Tez jestem zdania, ze zwierze jest szczęściem. Całe życie miałam koty i od kiedy wyniosłam sie do wielomilionowej metropolii to nie mam kota i czasem zbiera mnie na ryk i jak tylko widze gdzieś kota, to biegnę byle by popatrzec. To było moje szczescie, moj relaks, moja pokrewna dusza, spowiednik (który nigdy nic nie wydał), moje szczescie, ktore mnie bawiło, ale i doprowadzało do łez gdy zachorował. W zdrowiu i chorobie był szczęściem i mysle o nim dzien w dzien, bo nic mi tyle szczęścia nie dawało co ta mała mrucząca, a czasem wredna istota i mam nadzieje, ze ja mu dawałam to samo, skoro w środku nocy przychodził sie poprzytulać. Widac, ze Bunia jest przygotowana na tego psa i widac po nich, ze pragną go całym sercem... każdy kto miał zwierzaka rozpozna to. To nie jest kolejna eljaszow, która wzięła Brytyjczyka i przy pierwszym przytyku zuchwale poinformowała, ze kota wiecej nie pokaze, bo ludzie jej uwagi robia po czym miesiąc pózniej robiła relacje z oddawania kota, u Corgisity była to świadoma decyzja, a nie widzimisie jak u koleżanki od zbiórek. Ja tam daje im szanse, bo juz widziałam u eljaszowej i tej od chmurki kompletna głupotę, tu widze miłość, a przede wszystkim to ze oni CHCĄ i robia wszystko, by ich chciejstwo dało kochający dom.