu nie rozmawialiśmy, z czyjej winy - pewnie obojga. Ostatnio poinformował mnie o tym, że on już zna swoje zakończenie, że to bliżej niż dalej. Po wielu próbach naklonienia go do spróbowania czegokolwiek co moglobyby pomóc - najważniejsze to wizyta u psychiatry, ponieważ uważam że ma silną depresję, a jego stan samopoczucia nieustannie wahał się od euforii po depresję, przypuszczałam, że to na nią własnie cierpi - uciekłam. Napisałam, że to dla mnie za dużo, że tego nie zniosę i nie będę sobie w stanie poradzić z taką stratą. Nie mogę wszystkiego przeżywać otwarcie, ponieważ mam męża, który o naszej znajomości nie ma pojęcia. Dla wszystkich, którzy zaraz zaczną na mnie wieszać psy - nigdy się nie spotkaliśmy, nie zdradziłam z nim męża mimo, że na początku znajomości często tematy naszych rozmów do tego nawiązywały - w końcu jeśli rozmawiasz z kimś codziennie, prędzej czy później zapuszczasz się w niebezpieczne rejony. Po ok. 2 miesiącach codziennego pisania przeczytałam, że on ma już dość, że więcej nie wytrzyma (żona straciła wówczas pracę), jednak po dwóch dniach odezwał się - żył. Na chwilę obeceną nie wiem co z nim, przestał się odzywać, nie daje znaku życia, a ja staram się wierzyć, że nadal ono trwa. Proszę o wasze sugestie, co robić i jak robić. Nie mam szansy na zareagowanie, kiedy napisze mi, że to już. Mam jedyynie jego numer telefonu i nic poza tym. Trwalibyście czy uciekalibyście gdzie pieprz rośnie? Czy ktoś jest w stanie to wytrzymać?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
mozesz sie nawet i wieszac i truc trutka na szczury

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jeżeli tylko i wyłącznie piszecie, to nie znasz człowieka. Nie wiadomo czy cokolwiek o czym pisaliście było prawdą. Może on po prostu chce wymusić spotkanie z Tobą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pisałaś z żonatym?? Typowa polka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zagubionainiepewna
Tak, pisałam z żonatym. Na początku ustatliliśmy, że przygody i skoki w bok nas nie interesują i tego straliśmy się z lepszym lub gorszym skutkiem trzymać. Skoro określasz mnie mianem typowiej polki z tego powodu, co konkkretnie Ci w tym nie odpowiada? Jeśli Ty jesteś takim odważnym/odważną to idź do swoich kolegów czy koleżanek i powiedz - słuchajcie moje życie jest do d**y, jestem beznadziejnym przypadkiem. Idź! Spróbuj! i wtedy dopiero postaraj się mnie zrozumieć. Nie prosiłam was tutaj o ocenę moralności mojego zachowanie, tylko o radę. Jestem świadoma tego, że nie byłam w porządku wobec męża jak równiez tego, że kiedyś z pewnością poniosę tego konsekwencje. Wybrałam świadomie, bo czy jakiekolwiek konsekwencje mogę być większe niż utrata przez kogoś życia? Dla mnie nie i gdyby możliwe było cofnięcie się w czasie podjęłabym dokładnie taką samą decyzję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×