Odpowiedz na ten temat

Czy znacie taką osobę ktora według was ma życie usłane różami? Ja znam.

  • gość 2017.01.17 [21:30]
    Może moje życie nie jest idealne, ale jestem szczęśliwa i zdrowa. Mam kochającego męża, cudowną corcie, wspolne mieszkanie, co prawda z kredytem ale jakoś wielce nas nie obciąża bo oboje nieźle zarabiamy, tak więc jeszcze ze 2-3 tys miesięcznie mozemy odkładać na konto oszczędnościowe. Ale wiem że są ludzie mający lepiej ode mnie i gorzej.
  • gość 2017.01.17 [21:33]
    Ale autorka tego nie rozumie, że inni mają od niej lepiej, ale są też tacy co mają dużo gorzej.
  • gość 2017.01.17 [22:33]
    Moi Kochani.
    Ja zawsze od dziecka czulam sie wbita w bloto. Obciachowe imie, biedna rodzina, chota matka, ojciec psychol, najbardziej c***jowa dzielnica w miescie, to ja zawsze musialam wejsc w gowno gdy szlam z kolezankami, to tylki mi na urodzinach u kolezanki trafial sie paczek bez nadzienia. To ja mialam slaby i sztyeny kontakt z rodzicami, to ja jako nastolatka mieszkalam w jednym pokoju z matka, sparalizoeana lezaca babcia, na 15 m kw, gdzie trzeba bylo lodowke jeszcze swoja miec. To ja mialam brzydkie zasmiecone mieszkanie bez parkietu i kafelkow w lazience. To ja w przeciwienstwie do kolezanek wiedzialam co to znaczy przewijac, myc i karmic starsza sparalizowana osobe. To ja chodzilam w uzywanych ciuchach z najtanszych lumpexow i to ja dostawalam szalu ze musze wysluchiwac radia maryja na caly regulator, znosic zlosliwe zapalania swiatla w nocy w pokoju, odmrazania lodowki mlotkiem o 3 w nocy, otwierania balkonu na oscierz zima w nocy zeby nas pozaziebiac, ciagle awantury, wbijanie w kompleksy, pirc psow na malym metrazu, bo ojciec stukniety. To ja znosilam ciagle znecanie sie psychiczne, biede itp. To ja ucieklam z domu i to ja wyszlam za maz za lenia, tati i maminsynka, nieroba i alkoholika. To ja znosilam wieczne sterowanie zyciem przez tesciow, to ja znosilam przemoc, alkoholizm i znecanie psychiczne, to ja zasypialam glodna razem z dzieckiem. To ja mieszkalam wowczas w zagrzybialym, wilgotnym mirszkaniu, to ja zima mialam 11 stopni na plusie w pokoju a w reszcie mieszkania po 5-7 st. To ja po uwolnieniu sie od takiego meza, ogarnelam sie i w efekcie wynajmoealam male mieszkanie utrzymujac siebie i dziecko bo na kredyt nie mialam "progu".
    I wiecie co?
    Ktos dzis po krotkiej rozmowie, kim jestem, skad, a co moi rodzice a rodzenstwo...widzi to tak.
    Najmlodsza, z oryginalnym imieniem, jedyna corka, pewnie oczko w glowie tatusia, ojciec byly wojskowy oj to napewno dobrze sie jej wiodlo - miala na zachcianki, rodzina kochaja zwierzatka, oj raptem bledy mlodosci raz nieudane malzenstwo bo pewnie tatusiowi na zlosc chciala zrobic, a takich dobrych tesciow miala, tacy troskliwi. Oj, maz to nawet mieszkanie mial i to w kamienicy, tam takie ladne wysokie sufity!!!
    Taa, warszawianka, po rozwodzie sama z dzieckiem mieszka, pewnie rodzice kupili bo przeciez ojciec byly wojskowy to napewno corci kupil.
    Nie oceniajcie po pozorach!!!
    Po drugie, przychodzi czas kiedy mozna odmienic los tylko trzeba chciec, dzialac i czasem jeszcze wiecej cierpiec. Ale efekty sa.
    Po pierwsze, zmienilam wszystko. Nowe otoczenie, nowy maz, dobry dla mojego dziecka i naszych wspolnych. Nie pije, nie pali, nie bije, jest robotny, zaradny, ma odcieta pepowine, zajmuje sie mna, domem, dziecmi, w niczym nie przypomina poprzedniego meza.
    Po drugie. Co przezylam to moje. To moje rysy na duszy. To moja lekcja zycia, i dlatego umiem bronic sie przed ciociami dobra rada typu tesciowa czy inni starsi ktorzy wg siebie wiedza najlepiej bo sa starsi.
    Po trzecie. Umiem docenic to co mam. Bo mam to tylko dzieki sobie, dzieki swojemu uporowi i doswiadczeniu. Umiem cieszyc sie zyciem, i najblizszymi, bo teraz sama projektuje swoje szczescie.
    Dlaczego innym nie zazdroszcze? Bo nie ogladam sie na nich a na to co maja, bo i po co? Skoro oni tez nie ogladali sie na mmie kiedy ja bylam w gownie.
    Cieszcie sie swoim szczesciem, nie cudzym.
  • gość 2017.01.17 [23:01]
    22.33 -....najlepszy tu wpis .
  • gość 2017.01.17 [23:13]
    22:33 jestes wspaniała osoba. Miałaś bardzo ciezko, tu sie z tobą zgodzę ale moze wlasnie te wydarzenia tak cie ukształtowały ze jestes taka jak teraz. Życzę wszystkiego dobrego, bo zasługujesz na wiele.
  • gość 2017.01.18 [01:20]
    ja też znam taką cwaną roszczeniową krowę.Wszystko jej się układa od lat pechowiec.gif Mam nadzieję ze jej się kiedyś noga powinie.Oby jak najszybciej.
    xx
    fajna jestes! :/
  • gość 2017.01.18 [02:38]
    09:03 ja też jestem nieuleczalnie chora i wali mi się właściwie wszystko więc można mieć przesrane po całości. Ty możesz powiedzieć jestem chora, ale...
    Ja jestem chora i.. i..i..i. Taki las złożony z "i" to przekleństwo.
  • gość 2017.01.18 [05:18]
    Pomyśl autorko, czy chciałabyś mieć takiego męża bez własnego zdania, który na wszystko Ci przytakuje i zastanawiać się czy robi to dla kasy, czy dlatego że jest cipcieczką, czy może z miłości?jezyk.gif ha ha ha Ogólnie to mnie by wkurzała taka uległość u faceta i myślę, że on by mnie nie pociągał. Dla mnie mężczyzna ma być silny, inteligentny, stanowczy, zaradnyusmiech.gif Nie uważam, to za idealne życie, nie zdziwiłabym się gdyby ona miała kogoś na boku, albo sobie w niedalekim czasie znalazłausmiech.gif Bo kobieta potrzebuje mężczyzny a nie przydupasausmiech.gif Po za tym, nie przeszkadzałoby Ci być taką zależna, tyle zawdzięczać innym osobom? Zastanów się czy chciałabyś być na jej miejscu, bo ja nieusmiech.gif Kocham swoje zycie takie jakie jest, to co nas spotyka kształtuje nasz charakter, pomyśl, że jej kiedys to się może skończyć i co ona wtedy zrobi nie przyzwyczajona do brutalnego życia?
  • gość 2017.01.18 [10:37]
    Do autorki
    Facet jest geyem. Geye tak postępują między innymi. Kiedyś się zorientuje, że coś jest nie tak. Teraz jest pochłonięta dokształcaniem , pracą i zainteresowaniami ale za parę lat zobaczy.
    Normalny facet nie cieszy się, że żony nie ma cały dzień i on robi wszystko przy dziecku. To on nigdzie nie pracuje, że od rana do wieczora jest z dzieckiem?
  • gość 2017.01.18 [10:48]
    22:33
    Super, tak trzymaj usmiech.gif
  • gość 2017.01.18 [11:20]
    To ja, z 22.33.
    Dziekuje za mile slowa.
    Kochani, jeszcze jedno. Zazdrosc a wlasciwie zawisc, nienawisc prowadzi do zgorzknialosci i depresji. Wy przezywacie czyjes zycie, ale to nie ich problem tylko wasz, a oni nawet nie wiedza ze codziennie zjada was bol bo oni cos maja a wy nie albo bo oni was skrzywdzili a wy to w sobie pielegnujecie.
    Dla samych siebie przestancie, wybaczcie te krzywdy, pozbadzcie sie zawisci. Nawet nie wiecie o ile lzej na duszy, kiedy zrzucacie taki ciezar. Ja leczylam sie z nienawisci do ojca , meza i tesciow kilka lat, non stop w glowie odtwarzalam te przykre sceny, az powiedzialam dosc!.
    Nie, nie jest mi latwo w zyciu, nie wyszlam za milionera zeby teraz madrzyc sie jak to kiedys bylam glodna a teraz mam wille z basenami. Mam zwykle zycie, to nie jest hollywodzka opowiesc, zyje przecietne ale nie ubolewam ze nie mam na auto prosto z salonu, albo na inne rzeczy. Mam po prostu, meza, dzieci, dach nad glowa, rodzine, cieplo i szczescie, i nie jest to tez bieda ani zagrzybialy dom.
    Powodzenia usmiech.gif
  • gość 2017.01.18 [11:29]
    Moim zdaniem autorka jest po prostu zawistna i nie może przeboleć, że ktoś może mieć lepiej. Zamiast zrobić coś ze swoim życiem woli narzekać i zazdrościć... Jeszcze ten tekst, że może podwinie się komuś noga mówi wszystko... a jak Tobie podwinie się noga, to co?
  • gość 2017.01.18 [11:42]
    Zgadzam sie z opinia powyzej. Zawisc przez autorke watku przemawia. To co z tego, ze dziewczyna ma zycie uslane rozami. Niech sie jej uklada jak najlepiej a takie zgorzkniale zazdrosnice niech zzolkna z zazdrosci.
  • gość 2017.01.18 [12:09]
    gość wczoraj [22:33]
    nie zazdroście innym tylko bądźcie jak ta kobitka. Równiajcie w górę i dokonujcie przemyślanych wyborów. Pozdrowienia dla ciebie i już więcej NIE DAJ SIĘ
  • gość 2017.01.18 [12:11]
    o k******, facet jest gejem, bo jest normalny, Jest nawet przydupasem, bo nie zostawia babki z obsranym dzieciakiem i jej pomaga. To ja sie nie dziwie, ze macie takie c*****e zycie, skoro dla was normalny facet jest beznadziejny. Ja p*****le.
  • gość 2017.01.18 [12:20]
    Ja tak mam. Moi i męża rodzice dorobili się sporych majątków i chętnie dzielą się z nami, abyśmy mieli lepszy start niż oni. Od rodziców dostaliśmy na start po mieszkaniu, więc możemy żyć na co dzień w jednym a weekendy spędzać w drugim w innym mieście. Z okazji ślubu od jednych i drugich dostaliśmy po samochodzie. Może nie z salonu, ale całkiem nowe, w nienagannym stanie technicznym, bezpieczne i świetnie wyposażone. Mąż lubi samochody, więc już mu ojciec kupił chyba ze 3. Trzyma te aktualnie nieużywane u siebie na placu, opłaca sam wszystkim ubezpieczenia, tuning i naprawy. My tylko benzynę lejemy a często i na paliwo mamy od teścia, bo sportowe samochody dużo palą. Od rodziców mamy mnóstwo sprzętów domowych, mebli itp. Często kupują nam ubrania, buty, ciuszki dla synka, zabawki a nawet chemię i jedzenie. Teściowa przyjeżdża do nas niemal codziennie z obiadem albo mąż jedzie do niej po gotowe, więc czasem prze 2 tygodnie nie muszę gotować ani jednego obiadu sama, choć czasem miałabym ochotę, bo lubię gotować. Doceniam jednak, że mogę ten czas poświęcić na coś innego niż stanie nad garami. Materialnie nie brakuje nam niczego. Gdyby nam się z jakiegoś powodu odciął kurek z pieniędzmi od rodziców też nie byłoby problemu. Oboje z mężem mamy skończone świetne studia na jednych z najlepszych uczelni wyższych w Polsce. Ja skończyłam kierunek medyczny i jestem w trakcie specjalizacji, którą robię tylko dla własnej satysfakcji, bo nie jest mi do niczego szczególnie potrzebna. Mąż skończył 2 kierunki na Politechnice. Wcześniej w dzieciństwie chodziliśmy na różne zajęcia dodatkowe. Ja na angielski basen, grę na różnych instrumentach, zajęcia ćwiczące pamięć i co tylko sobie wymyśliłam. Również na korepetycje kilka razy w tygodniu i bynajmniej nie dlatego, że nie radziłam sobie w szkole. Wręcz przeciwnie, zawsze byłam prymusem. Mąż pracuje w świetnie prosperującej, rodzinnej firmie a ja jestem w trakcie planowania własnego biznesu z moimi rodzicami, którzy mi go szykują a na razie zdobywam doświadczenie na etacie. Po macierzyńskim wzięłam kilka miesięcy bezpłatnego wychowawczego, żeby pobyć z dzieckiem więcej czasu a potem mam w planie wrócić na pół etatu, żeby nie wypaść z rynku na zbyt długo i trochę wyjść do ludzi a jednocześnie mieć dużo czasu na bycie mamą i żoną. Moja pensja, choć w stosunku do średniej jest obiektywnie spora, to nie ma większego znaczenie w całym domowym budżecie. Takie zaskórniaki na waciki oczko.gif Zarobki męża spokojnie zaspokajają wszelkie nasze potrzeby. Męża mam świetnego i wiem, że wiele kobiet mi go zazdrości. Przystojny, wysoki, dobrze ubrany, pachnący. W dodatku jest dobrym człowiekiem. Każdemu by nieba przychylił. Uwielbia dzieci, z którymi łapie świetny kontakt i jest duszą towarzystwa. Jego drobne wady tracą przy tym wszystkim na znaczeniu. Mamy wspaniałego synka. Zaszłam w ciążę bez problemu i bez problemu donosiłam Poród miałam wyjątkowo lekki a bolesną rekonwalescencję mój mózg wyrzucił z pamięci. Synek jest cudowny. Jak to dziecko psoci, ale potrafi zająć się sobą sam przez jakiś czas. A najważniejsze, że jest zdrowy i wesoły. Maluch jest oczkiem w głowie babć i dziadków, którzy chętnie z nim spędzają czas. Teściowie też mi się udali. Mamy fajne relacje. Traktują mnie jak kolejną córkę a nie obcą, co im synka odebrała. Moi rodzice też są w super kontaktach z moim mężem. Sielanka po prostu. Gdybym tak miała powiedzieć, czego w swoim życiu nie lubię, to musiałabym na siłę coś wymyślać, bo naprawdę żyje mi się super. Wygodnie, na wysokim poziomie, bez poważnych zmartwień. To, co bym chciała zmienić, to jakieś pierdoły. Wiem, że wiele osób czuje wobec mnie i mojej rodziny zazdrość a może i zawiść. Wiem, że są osoby, które uważają, że to niesprawiedliwe, że my wszystko dostaliśmy na tacy i że życzą nam jak najgorzej. Ale wiem też, że mam paru przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć i kontakty z nimi w zupełności zaspokajają moje potrzeby towarzyskie. Nie wszyscy muszą mnie lubić. Ważne, że jest choć jeden prawdziwy przyjaciel. Ważne też, aby mąż był przyjacielem. Reszta mi wisi usmiech.gif
  • gość 2017.01.18 [12:24]
    gość dziś [12:20]
    No i super usmiech.gif
  • gość 2017.01.18 [12:48]
    gość dziś [12:20]
    ale ci zazdroszczę usmiech.gif Jak ja bym chciała nie musieć do tyrki rano wstawać smiech.gif Zrobić sobie rok wakacji i tylko szyć usmiech.gif
  • gość 2017.01.18 [13:05]
    Gość 22.33 wspaniały wpis,daje do myślenia.... Pozdrawiam usmiech.gif
  • gość 2017.01.18 [13:29]
    To jeszcze ja z 12:20, co mam tak super w życiu. Dla jasności dodam, że zarówno moi jak i męża rodzice dorobili się od zera do milionera jedynie własną pracą, wytrwałością i sprytem w szukaniu niszy na rynku usług i w handlu. Nikomu nic nie ukradli ani nikogo nie oszukali, żeby się wzbogacić. Mogę powiedzieć bez ściemy, że z kilkaset osób uczciwie i nieźle zarabia dzięki ich działalności. Podobnie nam wpoili pracę i uczciwość, więc ani leżenie i pachnienie, ani dążenie do celu po trupach to nie nasza bajka. Żyjemy sobie spokojnie nie wadząc nikomu. Czy to, że dostaliśmy od rodziców świetny start powoduje, że ktoś inny zbiedniał? Nie. Czy komuś jest przez to gorzej? Chyba że na duszy, ale to już jego problem, że żółć go toczy od środka. Ja mu jej nie dolewam w żaden sposób. Nie obnoszę się z tym, że mnie stać. Zwykle chodzę w ciuchach z sieciówek lub no name, choć mogłabym świecić drogimi logami, gdybym chciała. Jedynie do torebek mam słabość, ale i tak kupuję w outletach. Czy to że mam torebkę Armaniego z outletu powoduje, że ktoś ma gorzej niż miał zanim ją sobie sprawiłam? Nie sądzę. Nie rozumiem tej zazdrości, że ktoś ma lepiej. Takim trybem myślenia to ja powinnam zazdrościć celebrytkom, które jadą na zakupy weekendowe do Mediolanu i kupują torebkę Armaniego z najnowszej kolekcji w sklepie firmowym a ja się muszę zadowolić starą kolekcją z outletu. O jak mi źle i jakie o niesprawiedliwe, haha.
    I jeszcze żeby zburzyć mit, że bogaci to sknery i dusigrosze, dodam, że często dajemy pieniądze na różne cele. Szczególnie dużo sponsoruje teść. Jakieś organizacje, szkoły, domy dziecka itp. Moi rodzice wolą pomoc bardziej bezpośrednią. Moja mama nieraz kupiła bezdomnemu sweter czy skarpety a tata jedzenie. A i my z mężem czasem wpłacimy jakąś kwotę na dzieci lub zwierzaki. Ja przez pewien czas byłam wolontariuszką w schronisku a jak synek podrośnie mam w planie założyć dom tymczasowy dla bezdomnych psiaków. Myślę, że jesteśmy dobrymi, wrażliwymi ludźmi a nie psycholami, którzy zabiją za 2 zł.
    No ale ludzie widzą to, że mam firmowe buty i fajny samochód a nie to, że spędziłam życie ucząc się ciężko kosztem nieraz przyjemności albo że w soboty zasuwałam po błocie, żeby jakiś pies mógł raz w tygodniu pobiegać poza klatką metr na dwa. Każdy widzi to, co chce widzieć a inne, istotne rzeczy często mu umykają i wydają się nieważne. Widzi tylko to, czego sam nie ma i zazdrości. Przykre to. Nie widzi natomiast, że często oprócz tego, że ktoś dostał to czy tamto, czy miał więcej szczęścia, to ten ktoś zwykle też na to powodzenie po części sobie zapracował. Choćby właściwymi wyborami życiowymi. Przede wszystkim jednak nauką. Bo nauka to praca, jaką wykonuje już dziecko. Zajęcia dodatkowe to poświęcenie czasu również w domu na kolejną porcję nauki i kolejne prace domowe. Jak widzę kogoś, kto jechał na trójach albo prześlizgiwał się ledwo z klasy do klasy na minimum, kto narzeka, że ma kiepską pracę, mało pieniędzy itp. to tylko myślę sobie, że sam sobie na to zapracował obijając się przez lata. Można mieć kiepski start w życie i się z tym pogodzić nie starając się zupełnie. Można mieć kiepski start, ale zakasać rękawy, uczyć się i pracować, i dojść do czegoś w życiu. Zależy od własnych chęci, pracowitości i w mniejszym stopniu od szczęścia. Podobnie osoba z dobrym startem w życie może mieć na wszystko wyj..ane i roztrwonić wszystko mając tylko szereg roszczeń. Może też postarać się i kontynuować dobrą passę poprzez zdobywanie wykształcenia i doświadczenia. Jesteśmy kowalami swojego losu. Jeśli ktoś twierdzi, że nic nie osiągnie, bo go rodzice w dzieciństwie n angielski nie osłali, to jest zwyczajnie głupi i leniwy. Takiego to nawet jakby posłali, to by się mu nie chciało uczyć. Niejednego miałam w grupie takiego delikwenta, który przychodził tylko dlatego że rodzice zapłacili, ale się nie chciało mu i tak uczyć. Ludzie, trzeba wziąć się za siebie i swoje życie a nie oceniać tylko, jak to inni mają zawsze lepiej. Zazdrość nie rozwija, serio.
  • gość 2017.01.18 [13:41]
    Gość 22:33 najbardziej poruszający wpis.
  • gość 2017.01.18 [23:34]
    12.20 jednak przebija prózność ... Nie tylko bo niestety piszesz też o rzeczach o których bladego pojęcia nie masz . Troche jak gimnazjalistka o życiu andyjskich guanako po programie NG w tv .
    I tu widać żeś aż tak wybitna nie jest .Poczytaj o kapitale społecznym wynoszonym z rodziny i procesu wychowania, obciążeniach dziedzicznych itp. A to tylko drobny wycinek problemu ...
  • gość 2017.01.19 [00:56]
    Gosc 23:34 o pani z 12:20 tez sie zgodze... proznosc i jednak jakas satysfakcja, jakie ma dobre zycie w porownaniu do innycn.... i to mmie urzeklo - moglabym swiecic drogimi logami...logami? To slowo logo sie odmienia?
  • gość 2017.01.19 [00:59]
    A ja lubię podglądać ludzkie życie- podpartywac jakie są relacje, co się udaje, co sprawdza a co nie. Dzięki temu uczę sie i usiłuje to co komuś sie sprawdza wprowadzic do swojego życia! Zawsze wyszukuje wśród znajomych to co mi imponuje i daze do tego.
  • gość 2017.01.19 [03:06]
    gość wczoraj [23:34] Próżność? Skoro lepiej Ci, jak tak stwierdzisz, to ok. Mam poczucie własnej wartości. Wiem, kim jestem i jaka jestem. Możesz to nazwać próżnością, jeśli masz taką ochotę. Całe życie dążyłam do tego, co mam teraz. A że uzyskałam też pomoc od rodziny to tylko moje dodatkowe szczęście. Nic nikomu nie zabrałam i nikogo nie skrzywdziłam, by było mi lepiej. Nie porównuję się do innych i nie wytykam im, że w czymś jestem lepsza.
    Twierdzisz, że nie wiem, o czym piszę. Po części masz rację. Nie specjalizuję się w tych tematach, to nie moja działka. Coś gdzieś czytałam, coś gdzieś widziałam. Jednak znam autentyczne przypadki, które posłużyły mi za przykład. Wiem, że jest duża szansa, że dziecko pójdzie w ślady rodziców czy to dobre, czy to złe. Znam jednak przypadki, gdzie stało się odwrotnie. Nie napisałam nigdzie, że to jakaś reguła. Faktem jednak jest, że jak ktoś pochodzi z patologii, to nie jest przesądzone, że skończy w rynsztoku. Podobnie ktoś niby ustawiony przez rodziców może roztrwonić wszystko i ze szczytu spaść na dno. To z czym startujesz to jedno, a to, jak pokierujesz dalej swoim życiem i jak skończysz, to drugie.
    Piszesz do mnie: "I tu widać żeś aż tak wybitna nie jest ." A czy ja napisałam gdzieś, że jestem wybitna w każdej dziedzinie? Wszystko wiem, wszędzie byłam i wszystko widziałam? Nie przypominam sobie. Chodzi o to, że w szkole byłam prymuską? Myślę, że mogę tak o sobie powiedzieć. Zawsze miałam paski na świadectwach, brałąm udział w konkursach, maturę ozszerzoną zdałam bardzo dobrze, niemal bezbłędnie i dostałam się na studia w pierwszej dziesiątce pod względem punktacji na oblegany kierunek. No ale co tam. Najważniejsze, że nie mam doktoratu z kapitału społecznego, więc jestem debilem do sześcianu. Znasz takie osoby, które są specjalistami w każdej dziedzinie wiedzy? Ja nie znam. Sorry, ale troszkę mi złośliwością zalatuje to zdanie. Przyzwyczaiłam się jednak do złośliwości. Ludzie są z zazdrości często bardzo złośliwi. Przejmowałam się tym jako dziecko. Teraz mi przeszło i po mnie spływa, bo zrozumiałam, że to nie mój problem.
  • gość 2017.01.19 [03:58]
    gość dziś [00:56] Owszem, mam satysfakcję z tego, że mam klawe życie. Nie dlatego, że inni mają gorzej ode mnie. Nie cieszy mnie nieszczęście innych. Jeśli potrafię i mam możliwość to staram się pomagać ludziom. Mnie w życiu spotyka dużo pomocy ze strony innych, więc i ja staram się to dobro zwrócić. Możesz wierzyć, możesz nie wierzyć. Nie znasz mnie, więc nie wiesz, jaka jestem. Mam satysfakcję z tego, że jest mi dobrze w życiu. I to chyba naturalne. Nie widzę w tym nic złego. Czuję satysfakcję, bo skończyłam najlepsze liceum w województwie i świetne studia, które dają mi satysfakcjonującą i dobrze wynagradzaną pracę. Nie porównuję się do osób bez matury, by poczuć się lepiej. Czuję satysfakcję, bo mam cudownego męża, który jest moim najlepszym przyjacielem i wspiera mnie we wszystkim. Nie cieszę się, że sąsiadkę mąż bije. Mam satysfakcję, bo mimo różnicy charakterów wypracowałam sobie miłe, rodzinne relacje z teściami. Jednak nie satysfakcjonuje mnie to, że koleżanka drze koty z teściową. Mam satysfakcję, bo mam wspaniałego synka. Nie sprawia to jednak, że cieszy mnie, kiedy czyjeś dziecko jest chore. Kapujesz już, o co mi chodzi? Równam w górę nie w dół, więc nie muszę się porównywać do tych, którzy mają pod jakimś względem gorzej. Patrzę na tych, którzy mają lepiej, ale nie z zawiścią a z ciekawością, aby się zorientować, co mogę zrobić, aby mieć jeszcze lepiej.
    Jeśli chodzi o odmianę słowa logo, to cieszę się, że sprawiłam Ci chwilę przyjemności, że mogłaś mi coś wytknąć. Miło jest pewnie znaleźć błąd u kogoś, komu się powodzi, żeby nie myślał, że jest taki super. Takie podcięcie skrzydełek pewnie daje jakąś chorą satysfakcję, nie? Ja staram się dbać o poprawność wypowiedzi, używać znaków interpunkcyjnych, nie popełniać błędów ortograficznych i pisać zrozumiale. Oczywiście w szybkim pisaniu na forum można się czasem pomylić czy zrobić literówkę i nie robię z tego tragedii. Mimo że moje wykształcenie jest dalekie od humanistycznego, to mam świadomość, że żaden język nie jest betonem. Język ewoluuje i o ile zwyczajowo słowo rzeczywiście logo jest uważane za słowo nieodmienne, to w praktyce może być odmieniane przez przypadki. Polecam poczytać rewelacyjnego prof. Miodka: http://raciborz.com.pl/2010/05/13/prof-jan-mi odek-o-logu-liii.html Jak już poczytasz opinię specjalisty od języka polskiego na temat loga (albo na temat logo jak wolisz), to jeszcze raz oceń, czy na pewno to ja się zbłaźniłam, czy może ktoś inny? No i nie zapomnij przeanalizować całej mojej wypowiedzi pod względem interpunkcji, ortografii czy składni. Może znajdziesz coś, co Cię będzie w stanie równie mocno urzec. Skoro już jesteś tak czuła na punkcie poprawnośc***isowni, to może zacznij od siebie i z szacunku do języka ojczystego używaj polskich liter. Wciśnięcie klawisza [Alt] od czasu do czasu nie powoduje znacznego wydłużenia czasu pisania postu. Szczególnie jeśli masz do napisania raptem kilka zdań, to oszczędność czasu i pośpiech nie są żadnym argumentem. I jeszcze jedno. Jak już kogoś cytujesz, to zaznacz początek i koniec cytatu i pisz go dokładnie, bo inaczej to przekłamanie a nie cytat. Razi mnie w oczy niby moja wypowiedź, która została przepisana z błędami. Może lepiej do cytowania użyj funkcji [CTRL]+C i [CTRL]+V.
  • gość 2017.01.19 [06:29]
    Gość 22:33 haha no ja w to nie wierzę. Jakbym czytała o sobie... wiele razy starałam się założyć temat na wzór twojego ale nigdy nid wiedzialam jak to ująć ... gdy przeczytałam "to ja zawsze idąc z kolezankami wdeplam w g****o " i z tym paczkiem bez nadzienia pomyślałam Cholera to ja!! Odkąd pamiętam zawsze byłam pechowa... od dziecka żyłam z matką popijająca wraz z babcia w domu ... matka chleje dale babcia juz nie żyje. . Brak ojca, chlanie i znęcanie się matki nawet tez przed samym porodem utrudnia mi życie ... niestety jeśli kogoś obsral ptak zawsze byłam to ja. Ze wszystkim tak było !! Zawsze pod górkę . Za parę dni rodze i aż się boję jak to będzie z synkiem moim skoro NIC MI W ŻYCIU NIE WYCHODZILO ...nie wiem czym spowodowany jest taki pech .. Zawsze byłam taka "gorsza " na żadnej płaszczyźnie mi się nie układało .. Zazdroszczę Ci gościu ze udało Ci się z tego wyjść ja nie wiem czy zaznam jeszcze w życiu szczęścia ... pozdrawiam Cię ciepło i może źle napisze ale to miło poczytać ze jednak nie jestem sama choć wolałbym aby takich ludzi było jak najmniej bo naprawdę nie wiem co to jest smutas.gif
  • gość 2017.01.19 [11:03]
    Do 06.29.
    To ja ta z 22.33.
    Słuchaj, to nie było łatwe, tak naprawdę ta zmiana nie jest jak zapalenie światła i już, to trwało, niby ciach ale wcześniej też małe kroczki. I to nie jest coś co jest wieczne, trzeba w sobie to utrwalać, to poczucie wartośc****ewności siebie i tego, żeś dobry człowiek zasługujący na szczęście.
    Owszem ptak mnie też ostatnio osrał, ale teraz traktuję to tak, że poględziłam pod nosem że głupi ptasior, w domu przeprałam ubranie a z sytuacji zrobiłam ciekawostkę w domu opowiadając z uśmiechem na twarzy, tak żebyśmy mogli się pośmiać usmiech.gif . Owszem czasem mam pecha kilka razy w ciágu dnia, typu wejście w gowno, ptasior obsrywający, spozniony autobus i wkurzam się niemiłosiernie, ale kto z nas tak nie ma?
    Ja mam wieczne przejscia z zusem, a to dokument im zginie, a to czegos nie zmienią, a to jak zmienili to po ośmiu latach przywrócili stare dane i znów odkręcanie i przesyłanie im dokumentów. No szopka, ale chwilę sie powkurzam i przestaje o tym myslec. Nie analizuje, nie odgryeam tych scen w glowie, nie marnuje energii na niepotrzebne mysli.
    Zacznij od myslenia. Mi pomogly ksiazki/artykuly o asertywnosci, afirmacjach, mocy przyciągania, medytacji. Poza tym zawsze wiedziałam jak chcę aby wyglądalo moje zycie, i to co się z nim działo od dziecka do dwudziestuparu lat dalece było od pragnienia, no i uparłam się i ruszyłam do przodu. Zrozumiałam, że ja też zasługuję na szacunek, sprawiedliwość, milosc i szczescie, i powtarzam to sobie do dziś jak mantrę.
    Wiem, to nie jest proste, bo musisz stać się trochę aktorką, gdzie najpierw Ty sama jesteś widzem a pozniej swiat. Musisz wtlaczac do umyslu teksty typu "przyciagam do siebie szczescie". Umysl sie buntuje ale tak trzeba.
    Zycie jest kolorowe tylko musimy to chciec zobaczyc, lub pokolorowac je na nowo.
    Bedziesz teraz matką, musisz byc bardzo pewna tego ze jestes dobrą matką, ze kochasz dziecko, bo ono tego cholernie potrzebuje od pierwszych chwil po wyjsciu na zewnatrz. Okazuj to dziecku w kazdej czynnosci ktorą bedziesz przy nim robić.
    Powodzenia.
    Do Pani z 12.20, tej co się tak dobrze wiedzie w życiu. Super, że to doceniasz, i cieszysz się swoim szczesciem danym przez los od urodzenia, i nie spoczelas na laurach tylko umiejetnie to wykorzystujesz.
    Pamietaj jednak, ze czlowiek pochodzacy z patologii ma trudniej, bo sam musi nauczyc sie, ze jego swiat nie musi byc destrukcyjny, ze zamiast niszczyc, moze budowac.
    Czlowiek jest jak komputer, nowo nabyty komputer zostaje zawirusowany, dziala zle, zaczynasz cos łatać, naprawiać, ale i tak za chwilę to samo. Czasem zeby byl znow czysty trzeba mu wyczyscic dane, zrobic reset, wymienic dysk...ludziom z patologii nie wyczyscisz ani nie wymienisz mozgu, mozesz naprawiac ale to co sie w nim "nagralo" juz tam zostanie - i czasem bedzie wylazic, czy to w postaci depresji czy agresji czy poczucia przegrania lub strachu ze te ciezkie czasy znow powrócą i stracisz swoje szczęście. I dlatego ludzie z patologii muszą pracować nad sobą podwójnie, to codzienna walka ze wspomnieniami, strachami, slabosciami.
    Jesli ty sama nie musialas wysluchiwac awantur za to ze zabijasz karaluchy lażąca po kuchni po twoim jedzeniu, bo przecież tatuś psychol specjalnie je dokarmia okr******* jeśli ty sama nie miałaś butów na zimę i marzły ci stopy, jeśli nie miałaś książek do szkoły, jeśli żeby się pouczyć do klasówki musiałaś iść na schody na klatkę schodową żeby się w spokoju przygotować, jeśli twoje dziecko zasypiało głodne lub z zasłoniętymi uszami trzęsące się zwinięte na twoich kolanach, bo mąż robi awanturę po pijaku, a ty sama z bezradnosci wobec sytucji zyciowej i zlosci ze kontynuujesz patologie w zyciu doroslym masz ochote odkrecic gaz...to naprawde jesli tego nie przezylaś, to nie możesz łatwo stwierdzić, że kazdy moze wyjsc z patologii i kazdy mogl sie uczyc i skonczyc dobry kierunek. Nie, nie kazdy, czasem ogrom tej patologii i braku narzedzi do wyrwania sie z tego jest tak wielki ze nie dziwie sie niektorym ze poddali sie i albo odebrali sobie zycie albo uznali to za normę i kontynuują patologię.
    Dlatego, dobrze ze potrafisz docenic ze dla Ciebie los byl laskawy, i nie wystawil Cie na az taką próbę hardości charakteru.
    Mówi się, że z piekła nie ma powrotu, jest, tylko trzeba mocno chcieć.
    A co do polskich znaków, wiem, że nie do mnie to pisałaś tylko do tamtej osoby co cie atakowała. Hmmm...nie wiem jak tamta osoba, ale ja np pisze z tel, i zeby bylo szybciej nie pisze polskich znakow, tu nie ma Alt usmiech.gif , a slownika nie mam wlaczonego zeby mi poprawial na polskie slowa usmiech.gif .
  • gość 2017.01.19 [13:48]
    Oj nie wiem dlaczego jesteście wściekłe jak was ptak ufajda.
    U nas mówi się ze to szczęście i kasa , nie każdego ptak osra a jak już samochód to naprawde luksus .
  • gość 2017.01.19 [14:35]
    gość dziś [11:03] Masz bardzo fajne podejście. Z Twojej wypowiedzi nie czuję żadnej zazdrości, że ja mam tak dobrze i to nie tylko dzięki własnym staraniom, ale po prostu ze względu na lepszy start w życiu. Wiele osób uważa, że to co mam, zawdzięczam tylko rodzicom i ich kasie, a sama leżę, pachnę i nic nie muszę. Nie widzą, że kiedy oni sobotnie wieczory spędzali na dyskotekach a w niedziele odsypiali skacowani, to ja w sobotę analizowałam układ pokarmowy dżdżownicy a w niedzielę ćwiczyłam wzory węglowodorów aromatycznych. Nic mi samo nie przyszło a gdybym nie zapracowała na to sama, to za żadne pieniądze nie zdobyłabym uprawnień w swoim zawodzie. To całe lata wyrzeczeń, których się nie widzi. Za to widać, że pracuję (choć przy mężu nie musiałabym nawet) i stać mnie na to czy tamto i to innych kole w oczy. To przykre, kiedy ktoś wciąż umniejsza Twoje własne osiągnięcia, bo masz bogatych rodziców.
    Pewnie wiele Cię kosztowało, aby odbić się od dna i osiągnąć cel jakim jest normalne, spokojne życie. Jesteś jedna tym pozytywnym przykładem, że da się. Pewnie nei każdy jest do tego zdolny, ale nie jest tak, że w chwili urodzin nasz los jest już przesądzony. Ty niby byłaś z góry na straconej pozycji a wzięłaś sprawy w swoje ręce i nie poddałaś się. Takich ludzi szanuję i podziwiam, bo wiem, że mają 100 razy trudniej, ale walczą. Nie znoszę za to ludzi, którzy jojczą jak im źle, ale zamiast iść do UP to idą po kolejne piwko na kreskę. Trzeba równać w górę a nie w dół i wyznaczać sobie realne cele. Dla jednego możliwe do zrealizowania będzie skończenie specjalizacji neurochirurgicznej a dla drugiego w ogóle zdanie matury. Każdy jest inny i ma inne możliwości rozwoju, ale trzeba się starać Ani spoczęcie na laurach nie jest dobre, ani zaprzestanie jakichkolwiek starać z myślą, że i tak się nie uda.
    PS1: Mnie też nie jeden raz osrał ptak. Na świeżo umyte włosy, nową kurtkę, o samochodzie już nie wspomnę. Raz nawet dostałam laksą w dzień swoich urodzin. Taki osobliwy rodzaj prezentu oczko.gif A i w psią kupę wdepnęłam z milion razy. Jak pisałam wcześniej, byłam wolontariuszką w schronisku dla zwierząt, więc z czyszczenia podeszwy o trawę mogłabym doktorat zrobić. Tak więc nie tylko biedni mają "g*******e" przygody oczko.gif
    PS2: Normalnie nie czepiam się braku polskich znaków czy nawet rażących błędów w wypowiedziach na forach internetowych. Jednak jeśli ktoś mnie atakuje to nie kładę uszu po sobie. Konstruktywna krytyka jest ok, ale jeśli ktoś sam nie potrafi prawidłowo posługiwać się językiem, nie ma prawa moim zdaniem pouczać innych w tej kwestii. Szczególnie jeśli nie ma racji a problemów szuka na siłę, by tylko komuś dopiec. Przyzwyczaiłam się, że wiele osób nie lubi mnie jeszcze zanim mnie pozna, bo mam lepiej. To że się nie przejmuję tym, nie oznacza, że udam, że deszcz pada, gdy ktoś na mnie pluje.

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...