Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Dla mojego chłopaka ważniejsi są koledzy i prochy

Polecane posty

Gość gość

Tak jak napisałam w temacie, tak właśnie czuję. Jesteśmy razem od 3 lat i mamy 10 miesięcznego synka. Od jakichs 7 miesiecy moj chlopak nie ma dla mnie czasu, codziennie wychodzi z przyjacielem zapalic marihuane, przynajmniej raz w tygodniu biorą cos mocniejszego (jakiś koks, amfetamine lub mefedron) i siedza cala noc rozmawiajac i sie bawiac. Kiedy zaczelam zwracac mu uwage ze nie spedzil ze mna i dzieckiem nawet jednego wieczoru od 3 tygodni, ze ciągle cpa i zagrozilam ze odejde obiecal ze to sie wszystko zmieni i rzeczywiscie sie zmienilo- na 2 tygodnie. Pozniej znow koleżka i ćpanie. Poczekalam kolejne 2 tygodnie i znow probowalam pojsc na kompromis, jednak z zadnych kompromisow się nie wywiązał, ciągle łamie dane słowo. Probowalam prosic, plakac, grozic i nawet go na chwile zostawilam i dalam mu umowe alimentacyjna do podpisania Obiecal za kazdym razem ze zmieni cale swoje zycie, mowil ze jestesmy dla niego najwazniejsi i za kazdym razem po klotniach, grozbach, rozstaniach bylo miedzy nami bardzo dobrze przez 2-3 tygodnie. Koniec koncow dzis znow pomimo jego obietnic spedzam wieczor i noc sama z chorym wymiotującym dzieckiem zamartwiajac sie i czekajac na specjalistyczne badania, a On się bawi z kolegami. Nie chciałabym go opuszczać bo wiem, że się trochę pogubił po śmierci ojca i że jest wartościowym mądrym i inteligentnym człowiekiem. Jestem przy nim ciągle, wspieram go, staram się rozmawiać, tłumaczyć, nawet grozić utratą syna- który widzę, że jest dla niego wazny, ale to nic nie daje. To co on robi ze swoim życiem i zdrowiem dobiło mnie do tego stopnia, że walczę z nerwicą, chodzę ciągle zdenerwowana, obgryzłam wszystkie paznokcie do krwi, mała drobnostka powoduje że się denerwuję i trzęsę. Czuję jak kazde zlamane przez niego slowo niszczy mnie od srodka. Z drugiej strony kocham go, nasz syn też za nim szaleje i boję się że jak go zostawię to przestanie tylko zażywać narkotyki raz na jakis czas, a uzalezni sie od nich calkowicie. W tych chwilach kiedy jest dobrze widzę jak się stara pokazać, że mu na nas zalezy że jestesmy wazni dla niego, jak mu mowię że odejdę i zabiorę dziecko to płacze i błaga żebym go nie zostawiała. Myślicie że warto jeszcze walczyć o ten związek? Nie potrafię już z tym wszystkim walczyc, zabiegać o jego czas i nie mam pomysłów w jaki sposob jeszcze mogę mu pomóc:( Moze ktoś cos mi doradzi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie zamartwiaj się i nie szantażuj go odejściem. Czytaj O uzaleznieniach jak najwięcej, byś miała wiedzę. Jak chce się zaćpac i umrzec, to nic na to nie poradzisz. Tak to jest z uzaleznieniami. I Twoja nerwica nie obchodzi go. Do alkoholika, narkomana najwazniejszy w zyciu jest nałóg. By z nim walczyc, sam musi tego chciec. Dystans, dla wlasnego zdrowia. Nie uratujesz go, jak sam nie bedzie chcial się uratowac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sama jestes współuzależniona,musisz wiac od niego..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zostaw go,inaczej zniszczysz swoje zycie i dziecka.Nie pomozesz mu jak sam nic z tym nie zrobi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Od osoby uzależnionej nie ma się co spodziewać, że logiczne argumenty do niej dotrą. Jedyne co możesz zrobic, to zająć się sobą i dzieckiem i z bólem serca, ale zostawić męża w spokoju. Im bardziej będziesz naciskać, tym bardziej się będzie oddalać. Zadbaj o to, żebyście byli z dzieckiem zabezpieczeni finansowo. Poczytaj o osobach wspoluzaleznionych. Nie próbuj ratować meza... nie dasz rady. Z uzależnień się wychodzi po tarapiach i samozaparciu, a nie na prośbę czy groźbę innych ludzi. Trzymaj się dzielnie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jesteś współuzależniona bo go usprawiedliwiasz. Syn jest dla niego ważny? To czemu jak jest chory go nie ma? Nie jesteś konsekwentna.. Mówisz, ze odejdziesz a jak przyjdzie co do czego to nie odchodzisz. Mój ojciec jest alkoholikiem. Stracił całą rodzinę.. Odeszliśmy od niego. Dalej pił. Po 8 latach powiedziałam, mu ze nie będę przyjeżdżała z moja córka do niego i przestał pić w obawie, ze straci wnuczkę. A teraz mój maz. Ha.. Robił to samo co Twój.. W sumie nie wiem czy dalej nie robi. Byłam taka jak ty.. Ja byłam z dzieckiem w szpitalu jak miało rotawirusa.. On miał wszystko w dupie. A jeszcze krzyczał ze to ja jestem egoistka i zrzucał winę na mnie.. Poczytaj sobie kochana o agresji słownej. Oni zwalaja winę na nas o wszystko. On się musi napić/ naćpać przez nas. Żałosne. Złożyłam wniosek o rozwód z jego winy w styczniu. Już były bijatyki .. Podbił mi oko, dusił norma. A ja byłam ślepo zapatrzona. Odezwał się w marcu bo miał ciąg dopiero zauważył ze nas nie ma. A ja juz kogoś poznałam i mieszkalam z nowym partnerem. Później odezwał się w czerwcu.. Dałam mu szanse ale dalej z nim nie mieszkam. Rozwód mam za miesiąc i mimo tego ze on znów pracuje i się stara to się rozwiode. Robię mu testy jutro. Zobaczymy. Ty po pierwsze odejdz od niego. On musi uwierzyć ze was straci. Musi sam chcieć iść na terapie. Zajmij się dzieckiem i nie patrz na niego. Jak chcesz pogadać Liz.sir@wp.pl

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×