TnT 5 Napisano 7 godzin temu Przeszedł 20 metrów, była 23:15, ostra zima dała się we znaki nie tylko starszym, miał dopiero 49 lat a stanął przed klatką schodową bloku, w którym od lat wynajmował M3 z poczuciem wielkiego ciężaru, ciężaru który wielokrotnie powyżej średniej obciążał jego zmęczone ciało, każdego upływającego narastająco dnia. Drzwi klatki skrzypnęły za nim, ale zamknęły się cicho. Przed nim rozpostarł się upiorny koszmar, schody były nie ubłagane, co dla niego samego i jego ciężaru, który sobą niósł, było jak bezsensowna Syzyfowa utopijna kawalkada. Minęła 23:36 gdy dotarł na 3 piętro bloku, który po 45 latach od swojego materialnego pierwoctwa i wbrew zamysłom inżynieryjnym zamysłom architektów zmieniał swoje położenie co najmniej sześciokrotnie mimo, iż od początku i nieustanie stał w tym samym miejscu. Zmieniał się naokoło cały Świat, zmieniali lokatorzy, a budowla zmieniała się wraz z nimi, zaś on nie był już tą samą osobą, która lata swojego wczesnego dzieciństwa spędzała na wygłupach przed jednym i jedynym domem rodzinnym. Dorosłość odbiła piętno nie tylko na jego kręgosłupie i tkankach, wyryła również bruzdę w jego najcenniejszym dobru. Rozpalił Światło elektryczne w przedpokoju zaraz po zrzuceniu kluczy na komodzie a tuż po zatrzaśnięciu na rygiel tekturowych drzwi. Jedyne światło które posiadał mieściło się w przestrzeni między drzwiami a drzwiami, drzwi wejściowe - drzwi na balkon, konstelacja która rozjaśnia cały Wszechświat, w którym żył, przeżywał, który wiązał. Nie zdejmując ubrania i w butach przetru/chtał całą morską milę bez widoku za horyzont, by już z przedpokoju dopłynąć do pokoju z widokiem na sześcian. Tak, sześciokrotność którego już sam we własnym umyśle nie potrafił złożyć, zupełnie jak kości rzucone na pożarcie sześciogłowym stworom, sześćoraz, który przez lata budował w nim stoicki spokój, harmonię zbliżającą się perfekcyjnie nastrojonego sekstetu Paryskiej filharmonii. Siódmy i po raz ostatni, ktoś zrobił z niego głupca. Nowa wieża z oknami, za balkonem, nowy las, nowy parking, nowy blok... a teraz publiczna latryna dla nowej klienteli nowej restauracji tuż przed blokiem. Teraz o tym nie myślał, nie myślał bo gdyby tak było, byłoby jak jest i jak było również wcześniej. Z energią pociągnął klamkę, która jak dotąd nie istniała, bo objawiła się dopiero gdy tuż przed drzwiami dostrzegł za szybą balkonowych drzwi na 3 piętrze oszarpane cięgło przekręcone na poręczy, serce mu zabiło mocniej. Z impetem przedarł się na siarczysty mróz i z rękoma wyciągniętymi jak przed konfesjonał, wynosząc prośbę, a raczej czynny żal, jak pokutę pochwycił sznurek i zaciągną w swoją stronę by zza rampy wyciągnąć ciężar. Ciężar nie był mu obcy, przyzwyczaił się, ale teraz nie sprawiał mu problemu, wręcz przeciwnie. Poczuł ciężar i ucieszył się. Przytulił do pierś jak rozwiązana ciężarna tuli swoją miłość. Pociągną za sznurek, zdobył. Ucałował zdobycz. Pocałunek w prawdzie niczym nie przypominał rozgrzanych ust, tej soczystej namiętności i zachłannego a ponad grawitacyjnego stanu wzniesienia w przestrzeń bez fizycznych granic, gdyż był faktycznie zimny, czy nawet wręcz lodowaty, ale akurat rok, w którym całował, Zimę czynił pełną.1980. Czym pełniej brzmiały słowa na etykiecie, którą całował a rzeczywiście kochał, tym ciężar jawił się pusty i bez pełnych aluzji ciężaru cech nienaturalnego szarego życia. Wydawał się być prawdziwie zakochany. Ściskając butelkę wspólnego krajowego wybornego szczaka za kartki, których nie miał, bo te jego się skończyły jakby tuż za głowicą maszyny drukującej, zrozumiał, że dalece wykracza poza uczciwość i płakał. Łzy szczęścia opływały jego umarszczone lico po płaszczyźnie utajnienia podobnie jak rozmarznięte krople szronu opływały głębię gładkiej przeźroczystości wróżebnej kuli. Już chwili bolesna Wszystkość ustąpiła. Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach