No przykre to ale mało jest moim zdaniem takich lekarzy prawdziwych z powołania, którym zależy na dobru każdej bez wyjątku pacjentki i jej maluszka. Leżąc w szpitalu miesiąc widziałam chyba wszystkich z ginekologii pracujących na inflanckiej i nie miałam mocnych zastrzeżeń do żadnego bo w większości widać było, że wiedzą co robią i naprawdę chcą pomóc. Ale w mojej opinii taki który naprawdę kochał to co robił był tylko jeden. Potrafił przyjść, wziąć krzesło, usiąść i pogadać kilka minut, wyjaśnić coś na spokojnie, uspokoić, przekazać, że mamy prawo do skorzystania z pomocy psychologa itd. 90% lekarzy, nawet tych z naszych klinik gdzie zostawiamy naprawdę grube pieniądze traktuje pacjentki taśmowo. Wiadomo, że po latach pracy można (i nawet trzeba) się znieczulić na czyjś ból, cierpienie, nerwy itd. Ale jednak dobrze by było gdyby zostawiali gdzieś w sobie troche tej empatii i troski.