Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość skrytadobólu

Nienawidzę jego matki i siostry

Polecane posty

Gość skrytadobólu

Witajcie, Na wstępie chciałabym napisać, że wiem, że temat może się powtarzać i już w jednym forum pisałam ale brak odzewu w tej sprawie... :( Mimo to postanowiłam napisać co mnie dręczy, ponieważ coraz gorzej sobie z tym radzę. Zwracam się tutaj, ponieważ mam poważny problem. Jestem w związku od około 5 lat, między mną a moim partnerem jest bardzo dobrze, mimo że jest on ode mnie rok młodszy (ja mam 23 lat, on – 22). Owszem, zdarzają się trudne momenty, ale nie o tym mowa. Mowa o jego rodzinie, konkretniej to o jego siostrze i matce. Kiedyś miałam z nimi dość dobre relacje. Wszystko psuć się zaczęło w marcu 2013 roku. Zaczęła wypisywać do mnie natrętna wielbicielka mojego chłopaka. Gdy siostrunia mojego chłopaka dowiedziała się o tym, zaczęła mi dokuczać, tzn gadać texty typu „Ojej, mój braciszek ma ciche adoratorki” itp. Nie, to nie było żartobliwie powiedziane. Celowo tak mówiła bo doskonale wiedziała, że sprawia mi to przykrość… Później zaczęłam poznawać nieciekawe fakty z jej życia, że zdradzała swojego byłego już chłopaka, obgadywała mnie itp… Moja ostatnia wizyta w rodzinnym domu mojego faceta miała miejsce w wakacje 2013 roku. Dokładniej to w sierpniu. Nie kryłam już wtedy mojej nienawiści do niej ani ona swojej podłej osobowości. Doszło do przepychanki słownej między mną a tym czymś, po czym szanowna mamusia zaczęła się wtrącać do naszej kłótni, że nie życzy sobie czegoś takiego itp. Nie ukrywając swojej furii wyszłam wtedy z kuchni i poszłam do pokoju swojego faceta, niechętnie zostając u niego w domu na noc. Dzień później dowiedziałam się, że miałam niby pyskować do ich matki, a matka UWIERZYŁA W BREDNIE SWOJEJ CÓRKI… Od tamtej pory minęły 3+ lata. Nie przyjeżdżam do jego rodzinnego domu. Jeszcze 1-2 lata temu mój partner nie poruszał tego tematu. Od jakiegoś czasu zaczyna wywierać na mnie presje, abym tam przyjeżdżała. Zaczął także manipulować faktami, że jego siostrunia jest niewinna (ta jasne, ta krowa obgadywała mnie i skłóciła mnie z ich matką…:/). Zastanawiam się także czy nie powiedzieć/napisać jego siostruni szczerze co o niej myślę (nie, nie będę jej wyklinać). Ta sytuacja zaczyna mnie z dnia na dzień przerastać… Mam tego dosyć… Pisząc w skrócie: siostra mojego chłopaka nagadała na mnie głupot na lewo i na prawo i mnie skłóciła z ich matką. Jego siostry nienawidzę, zaś do ich matki mam ogromny żal, nie potrafię się z tym pogodzić…! Co mam zrobić?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jesteś jeszcz młoda, i nie rozumiesz, że milczenie jest ZŁOTEM. W kontaktach z rodziną partnera , męża, powinna obowiązywac zasada, ze im mniej mówisz, tym lepiej. Usmiech, kultura, dystans. I nie można wbijać klina między partnera, a jego rodzinę. Twoja niedojrzalosc aż bije w oczy...nienawidzić kogoś? Za co? Za to, że Twój facet jest ciapą, i nie naprostowuje od razu głupich tekstów i komentów? A ta "wielbicielka" czemu pisała do Ciebie? I nie umiałas odpisać tak, by jej w pięty poszło? Za dużo w Tobie gniewu i agresji, może dlatego, że przyczyną jest Twój niedojrzałe facet.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość skrytadobólu
Podejrzewam, że :wielbicielką: była jego siostra, pisała do mnie z identycznej bramki smsowej co mój partner. Co do presji partnera to kilka tygodni temu znowu męczył temat moich potencjalnych odwiedzin w jego domu, ale szybko zmieniłam temat rozmowy. To trudne dla mnie, ja go kocham, a to co zrobiła jego siostra to w znacznym stopniu obrzydziło mi jego rodzinę. Nie jeżdżę tam, ponieważ nie wierzę w jej domniemane przeprosiny (próbowała się ze mną "pogodzić", ale nie wybaczyłam jej. Wiem, że z czasem zrobiłaby mi jeszcze gorsze świństwo) i "troskę" jego matki...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sytuacja jest trudna, bo nie da się na dłuższą metę tak żyć... Twoja niechęć do jego rodziny odbija się na Waszym związku i nawet jeżeli on nie mówi, omijacie temat, to napięcie jest i będzie. Myślę, że jak chciała się "pogodzić" to trzeba było wykorzystać moment i zajechać. Nie musisz się z nimi przyjaźnić, miej na uwadze jak Cię potraktowały i bądź czujna, ale na niezobowiązującą kawę czy obiad raz na kilka nawet miesięcy ze względu na swojego faceta możesz zajechać. Jak Twój chłopak Cię zaprasza to pojedź, jakby się nic nie stało. Nic nie zrobiłaś, nie masz za co przepraszać ani nic, po prostu zajedź z nim i zobaczysz. Jeżeli nie umiesz tak po prostu to poproś jego mamę o rozmowę, powiedz o wszystkim. Moim zdaniem chociaż to trudne to najlepsze rozwiązanie, za młodzi jesteście żeby zrywać relacje, tym bardziej za głupotę. Tobie to może bez większego znaczenia, ale on tego nie chce i będzie między Wami się sypało przez ten konflikt.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
12.16. Slusznie. Powtarzam do znudzenia o dystansie, dyplomacji i klasie, w kontaktach z rodziną partnera. Nie mieszkasz z siostrą partnera, a od czasu do czasu trzeba się spotkać, bez kłótni czy wojny. Gryź się w język, licz do 10, by nie powiedzieć za dużo podczas wizyty. Nie daj się sprowokować, rozladowuj sytuację uśmiechem, żartem. Bądź mądra.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie czytałam całości bo wręcz zbulwersował mnie ten tekst, że ktoś w Polsce mógłby kogoś obgadywać. To niemożliwe. Ja w to nie wierzę! W Polsce nikt nikogo nie obgaduje, mało tego, każdemu można ufać. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość skrytadobólu
Za jakiś czas mam iść do psychologa (jestem po załamaniu nerwowym, ale związanym z moimi studiami) i opisać daną sytuację. Może faktycznie przełamię się lub znajdzie się inne rozwiązanie z tej sytuacji... Obawiam się jednak, że nie potrafię tego ot tak odpuścić, za bardzo zostałam zraniona. Co do mojego partnera to z nim to tez różnie bywa - czasem naprawdę mnie wspiera, czasami zbywa moje zmartwienia. W tej sprawie oczywiście ślepo wierzy siostruni, że "nic złego nie zrobiła"... Kiedyś był w stanie stanąć po stronie mojej "koleżanki", która nagadała mu różnych bzdur na mój temat. Sporo pracy i wysiłku w to włożyłam, aby mu wytłumaczyć, że ta cala koleżanka kłamała jak z nut...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×