Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Czy dobrze zrobiłam?...

Polecane posty

Gość gość

Jesteśmy z moim chłopakiem od roku, mieszkamy razem, ale znamy sie już dłużej. Przez kilka lat byliśmy przyjaciółmi. Bardzo dobrze się dogadujemy, nie mamy przed sobą żadnych tajemnic, mówimy sobie o wszystkim i bardzo się kochamy. Na początku moi rodzice nie byli zadowoleni z mojego wyboru, bo nie ma skończonej żadnej szkoły, żadnego zawodu...musiałam podjąć dość radykalne kroki, ale gdy zobaczyli, że jestem szczęśliwa i mój chłopak jest dla mnie dobry odpuścili i cieszą sie razem ze mną. Bardzo go polubili. Ale nie o tym chciałam napisać. A mianowicie od początku naszego związku bardzo dziwnie czuję się u niego w rodzinnym domu. Nie mam nic do jego rodziców, są dobrymi ludźmi, bardzo głęboko wierzącymi, religijnymi... Ale kiedy przyjechałam do nich pierwszy raz, żeby ich poznać nawet sie ze mną nie przywitali, nie podali mi ręki, nie zamienili słowa, usiedli w innym pokoju i oglądali telewizor. Czułam sie strasznie głupio, nie wiedziałam jak mam sie zachować, bo przecież jeśli oni są gospodarzami, ich syn przywozi do domu swoją dziewczynę powinni chociażby podać jej rękę i zapytać jak ma na imię. Jestem osobą bardzo szczerą i otwartą, na ogół bardzo dużo mowię, a tam nie wiem jak mam sie zachować i czy w ogole mam sie odezwać. I niestety tak jest za każdym razem jak do nich pojedziemy. Nigdy jeszcze nie usiedliśmy wspólnie, czasami dzwonią do nas i zapraszają na niedzielny obiad, a gdy przyjedziemy mówią: "weźcie sobie, obiad jest w kuchni"... Nigdy jeszcze z nami nie usiedli wspólnie i nie zjedli. Czuje sie jak głupia, bo przyjeżdżam do nich i tak naprawdę nie wiem po co. Zawsze jest tak, że my musimy isc do nich do pokoju. Oni wtedy oglądają telewizor albo śpią, czasami troche pogadają i koniec. Czuje sie olewana, jakby mieli mnie gdzieś. Zawsze jak jedziemy do moich rodziców siedzimy razem, rozmawiamy, śmiejemy sie, jemy wspólnie śniadania, obiady, kolacje, robimy grilla, śpiewamy, leci muzyka... A tutaj... Cisza... Od jakiegoś czasu nie mam w ogole ochoty jeździć do jego rodziców. Bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego, wiem że to nie jest jego wina. Było mi bardzo cieżko mu o tym powiedzieć, bo nie chciałam go ranić, zbierałam sie bardzo długo. Wczoraj mieliśmy jechać do jego rodziców, ja powiedziałam że nie jade. Zapytał mnie dlaczego. I wszystko mu powiedziałam. Powiedział, że jestem przewrażliwiona i od razu zaczął mowić na moich rodziców, jacy oni są i że on też się u nich zle czuje po tym jak go kiedyś potraktowali... Nie wiem czy w ogole dobrze zrobiłam odzywając sie, ale jestem szczera, nie chce przed nim tego ukrywać, bo mnie to męczyło. Powiedzcie mi prosze czy dobrze zrobiłam i co w ogole na ten temat sądzicie. Nie mam z kim o tym porozmawiać :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Moim zdaniem dobrze zrobiłaś, że powiedziałaś chłopakowi co czujesz. I nie powinnaś więcej jeździć do jego rodziców, skoro czujesz się tam źle. Idź za głosem swojej duszy. Nie tłum jej w sobie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×